jest jakaś potrzeba porównywania buddyzmu z chrześcijaństwem
gdyby nie ona, wiele pytań by nie padło, nie byłoby takiej potrzeby
nie tylko tu, ale w wielu innych miejscach
kiedys dalajlama powiedzial, cytat z pamięci: "gdyby Bóg był, to radziłby na niego nie liczyć" (ktos ne chyba nawet zdążył obrazić)
z perspektywy buddyjskiej to madre słowa
z perspektywy chrześcijańskiej nie, nawet może raniące
a z poza perspektywy nie mają znaczenia
ach, jakieśmy mądre, kuwa, chłopaki...
a jeśli umysł jest tylko funkcją mózgu?
Nina2 Pomogła: 3 razy Posty: 577 Skąd: Paris, France
Wysłany: 06-04-07, 18:32
Pancho Villa napisał/a:
No dodam: i nawet celem sie róznią.
Bo o ile w większości odmian buddyzmu celem jest oświecenie, jak np w japońskim rinzai, to już w szkole obok, japońskim soto oświecenie celem nie jest.
A to dlatego, że doszli do wniosku, że pragnienie oświecenia jest przeszkodą w dojści do niego. Praktykuje sie zatem bez celu, a oświecenie ma przyjść samo.
Mocno pojechane to jest
Nie, spoko, w soto tez sie dazy do oswiecenia. (Inaczej po coz siedziec?) W ogole caly Zen to biegiem pod gorke po oswiecenie, ale slusznie zauwazyli, ze nawet pragnienie Oswiecenia jest przeszkoda (bo: pragnienie). Totez lepiej usiasc w dojo niczego nie oczekujac, z nudow czy dla zabicia czasu... I jakos, paradoksalnie, wlasnie wtedy zdarza sie Najwspanialsze.
[ Dodano: Pią Kwi 07, 2006 5:34 pm ]
igor napisał/a:
Dla mnie to metareligia (pomijając już te niuanse etymologiczne).
ktos napisal ,ze buddyzm zen jest zupelnie rozny od tybetanskiego
oprocz tego sa jeszcze inne odmiany buddyzmu np buddyzm chen kiedys zblizony bardzo do zen
w kazdym razie nie powinno patrzec sie na roznice ,ale na to co te wszystkie rodzaje buddyzmu laczy razem
w takim sensie ,ze nie osadza sie ksiazki po okladce a wiec i ona najwazniejsza nie jest i mysle ,ze to co najglebiej w buddyzmie jest jego jakby esencja i powinno byc to na pierwszym miejscu i na tym powinnismy sie skupiac
rodzai buddyzmu w sumie mogloby byc o wiele wiecej moze nawet mogloby ichbyc tyle ilu jest buddystow ale jednak nie to sie liczy co je od siebie odroznia ale to co jest w nich zawarte
czy buddyzm to religia ? no napewno tak w ogolnie przyjetym mniemaniu to napewno jest religia choc moze to wygladac nieco inaczej niz nam sie wydaje
np modlitwy moga wygladac inaczej:
przytaczam cytat z innego forum o roli modlitwy w buddyzmie
-----------------------------------------------------------------
Czasem spotykam się (również na tym forum) z prośbą buddysty o
modliwtę w jakiejś intencji. Chrześcijanie wierzą, że modlitwy
wysłuchuje Ich Bóg i ewentualnie przychyla się do prośby modlących.
Co dzieje się z modlitwą buddysty?
Do kogo jest skierowana?
Czy to od Buddy oczekuje się wstawiennictwa (boskiego?) w danej
sprawie?
Chrześcijanin oczekuje bezpośredniej reakcji Boga na swoją prośbę.
A czego oczekuje buddysta? Jaki efket ma wywołać buddyjska modlitwa
i czy buddyści wierzą, że ma ona jakiś wpływ na rzeczywistość
(proszę nie zadawać pytania co to jest rzeczywistość-:))?
-----------------------------------------------------------------
Bardzo dobre pytanie, ciesze się że je zadałeś. )
Można odpowiedzieć na nie na wiele sposobów, na wielu poziomach.
Jeśli chodzi o tradycyjne rozumienie modlitwy jako "prośby" do kogoś o coś, tak
zwanej "modlitwy interwencyjnej", to generalnie jest ona sprzeczna z duchem
Buddyzmu. Ale nawet i tutaj można dopuścić pewne wyjątki. Mówił o tym J.Ś.
Karmapa kilka dni temu w Kassel: modlitwa "interwencyjna" zwykle wzmacniałaby
tylko ego. Ale jeśli naszą intencją jest pomoc wszystkim czującym istotom, jeli
mamy nastawienie Bodhisattwy, to nawet "prośba o ... skierowana od ... do... "
będzie w efekcie służyła "oduwarunkowaniu umysłu", czyli mimo błędnych założeń
będzie przynosić pożyteczne efekty.
Ale najlepiej mówić o modlitwie jako o wyrażaniu życzeń. "Oby wszystkie istoty
osiągnęły szczęście i przyczynę szczęścia" i tak dalej. Wysyłamy te życzenia w
przestrzeń, wolni od "potrójnego splamienia" czyli podziału na podmiot,
przedmiot i działanie.
Weżmy na przykład Ślubowanie Bodhisatwy. Postanawiamy, że od teraz aż do
osiągnięcia Oświecenia, będziemy działać dla pożytku wszystkich czujących istot.
Wyrażamy to życzenie głośno, powtarzamy je kilka razy. Żeby dotarło do... do nas
samych! Żeby utrwaliło się w naszej świadomości magazynującej (tak zwanej
podświadomości). A kiedy w chwili zmęczenia zapomnimy o tej obietnicy, albo w
następnym życiu, to życzenie powróci do strumienia naszej świadomości i będziemy
kontynuować tę pracę.
Jak to działa? Nie modlimy się do Buddy, bo Budda Gautama Siakjamuni nie żyje od
2 i pół tysiąca lat. Te życzenia mają wpływ przede wszystkim na nas samych, na
nasz umysł tu i teraz. A to właśnie nasz umysł stwarza świat wokół nas, naszą
rzeczywistość. Zmieniając własny umysł, poprzez m. in. wyrażanie życzeń
osłabiających nasze przywiązanie do ego, mamy *bezpośredni* wpływ na cały świat
wokół nas.
-------------------------------------------------------------------------
Nina2 Pomogła: 3 razy Posty: 577 Skąd: Paris, France
Wysłany: 08-05-22, 14:19
He he, ale u tych 'wysoko zrealizowanych' (nie mowie 'oswieconych' bo okazuje sie ze to drazliwy temat i zaden sie nie przyzna, tylko wskaze na swego nauczyciela) nawet zyczenia sie realizuja szybciej (dobra karma? technika robienia cudow? wplyw umyslu na materie?). Nie wiadomo jak, ale obserwowalny fakt.
I jest w tybetanskim slowo 'drala' = energia psychiczna potrzebna do realizowania zyczenia, kumulowana.
Oni na to nawet specjalne slowo maja! A nam ledwo swita i nie umiemy uwierzyc.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum