Ludziska. Nie macie wrażenia, że przez takie eksperymenty, własne weryfikacje nagrywanych filmów [weryfikacje ludzi przecież niezbyt doświadczonych w Yiquan] degenerujecie tę sztukę walki!
Pamiętam jak chodziłem pierwszych 8 miesięcy na Aikido. Wydawało mi się że nieźle opanowałem podstawy, jak każdy fascynat, który zachłysnął się czymś nowym próbowałem przekonywać do Aikido innych, uczyłem nawet swoją dziewczynę, brata. Po tych 8 miesiącach mój sensei podniósł nieco poprzeczkę i zaczął wytykać mi sporo błędów, na które wcześniej jakby nie zwracał uwagi. Może chodziło o to, żeby po tym jak adept opanuje pewne podstawy, dopiero wymagać od niego więcej. Okazało się że guzik wiem i w dodatku daleko mi nawet do poprawnego opanowania podstaw. Praktycznie zraziłem się wręcz do Aikido w tym okresie. Wiem że to mój błąd ale niestety nie należe do zbytnio wytrwałych i łatwo się zrażam czy zniechęcam.
Czytając wasze posty mam wrażenie, że właśnie jesteście na etapie takiej newbie-fascynacji. Zbyt mało umiecie jeszcze żeby samemu ogarnąć w miarę zaawansowane zrozumienie Yiquanu [i nic w tym złego oczywiście] ale uczyć na poważnie Yiquanu INNYCH z takim doświadczeniem to moim zdaniem spora przesada. Czytaliście artykuł dachenga na www.yiquan.pl "Zrozumieć Yiquan"? Może warto Może jak ktoś próbuje dorzucać do yiquanu jakieś NLP czy zen, albo ulepszać tę sztukę walki bez opanowania zaawansowanego poziomu, po prstu jej nie rozumie?
Dla mnie Sall to zabawa. Igorowi się ćwiczenie podoba ale go wykluczono więc sobie ćwiczy a że w kupie raźniej to szuka chętnych. Moim zdaniem to nawet może być forma promocji dla yiquan bo przecież ktoś z tych ludzi co sobie porobi kilka podstawowych ćwiczeń może pójść na treningi do Dachenga.
Moim zdaniem to nawet może być forma promocji dla yiquan bo przecież ktoś z tych ludzi co sobie porobi kilka podstawowych ćwiczeń może pójść na treningi do Dachenga.
Tu się w sumie można zgodzić W końcu każdy szum wokół Yiquan, nawet taki nie do końca uzasadniony czy sensowny przysparza Dachengowi reklamy. Ludzie dowiadują się że ISTNIEJE coś takiego jak Yiquan (np. z postów Igora na tym forum), a jak będą poważnie zainteresowani treningiem to dotrą do źródeł, czyli strony Akademii Yiquan i się zapiszą na zajęcia do profesjonalnego instruktora, czyli Dachenga.
Link do Akademii w sumie Igor podał na głównej. Tylko zauważyłem że jak wyleciał z sekcji to wywalił linka z "zaprzyjaźnione" Został tylko w sekcji "warto zajrzeć"
Link do Akademii w sumie Igor podał na głównej. Tylko zauważyłem że jak wyleciał z sekcji to wywalił linka z "zaprzyjaźnione" Został tylko w sekcji "warto zajrzeć"
Skoro ktoś Cie wywala to raczej nie jest zaprzyjaźniony - prawda ?
A po drugie Chłopaki przenieście sie do odpowiedniego tematu
Pomógł: 6 razy Wiek: 30 Posty: 3375 Skąd: z Bajki :)
Wysłany: 08-04-04, 08:31
Sall napisał/a:
Ludziska. Nie macie wrażenia, że przez takie eksperymenty, własne weryfikacje nagrywanych filmów [weryfikacje ludzi przecież niezbyt doświadczonych w Yiquan] degenerujecie tę sztukę walki!
Pamiętam jak chodziłem pierwszych 8 miesięcy na Aikido. Wydawało mi się że nieźle opanowałem podstawy, jak każdy fascynat, który zachłysnął się czymś nowym próbowałem przekonywać do Aikido innych, uczyłem nawet swoją dziewczynę, brata. Po tych 8 miesiącach mój sensei podniósł nieco poprzeczkę i zaczął wytykać mi sporo błędów, na które wcześniej jakby nie zwracał uwagi. Może chodziło o to, żeby po tym jak adept opanuje pewne podstawy, dopiero wymagać od niego więcej. Okazało się że guzik wiem i w dodatku daleko mi nawet do poprawnego opanowania podstaw. Praktycznie zraziłem się wręcz do Aikido w tym okresie. Wiem że to mój błąd ale niestety nie należe do zbytnio wytrwałych i łatwo się zrażam czy zniechęcam.
Czytając wasze posty mam wrażenie, że właśnie jesteście na etapie takiej newbie-fascynacji. Zbyt mało umiecie jeszcze żeby samemu ogarnąć w miarę zaawansowane zrozumienie Yiquanu [i nic w tym złego oczywiście] ale uczyć na poważnie Yiquanu INNYCH z takim doświadczeniem to moim zdaniem spora przesada. Czytaliście artykuł dachenga na www.yiquan.pl "Zrozumieć Yiquan"? Może warto Może jak ktoś próbuje dorzucać do yiquanu jakieś NLP czy zen, albo ulepszać tę sztukę walki bez opanowania zaawansowanego poziomu, po prstu jej nie rozumie?
Sall, po pierwsze, nie robię z siebie znającego się dobrze instruktora. Wyraźnie mówię, że znam niewielki procent wszystkich ćwiczeń i nie znam większości zasad (w praktyce). Mimo że uważnie i z zaangażowaniem studiuję teorię, nie skonfrontowałem jej w większości z doświadczeniem.
Tym co ze mną ćwiczą mówię, że ćwiczymy dla towarzystwa razem, aby dzielić się informacją zwrotną i motywować. Jeśli ktoś nie przyjmie roli instruktora dla samego siebie, to nic mu treningi bez profesjonalnej sekcji nie dadzą (no może korzyści dla zdrowia).
Taką postawą wzmagam czujność w tych co ze mną ćwiczą i samodzielność - chęć i przyzwyczajenie na weryfikacje docierających do nich informacji - czytanie źródeł, wytykanie mi błędów, czucie się kimś kto dba o swój trening nie tylko przez ćwiczenie i słuchanie co mu powiedzą, ale przez aktywne intelektualne, sceptyczne zaangażowanie i kreatywność. Przez czytanie literatury i korzystanie z wielu źródeł wiedzy.
Jest parę przesłanek za tym, że mogę pokazywać komuś to co już wiem (pierwszych 6 miesięcy nauki). Można to traktować jako wstęp, okazję do zainteresowania się (mogę rozwinąć jak chcesz). Więcej na razie nie obiecuje, bo nie wiadomo jak to będzie później. Nie jestem hurra optymistyczny.
Polecam każdemu, kto zechce sobie ze mną ćwiczyć, aby zapisał się do akademii. Chyba, że nie ma forsy, lub chce wziąć udział w eksperymencie, polegającym na zbadaniu jakie wymogi muszą być spełnione, aby ćwiczyć bez instruktora i uzyskiwać rezultaty (temat na długi wywód).
Mam też nadzieję, że niektóre z tych osób będą mi w przyszłości pokazywać co wiedzą i mnie uczyć w czasie okresowych wspólnych treningów. Podejście auto-szkoleniowe zakłada że każdy uczy się sam i dociera jak najczęściej do źródeł czystego przekazu.
Słowo apropo artykułu Dachenga - jak najbardziej czytałem go i zgadzam się z większością zawartych tam tez. Odnoszą się one natomiast do sytuacji, w której ktoś kogoś uczy, nie mając pełni wiedzy, jednocześnie trzymając się modelu uczeń-nauczyciel (bierność ucznia), zapominając o Yiquanie jako całości, twierdząc, że się zna, zmieniając zasady stanowiące podstawę systemu z powodu własnego niedouczenia.
Sądzę, że ze względu na właściwości Yiquan (systemowość, spójność, logiczność, mechanizmy auto-weryfikacji, przejrzystość), dostępność materiałów szkoleniowych, odpowiednie podejście treningowe i wykorzystanie nowoczesnych metod edukacji (NLP), możliwe jest praktycznie samodzielne ćwiczenie, bez profesjonalnego wsparcia i uzyskiwanie rezultatów.
Uważam, że jeśli ma się pewne doświadczenie i podstawową wiedzę z zakresu sztuk walki, fizjologi, fizyki, psychologii, edukacji i samorozwoju, stosunkowo nietrudno jest interpretować to co mówią mistrzowie i instruktorzy w swoich tekstach.
Można się w to sukcesywnie wczuwać. Oczywiście praktyka jest potrzebna aby zacząć sobie wyrabiać zrozumienie - na przykład dla tego, czym jest siła całościowa (hunyuan li) - jeden z najistotniejszych elementów Yiquanu, czy rozumieć pojęcia "zrelaksowany ale nie rozluźniony, napięty ale nie sztywny", "skośna płaszczyna", "wygodna siła", "zmiany relaksu i napięcia" i wiele wiele innych, za którymi kryje się bardzo obszerny zbiór informacji.
Największym problemem są szczegóły, o których się zapomina ćwicząc samemu (to prowadzi do niezrozumienia oraz wypaczania ćwiczeń i zasad). Do tego brak motywacji. Wystarczy zwracać na to mocno uwagę, sumiennie i ostro praktykować, sceptycznie odnosić się do tego co się mówi, robi i stopniowo odkrywać zasady w praktyce.
Co więcej - ćwiczenie tylko w akademii ma spory minus - mały nacisk kładzie się na naukowo-badawcze podejście, o którym tak gęsto pisali mistrzowie, że jest niezbędne do niećwiczenia w ciemno ("Ślepy jeździec, na ślepym koniu"). Nie ma pogadanek teoretycznych, a powinny być - skoro Yiquan pretenduje do gałęzi chińskiej nauki. Na egzaminie na pierwszego duana wystarczy wymęczyć z siebie parę przypadkowych zdań o 1-2 ćwiczeniach i jako tako je pokazać. Jest bardzo mało o istocie sztuki walki, o zasadach, o tym po co się robi konkretne ćwiczenia.
Przyjmuje, że informacje powyższe, przedstawiane są na innych poziomach zaawansowania. Uważam, że to błąd i w pewnym sensie naruszanie przekazu mistrzów. Yiquan daje się teoretycznie ogarnąć, jako gałąź nauki. Są bogate materiały szkoleniowe (i teksty i video). Wielu ludzi ćwiczy samemu, po powrocie z obozów. Są kursy korespondencyjne. Mam wrażenie, że jest to inna sytuacja niż z Aikido, gdzie mistrz ma wiedzę i tylko on ją ma - nie jest ona precyzyjnie zapisana.
Wniosek dla mnie z tego wszystkiego, co już wiem jest taki, że jednak rzeczywistość samodzielnego ćwiczenia nie wygląda tak czarno, jak wynika z artykułu i tego co piszesz Sall. Istotą sukcesu jest inne podejście, kładące nacisk na totalną odpowiedzialność za swój trening, podejście badacza, szanującego bezwzględnie przekaz teoretyczny, wykorzystanie specyfiki systemu oraz synergii - współćwiczący mają takie same podejście i na styku wspólnego treningu pojawia się wiele nowych możliwości.
Co więcej - ćwiczenie tylko w akademii ma spory minus - mały nacisk kładzie się na naukowo-badawcze podejście, o którym tak gęsto pisali mistrzowie, że jest niezbędne do niećwiczenia w ciemno ("Ślepy jeździec, na ślepym koniu"). Nie ma pogadanek teoretycznych, a powinny być - skoro Yiquan pretenduje do gałęzi chińskiej nauki. Na egzaminie na pierwszego duana wystarczy wymęczyć z siebie parę przypadkowych zdań o 1-2 ćwiczeniach i jako tako je pokazać. Jest bardzo mało o istocie sztuki walki, o zasadach, o tym po co się robi konkretne ćwiczenia.
Przyjmuje, że informacje powyższe, przedstawiane są na innych poziomach zaawansowania. Uważam, że to błąd i w pewnym sensie naruszanie przekazu mistrzów.
Znakomity kawałek, bo podsumowuje zarówno powody, dla których Dacheng pokazal Ci drzwi, jak również w ogóle Twoją zdolność rozumienia jego przekazu. Albo też nawet jakiegokolwiek przekazu.
Miałeś okazję spotkać w osobie Dachenga człowieka, który oprócz tego, że ma wysokie umiejętności ma też pomysł na siebie i na swoją szkołę, wyróżnia się ponadto na tle większości innych nauczycieli SW intelektualnie. Czyli w szczególności od pierwszych zajęć przekazuje bardzo dużą dawkę informacji, pożyteczną dla każdego, kto chce słuchać i potrafi zrozumieć. Tobie się jedno bądź drugie nie udało - face it, man, a nie próbuj desperacko całą sytuację racjonalizować. W szczególności sugerując, że Dacheng nie ma pojęcia co robi, nie mówiąc już o jego ograniczonych uczniach.
Cały problem, Igor, polega na tym, że osoby zainteresowane yiquan, trafiające na to forum mogą sobie na podstawie Twoich własnych wypowiedzi stworzyć wizerunek gościa uzdolnionego w kierunku sztuk walki, obdarzonego inicjatywą, poszukującego, jedynego w grupie ćwiczących, który nie dał się zastraszyć i miał odwagę wskazać oczywiste idiotyzmy zarówno w samym yiquan, jak i w sposobie jego nauczania. Niestety, taki świat funkcjonuje tylko w Twojej głowie - większość osób, które ćwiczyły na tej samej sali nieszczególnie Cię kojarzy, a Ci, którzy kojarzą pamiętają raczej mocno przeciętnego motorycznie, technicznie i teoretycznie, sympatycznego, niczym nie wyróżniającego się kolegę, a temat zastraszenia przez Dachenga jest im obcy. Piszę to po to, żeby wszyscy trafiający na to forum brali poprawkę na Twoje oddalenie od rzeczywistości i nie traktowali Twoich dyrdymałów na temat sztuk walki jako popartych jakąkolwiek wiedzą, doświadczeniem, bądź talentem.
Mimo wszystko nie chciałbym tak naprawdę, żebyś po tym poście się tak od razu zniechęcił. Jest, widzisz, taka sprawa, że założyłem się z kolegą - on twierdził, że nie wytrzymasz tej indywidualnej zabawy nawet przez trzy miesiące, ja Cię broniłem i twierdziłem, że przy tym braku wyczucia obciachu pociągniesz o wiele dłużej, i jeszcze przed wakacjami sobie nadasz drugiego duana. Nie poddawaj się, chłopie!
Pomógł: 6 razy Wiek: 30 Posty: 3375 Skąd: z Bajki :)
Wysłany: 08-04-06, 00:37
swe3per napisał/a:
Znakomity kawałek, bo podsumowuje zarówno powody, dla których Dacheng pokazal Ci drzwi, jak również w ogóle Twoją zdolność rozumienia jego przekazu. Albo też nawet jakiegokolwiek przekazu.
Swe3per, znakomity kawałek, bo pokazuje, że dalej poczytamy Twoje quasi-merytoryczne racjonalizacje własnej niechęci.
swe3per napisał/a:
Miałeś okazję spotkać w osobie Dachenga człowieka, który oprócz tego, że ma wysokie umiejętności ma też pomysł na siebie i na swoją szkołę, wyróżnia się ponadto na tle większości innych nauczycieli SW intelektualnie. Czyli w szczególności od pierwszych zajęć przekazuje bardzo dużą dawkę informacji, pożyteczną dla każdego, kto chce słuchać i potrafi zrozumieć. Tobie się jedno bądź drugie nie udało - face it, man, a nie próbuj desperacko całą sytuację racjonalizować. W szczególności sugerując, że Dacheng nie ma pojęcia co robi, nie mówiąc już o jego ograniczonych uczniach.
Poczułeś się dokładnie czym dotknięty? Moje wypowiedzi mają ton wyważony, zaznaczam to co jest ok, jak i wątpliwości.
Co do jakości przekazu teorii - świetnie, jeśli masz rację. Aby się upewnić, zrób eksperyment i zapytaj gości na module 1.4 o parę podstawowych rzeczy.
Po drugie, przekaz teoretyczny "przy okazji" jest nieporównywalnie bardziej ubogi niż na przykład książki z teorią, które mało kto czytał z osób które były na module 1.5 i wcześniejszych.
swe3per napisał/a:
Cały problem, Igor, polega na tym, że osoby zainteresowane yiquan, trafiające na to forum mogą sobie na podstawie Twoich własnych wypowiedzi stworzyć wizerunek gościa uzdolnionego w kierunku sztuk walki, obdarzonego inicjatywą, poszukującego, jedynego w grupie ćwiczących, który nie dał się zastraszyć i miał odwagę wskazać oczywiste idiotyzmy zarówno w samym yiquan, jak i w sposobie jego nauczania. Niestety, taki świat funkcjonuje tylko w Twojej głowie - większość osób, które ćwiczyły na tej samej sali nieszczególnie Cię kojarzy, a Ci, którzy kojarzą pamiętają raczej mocno przeciętnego motorycznie, technicznie i teoretycznie, sympatycznego, niczym nie wyróżniającego się kolegę, a temat zastraszenia przez Dachenga jest im obcy
Swe3per, rozumiem, że wypowiadasz się za grupę? Na jakiej podstawie?
swe3per napisał/a:
Mimo wszystko nie chciałbym tak naprawdę, żebyś po tym poście się tak od razu zniechęcił. Jest, widzisz, taka sprawa, że założyłem się z kolegą - on twierdził, że nie wytrzymasz tej indywidualnej zabawy nawet przez trzy miesiące, ja Cię broniłem i twierdziłem, że przy tym braku wyczucia obciachu pociągniesz o wiele dłużej, i jeszcze przed wakacjami sobie nadasz drugiego duana. Nie poddawaj się, chłopie!
Jak widzisz gdzieś obciach, to współczuje. Dzięki za ciepłe słowa!
Chętnie też się dowiem gdzie na zdjęciu obozowym jesteś.
swe3per:
Znakomity kawałek, bo podsumowuje zarówno powody, dla których Dacheng pokazal Ci drzwi
Chyba nie do końca jest to prawda ponieważ Igor tego co teraz pisze nie pisał będąc w akademii. Możesz mieć pretensje do tego co Igor chce teraz robić i co teraz pisze na temat swoich przemyśleń (gdy został sam na lodzie) ale nie nakładaj tego co jest teraz na uzasadnienie tego co było kiedyś.
Ja myślę, że obie strony mają rację. Fajnie że Igor ma ochotę coś robić, nie jestem tylko przekonana, czy można to nazwać Yiquan.
Coś jak z samodzielną nauką języka obcego - można uczyć się w grupie, świetnie się rozumieć, swobodnie ze sobą rozmawiać. Tylko zetknięcie z tymi co faktycznie znają taki język, może pokazać jak bardzo jest to własny język, może podobny do tego oryginalnego.
Pewnie takie ćwiczenia mają swoje pozytywne znaczenie, robi się coś, co się lubi i to samo już jest fajne.
Nie widzę w tym obciachu - po prostu prywatna sprawa każdego co chce ćwiczyć
kto nie pyta i wydaje mu sie ze rozumie - bo jeżeli boją sie pytać bo mogą wylecieć z akademii to nigdy nie zweryfikują swojej wiedzy i może się tylko wydawać że sie rozumie.
swe3per napisał/a:
i jeszcze przed wakacjami sobie nadasz drugiego duana. Nie poddawaj s
zabawne bo wiesz może być tak że ktoś kto ćwiczy sam zrobi o wiele większe postępy niż ktoś kto ćwiczy w akademii i przy starciu może go rozwalić tak że koleś z akademii nie będzie miał nic do powiedzenia.
Aleksandra napisał/a:
nie jestem tylko przekonana, czy można to nazwać Yiquan.
Myślę że spokojnie można ponieważ robi się to według określanych zasad, nie wykonuje się ćwiczenia jak sie komu podoba tylko tak jak jest to opisane. Może to być nawet odrobinę lepsze bo można dopracować ćwiczenie.
Wiesz, Gruby, nie łudźmy się. Samemu trudniej. Po to są przewodnicy by prowadzić po nieznanym terenie. Mapa tez dobra ale przewodnik lepszy. A najlepiej mieć i przewodnika i studiować mapę bo wtedy pójście za kimś jest aktywne a nie baranie.
napisał/a:
nie jestem tylko przekonana, czy można to nazwać Yiquan.
Myślę że spokojnie można ponieważ robi się to według określanych zasad, nie wykonuje się ćwiczenia jak sie komu podoba tylko tak jak jest to opisane. Może to być nawet odrobinę lepsze bo można dopracować ćwiczenie.
W książce do chińskiego też może być napisane jak robić każde ćwiczenie. Może też być klucz, z którym sprawdzasz, czy dobrze rozwiązałeś. Ale to wciąż nie daje gwarancji, że nauczysz się chińskiego. Być może opanujesz gramtykę do perfekcji, ale prawdopodobnie ciężko będzie Ci sie dogadać.
W książce do chińskiego też może być napisane jak robić każde ćwiczenie. Może też być klucz, z którym sprawdzasz, czy dobrze rozwiązałeś. Ale to wciąż nie daje gwarancji, że nauczysz się chińskiego.
Trenując pod okien instruktora może być podobnie. To że tłumaczy, pokazuje i że uczeń naśladuje nie oznacza że się nauczy.
Siedząc na lekcji chińskiego też można sie niczego nie nauczyć. Sęk w tym jak bardzo jesteś zaangażowana w ćwiczenia.
Siedząc na lekcji chińskiego też można sie niczego nie nauczyć. Sęk w tym jak bardzo jesteś zaangażowana w ćwiczenia.
oczywiście
Ja nie twierdze, ze zaangażowanie i praca własna nie jest potrzebna i wystarczy tylko nauczyciel. Przeciwnie - uważam, że niezbędne jest jedno i drugie.
Obecne czasy dają większe możliwości nauki. Dla kogoś kto ma oczy do patrzenia jest dużo informacji. Osobiście na yiquan uczyłem się przede wszystkim poprzez patrzenie na to co i jak robi Andrzej. Mogę również dużo wypatrzeć z nagrań z mistrzami. W spisanej teorii mogę wyczytać czy mój ogląd jest zgodny z tym co jet napisane. Tylko ja nie mam takiego zapału do yiquan jak Igor.
Pomógł: 6 razy Wiek: 30 Posty: 3375 Skąd: z Bajki :)
Wysłany: 08-04-06, 21:38
Cóż, ja myślę że bez przewodnika na pewno wydłuża się czas w jakim osiąga się podobne umiejętności, co z przewodnikiem.
Natomiast samodzielne rozwiewanie wątpliwości, które się pojawiają wymaga aktywnego studiowania materiałów szkoleniowych i poświęcenia na to sporo czasu. Z drugiej strony tego typu zaangażowanie ma taki efekt, że adept zaczyna być biegły w zasadach, teorii. Poziom wiedzy teoretycznej musi być wysoki, aby samemu dostrzegać błędy i możliwości w czasie ćwiczeń.
Warto też zwrócić uwagę, że bierna rola, której sprzyja przewodnik, sprawia że i jego rady łatwo przychodzą i łatwo się je zapomina.
Mam nadzieję, że będzie okazja na spotkania z bardziej zaawansowanymi, aby się od nich uczyć i sprawdzać, czy doskonalone umiejętności dorównują umiejętnościom fachowo szkolonych osób (Swe3per, masz ochotę na sparing lub tui shou? Chętnie się od Ciebie czegoś nauczę )
Jak to zauważył MarS, obecne możliwości nauki są nieporównywalnie większe, niż parę lat temu, a co dopiero w dawnych czasach, gdy system mistrz-uczeń był tak oczywisty i niezbędny jak słońce. Są teksty, filmy, możliwość wymiany informacji przez sieć, spotykania się z ludźmi zaawansowanymi, nowoczesne metody prezentacji informacji, czyniące ją łatwo przyswajalną.
Co do tego, czy to jeszcze jest Yiquan, gdy ćwiczy się go samemu - cóż, nie ma chyba sensu porównywać tego do nauki języka, tylko zastanowić się co decyduje o tym, że mamy te same umiejętności, które daje ćwiczenie w profesjonalnej sekcji?
Zakładam, że podczas trenowania trzymamy się ściśle zasad systemu, reguł robienia ćwiczeń, staramy się patrzeć na Yiquan całościowo i doskonalić tego typu postrzeganie, nie wymyślamy sobie czegoś nowego, tylko praktykujemy to co zostało dane.
W Yiquan chodzi o wykształcenie swobodnej umiejętności posługiwania się siłą całościową (hunyuan li) w walce. Nie ma technik i form. Temu służą wszystkie metody treningowe. Każda rozwija inne aspekty hunyuan li. Tui shou (przepychanie rąk) i san shou (wolna walka) służą weryfikacji braków i błędów.
Ponieważ takie podejście jest unikalne, prawdopodobnie aby zweryfikować własne umiejętności, trzeba wykonywać 2 ostatnie metody treningowe z tymi co mają większe umiejętności w samym Yiquan. Ale podejrzewam, że dość skuteczne będzie też sparowanie się z przedstawicielami innych sztuk walki.
Nie wyobrażam sobie ćwiczenia Yiquan od 0-ra samemu bez wsparcia innych, co się lepiej znają. Czas pokaże, czy takie wsparcie jest potrzebne na każdym etapie rozwoju umiejętności i jak często. Na tym polega cały eksperyment.
Myślę, że będąc świetnie przygotowanym teoretycznie oraz przez trening podstawowy (zhan zhuang, shi li, fa li), można szybko zdobywać doświadczenie nawet w krótkim kontakcie z lepszymi.
O motywację się nie martwię. Problem rozwiązuje zupełnie chociaż jedna osoba, z którą się ćwiczy. Zamierzam też stworzyć oprogramowanie do nauki teorii i panowania nad własnym treningiem, jego efektami - już czuje, że będzie potrzebne. Najpierw jednak trochę poczekam, aby lepiej zrozumieć wszystko.
Nie wyobrażam sobie ćwiczenia Yiquan od 0-ra samemu bez wsparcia innych, co się lepiej znają.
O.. a skoro da sie od poziomu początkującego, ale nie zerowego, to czemu na takiej samej zasadzie nie da się od zerowego? Wydaje mi się, że tu właśnie mówisz o tym, o czym ja myślę cały czas.
igor napisał/a:
Ponieważ takie podejście jest unikalne, prawdopodobnie aby zweryfikować własne umiejętności, trzeba wykonywać 2 ostatnie metody treningowe z tymi co mają większe umiejętności w samym Yiquan. Ale podejrzewam, że dość skuteczne będzie też sparowanie się z przedstawicielami innych sztuk walki.
i tu też mówisz o tym co ja
To co robicie jest jakąś sztuką walki - byc może nie Yiquan, dlatego w czystej formie byc moze wymiękniecie. Ale pewnie ta sztuka może miec sporo przewagi nad jakimis typowo silowymi i mechanicznymi.
Pomógł: 6 razy Wiek: 30 Posty: 3375 Skąd: z Bajki :)
Wysłany: 08-04-06, 22:07
Raczej mówimy jednak o czym innym
Chodzi o to, że trud potrzebny na załapanie "o co chodzi" wydaje mi się ogromny, bez prowadzenia. Potem już jest łatwiej. Po pierwsze rozumiem już teorię. Po drugie nowe ćwiczenia wydają się w miarę "przyjazne".
Aleksandra napisał/a:
To co robicie jest jakąś sztuką walki - byc może nie Yiquan, dlatego w czystej formie byc moze wymiękniecie. Ale pewnie ta sztuka może miec sporo przewagi nad jakimis typowo silowymi i mechanicznymi.
Nie wiem dlaczego nazywasz to "jakąś sztuką walki". Z pewnych względów możemy trochę błądzić w tui shou, ale z drugiej strony jest większy nacisk na świetną znajomość teorii i trening podstawowy. Więc nazwałbym to po prostu samodzielnie ćwiczonym Yiquanem i pozostawił zgodność do oceny na przyszłość. Na razie ani Ty, ani ja, ani nikt nie może pewnie stwierdzić, co wyjdzie.
Na razie ani Ty, ani ja, ani nikt nie może pewnie stwierdzić, co wyjdzie.
Zagadzam sie całkowicie. Nie zrozum mnie źle - ja nie mówię, że to co robicie jest bez sensu. Mówię, że może się okazać, że mijacie się trochę z Yiquan. Ale wiesz, ja to z natury trochę sceptyczna jestem
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum