Wysłany: 08-09-18, 13:40 IDEA O POWSZECHNYM ZBAWIENIU
Moi drodzy.
Staram się kiedyś zostać psychologiem interesuje się głównie tą dziedziną nauki w zakresie psychologii sądowej.
Temat-badań: "Empatia a stosunek do idei powszechnego zbawienia u wychowanków zakładu poprawczego".
Pomyślałam, że być może Was zainteresuje ten temat: idea powszechnego zbawienia. Być może po przeczytaniu zamieszczonych przeze mnie tekstów (albo wyszukanych i zacytowanych przez samych siebie, albo na podstawie własnych odczuć, doświadczeń) zechcecie odpowiedzieć na pytanie:
Czy chciałbyś/ałabyś, aby wszyscy ludzie, jacy kiedykolwiek żyli, znaleźli się kiedyś w niebie ?
Poniżej zamieszczę teksty dotyczące "idei powszechnego zbawienia" - są to między innymi materiały umożliwiające mi realizację badań nad podejściem społeczeństwa do pytania, które zostało umieszczone w podtytule.
Moją docelową grupą badawczą jest młodzież - mężczyźni przebywający w zakładach poprawczych.
Jeżeli wyrazicie swoją akceptację- dla tego tematu to chciałabym również uzyskać od was zgodę, na cytowanie w swojej pracy wybranych wypowiedzi.
Unikając sytuacji, w której osoba wypowiadająca się mogłaby napisać np. to możesz cytować "....." a to już nie "....."
Proszę zaakceptowani takiej formy, że jeżeli już zostanie podjęta dyskusja, wypowiedź ect... na forum, jest to równoznaczne ze zgodą na cytowanie owej wypowiedzi w mojej pracy.
śliczne dzięki
kiniak
[ Dodano: 08-09-18, 14:41 ]
1)
Tekst, jaki dawał do przeczytania osobom badanym Dariusz Kmoch, autor pracy magisterskiej pt. „Obraz świata u osób o różnym stosunku do idei nadziei powszechnego zbawienia” (2004).
< Ks.Wacław Hryniewicz to profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który kieruje Katedrą Teologii Prawosławnej w Instytucie Ekumenicznym KUL i należy do Zakonu Oblatów Maryi Niepokalanej.
Od 25 lat ks. Hryniewicz głosi pogląd zwany „nadzieją powszechnego zbawienia”. Możliwość powszechnego zbawienia zaczął dostrzegać pisząc o „apokatastazie”(powrót do stanu pierwotnej doskonałości) w I tomie Encyklopedii Katolickiej KUL (1973).
W roku 1989 wydał książkę „Nadzieja zbawienia dla wszystkich” a siedem lat później (1996) ukazała się kolejna pozycja pt. „Dramat nadziei zbawienia”.
W roku 2001 wydano książkowy wywiad z ks. Hryniewiczem pt. „Nad przepaściami
wiary”, w którym stwierdził: „Będę głosił tę nadzieję [powszechnego zbawienia], dopóki oczu nie zamknę”.
Według ks. Hryniewicza: „Bóg doprowadzi do siebie nawet najbardziej (...) oporne stworzenia” a także: „(…) Bóg [pojedna] ze sobą najgorszych zbrodniarzy” i grzeszników.
Teologia nadziei zbawienia dla wszystkich nie przeczy istnieniu piekła.
„Nadzieja nie usuwa oczyszczenia”, grzesznik „będzie musiał przejść przez gehennę”, lecz „bolesna terapia, męka i gehenna” nie będzie jednak trwała w nieskończoność.
Zdaniem ks. Hryniewicza męka wieczna, o której mówił Jezus, to „męka poprawcza, ku opamiętaniu”, greckie słowo „kolasis” , tłumaczone jako „męka” [wieczna] to kara lecznicza, a słowo „aionios”, tłumaczone jako [kara] „wieczna” oznacza „trwająca wieki”, do skutku.
Sobór w Konstantynopolu potępił Orygenesa za tezę o pewności zbawienia szatana. Ks. Hryniewicz uważa, że o zbawieniu szatana Orygenes nie wypowiedział się wyraźnie. Wyraźniej niż Orygenes o możliwości zbawienia szatana pisał św. Grzegorz z Nyssy, którego sobór w Konstantynopolu nie potępił.
Sam ksiądz Hryniewicz uważa natomiast, że zbuntowane duchy mogą się nawrócić.
Nadzieję zbawienia dla wszystkich głosił współczesny teolog Hans Urs von Balthasar, którego Jan Paweł II mianował w 1988 r. kardynałem.
Papież Jan Paweł II pisze (w książce „Przekroczyć próg nadziei” z 1994 r.), że aby ktoś dojrzał do zjednoczenia z Bogiem, potrzebuje oczyszczenia.
W odczuciu ks. Hryniewicza „Kościół nie potępił nadziei powszechnego zbawienia”, wierzy on, że kiedyś ta idea zostanie włączona do nauczania Kościoła.
Ks. Hryniewicz napisał: „Jeżeli pobłądziłem, to skoryguje mnie wspólnota wierzących”, „Gdyby Bóg wiedział, że nie zdoła ocalić wszystkich, nie odważyłby się świata stworzyć”.>
[ Dodano: 08-09-18, 14:42 ]
2)
Hryniewicz, Wacław (2006).
TERAZ TRWA NADZIEJA. U PODSTAW CHRZEŚCIJAŃSKIEGO UNIWERSALIZMU.
Warszawa: Verbinum.
OD AUTORA
Od wielu lat usiłowałem towarzyszyć ludziom żyjącym w czasie mojego życia. Książki o nadziei ukazujące się w „zielonej serii” VERBINUM były wyrazem tego pragnienia. Potrzeba nam wszystkim światła nadziei, zachęty, duchowego rozjaśnienia, dostrzeżenia głębszego nurtu życia. Pisanie o niezgłębionych tajemnicach wiary musi z konieczności być nieustannym debiutem. Piszący stale ma wrażenie, że zaczyna pisać wszystko od nowa. Wie, że słowo jego wiary i nadziei jest przede wszystkim słowem świadectwa. Teologia bliska życiu kształtuje się w atmosferze zrozumienia, szczerej przyjaźni i życzliwości dla ludzi. W medytacjach tej książki wiele miejsca zajmą rozważania o charakterze filozoficzno-teologicznym oraz wątki biblijne, ze szczególnym uwzględnieniem pism apostolskich.
PRZEDMOWA
SIŁA SŁOWA O NADZIEI DZISIAJ
Wiara w siłę słowa skłania mnie, aby pisać o nadziei. Duchowy klimat naszego czasu potrzebuje świadectwa chrześcijańskiej nadziei. Ilość problemów stojących przed chrześcijaństwem bynajmniej nie maleje. Raczej wzrasta w zawrotnym tempie. Wielu ludzi gubi sens życia pośród niedobrych doświadczeń i codziennych trudności. Każda z moich książek o nadziei była w pewnym sensie jedynie zaproszeniem do refleksji i podprowadzeniem do zagadnień, które każdy i każda z nas powinien przemyśleć w swoim własnym imieniu. Dzięki takiej osobistej refleksji wiara w sens życia może pogłębiać się i dojrzewać, odnajdywać nowe inspiracje i poszerzać horyzonty.
Pisanie to niezwykły początek czegoś nowego. Dotyczy to również teologii. Tu widać szczególnie wyraźnie, że pisanie o niewyrażalnych i niezgłębionych tajemnicach wiary musi z konieczności być nieustannym debiutem. Piszący stale ma wrażenie, że zaczyna pisać wszystko od nowa. To, co napisane, odchodzi niejako na drugi plan. Trzeba skoncentrować się na tym, co teraz myślę i odczuwam. Każdy tekst jest swego rodzaju duchową przygodą, którą trzeba przeżyć od nowa. Nigdy nie wiadomo, co z zapisanych stronic powstanie. Ta niepewność pobudza ciekawość i skłania do dalszych wysiłków poznawczych.
Od wielu lat chciałem towarzyszyć ludziom żyjącym w czasie mojego życia. Książki o nadziei, które ukazywały się z biegiem czasu, były wyrazem tego pragnienia. Widziałem, jak bardzo potrzeba nam wszystkim światła nadziei, duchowego rozjaśnienia, dostrzeżenia głębszego nurtu życia. Przeżyliśmy wiele lat trudnych. Jestem dzieckiem czasu II wojny światowej. Pierwsze lata mego świadomego dzieciństwa to lata hitlerowskiej okupacji. Do dziś pozostały mi w pamięci bolesne obrazy z tamtego czasu (o niektórych z nich mówiłem w wywiadzie-rzece pt. Nad przepaściami wiary). Widziałem na własne oczy, jak człowiek może znęcać się nad człowiekiem i bezkarnie go zabijać. Znam lęki dzieciństwa, które zapisały się głęboko w pamięci. To wszystko uwrażliwiło mnie na los ludzi. Po latach studiów i pracy na uniwersytecie, kiedy lepiej pojąłem dramat każdego życia, chciałem dzielić się z innymi swoją nadzieją. A jest to nadzieja niezwykła – nadzieja na pojednanie wszystkich w Królestwie Boga, aby był On „wszystkim we wszystkich” (1 Kor 15,28).
Nie sposób tworzyć teologii bez życzliwości dla ludzi. Każdy tekst powinien upominać się o głębsze zrozumienie ich spraw, ich sposobu myślenia i widzenia świata. Teolog musi pozostać wrażliwy na inność ludzkich percepcji prawd wiary. Nie może ograniczać się jedynie do własnej tradycji wyznaniowej. Tego nauczyły nas doświadczenia ekumeniczne ostatniego stulecia. W dobie przyspieszonej komunikacji między ludźmi jesteśmy dzisiaj zdani na poruszanie spraw ogólnoludzkich. Stanowimy jedynie część globalnej społeczności.
Zalewa na dzisiaj powódź słów wypowiadanych w różnych formach i w różnych środkach przekazu. Wskutek tego nawet największe słowa tracą szybko na sile i wartości. Nie dają do myślenia, coraz mniej dla nas znaczą, często dezorientują i męczą. Weszliśmy w epokę masowej kultury obrazowej, w której słowo często traci swą prawdziwą funkcję. Nadmiar słów może wręcz zniechęcać.
Kto oddaje się pracy pisarskiej, wie, że oddziaływanie słowa pisanego jest raczej długodystansowe, pośrednie, niesprawdzalne i początkowo przynajmniej nieodczuwalne. Potrzeba nieraz sporo czasu, aby dotarło do świadomości czytających i zaczęło wpływać na kształt tej świadomości. Nieraz zadaję sobie pytanie, czy pisanie może coś zmienić. Mówiąc o zmianie, mam na myśli przede wszystkim zmianę dobrą, pozytywną przemianę duchową. Rzecz jasna, że nie decyduje o tym sam autor. Najważniejszą rolę spełniają w tym względzie odbiorcy, ich wrażliwość na przekazywaną treść, ich zaufanie do przekazanego słowa oraz szczera chęć, aby na nie zareagować.
Reakcje innych mówią o sile i rzeczywistym zasięgu oddziaływania słowa pisanego. Otrzymuję wiele listów od Czytelników. Odzwierciedlają one różne zawiłości życia. Usiłuję na nie odpisywać, zwłaszcza wówczas, gdy wyczuwam potrzebę dania odpowiedzi na rzeczywiste problemy. Wdzięczny jestem za ten duchowy rezonans, okazywane zaufanie i dzielenie się własnymi myślami. Jest to dla piszącego wielka zachęta. Z takich listów można wiele się nauczyć. Dają wiele do myślenia.
Jeśli piszący teolog nie znajduje żadnego echa swoich poglądów, oznacza to, że jego słowo w ogóle nie dociera do szerszego kręgu ludzi, że rozmija się z ich problemami i potrzebami duchowymi. Jest to najlepszy sprawdzian dla uprawianej przez niego teologii. Pisarstwo, które nie wzbudza reakcji, jest sztuką dla sztuki. Zapisywane stronice trafiają jedynie do rąk nielicznych, na półki bibliotek, gdzie pozostają, pokrywając się często warstwą kurzu. Grozi to każdemu z piszących. Jest dzisiaj coraz większe mnóstwo książek, czasopism i gazet, bo łatwość zapisywania papieru rośnie dzięki komputerom i innym wynalazkom ludzkiego ducha. Niełatwo przebić się do świadomości ludzi w wielkim gąszczu publikowanych tekstów. To, co wartościowe, może całkowicie zagubić się i pozostać niedostrzeżone. Cieszy piszącego, że słowa nie giną w powodzi tylu słów dzisiaj pisanych i wypowiadanych.
Słowo wiary i nadziei jest słowem świadectwa. Z wiarą jest jak ze światłem. Od jednego płomyka można zapalić niezliczoną ilość świec. Siła słowa jest wielka. Gdyby ono nie było w stanie niczego zmienić, nie umieszczano by w przeszłości ksiąg na indeksach kościelnych i nie palono by ich na stosach. Wierzę, że potrafi ono, na dalszą metę, wiele zmienić w ludzkim życiu. Gdy zmienia się jeden człowiek, świat już staje się bardziej ludzki, bardziej przyjazny ludziom i Bogu.
W ostatnim czasie zauważyłem, że w skali światowej nie słabnie zainteresowanie tematyką powszechnego zbawienia. Szczególną uwagę zwróciłem na wnikliwe debaty toczące się wśród „ewangelikalnych” teologów z Kościołów wolnych (Free Churches) w Stanach Zjednoczonych (chodzi o chrześcijan ewangelicznych, którzy określają siebie mianem Evangelicals). Ewangeliczny protestantyzm stanowi w Ameryce ważny element życia religijnego. Nic dziwnego, że amerykańska debata nad uniwersalizmem zbawienia wnosi szereg nowych i świeżych punktów widzenia. Jest dla mnie wielką i serdeczną zachętą do kontynuacji rozważań eschatologicznych, co znajdzie swój wyraz w wielu rozdziałach tej książki. Wątki biblijne – tym razem ze szczególnym uwzględnieniem pism apostolskich – znajdą w nich wiele miejsca.
Wydawnictwu Verbinum Księży Werbistów, na ręce dyrektora ks. Michała Studnika, składam podziękowanie za przyjęcie mojej jedenastej już książki do druku. Chciałbym, aby i ten tom refleksji o nadziei był książką, która pomaga żyć.
W uroczystość Objawienia Pańskiego
6 stycznia 2006 r.
[ Dodano: 08-09-18, 14:50 ]
4) Tekst, który ja w swojej pracy przedstawiam grupie badanej.
Kościół katolicki naucza, że po śmierci ciała człowieka jego dusza żyje nadal i czeka na zmartwychwstanie ciała w czasie Sądu Ostatecznego.
Zaraz po śmierci dusza staje przed Bogiem na tak zwanym sądzie szczegółowym, gdzie decyduje się jej dalszy los. Są trzy możliwości:
1) dusza trafia do nieba, gdzie żyje w zjednoczeniu z Bogiem i w łączności z innymi duszami, które tam trafiły,
2) dusza trafia do czyśćca, gdzie oczyszcza się z win i czeka na wejście do nieba,
3) dusza trafia do piekła, gdzie znajdują się ci, którzy odrzucili możliwość bycia razem z Bogiem.
Gdy skończy się czas istnienia Ziemi (gdy nastąpi koniec świata), dokona się zmartwychwstanie ciał wszystkich ludzi i odbędzie się tak zwany Sąd Ostateczny. Wtedy zdecyduje się ostateczny los człowieka: pobyt w wiecznym niebie albo w wiecznym piekle.
Zdaniem niektórych teologów czyli uczonych zajmujących się sprawami religijnymi, można mieć nadzieję, że Pan Bóg nikogo nie ukarze karą piekła, w którym ktoś ukarany pozostałby na zawsze.
A oto trzy przykłady takich teologów:
1) Święty Grzegorz żyjący około 300 lat po Chrystusie w mieście Nyssa (w obecnej Turcji) uważał, że ogień piekielny jest karą poprawczą i po jej odcierpieniu człowiek może być przyjęty do nieba.
2) Szwajcarski zakonnik, jezuita, Hans Urs von Balthasar (zmarł w roku 1988, tuż przed jego śmiercią Jan Paweł II mianował go kardynałem) głosił, że możemy mieć nadzieję na to, że Pan Bóg przyjmie do nieba wszystkich ludzi.
3) Żyjący do dziś polski zakonnik, ksiądz Wacław Hryniewicz, emerytowany profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, w swoich licznych książkach i artykułach wyraża nadzieję na to, że wszyscy ludzie dostaną się kiedyś do nieba. Będą mieli szanse na niebo nawet ci, którzy najpierw trafią do piekła. Według ks. Hryniewicza pobyt w piekle ma na celu skłonienie człowieka do zmiany stosunku do Boga. Ksiądz Hryniewicz, podobnie jak niektórzy inni teolodzy uważają, że kiedy Pismo święte mówi o wiecznym piekle, występuje w nim wyraz, który w języku greckim oznacza „bardzo długi czas”, „okres trwający wieki”. Kara wiecznego piekła to kara, która może trwać bardzo długo, nawet całe wieki, ale kiedyś ta kara skończy się. Dlatego ksiądz Hryniewicz uważa, że nawet Hitler czy Stalin mogą trafić do nieba.
W tym momencie proszę Cię, abyś wyobraził sobie, że tylko od Ciebie zależy, czy nastąpi taki moment, że wszyscy ludzie, jacy kiedykolwiek żyli, znajdą się w niebie.
A teraz pytam Ciebie:
CZY CHCIAŁBYŚ, ABY WSZYSCY LUDZIE, JACY KIEDYKOLWIEK ŻYLI, ZNALEŹLI SIĘ KIEDYŚ W NIEBIE?
i dlaczego?
Również i ja odpowiem na to pytanie, tyle że nie chciałabym tu niczego sugerować, wiec zrobię to później.
dzięki wielkie
_________________ kiniak
„…szczęścia posiadać nie można, albowiem szczęściem się jest…”
Czy chcę czy nie i tak się tam znajdą Tzn. wg tego w co wierzę. A wierzę, że w każdym z nas jest pierwiastek duchowy, który wcześniej czy później zostanie przejawiony.
Czy chcę czy nie i tak się tam znajdą Tzn. wg tego w co wierzę. A wierzę, że w każdym z nas jest pierwiastek duchowy, który wcześniej czy później zostanie przejawiony.
wielkie dzięki za chęci i za angaż.
A czy mógłbyś coś więcej napisać ? wyjaśnić bym mogła bardziej ciebie rozumieć ? i napisz w co wierzysz wg. Ciebie?
buźka
kiniak
_________________ kiniak
„…szczęścia posiadać nie można, albowiem szczęściem się jest…”
to jak przyznają kreacjoniści, “owoc” nie został zerwany, nie było nieposłuszeństwa, nie było też grzechu pierworodnego,
a to oznacza, że nie ma śmierci, przecież jesteśmy śmiertelni poprzez grzech pierworodny,
lecz skoro Adam i Ewa to tylko alegoria to dlaczego umieramy, musi być jakaś inna przyczyna tego,
jakakolwiek by ona nie była jedno jest pewne śmierć Jezusa była tylko jedną z wielu bezsensownych śmierci w tamtym czasie, na pewno nie mogła być zbawieniem bo nie było od czego zbawiać!
i to jest jedyna prawda jaką mogę zaakceptować np u Dawkinsa, kreacjonizm nie ma szans z ewolucją,
na pewno ewolucja przejdzie jeszcze wiele transformacji, choćby taką jak hipoteza Terence McKenna:
“Skoro już w XIX wieku zgodziliśmy się przyznać, że człowiek pochodzi od małpy, najwyższy czas pogodzić się z faktem, że były to naćpane małpy.”
ale na pewno nie będzie to historyjka o dwójce pierwszych ludzi, byliśmy stadem
Jezus zbawił nas od alegorii!
_________________ Człowiek bez Boga jest jak ryba bez roweru.
Religia jednego wieku staje się literacką rozrywką następnych.
Haute die welt morgen das sonnensystem!
to jak przyznają kreacjoniści, “owoc” nie został zerwany, nie było nieposłuszeństwa, nie było też grzechu pierworodnego,
a to oznacza, że nie ma śmierci, przecież jesteśmy śmiertelni poprzez grzech pierworodny,
lecz skoro Adam i Ewa to tylko alegoria to dlaczego umieramy, musi być jakaś inna przyczyna tego,
jakakolwiek by ona nie była jedno jest pewne śmierć Jezusa była tylko jedną z wielu bezsensownych śmierci w tamtym czasie, na pewno nie mogła być zbawieniem bo nie było od czego zbawiać!
i to jest jedyna prawda jaką mogę zaakceptować np u Dawkinsa, kreacjonizm nie ma szans z ewolucją,
na pewno ewolucja przejdzie jeszcze wiele transformacji, choćby taką jak hipoteza Terence McKenna:
“Skoro już w XIX wieku zgodziliśmy się przyznać, że człowiek pochodzi od małpy, najwyższy czas pogodzić się z faktem, że były to naćpane małpy.”
ale na pewno nie będzie to historyjka o dwójce pierwszych ludzi, byliśmy stadem
Jezus zbawił nas od alegorii!
Bardzo Ci dziękuję za wypowiedź. daje bardzo dużo do myślenia. po raz kolejny w tym samym punkcie staję... a chcąc pójść dalej, posiłkuje się swoimi doświadczeniami, czy tylko ja tak mam? czy tak zostałam wychowana... odeszłam... i to samo sama odnalazłam... ??? pytanie za pytaniem a odpowiedź w sercu, umyśle i ciele jeśli są zgodne.
(... yyy to moje rozważania filozofa własna, lepiej nie powielać)
_________________ kiniak
„…szczęścia posiadać nie można, albowiem szczęściem się jest…”
Nina2 Pomogła: 3 razy Posty: 578 Skąd: Paris, France
Wysłany: 08-12-20, 06:43
A tak, slyszelismy. W buddyzmie nam mowia, ze wszyscy w koncu zostana buddami (oswieconymi), mamy czas, mamy wiele reinkarnacji aby sie ulepszac. A Czenrezi (emanacja wspolczucia wszystkich Buddow) slubowal, ze nie odejdzie w paranirwane, poki ostatnia z cierpiacych istot nie zostanie zbawiona. A chodzi nawet o dzdzowniczki i robaczki. To sie nazywa wspolczucie!
No i za jego przykladem buddysci mahajany i wadzrajany tez skladaja te slubowania. Dalajlama jest juz 14-ta swoja oswiecona reinkarnacja, Karmapa ma w tej chwili 17,inni Tulku mniej, ale takze.
"Co mi po raju kiedy inni cierpia?" Ze katolicy w koncu zaczynaja dostrzegac, ze inaczej nie przekrocza dualizmu? Oni sa dosyc retro, inteligentniejsza mlodziez wali na buddyzm.
"Co mi po raju kiedy inni cierpia?" Ze katolicy w koncu zaczynaja dostrzegac, ze inaczej nie przekrocza dualizmu? Oni sa dosyc retro, inteligentniejsza mlodziez wali na buddyzm.
Nina, po pierwsze przyrównujesz katolicyzm do całego chrześcijaństwa,
po drugie spłycasz tę religię w bardzo prymitywny sposób,
po trzecie stosujesz argumenty typu "inteligentniejsza mlodziez wali na buddyzm" - nie wiem, czy to miała być reklama, autoreklama, czy też próba poniżenia wyznawców innej religii.
W każdym razie: efekt jest taki, że gdybym miała wybierać sobie drogę życiową w oparciu o Twój post - wiałabym od buddyzmu najdalej jak tylko się da! Przemyśl to.
Przepraszam, że się wtrące, ale czy przypadkiem Jezus nie był uczniem buddy, a jego nauki nie zostały zlekka przetransformowane?
Jeśliby się dobrze wsłuchać w nauki chrześcijaństwa to łatwo znaleźć alegorie Boga z oświeceniem, 10-ciu przykazań z 8-raką szlachetną ścieżką itd. itd.
Przepraszam, że się wtrące, ale czy przypadkiem Jezus nie był uczniem buddy, a jego nauki nie zostały zlekka przetransformowane?
Jeśliby się dobrze wsłuchać w nauki chrześcijaństwa to łatwo znaleźć alegorie Boga z oświeceniem, 10-ciu przykazań z 8-raką szlachetną ścieżką itd. itd.
Nie słyszałam, żeby jakikolwiek nauczyciel buddyjski potwierdził tego typu pomysły.
Pomógł: 6 razy Wiek: 30 Posty: 3412 Skąd: z Bajki :)
Wysłany: 08-12-26, 11:26
macadamia napisał/a:
To Osho jest nauczycielem BUDDYJSKIM?
Osho to określenie z japońskiego buddyzmu Zen, oznaczające nauczyciela. No i Zen był mu bliski. Dla mnie jest tak samo ważną postacią w świecie buddyzmu, jak inni lamowie. Formalne przynależności mnie nie obchodzą
blu napisał/a:
Przepraszam, że się wtrące, ale czy przypadkiem Jezus nie był uczniem buddy, a jego nauki nie zostały zlekka przetransformowane?
Budda był o 500 lat starszy.
blu napisał/a:
Jeśliby się dobrze wsłuchać w nauki chrześcijaństwa to łatwo znaleźć alegorie Boga z oświeceniem, 10-ciu przykazań z 8-raką szlachetną ścieżką itd. itd.
Chyba w każdej religii można się doszukać tego typu podobieństw, gdy wkracza się w obszar mistyki i tego co wynika z doświadczeń mistycznych.
Nina2 napisał/a:
Dalajlama jest juz 14-ta swoja oswiecona reinkarnacja
Oświeconą?
[ Dodano: 08-12-26, 11:30 ]
Nina2 napisał/a:
"Co mi po raju kiedy inni cierpia?" Ze katolicy w koncu zaczynaja dostrzegac, ze inaczej nie przekrocza dualizmu? Oni sa dosyc retro, inteligentniejsza mlodziez wali na buddyzm.
Nina, znajdź mi jakiegoś katolika, który nie chce być zbawiony
Zgadzam się macadamią, że stwierdzenia o inteligentniejszej młodzieży walącej na buddyzm, są przegięciem.
Wydaje mi się, że np. Diamentowa Droga przyciąga buntowników - Ole ma dość wojowniczy styl bycia wobec innych religii.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum