A zakładam sobie wątek, w którym będę dokonywał zapisków związanych ze swoim treningiem kung-fu.
Rejestrowanie zaczyna się od momentu, gdy jestem na 4 module Akademii Yiquan. Przyjąłem założenie ćwiczeń 4 razy w tygodniu po 1,5-2h.
Od niedawna zacząłem odczuwać antagonistyczną siłę w ćwiczeniach zhan zhuang.
W Chengbao dla obejmowania, rozpierania, opór z tyłu, "deska" pod tyłkiem. Brak odczuć dla sprężyn między nogami, rozpierania pod pachami, miedzy palcami. Odczucie oporu z przodu bardzo małe.
W wersji yaofa są siły przy ruchu po prostokącie. Po przekątnych - brak.
Przy shili siła w większości znika. Zostają tylko opory z tyłu i lekki z przodu, oraz wyraźnie na rękach przy kaihe shili.
Mocabu - ciągle spora niestabilność pozycji, dość słabe odczucia "błota", w którym przemieszczają się nogi.
Tui shou - ostatnio uświadomiłem sobie mocniej konieczność utrzymywania siły cały czas skierowanej w stronę kręgosłupa przeciwnika.
Zajęcia 2008-01-05, sobota (stadion Syrenki), od 10:50 do 12:30:
* chengbao zhuang
* zoubu piangua shi li (skośne przyciąganie z krokami)
* zoubu fansgsong fali - wokół stadionu, efekt - mocno zmęczony mięsień grzbietowy (ból + słabość)
* shuang tui shou huanrao
Zajęcia 2007-01-06, niedziela, plener, od 10:50 do 12:30
* chengbao zhuang
* hunyuan zhuang (daluan chengxu mo jin) - szukanie siły ze zmianą w 6ciu kierunkach - pierwszy raz to ćwiczyłem.
* zoubu piangua shi li (dziś już było lepiej, choć odczucia sił bardzo niewyraźne, ale koorynacja ruchu była już niezła)
* zoubu dan shiquan (pojedynczy cios prosty z krokiem, w truchcie - wokół stadionu)
* zoubu fansgsong fali - z krokiem naprzemiennym, w truchcie, wokół stadionu.
* shuang tui shou huanrao - znowu sposób wykonywania mi się rozmył. Główny błąd, jaki robiłem dziś, to brak intencji uderzenia w twarz najkrótszą możliwą drogą.
* przed fa li i tui shou robiliśmy rozgrzewanie poszczególnych partii ciała, oraz "bieganie w tłoku bez zderzania się"
* Czułem osłabienie po wczorajszym treningu. Mięsień grzbietowy nadal boli i jest osłabiony. Bolą też mięśnie ramion i nóg - pierwszy raz w takim stopniu. Treningi w plenerze mają bardziej charakter kondycyjny i siłowy ostatnio.
Uważaj Igor na zbyt gwałtowne ruchy. Daj ciału czas na dostosowanie się. Ja też w pewnym momencie robiłem dużo gwałtowniej niż moje ciało mogło znieś bo wyćwiczenie psychoruchowe z dawnych czasów zostało. Ciało jednak wymaga by go na nowo dostosować do gwałtownych ruchów. Gdy ktoś wcześniej niczego nie ćwiczył to jego ciało ma czas dojrzeć nim osiągnie sprawność psychomotoryczną. U mnie zaowocowało to zwichnięciem w kręgach lędźwiowych.
Zajęcia 2008-01-08, wtorek, pod dachem, od 17:40 - 19:30
Trwa tydzień seminarium dla 2-duanowców. Przyjechali goście. W jednej salce pląsały babcie ćwicząc Tai Chi, a my (grupa początkująca) i bardziej zaawansowani Yiquan. Andrzej instruował po angielsku kolegów z Niemiec.
Ćwiczenia w ciężkim ubraniu na powietrzu, sprawiły, że dziś będąc w podkoszulku, czułem jin znacznie mocniej. Niesamowite uczucie - choć stopniowo pod koniec treningu zaczęło o dziwo zanikać. Jeśli tak będę odczuwał w przyszłości, to: !
Ćwiczenia:
* chengbao zhuang
* hunyuan zhuang (daluan chengxu mo jin) - nowa wersja w stosunku do 6ciu kierunków - bardziej swobodne mo li. Ćwiczenie wykonywałem przy 1cm ruchu. Doszło wyobrażenie "połączenia z całym otoczeniem". Na razie wyobrażałem sobie, że przypięty jestem maksymalną ilością sprężyn do różnych obiektów wokół mnie, oraz że znajduje się bardzo gęstym ośrodku.
* dingbu piangua shi li - pojawiły się delikatnie uczucia rozdzielania rąk, oraz naciskania balona jedną z rąk.
* zoubu piangua shi li - było trudniej, bo nie miałem ubrania na zmianę i ćwiczyłem kroki w ciężkich zimowych butach. Występowała utrata równowagi. Znikły odczucia wirtualnego oporu na nogach.
* dan shiquan - wersja podstawowa, wersja ze złączonymi stopami (litera V), wersja z pojedyńczym krokiem (zoubu dan shiquan)
* dan tui shou - wydało się strasznie proste, choć zapomniałem raz o nogach.
Zapach świeżego potu na sali treningowej, połączony ze świeżością powietrza wpadającego przez okno, budzi wspomnienia.
Zajęcia 2008-01-10, czwartek, pod dachem - 18:00 - 19:30
Dziś był tłok. Nawet wpadła płeć piękna w liczbie 2 sztuk. Nie ma to jak czasem stracić koncentrację, rozglądając się po sali z wiadomego powodu
Oprócz tego ciąg dalszy seminarium dla 2-duanowców. Niemcy też byli.
W sobotę impra - po zajęciach plenerowych idziemy do browarni, co by się pointegrować i napić się świeżo ważonego browara (zadymy nie będzie )
A sam dzisiejszy trening - ciężkawy. Spałem 3h i dało mi to po całym dniu. Zaburzenia koncentracji, bardzo słabe i "urywane" odczucia jin podczas ćwiczeń. Cały trening był w zasadzie walką ze słabością, bolącymi od trzymania w górze rękami, niespodziewanymi i niepotrzebnymi napięciami. Koordynacja ruchowa też siadała. Mimo wszystko - w takich warunkach warto też poćwiczyć.
Przyszło mi do głowy, że może w takich dniach, jakiś dłuższy relaks na początku by się przydał?
Charakterystyczny "punkt wyzwolenia", kiedy ćwiczenia medytacyjne zaczynają sprawiać radość mocno przesunął się w stronę końca zajęć, ale nastąpił - witalność, towarzyskość i ciekawość.
Zestaw ćwiczeń:
* chengbao zhuang wersja yaofa - jako tako czułem opory.
* hunyuan zhuang (daluan chengxu mo jin) - szukanie siły ze swobodnym wyborem kierunku. Tragicznie mi dziś szło.
* dingbu piangua shi li
* zoubu piangua shi li - brak koordynacji. Okazało się, że nie robię do końca poprawnie ćwiczenia, zapominając ruchu do przodu, tuż po "podciąganiu" się rękami. Muszę dopytać Andrzeja o szczegóły jeszcze raz.
* piangua fali - nowa rzecz. Zobaczyłem dopiero wtedy jakie są wektory sił wirtualnych działających na ręce i po co jest całe ćwiczenie (do podwójnego tui shou)
* zouba piangua fali - to samo, tylko z krokiem. Dużo elementów z piangua shi li odpada.
Zaspałem na trening akademii (jakiś marazm mnie opadł w ostatnich dniach). Ale ostatecznie postanowiłem się nie poddać i poszedłem do parku obok mnie poćwiczyć.
Jak się okazuje, samotne ćwiczenia są mniej spokojne mentalnie. Co było zresztą do przewidzenia, ale doświadczenie tego na własnej skórze warte jest wspomnienia.
Uwypukliła się niecierpliwość. Także większy był niepokój wobec bycia ocenianym przez przechodzących obok ludzi (najlepsze do przerabiania tego wzorca jest chengbao, w którym dla kogoś z zewnątrz wygląda się jak pomnik z podniesionymi na wysokość twarzy rękami )
Po 30 minutach zaczęło mi wisieć, co się dzieje na około. Cały trening trwał godzinę. Każde z ćwiczeń robiłem koło 10 min. Odczucia sił słabe ogólnie.
Zestaw:
* chengbao zhuang wersja yaofa
* hunyuan zhuang (daluan chengxu mo jin) - szukanie siły ze swobodnym wyborem kierunku. Próbowałem wizualizować połączenie z otoczeniem, ale nie wychodziło i odczucia sił pochodziły głównie od wirtualnych obiektów lokalnych (np. obejmowanego drzewa).
* dingbu piangua shi li
* zoubu piangua shi li - całkiem niezła koordynacja.
* piangua fali
* dan shiquan - na obie strony. Widzę znaczną poprawę jakości ciosu przy ćwiczeniu na lewą stronę.
Zajęcia 2008-01-15, wtorek, sala gimn. 18:20, 20:00
Spóźniłem się (jasełka w przedszkolu). Całe ciało było rozdygotane (biegliśmy z Erykiem - on też się spóźnił). Nie robiłem chengbao na początku, tylko odrazu piangua shi li. Odczucia sił - praktycznie zerowe, ale ruch był dość skoordynowany. Potem piangua fali. Też mi się nieźle robiło - miałem poczucie, że daje radę gwałtownie szarpnąć, i zarówno ręce, jak i cały tułów pracują zgodnie.
potem pojawiła się nowa rzecz - shi li przygotowujące do rąbania w pionie - zhengpi fali.
Na koniec robiliśmy dużo tui shou - trening został przedłużony, bo nie było nikogo z grupy zaawansowanej odpoczywającej (jak się zdaje) po seminarium z poprzedniego tygodnia. Świadomość, jak się robi podwójne tui shou znowu mi się umocniła, choć ciężko mi teraz sformułować co właściwie zapamiętałem - na pewno lepiej widzę różnicę pomiędzy sytuacją, gdy ręce są pod rękami partnera i nad nimi. Gdy są na dole, kciuk w czasie pierwszej fazy ruchu (na przeciwko tułowia) skierowany jest do dołu. Gdy ręce są na górze, trzeba najpierw odprowadzić rękę przeciwnika trochę do tyłu, zanim zacznie się etap ataku na twarz. I tyle nieporadnego ujęcia tematu
Dziś ćwiczyłem głównie rąbanie w pionie zhengpi - na razie jako shi li.
Najpierw przypomniałem sobie, w jaki sposób ręce pracują na przemian. Można to określić, jako "ta która już uderzyła, stopniowo ustępuje uderzającej".
Zwracałem uwagę na zachowanie ruchu we wspólnej pionowej płaszczyźnie, tworzonej przez ręce. Brzmi to może niezbyt jasno, ale sam wiem o co chodzi (i oto chodzi )
Odczucie oporu - od przodu i od dołu - podczas rąbania. Ręka która się cofa - rozciąga sprężyny przyczepione do palców. uczucie rozciągania pomiędzy mijającymi się rękami. Inny ważny element - patrzenie na cel, który się rąbie. Korzystam z wyobrażenia, że rąbie okno oddalone ode mnie parę metrów
Potem nastąpiły ćwiczenia nóg i ruchu tułowia - są 2 fazy. Pierwsza, jak do pojedynczego prostego - "wykręcenie się w górę", potem powrót do lekkiego przysiadu i skręcenie w drugą stronę - przeniesienie ciężaru ciała na przednią nogę, z jednoczesnym skręceniem tylnej, uniesieniem pięty i pochyleniem. W każdej z faz następuje rąbanie. W pierwszej, gdy krok jest do tyłu, w drugiej, gdy krok jest do przodu.
Odczucia sił na nogach - w drugiej fazie następuje zagarnianie kolanem.
Bardzo fajnie mi się dziś ćwiczyło, tak lekko i z dobrą koordynacją.
Z obyczajowych momentów treningu - egzamin Miałem okazję sobie przypomnieć, jak się robi fu'an qiu shi li - najpierw unosi się ręce do poziomu twarzy, odczucie ciągnięcia pionowo do góry balona z wodą przyklejonego do rąk. Potem następuje nachylenie i uczucie oporu od przodu (dalej też ten balon jest podwieszony) - ręce unoszą się ponad głowę. Potem powrót - naciskanie balona.
Zestaw:
* Chengbao zhuang yaofa
* hunjuan zhuang (daluan chengxu mo jin) - szukanie siły w 6 kierunkach ze swobodnym wyborem. Ciężko mi idzie to ćwiczenie - muszę mu poświęcić więcej uwagi.
* zhengpi shi li (wersje dingbu i zouba) - cały trening prawie.
* dan shiquan (krótko).
PS1: po zajęciach nastrój był dość ekstatyczny, pozwalający, ego "zredukowane" (coś jak po minimalnej dawce lsd).
PS2: mam wrażenie, że za mało ćwiczę shi li - odczucia sił są niepewne i przy niektórych nowszych ćwiczeniach mam wrażenie, że macham gałęziami, a nie rękami.
wiem, że po pierwsze należy używać pracy mentalnej. Nie mniej, jeśli widzisz swoje ciało, które robi dość koślawie ćwiczenie, ciężko jest pracować tylko z wyobraźnią. Łatwiej jest, gdy już bardziej złożony ruch jest bardziej opanowany. Po to też robi się te najprostrze shi li i jiji zhuang, aby poczuć wcześnie siły i potem używać tych odczuć w bardziej skomplikowanych układach.
I tu jest właśnie szkopuł - bo robię coś bardziej złożonego, ale nie mam jeszcze tych podstawowych odczuć wykształconych, więc staję przed problemem zrobienia złożonej rzeczy bez bazy na której można się oprzeć. W efekcie czuje to machanie gałęziami, przyzwyczajony i oczekując ładnego pojawienia się odczuć oporu, sprężyn itd.
Być może tak ma być - jakiś kompromis pomiędzy wykształcaniem odczuć i przygotowywaniem układu nerwowego, a przygotowywaniem ciała i pamięci ruchu.
Aha - no i łatwiej jest przy zamkniętych oczach, ale wtedy nie wiadomo czy złożone ćwiczenie robione jest poprawnie
Dziś na zajęciach był trochę powrót do przeszłości. Robiliśmy pingbu boshui shi li (zagarnianie). Naprawdę mam sentyment do tych pierwszych shi li! Kto wie, może dlatego, że są takie teraz proste, a siły już czuć wyraźnie?
Natomiast dingbu moca bu dziwnie mi się robiło - pierwsze ćwiczenie na nogi i czułem je "obco".
Fajna pogoda - niebieskie niebo, słońce za chmurami, ciepło (zdjąłem kurtkę na rzecz polara) - nastrajała dobrze do ćwiczeń. Dziś spory skład - było z 10 osób (choć np. Marek przyszedł w odwiedziny pod koniec treningu - humor mu dopisywał ) Pojawiły się też podejrzenia, że Andrzejowi Qi przestawia zegarek w komórce Wracałem do domu jak zwykle we wspaniałym nastroju.
Zestaw:
* Chengbao zhuang yaofa
* pingbu boshui shi li
* dingbu moca bu - Brak odczuć sił i momenty utraty równowagi.
* rozgrzewka przed fali i tuishou
* dingbabu fangsong fali i zouba fangsong fali - za bardzo wyciągałem ręce do przodu, powinny zostać średnio ugięte.
* shuang tui shou huanrao - podwójne tui shou - powinienem zwrócić uwagę na stabilną postawę (pochylam się do przodu).
W kontakcie z przeciwnikiem lekkie pochylenie nie jest zaburzeniem postawy.
Miałem na myśli słabą równowagę - przeniesienie środka ciężkości zbyt daleko do przodu. Rzadko przekraczasz linię stopy kolanem i innymi częściami ciała (czasami przy fali)
2007-01-24, czwartek, zajęcia pod dachem, 17-19:30.
Trening upłynął pod znakiem rąbania.
Najpierw krótki wstęp: chengbao zhuang yaofa, oraz hunyuan zhuang (daluan chengxu mo jin). Przy chengbao całkiem znośne odczucia sił i ogólnie wygodnie mi się stało. Gorzej przy hunyuan - szybko męczące się ramiona, sporo napięć, słabe odczucia sił.
Potem ćwiczyłem najpierw shi li do rąbania (zhengpi shi li na 2 strony), a następnie to samo z krokiem (zouba zhengpi shi li). I w końcu fali. Jak zwykle na drugą stronę wychodziło prawie jak nie fali. Ale zapamiętałem całkiem nieźle całe ćwiczenie.
Andrzej zwrócił mi uwagę na ustawienie przedniej stopy (trochę skośne), oraz pilnowanie odczuć sprężyn tuż przed uderzeniem. Czyli powinienem doprowadzać do ich zerwania, a nie na pałkę walić bez odczuć oporu.
Za szeroko też staje - celem treningu jest nabycie umiejętności łapania równowagi nawet przy wąsko rozstawionych nogach (ponieważ takie warunki mogą panować momentami w realnej walce). Okazało się, że praktycznie cała sekwencja ruchu prowadząca do uderzenia trochę się zmienia i miałem wrażenie, że muszę się uczyć jej jeszcze raz (co pewnie jest prawdą).
Dalej: przypomnienie zuo you zhiquan fa li (prawy i lewy cios prosty) i coś nowego: 3 ciosy proste (lianxu san zhiquan). Za bardzo się pochylam ciągle do przodu przy dan zhiquan.
I na koniec, coś czego nie potrafię nazwać - fali w dół na ręce przeciwnika i zaraz potem pchnięcie na klatkę - na 2 ręce, na jedną i na jedną z przekierowaniem ręki przeciwnika w bok (kiedy on zaczyna mocno oporować do góry. Pierwszy raz wtedy ćwiczyłem z Jackiem. Pouczał mnie co chwila Tak to już jest z tymi bardziej zaawansowanymi.
Pod wieczór zainspirowany treningiem, zrobiłem pierwszy raz prawdziwą medytację Patrykowi. I o dziwo udało się. Miał patrzeć na "robala niecierpliwości". Ręce jak do chengbao. Poprosiłem go aby sobie usiadł i obserwował jak pragnie się poruszać co chwila. Na początku kiepsko szło -co chwila coś go rozpraszało i nie miał ochoty.
W końcu jednak załapał o co chodzi i wytrzymał parenaście serii bez ruchu 15-20 sekund, mocno skoncentrowany na jednej rzeczy. Zwróciłem mu uwagę na oddech, oraz na możliwość odczucia balona pomiędzy rękami.
Powiedział, ze go czuje (ale nie sądzę, aby tak szybko mu to przyszło). Z drugiej strony może dorosłym przychodzi po woli, a dzieciom szybko.
Na koniec stwierdził, ze to było strasznie fajne (nastrój euforyczny) i zrobiliśmy jeszcze 20 przysiadów. Wie już że robił ćwiczenie medytacyjne z kung-fu, nazywające się chengbao
A jutro - trening w koszalinie w plenerze. Czas pokazać Magdzie jak fajnie ćwiczy się Yiquan
Sobota i niedziela - 26-27.01.2007 - krótkie ćwiczenia w domu i na Górze Chełmskiej w Koszalinie
W sobotę wybraliśmy się na spacer z Magdą na wspomnianą górę. Rośnie na niej klimatyczny las ze skrzypiącymi na wietrze drzewami (70km/h), z których gałęzie leciały nam na głowę. Udało się jednak dotrzeć do celu. Stanęliśmy pomiędzy drzewami, robiąc przez pół godziny chengbao. Zaczynało padać coraz bardziej i postanowiliśmy jednak dać spokój dalszym ćwiczeniem - spodnie przemokły zrobiło się całkiem ciemno.
pingbu pingtui shili, dingbu moca bu i jakieś podstawy podstaw pojedyńczego tui shou pokazałem Magdzie w niedzielę
Sobota.
Stanie w lesie obudziło pokłady strachu. Na początku oddychałam i poczułam szybko spokój. Robiło się jednak coraz ciemniej i każdy szelest, trzask lub pomruk zdawał się być złowrogi. Spodziewałam się, że z krzaków wyskoczy dziki zwierz Mimo szalejącego wiatru, tnącego deszczu i chłodu kilkadziesiąt minut w ciemnym lesie z Igorem przyniosło wyciszenie.
Niedziela.
Podeszliśmy do ćwiczeń bardziej lajtowo, trochę rozbawieni. Szybko wszystko przerodziło się w bójkę Igor pokazywał mi m.in. przepychanie rąk. Dzisiaj mam posiniaczone przedramiona. Faceci...
Igor pokazywał mi m.in. przepychanie rąk. Dzisiaj mam posiniaczone przedramiona.
Kurcze, to może Igor pokazywał Ci fali zamiast przepychania rąk
A co do tych "dzikich zwierząt" - to w yiquan jest nawet taka
metoda treningu mentalnego - która nazywa się "szukanie realnego w pustym"..
Z tego co pamiętam z artykułu naszego instruktora - twórca Yiquan uczył (co prawda w treningu tak zwanych pozycji bojowych a nie zdrowotnych), żeby ćwiczący wyobrażał sobie, że dookoła, w odległości kilku stóp walczą ze sobą dzikie zwierzęta i inne jadowite paskudy. W tej sytuacji należy starać się pozostać nieustraszonym i być gotowym do reakcji na atak..
Także warunki do treningu mieliście wręcz wymarzone
p.s. tak przy okazji - to witam wszystkich. To mój pierwszy post na tym forum.
Ja tam za mało opowiastek słyszałem ale wydaje mi się, że tam chodziło o to, że ten ktoś wyobrażał sobie, że ma do pomocy w walce takich pomocników w celu bycia nieustraszonym a nie, że ćwiczył swoją nieustraszoność wyobrażając sobie iż ćwiczy wśród nich.
Kurcze, to może Igor pokazywał Ci fali zamiast przepychania rąk
A wiesz, ona mocno się blokowała. Zanim przestanie, pewnie jeszcze sobie narobi wiele siniaków. Magduś, najlepiej się posiłować ze ścianą
MarS napisał/a:
Ja tam za mało opowiastek słyszałem ale wydaje mi się, że tam chodziło o to, że ten ktoś wyobrażał sobie, że ma do pomocy w walce takich pomocników w celu bycia nieustraszonym a nie, że ćwiczył swoją nieustraszoność wyobrażając sobie iż ćwiczy wśród nich.
MarS, to musiała być inna historia, bo ciężko mi sobie wyobrazić, że moimi pomocnikami są dzikie zwierzęta i jadowite węże
Rajmund, który to artykuł?
rajmund napisał/a:
p.s. tak przy okazji - to witam wszystkich. To mój pierwszy post na tym forum.
Ha, już wiem! Najpierw wyobrażasz sobie, ze są dzikie zwierzęta i się przestajesz ich bać, a potem wyobrażasz sobie, że Ci pomagają w walce z przeciwnikiem
MarS, to musiała być inna historia, bo ciężko mi sobie wyobrazić, że moimi pomocnikami są dzikie zwierzęta i jadowite węże
Rajmund, który to artykuł?
W tej metodzie (z tego co pamiętam) nie chodzi raczej o żadnych "pomocników" - a o to, żeby generalnie kultywować odpowiednie nastawienie psychiczne - poprzez wyobrażania sobie realnego zagrożenia...Żeby
potem w trakcie faktycznego niebezpieczeństwa odruchowo się "nie spinać", nie blokować, żeby nawet podczas zwyczajnego treningu, ćwiczyć tak - jak gdyby cały czas to zagrożenie było prawdziwe. Nie sztuka zachować "delikatne naprężenie bez zbędnej sztywności" w parku na polance. Co innego gdy faktycznie jest się w obliczu konfrontacji z przeciwnikiem
Oczywiście inna sprawa - że jeśli komuś pomagają właśnie "wyobrażenia pomocników" - to czemu nie. W końcu chodzi o metodę, a nie o kopiowanie konkretnych wizualizacji
Podczas treningu "szuka się realnego w pustym". Natomiast gdy dojdzie do walki, należy "szukać pustego w realnym" - czyli w obliczu przeciwnika zachowywać się tak, jakby niebezpieczeństwa nie było, tak żeby nie wpaść w panikę i "spokojnie robić swoje"
Acha.. a artykuł to "Kultywowanie siły psychicznej". Leży tutaj:
No z tekstu wynika wyraźnie, że jest tak jak pisałeś:) Dla mnie wątpliwe działanie bo gdy wyobrażam sobie zagrożenie to i tak część mnie wie, że to lipa.
No z tekstu wynika wyraźnie, że jest tak jak pisałeś:) Dla mnie wątpliwe działanie bo gdy wyobrażam sobie zagrożenie to i tak część mnie wie, że to lipa.
Też mi się tak wydaje. Dalekie to jest od prawdziwej sytuacji, gdy futrzak z kłami rzuca się na ciebie, czujesz jego odór i doświadczasz ogólnie kanonady bodźców z otoczenia.
Z drugiej strony, to jakiej jakości jest wyobrażenie, zależy od umiejętności wyłączenia świadomości, że jest ono nierzeczywiste. To co pisze może brzmi trochę teoretycznie, ale można stosunkowo łatwo sprawdzić przy użyciu psychodelików, jak bardzo realne może stać się wyimaginowane zagrożenie.
Co ciekawe, faktycznie potem lęk przed podobnymi prawdziwymi sytuacjami jest słabszy. Kluczowa jest tu bardzo precyzyjna, pełna detali wizja.
Dziś zajęcia zaczęliśmy sami. Przez pierwsze 30 min nie było Andrzeja.
Robiłem wtedy chengbao yaofa, oraz hunyuan zhuang (daluan chengxu mo jin). Dziś było nieźle z odczuciami. Szczególnie przy hunyuan sporo się poprawiło. Nadal jednak nie mam odczuć oporu z przodu ciała (przebłyski były).
Gdy przyszedł Andrzej, dostałem do robienia ćwiczenia rąbania (zhengpi). Najpierw w miejscu na 2 strony, następnie z krokami. Zwracałem uwagę na koordynację, ciągłość ruchu, oraz na odczucia sił w czasie rąbania. Po uderzeniu mam zbyt wyprostowaną rękę. Dziś już się nie pochylałem do przodu
Potem jeszcze prawy i lewy cios prosty (zuo you zhiquan) - w wersji shi li i trochę fa li (zależy która strona). Następnie dan zhiquan fa li z krokiem i króciutko 3 ciosy z jednym krokiem (liangxu san zhiquan).
Było jeszcze pojedyncze tui shou (kaszana szła że hej! - kaleczyłem ostro). Z nowych rzeczy dostrzeżonych: w czasie przyjmowania ataku przeciwnika na moje centrum, nie powinienem ciągnąć w bok jego ręki i się usztywniać. Ręce jak do chengbao, delikatne rozpieranie i siła skierowana do przodu powinny przykierować rękę partnera na bok. Faktycznie jakoś to nawet tak momentami działało Praca nóg też była spoko.
Dziś przez chwilę pierwszy raz próbowałem podwójnego tui shou z jedną ręką "nad", a drugą "pod" - zupełna dezorientacja
Wizja napada na doświadczającego jak rzeczywistość, wizualizacja daje poczucie władzy i świadomość nierealności.
Jest to jakieś rozróżnienie. "Wizualizacja" jest definiowana jednak jako stan wzmożonej koncentracji i tworzenia wyobrażeń. Nie ma tam jasno zaznaczonego związku ze świadomością nierealności. Chociaż przyznam, że "wizja" wydaje mi się określeniem bardziej natchnionej (mniej świadomej) wizualizacji.
No oczywiście występują również wizje gdzie dokładnie wie się, że to nie jest rzeczywistość. Wizja to to co przychodzi a wizualizacja to to co się tworzy. W pewnych warunkach podczas tego co przychodzi można nie mieć świadomości nierealności zjawiska. W wizualizacji taka świadomość jest zawsze. Bywa, że wizualizacja może przemienić się w wizję. Jednak kiepsko świadczyło by to o świadomości yiquanowca gdyby zatracił świadomość tego, że jest to tylko wizja.
No oczywiście występują również wizje gdzie dokładnie wie się, że to nie jest rzeczywistość. Wizja to to co przychodzi a wizualizacja to to co się tworzy. W pewnych warunkach podczas tego co przychodzi można nie mieć świadomości nierealności zjawiska. W wizualizacji taka świadomość jest zawsze. Bywa, że wizualizacja może przemienić się w wizję.
Można by jeszcze rozpatrywać przypadek, kiedy ktoś indukuje wizualizację. Wtedy to on jest jej w pełni świadomy, a nie osoba która wizualizuje
MarS napisał/a:
W wizualizacji taka świadomość jest zawsze. Bywa, że wizualizacja może przemienić się w wizję. Jednak kiepsko świadczyło by to o świadomości yiquanowca gdyby zatracił świadomość tego, że jest to tylko wizja.
No nie przesadzałbym. Wszystko zależy od tego, czy pozwolisz sobie na trans, czy nie. IMO równie dobrze można stwierdzić, że pójście spać niezbyt dobrze świadczy o świadomości Oczywiście przyjmuje, że rozmawiamy ogólnie o wizualizacjach i wizjach, a nie stanie podwyższonej uważności, kiedy faktycznie nie wchodzi się w trans.
W uproszczeniu - nie chodzi o to, żeby sobie wyobrazić zwierzęta, czy napastników i przy tym cały czas zachowywać spokój, ale żeby doznać strachu, odczuć go fizycznie, a równocześnie nie zostać przez ten strach "sparaliżowanym". Długi trening i przejście przez kolejne metody/etapy jest potrzebne przedtem. W programie podstawowym w ogóle się tego nie robi, dopiero podczas trzeciego przejścia przez program.
W uproszczeniu - nie chodzi o to, żeby sobie wyobrazić zwierzęta, czy napastników i przy tym cały czas zachowywać spokój, ale żeby doznać strachu, odczuć go fizycznie, a równocześnie nie zostać przez ten strach "sparaliżowanym".
Precyzyjniej można by rzec, że trzeba sobie pozwolić na czucie strachu
dacheng napisał/a:
Długi trening i przejście przez kolejne metody/etapy jest potrzebne przedtem. W programie podstawowym w ogóle się tego nie robi, dopiero podczas trzeciego przejścia przez program.
Andrzej dlaczego przechodzi się przez cały program 3 razy?
Kain napisał/a:
no, bo generalnie niezbyt dobrze świadczy
(mistrzowie dają odpocząć ciału we śnie, ale nie śpią i nie śnią (są świadomi bez przerwy) )
Czwartek, 2008-01-31, trening na sali od 18 do 19:30
Notka będzie krótka, bo mało pamiętam z czwartku. Najpierw chengbao yaofa i hunjuan zhuang (daluan chengxu mo jin) - jak zwykle brak odczuć z przodu i od dołu. Dajej: piangua shi li, fa li, wersje z krokami (zapomniałem jak się robi zoubu piangua fali). Reszta treningu - ćwiczenia rąbania, pojedynczego ciosu prostego z jednym krokiem i potrójnego z krokiem. Staje teraz wąsko - zaskakujące, że od nowa się muszę uczyć koordynacji i fa li. Znikły też odczucia sprężyn.
Zwracałem mocniej uwagę na odczucie sprężyny pomiędzy podbródkiem a stopą (dan shiquan), oraz na stawianiu skośnie stopy wysuniętej do przodu i powracaniu do jej ustawienia 'na w prost', po wykonaniu ciosu.
Sobota, 2008-02-02, zajęcia w plenerze od 10:30 do 12:30
Pierwszy raz dziś byłem na samodzielnym treningu (czyli takim, gdzie ćwiczymy sobie sami bez Andrzeja). Pełna mobilizacja - 4 osoby
Dało się czuć jakieś pierwsze przebłyski wiosny - nie-kraczące ptaszki, słońce i 6-8 stopni powyżej zera - wystarczył polar, czapka i rękawiczki.
Zrobiliśmy sobie pamiątkowe fotki
Przez 30 min chengbao zhuang, fu'an zhuang (bo nie mam coś znowu tych odczuć naciskania balona - od dołu). Potem 20min hunjuan zhuang (w 6ciu kierunkach).
Potem dingbu moca bu w miejscu - zauważyłem ostatnio, że stopy mi się męczą przy krokach w miejscu, oraz mam problemy z równowagą. Stąd powrót do podstaw.
Dan zhuquan oraz lianxu san zhiquan- do okoła stadionu z krokiem.
Potem pojedyncze tui shou przez chwilę i potem podwójne - nacisk na siłę do centrum. Bardzo miło i sympatycznie się rozmawiało. Umówiliśmy się na jutro
Niedziela, 2008-01-03, trening plenerowy od 10:40 do 12:30
Znowu były 4ry osoby, ale inny skład: Grzesiek, Sławek, ja i Magda.
Czas upłynął głównie na gadaniu i pokazywaniu sobie ćwiczeń.
Grzesiek przygotowywał Sławka do egzaminu na 1szego duana. Ja pokazywałem Magdzie parę podstawowych ćwiczeń. Robiliśmy wszyscy chengbao przez 30 minut, a w dalszej kolejności każdy po swojemu. Magda robiła pingbu pingtui shi li, kaihe shi li, oraz dingbu moca bu.
Ja porobiłem trochę hunjuan zhuang w 6ciu kierunkach, trochę kaihe shili, moca bu w miejscu i trochę shi li 3 ciosów prostych (lianxu san zhiquan).
Na koniec poćwiczyliśmy trochę dan tui shou.
Pogoda była znowu przepiękna
20080203_1043_yiquan_stadion.JPG Grzesiek i Sławek
Plik ściągnięto 5678 raz(y) 33,37 KB
20080203_1044_yiquan_stadion.JPG Magda - robi pingtui shi li
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum