Dział Hyde-Park nie ma żadnych ograniczeń formy i treści. Pisz co uważasz i jak chcesz. Ciężkie awantury, po ich zakończeniu, przeniesiemy do archiwum/Kosza.
"Polityka Ekstazy - A ona dochodzi kolorowo"
Timothy Leary
Wstęp
W słoneczne niedzielne popołudnie w 1960 r., na brzegu basenu wynajętego letniego domu w Cuernavaca, trzydziestodziewięcioletni Amerykanin zjadł garść dziwnie wyglądających grzybów, zakupionych uprzednio od szamana z pobliskiej wioski. Jak później opowiadał, po kilku minutach poczuł się "zmieciony przez krawędź Niagary zmysłów w spieniony nurt transcendentalnych wizji i halucynacji.
Następnych 5 godzin mogłoby być opisane wieloma ekstrawaganckimi metaforami, ale przede wszystkim i bez najmniejszych wątpliwości było to najgłębsze religijne doświadczenie mojego życia". Implikacje tej rozstrzygającej, pierwszej komunii, są jak dotąd trudne do określenia; są w równym stopniu daleko-idące jak i głębokie.
Tymi grzybami były legendarne "święte grzyby", które od tej pory stały się znane (ku przerażeniu wielu osób) jako jeden z psychodelicznych (dokładnie: ujawniające umysł) chemikaliów, które wykreowały ogólnonarodowego bzika wśród młodzieży i skandale w prasie. Owym Amerykaninem był psychoterapeuta z Harvardu Timothy Leary, który w międzyczasie przekształcił się z badacza i naukowca w prekursora i najwyższego kapłana rewolucyjnego ruchu połączonego nie jakąś ideą, ale substancja, nazwaną później "duchowym ekwiwalentem bomby wodorowej".
Niewiele faktów w jego biografii mogłoby wskazywać na to, że zostanie religijnym przywódcą. W wieku lat dziewiętnastu zmartwił swoją matkę - katoliczkę rezygnacją z Holy Cross na dwa lata przed jej ukończeniem ("nie mogłem się oswoił ze scholastycznym podejściem do religii "), a następnie załamał swojego ojca, emerytowanego oficera, gdy po 18 miesiącach zrezygnował z West Point ("interesowałem się bardziej filozofią niż militariami "). Przeniósł się na University of AIabama, gdzie uzyskał dyplom z psychologii. W 1942 r. zaciągnął się do wojska i pracował w szpitalu w Pensylwanii jako psycholog, następnie kontynuował studia otrzymując stopień doktora na University of California w Berkeley. W trakcie swojej pierwszej ważniejszej pracy - jako dyrektor Kaiser Foundation Hospital zu Oakland, oraz jako asystent profesora w School of Medicine Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco, zdobywając sobie zarówno wrogów jak i przyjaciół, Leary zaczął, wykazywać odwaga a czasami nieoględne obrazoburstwo, które od tej pory znaczyło każdą fazę jego kariery.
Stwierdzając, że tradycyjne metody psychiatryczni w równym stopniu szkodziły pacjentom, jak i pomagały, w 1958 r. zrezygnował z praktyki i został przyjęty jako wykładowca psychologii klinicznej w Harvardzie. Zaczął tam rozwijać i propagować teorię gier interpersonalnych i postaw osobowych jako wariantów wystylizowanych gier, stosownie do tez zawartych w bestsellerowej książce dr Erica Berne pt. "W co grają ludzie", których to tez zarówno nauczał, jak i efektywnie w sposób niekonwencjonalny stosował w praktyce - wysyłając studentów do badania problemów emocjonalnych takich jak alkoholizm, raczej w miejsca gdzie one powstają, niż do bibliotek i laboratoriów.
Co było łatwe do przewidzenia, niewiele z tych nowatorskich idei docierało dc ograniczonych umysłów kolegów po fachu. Ale ich pomruk sceptycyzmu urósł dc rangi chóru wyrażającego oburzenie, gdy Leary powrócił do Harvardu ze swojej pionierskiej wycieczki w nieznane przestrzenie - odbywającej się na brzegu basenu w Cuernavaca - i rozpoczął eksperymenty na sobie, ze swoimi współpracownikami karni i setkami wolontariuszy, stosując ściśle odmierzane dawki psylocybiny substancji wyizolowanej ze świętych grzybów. Przyrzekając "poświęcić resztę ryto jego życia naukowca na systematyczne badania tego nowego narzędzia", Leary i rosnąca liczba jego następców rozpoczęli badania nad innymi psychodelikami: nasionami powoju, gałką muszkatołową, marihuaną, pejotlem, meskaliną - oraz bezbarwnym, bezwonnym, bezsmakowym, ale niewiarygodnie silnym związkiem chemicznym nazywanym LSD 25, zsyntetyzowanym po raz pierwszy w 1938 r. przez szwajcarskiego biochemika, poszukującego środka na migrenowe bóle głowy.
Setki razy mocniejsze od psylocybiny LSD, wysyła swoich pełnych halucynacji użytkowników w wielobarwną i wielopoziomową przejażdżkę roller-coasterem, na tyle spektakularną, iż wkrótce staje się podstawowym narzędziem badawczym Leary"egc. Krążące opowieści o fantastycznych, fantasmagorycznych "tripach" odbywanych przez studentów, szybko stały się sekretami podkręcającymi atmosferę w uniwersyteckich campusach, a od 1962r. wytworzyły rodzaj undergrundowych zachowań kultowych wśród młodzieży od Londynu do Los Angeles. W 1963 r. stało się to przedmiotem zakłopotania władz Harvardu, które jakkolwiek "z ubolewaniem", to jednak rozstały się z Leary"m i jego współpracownikiem dr Richardem Alpertem w celu powstrzymania zachłannie rosnącej fali zainteresowania wiania dragami w środowisku studentów.
Nieustraszoność badaczy doprowadzi do zorganizowania IFIF (International Foundation for InternaI Freedom) - zespołu naukowców prowadzących psychodeliczne badania finansowane z prywatnych funduszy w Zihuatanejo w Meksyku, lecz zanim mogli na dobre rozpocząć psychodeliczne sesje, rząd meksykański nakazał wstrzymanie badań i zażądał opuszczenia terytorium kraju przez IFIF. Od tej chwili Leary stał się nie tylko mesjaszem, lecz również męczennikiem ruchu psychodelicznego. Wkrótce potem nadeszła pomoc ze strony młodego milionera z Nowego Jorku Williama Hitchcocka, weterana "kwasowych podróży", który uwierzył w wagę dokonań Leary"ego (a właściwie misji) i w tym celu przekazał mu rezydencji w posiadłości o powierzchni 4000 akrów w Millbrook w stanie Nowy Jork, która odtąd stała się nie tylko domem i siedzibę Leary"ego, ale także swego rodzaju schronieniem i sanktuarium dla psychodelicznych pielgrzymów z całego świata. 16 Kwietnia 1966 r. Millbrook stało się także celem prześladowań przez - jak to określił Leary - "autorytarne, średniowieczne, średniej-klasy siły". Późną nocą oddział policji hrabstwa Dutchess dokonał najazdu i w wyniku skrupulatnego przeszukania znalazł minimalną ilość marihuany, aresztując cztery osoby, w tym Leary"ego. W przypadku skazania, otrzymałby wyrok poważnej grzywny i 16 lat wiezienia. W tym czasie Leary odwoływał się od innego wyroku, spowodowanego aresztowaniem w Laredo poprzedniego grudnia, gdy podczas przekraczania granicy z Meksykiem, przy przeszukiwaniu samochodu, celnicy znaleźli w posiadaniu osiemnastoletniej córki Leary"ego 14,2 g (!) marihuany. Pomimo złożonych oświadczeń, że ten środek służy do celów naukowych i sakramentalnych i jest konieczny zarówno do pracy naukowej jak i ze względu na religijne przekonania (jako praktykującego Hinduisty), Leary został skazany na 30000$ grzywny i 30 lat wiezienia za przemyt narkotyków i uchylanie się od płacenia podatków dotyczących konopi. W ciągu nastypnych miesięcy, wraz ze wzrostem sławy Leary"ego, rosły takie kontro" wersje na temat LSD, podsycane przez ciągle rosnący strumień historii, opisujących na pierwszych stronach gazet przypadki psychodelicznej psychozy, płynące z ust policjantów i przedstawicieli publicznej służby zdrowia straszne ostrzeżenia przed "natychmiastową utratą zdrowia psychicznego" i nabożne wydawnictwa przeklinające zło płynące z dragów.
W maju i czerwcu, dwie senackie podkomisje przeprowadziły szeroko rozpowszechnione publiczne przesłuchania na temat LSD, a trzy stany: Kalifornia, Newada i New Jersey uchwaliły prawa zakazujące używania, posiadania, dystrybucji i wytwarzania LSD. Przy pomocy dźwięcznych apeli domagających sine zaostrzenia federalnego prawa Ronald Reagan skutecznie zwiększył swoje szanse na republikańską nominacji w staraniach o fotel gubernatora Kalifornii. 1 oto pośród tych wznoszących sił zewsząd okrzyków przeciw dragom, Playboy poprosił dr Leary"ego o zaprezentowanie swojego poglądu na temat tej psychodelicznej historii i o odpowiedź na kilka pytań, odnoszących się do jego potencjalnych obietnic i rzekomych niebezpieczeństw. Przystając na to z ochotą, zaprosił nas do Millbrook, gdzie kilka dni później spotkaliśmy go recytującego poranne hinduistyczne modlitwy wraz z grupą gości w kuchni 64-pokojowego pałacu. Powitał nas serdecznie i zaprowadził do znajdującej się na trzecim piętrze biblioteki. Zamiast usiąść na jednym z wygodnych foteli, przeszedł przez pokój, wyszedł przez otwarte okno na cienki daszek leżący na oknie wykuszowym drugiego piętra i zaczął rozwijać podwójnej grubości materac kilka cali od krawędzi. Gdy usadowiliśmy się wygodnie na jednym końcu materaca, on rozpiął swoją koszul, rozkoszując sil gorącymi promieniami słońca, oparł bosą stopi o gont dachu, popatrzył na rozpościerający sil wokół domu trawnik, posłuchał przez chwili śpiewu cykady znajdujące) sil w gałęziach pobliskiego drzewa, a następnie odwrócił sil do nas gotowy na nasze pierwsze pytanie:
PLAYBOY: Dr Leary, ile razy zażywał Pan LSD?
LEARY: Do tej pory miałem 311 sesji psychodelicznych.
PLAYBOY: Jak Pan sądzi, co panu dały te sesje i czym były one dla Pana?
LEARY: Trudno jest opowiedzieć o tym w sposób przystępny. Powiedzmy tak: podczas pierwszego psychodelicznego doświadczenia, miałem trzydzieści dziewięć lat. W tym czasie byłem mężczyzną w średnim wieku, zaangażowanym w średnio-wieczny proces starzenia się. Moja radość życia, moja otwartość zmysłów, moja kreatywność ześlizgiwały się w dół. Od tego czasu, sześć lat temu, moje życie odnowiło się w niemal każdym wymiarze. Większość moich kolegów z University of California i z Harvardu oczywiście uważa mnie za nieco zbzikowanego ekscentryka. Przypuszczam, że mniej niż 15% moich kolegów po fachu rozumie i popiera to, czym się zajmuję. Można oczekiwać, że są to psychologowie będący raczej w młodszym przedziale wieku. Jeżeli znasz wiek danej osoby, to będziesz wiedzieć, co może ona czuć i myśleć na temat LSD. Środki psychodeliczne są medium młodości. Gdy poruszasz się w górę skali wieku, trzydziesto-, czterdziesto-, pięćdziesięciolatków, coraz mniej osób jest otwartych na skorzystanie z możliwości takich chemicznych propozycji.
PLAYBOY: Dlaczego tak się dzieje?
LEARY: Dla osób w wieku powyżej trzydziestu pięciu lub czterdziestu lat słowo "drag"1 oznacza jedną z dwu rzeczy: chorobę-doktora lub narkotyk-szatana-zbrodnię. Osobie, która ma takie neurologiczne zafiksowanie na słowie "drag" nie jesteś w stanie powiedzieć nic, co mogłoby wpłynąć na zmianę jej opinii. Jest ona równie mocno przymarznięta do swoich poglądów jak pies Pawłowa do swoich odruchów warunkowych. Z drugiej strony, dla ludzi w wieku poniżej dwudziestu pięciu lat, słowo "drag" odnosi się do szerokiej gamy środków zmieniających świadomość, począwszy do alkoholu, przez energetyzery, speedy i inne ogłupiacze, skończywszy na marihuanie i innych dragach psychodelicznych. Dla średnio-wiecznej Ameryki może być to synonim natychmiastowej choroby psychicznej, ale dla większości Amerykanów poniżej dwudziestego piątego roku życia, psychodeliczny drag oznacza ekstazę, rozszerzenie zmysłów, doświadczenie religijne, objawienie, oświecenie, kontakt z naturą. Ciężko spotkać w dzisiejszych Stanach Zjednoczonych nastolatka lub młodego człowieka, który nie znałby przynajmniej jednej osoby mającej za sobą dobre doświadczenia z marihuaną lub z LSD. Horyzonty współczesnego młodego pokolenia, W znaczeniu rozszerzonej świadomości są o lata świetlne poza horyzontami ich rodziców. Tu zaszła zmiana; nie ma odwrotu. Psychodeliczna bitwa została wygrana.
PLAYBOY: Co powiesz na takie standardowe oskarżenie, że LSD jest zbyt mocne i zbyt niebezpieczne, żeby je powierzać młodzieży?
LEARY: Nikt z nas nie wie jeszcze, w jaki sposób LSD można zastosować dla rozwoju i pożytku rodzaju ludzkiego. Jest to potężne narzędzie służące do uwalniania energii, dotychczas nie w pełni zrozumiane. Ale jeżeli miałbym się postawić w sytuacji piętnastolatka lub pięćdziesięciolatka, który ma użyć nowej formy niezrozumiałej dla niego energii, zawsze wybrałbym sytuację piętnastolatka. Dlaczego? Ponieważ piętnastolatek zastosuje nawą formę energii dla zabawy, dla zintensyfikowania wrażeń, aby się kochać, z ciekawości, dla osobistego rozwoju. Wielu pięćdziesięciolatków straciło swoją ciekawość, straciło swoją zdolność do kochania się, przytępiło swoją otwartość na nowe wrażenia i chciałoby stosować nowe formy energii dla władzy, kontroli i wojen. A więc wcale się tym nie przejmuję, że młodzież wyrywa się z zajęć edukacyjnych, aby eksperymentować ze świadomości, by bawić się z nowymi formami energii i artystycznej ekspresji. Obecne pokolenie w wieku poniżej dwudziestu pięciu lat jest najmądrzejszym i najświętszym pokoleniem, jakie ludzkość kiedykolwiek widziała. I na Boga, zamiast lamentować, uwłaczać im i więzić ich, powinniśmy ich popierać, słuchać ich i podłączać się wraz z nimi.
PLAYBOY: Jeżeli zechcielibyśmy podążyć za twoją ostatnią sugestią, to co powinniśmy zrobić?
LEARY: Znajdź zaufanego przyjaciela, który wie gdzie można dostać LSD oraz jak przeprowadzić sesję, albo znajdź zaufanego i doświadczonego podróżnika LSD, aby przeprowadził cię przez trip,
PLAYBOY: Czy koniecznie trzeba mieć przewodnika?
LEARY: Tak. Jeżeli nie będziesz miał doświadczonego przewodnika, przynajmniej przez pierwszych 10-15 sesji - to doświadczenie może byk dezorientujące.
PLAYBOY: A co z osobą, która nie może znaleźć ani przewodnika, ani źródła LSD pośród swoich przyjaciół? Co taka osoba powinna zrobić?
LEARY: LSD jest poza prawem, a ja nikogo nie zachęcam do łamania prawa. Jednakowoż powiem tak: w historii ludzkości człowiek, który chciałby rozszerzyć swoją świadomość odnaleźć głębsze znaczenie wewnątrz siebie, potrafił tego dokonać, jeżeli był gotów poświęcić na to czas i energii. W innych krajach i czasach, ludzie wędrowali boso 2000 mil, aby znaleźć duchowego nauczyciela, który pozwoliłby im się podłączyć do Buddy, Mahometa czy Ramakriszny.
PLAYBOY: Jeżeli nie możesz nam powiedzieć gdzie kupić LSD, to czy możesz nam objaśnić w jaki sposób można wyprodukować LSD? Jak nam wiadomo, można je zsyntetyzować w każdym dobrze wyposażonym laboratorium.
LEARY: To prawda. Ale udzielanie takich odpowiedzi byłoby nieodpowiedzialne. Wytwarzanie LSD jest aktualnie przestępstwem.
PLAYBOY: Zakładając, że możesz je mieć, w jaki sposób się bierze LSD? Czy może być wstrzykiwane czy też raczej połyka się je w kostce cukru?
LEARY: Może być wstrzykiwane, może też być dostarczane w formie proszku, pigułki czy roztworu, który jest bezwonny, bez smaku, i bez koloru. W każdym przypadku masz do czynienia z bardzo małą ilością. Sto mikrogram stanowi średnią dawkę.
PLAYBOY: Na jak długą sesję?
LEARY: Osiem do dwunastu godzin.
PLAYBOY: Jak to jest? Co się wówczas z tobą dzieje?
LEARY: Jeżeli będziemy mówić ogólnie, to co się wydarza każdemu, to doświadczenie niewiarygodnego przyspieszenia i intensyfikacji wszystkich zmysłów i wszystkich procesów umysłowych - które mogą być bardzo dezorientujące jeżeli nie jesteś na nie odpowiednio przygotowany. W ciągu każdej sekundy w twoim mózgu zapala się około stu milionów sygnałów; podczas każdej sekundy sesji LSD odkrywasz, że jesteś dostrojony do odbioru tysięcy wiadomości, których zazwyczaj nie rejestrujesz świadomie. Możesz otrzymywać symultanicznie niewiarygodną liczbę wiadomości z różnych części swojego ciała. Ponieważ nie jesteś przyzwyczajony do takiego stanu rzeczy, może się to stać przyczyną niesamowitej ekstazy, albo dezorientacji. Niektóre osoby są przytłoczone tym fenomenem Niagary bodźców zmysłowych. Zamiast dwóch, trzech rzeczy dziejących się w krótkim odcinku czasu, nagle zalewa cię powódź świateł, kolorów, wrażeń, obrazów i możesz poczuć się całkowicie zagubiony. Odczuwasz nieznaną wcześniej, potężną, promieniującą z całego ciała i zmierzającą do uwolnienia, siłę. W stanie normalnej percepcji, mamy świadomość symboli statycznych. Ale gdy zaczyna działać LSD, wszystko zaczyna się ruszać i ten nieubłagany, bezosobowy, z wolna nabrzmiewający ruch będzie trwał przez wiele godzin sesji. To tak jakbyś całe swoje normalne życie uchwycił w nieruchomym kadrze, w niezdarnej, stereotypowej posturze, a potem z znienacka puścił film obejmujący wiele wymiarów na raz, przeładowany kolorami i energią. Pierwszą rzeczą, jaką postrzegasz, to niesamowite rozszerzenie świadomości zmysłów. Na przykład zmysł wzroku. W porównaniu do jakości widzenia pod wpływem LSD, stan normalnego widzenia jest jak obraz w źle nastrojonym telewizorze. Pod wpływem LSD, oczy działają jak mikroskop, w którym widzisz błyszczące, promieniujące szczegóły każdej rzeczy, na którą pada twój wzrok. Po raz pierwszy rzeczywiście dostrzegasz - nie statyczną, symbolicznie reprezentowaną, wyuczoną percepcję rzeczy, ale wzory światła odbijające się od obiektów znajdujących się w twoim otoczeniu, wpadających z prędkością światła w mozaikę pręcików i stożków siatkówki twojego oka. Wszystko wydaje się być żywe. Wszystko jest żywe i promieniuje ostrymi falami światła w kierunku twojej siatkówki.
PLAYBOY: Czy zmysł słuchu ulega podobnej intensyfikacji?
LEARY: Potwornie. Zazwyczaj słyszymy tylko wyizolowane dźwięki: dzwonek telefonu, brzmienie czyjegoś głosu. Ale gdy podłączasz się pod LSD, ośrodki korowe twojego ucha środkowego stają się drżącą membraną, napinającą się pod wpływem fal dźwięku. Wydaje się, że wibracje penetrują głęboko twoje wnętrze, nabrzmiewają i wybuchają. Słyszysz pojedynczą nutę sonaty Bacha i pozostaje ona w zawieszeniu, błyszcząc, pulsując przez nieskończenie długi okres czasu, podczas gdy ty powoli orbitujesz dookoła niej. Następnie, setki lat później, nadchodzi druga nuta sonaty, i kolejne, po stuleciach, powoli dryfujesz wokół tych dwóch nut, obserwując harmonie i dysonanse, zastanawiając się nad historią muzyki. Gdy twój układ nerwowy jest podłączony do LSD i wszystkie połączenia rozbłyskują, zmysły zaczynają pokrywać się i łączyć. Nie tylko słyszysz, ale widzisz wydobywającą się z głośników muzykę - jak tańczące cząsteczki, jak skręcające się smugi pasty do zębów. W rzeczywistości widzisz dźwięk w wielokolorowych wzorach podczas słuchania go. W tym samym czasie jesteś dźwiękiem, jesteś nutą, jesteś struną skrzypiec, czy fortepianu. I każdy z twoich organów pulsuje i przeżywa orgazm w tym rytmie.
PLAYBOY: Co dzieje się ze zmysłem smaku?
LEARY: Doznania smakowe również są zwielokrotnione, chociaż podczas sesji LSD nie ma się ochoty na jedzenie, tak jak nie miałbyś ochoty na przekąskę podczas pierwszego samodzielnego lotu naddźwiękowym odrzutowcem. Jednakże, gdy zajadasz się po sesji, doceniasz każdą z poszczególnych zalet pożywienia - konsystencję, elastyczność, lepkość - których w normalnym stanie nie jesteśmy świadomi.
PLAYBOY: Jak wygląda sprawa powonienia?
LEARY: Jest to jeden z najbardziej dojmujących aspektów doświadczenia LSD. To tak jakbyś oddychał po raz pierwszy w życiu, wspominasz z rozbawieniem i z niesmakiem ten plastikowy, bezwonny, sztuczny gaz, który zwykle nazywasz powietrzem. Podczas sesji LSD, odkrywasz, że wdychasz atmosferę składającą się z milionów mikroskopijnych wstążek węchowej taśmy telegraficznej, eksplodujących w twoich nozdrzach ekstatycznym znaczeniem. Gdy będąc, w pewnym oddaleniu, podczas doświadczenia LSD, siedzisz w jednym pokoju z kobietą, uświadamiasz sobie tysiące płynących od niej, penetrujących, chemicznych informacji, wpływających wraz z powietrzem do twoich centrów zmysłowych: symfonia tysiąca zapachów, które emanują z nas w każdej chwili - szampon, jakiego używa, jej perfumy, jej pot, zapach jej oddechu i przemiany materii, woń jej seksu, zapach jej ubrania - erotyczne pociski eksplodujące w komórkach węchowych.
PLAYBOY: Czy zmysł dotyku staje się równie erotyczny?
LEARY: Dotyk staje się zarówno elektryczny jak i erotyczny. Przypominam sobie taki moment, kiedy podczas pewnej sesji Rosemary pochyliła się nade mną i delikatnie dotknęła swoim palcem środka mojej dłoni. Sto tysięcy komórek w mojej ręce natychmiast eksplodowało miękkim orgazmem. Ekstatyczne energie pulsowały wzdłuż mojego ramienia atakując mózg, podczas gdy następnych sto tysięcy komórek miękko eksplodowało czysty delikatną rozkoszą. Dystans pomiędzy palcem mojej żony, a moją dłonią wynosił 50 mil, wypełnionych bawełnianą słodyczą, przenikniętych tysiącami srebrnych przewodów, po których tam i z powrotem pędziły ładunki energii. Z jej palca przepływały fale pulsującej energii. Jedna po drugiej przepływały fale złożone z rozkosznie delikatnej eterycznej tkanki, powodujące drżenie, goniące się nawzajem pomiędzy moją dłonią i jej palcem.
PLAYBOY: Czy ta rozkosz miała charakter erotyczny?
LEARY: Transcendentalnie. Pod wpływem LSD z każdego włókna twojego ciała uwalnia się niesamowita ilość energii - wliczając w to w szczególności energię seksualną. Nie ma wątpliwości, że LSD jest najpotężniejszym z wszystkich wynalezionych przez człowieka afrodyzjaków.
PLAYBOY: Czy mógłbyś to rozwinąć?
LEARY: Po prostu wrażenia seksualne pod wpływem LSD ulegają cudownemu spotęgowaniu i intensyfikacji. Nie chcę przez to powiedzieć, że jest to po prostu zwiększenie potencji. Nie doznaje się także w sposób automatyczny przedłużonej erekcji. To twoja wrażliwość wzrasta o tysiąc procent. Wyjaśnię to w ten sposób: w porównaniu z kochaniem się po LSD, sposób, w jaki uprawiasz miłość - bez względu na to jak bardzo nie byłaby to ekstatyczna przyjemność - jest jak kochanie się ze sklepowym manekinem. Podczas zmysłowej i komórkowej komunii wywołanej przez LSD, możesz spędzić pół godziny na pieszczeniu oczu i następne pół godziny kochając się za pomocą oddechu. Podobnie jak i ty, ona również jest pobudzona tysiącem zmysłowych i komórkowych organicznych zmian. Zwyczajny stosunek seksualny wywołuje specyficzne zmiany chemiczne, pobudzenie i określone interakcje w ściśle zlokalizowanych strefach, nazywanych przez psychologów erogennymi. Sądzę, że są to wulgarne i sprośne koncepcje. Gdy kochasz się po LSD, to tak jakby każda z tryliona komórek twojego ciała, kochała się z każdą komórką jej ciała. Twoja ręka nie pieści jej skóry, lecz zatapia się i łączy z pradawnym źródłem ekstazy wewnątrz niej.
PLAYBOY: Jak często kochałeś się będąc pod wpływem LSD?
LEARY: Za każdym razem. W rzeczywistości jest to wszystkim, czym jest doświadczenie LSD. (Po)łączenie się, (p}oddanie się, przepływ, unia, komunia. To wszystko jest kochaniem. Kochasz się ze światłem świecy, z falami dźwięku dobiegającymi z gramofonu, z wazą pełną owoców, stojącą na stole, z drzewami, Przebywasz w pulsującej harmonii ze wszystkimi energiami dookoła ciebie.
PLAYBOY: Włącznie z tymi płynącymi od kobiety?
LEARY: Trzy niemożliwe do uniknięcia cele sesji LSD to: odkrycie i miłość z Bogiem, odkrycie i miłość z samym sobą, oraz odkrycie i miłość z kobietą. Nie możesz tego dokonać z samym sobą, jeżeli nie uczyniłeś tego z nieskończonym, otaczającym cię procesem energii i nie możesz zrobić tego z kobietą, dopóki nie zrobisz tego z sobą. Naturalnym i oczywistym sposobem brania LSD, jest sesja z przedstawicielem płci przeciwnej, a sesja LSD, która nie powoduje w ostateczności połączenia się z osobą płci przeciwnej, jest niecałkowita. Im bardziej rozszerza się twoja świadomość, im dalej możesz wznieść się ponad swój umysł, tym głębsza, bogatsza, dłuższa i Pełniejsza znaczenia staje się twoja seksualna komunia.
PLAYBOY: Słyszeliśmy o sesjach, w których pary kochały się aż do krawędzi wyczerpania, ale nigdy nie wydawały się być wyczerpane. Czy to prawda?
LEARY: Tak.
PLAYBOY: Czy możesz nam opisać wrażenie orgazmu pod wpływem LSD?
LEARY: Tylko najbardziej lekkomyślny poeta mógłby próbować to zrobić. Muszę wam powiedzieć tak: "Jak się to opowiada małym dzieciom?" Dziecko pyta: "Tato, czym jest seks?", a ty starasz się to opisać i potem dziecko mówi: "Hm, czy to jest takie fajne jak cyrk?", ty odpowiadasz: ;,No, nie zupełnie takie". Dziecko mówi: "Czy to jest takie fajne jak lody czekoladowe?", ty na to: "Więc to jest tak, ale znacznie, znacznie więcej niż to". A dziecko mówi: "A więc to jest tak jak jazda na roller-coasterze?" i odpowiadasz: "Częściowo tak, ale to jest jeszcze więcej niż to". Krótko mówiąc, nie mogę ci powiedzieć jak to, jest, ponieważ nie jest to niczym, co kiedykolwiek ci się przydarzyło - i ponadto nie istnieją adekwatne słowa, które mogłyby to opisać. Nie dowiesz się jak to jest, dopóki sam nie spróbujesz, a wtedy nie będzie potrzeby, żeby ci o tym mówić.
PLAYBOY: Słyszeliśmy, że niektóre kobiety mające zazwyczaj trudności z osiągnięciem orgazmu, będąc pod wpływem LSD, odkrywają w sobie zdolność do przeżywania orgazmów wielokrotnych. Czy to jest prawda?
LEARY: Podczas troskliwie przygotowanej, miłosnej sesji LSD, kobieta może mieć kilkaset orgazmów.
PLAYBOY: Kilkaset?
LEARY: Tak. Kilka razy po sto.
PLAYBOY: A co z mężczyzną?
LEARY: To zaabsorbowanie liczbą orgazmów, jest psychicznym kanałem dla wielu mężczyzn i kobiet. Jest to równie gruboskórne i wulgarne jak zastanawianie się nad tym, ile ona zapłaciła za szlafrok.
PLAYBOY: Jednakże musi być jakiś rodzaj fizjologicznego porównania. Jeżeli kobieta może mieć kilkaset orgazmów, ile ich może mieć mężczyzna w optymalnych warunkach?
LEARY: Zależałoby to całkowicie od ilości seksualnego i psychodelicznego doświadczenia, posiadanego przez mężczyznę. Jeżeli o mnie chodzi, to mogę wyłącznie porównywać to, kim byłem, z tym, czym jestem teraz. W ciągu ostatnich sześciu lat moja otwartość, moje reakcje, mój współudział w każdej formie zmysłowych wrażeń, zostały zwielokrotnione tysiąckrotnie.
PLAYBOY: O tym aspekcie działania LSD przebąkiwano w prywatnych rozmowach, ale jak dotąd nie mówiono o tym publicznie. Dlaczego?
LEARY: Silne seksualne działanie LSD jest tajemnicą publiczną, o której nikt z nas nie mówił w ostatnich latach. W kontekście społecznym, wystarczająco niebezpiecznie jest mówić o tym, że LSD pomaga ci odnaleźć boskość oraz że pomaga w odkrywaniu samego siebie. Gdy tylko o tym po" wiesz - już wpadasz w kłopoty. Lecz jeśli oświadczysz, że doświadczenie psychodeliczne jest przede wszystkim doświadczeniem seksualnym, dopraszasz się o to, by cały ten średnio-wieczny monolit klasy średniej zwalił a się na głowę. jednakże w chwili obecnej, mam na karku wyrok trzydziestu lat więzienia, co dla czterdziestopięcioletniego mężczyzny jest wyrokiem dożywocia, a w dodatku jestem oskarżony o drugie przestępstwo związane Z marihuaną, zagrożone 16-letnim wyrokiem. Ponieważ autorytety klasy średniej znajdujące się w średnim wieku nie mogą mi już więcej dołożyć oraz z tego powodu, że tajemnica nie jest już sekretem wśród młodzieży, czuję że wolno mi teraz powiedzieć to, czego nigdy nie powiedzieliśmy wcześniej: ekstaza seksualna jest podstawowym powodem aktualnego boomu LSD. Gdy dr Goddard naczelnik Food and Drug Administration oświadcza podczas przesłuchań w Senacie, że 10% studentów w college "ach bierze LSD czy kiedykolwiek zastanawiasz się dlaczego? To jasne, ż. oni odkrywają Boga i znaczenie; jasne, że odkrywają samych siebie; al. czyżbyś naprawdę myślał, że to nie sex jest fundamentalną przyczyną tego kipiącego, społecznego, młodzieżowego boomu? Nie możesz już więcej prowadzić badań nad LSD, pozostawiając na uboczu ekstazę seksualną, tak jak nie możesz przeprowadzać badań nad tkankami, odkładając na bok kwestie komórek. LSD nie jest bynajmniej automatycznym włącznikiem seksualnego prze budzenia. Gdy bierzesz je pierwszych 10 razy możesz być niezdolny do seksualnych doświadczeń, ponieważ jesteś przytłoczony i zachwycony - albo przestraszony i skonfundowany - przez nowość doświadczenia; w tym momencie idea seksu może być nieistotna, albo niepojmowalna. Lecz jest to zależne od otoczenie i partnera. Jeżeli mężczyzna i jego partnerka razem biorą LSD, to jest prawie nieuniknione, że ich energie seksualne będą nie wyobrażalnie zintensyfikowane i o ile nie wystąpi jakaś niezdarność lub strach którejś ze stron, albo inne zablokowania, zostaną doprowadzeni dc głębszego doświadczenia niż mogli kiedykolwiek przypuszczać. Od początków naszych badań, byłem świadomy tej wstrząsającej mocy LSD. Musicie zwracać wielką uwagę na to, by brać LSD wyłącznie z kimś, kogo dobrze znacie, ponieważ jest prawie nieuniknione, że kobieta zakocha się w mężczyźnie, który podzielił z nią doświadczenie LSD. W rezultacie sesji LSD mogą się rozwinąć głębokie i długotrwałe wzorce neurologiczne głębokie emocjonalne zobowiązania, które mogą pozostać do końca życia Z tego powodu, zawsze byłem wyjątkowo ostrożny przy przeprowadzania sesji z udziałem kobiety i mężczyzny. Zawsze staramy się o to, aby podczas pierwszej sesji danej osoby był obecny mąż, albo żona, gdy zatem rozwiną się owe potężne napięcia, można je skierować w stronę odpowiedzialnego rozładowania po sesji.
PLAYBOY: Czyżbyś głosił psychodeliczną monogamię?
LEARY: Cóż, nie mogę uogólniać, ale jedna z największych lekcji, jaki wyniosłem z sesji z LSD to fakt, że każdy mężczyzna zawiera w sobie esencję wszystkich mężczyzn, zaś każda kobieta zawiera w sobie wszystkie kobiety. Przypominam sobie sesję z przed kilku lat, gdy z przerażeniem i ekstazą otworzyłem oczy i spojrzałem w oczy Rosemary i zostałem wciągnięty w ich głębię, wpływając łagodnie do wnętrza jej umysłu, doświadczają wszystkiego czego ona doświadczała, rozpoznając każdą z jej myśli. Podczas gdy mój wzrok był przykuty do jej oczu, jej twarz zaczęła podlega zmianom. Widziałem ją jako dziewczynę, dziecko, starą kobietę z siwymi włosami o pomarszczonej twarzy. Widziałem ją jako wiedźmę, madonnę, zrzędliwą babę, opromienioną królową, Bizantyjską dziewicę, zmęczoną, doświadczoną orientalną dziwkę, która przejrzała każdy widziany przez nią tysiące razy aspekt życia. Była wszystkimi kobietami, była każdą kobietą, esencją kobiecości - śmiejące się, żartobliwe oczy, poddające się, demoniczne, wciąż zapraszające: "Zobacz mnie, usłysz mnie, przyłącz się do mnie, połącz się ze mną, podtrzymaj rytm tego tańca". Zatem - jak sądzę - implikacje tego doświadczenia dla wzajemnego doboru i seksualności są oczywiste. I dlatego też, bynajmniej nie z przyczyn moralnych obwarowań, czy zahamowań, jeżeli chodzi o stosowanie przeze mnie LSD w ostatnich sześciu latach, jestem krańcowym monogamistą.
PLAYBOY: Czy to oznacza, że mówiąc o monogamii masz na myśli całkowitą seksualną wierność jednej kobiecie?
LEARY: Pomysł, żeby biegać w kółko, próbując wyszukiwać różne partnerki, jest koncepcją na bardzo niskim poziomie. Żyjemy w świecie o gwałtownie wzrastającej liczbie ludności, w którym jest coraz więcej pięknych, młodych panienek, usamodzielniających się z każdym miesiącem. Jest zatem oczywistością, że seksualne kryteria przeszłości podlegają zmianie, oraz że wymagania, jakie stawiamy osobnikom z naszym zasobem zmysłów i komórek, nie polegają wyłącznie na powtarzaniu miłosnych historii z kolejnymi młodymi ciałami, ale na eksploracji niewiarygodnych głębin i zakresów twojej własnej tożsamości wraz z pojedynczym przedstawicielem płci przeciwnej. To wymaga czasu i zobowiązania w trakcie podróży.... Istnieje szczególny rodzaj neurologicznej i komórkowej wierności, która rozwija się stopniowo. Wiele lat temu powiedziałem, że w przyszłości, podłożem rozwodu nie będzie fakt, że twoja żona poszła z innym facetem do łóżka, aby się pokotłować z nim na materacu przez godzinę czy dwie, ale to że twoja żona odbyła sesję LSD z kimś innym, z uwagi na siłę rozwijających się wówczas wzajemnych powiązań.
PLAYBOY: Istnieją takie relacje, według których spora liczba kobiet przebywających w twoim towarzystwie jest ci więcej niż przychylna. Tak naprawdę, jeden z twoich przyjaciół powiedział nam, że jeżelibyś zechciał, to mógłbyś mieć dwie lub trzy różne kobiety każdej nocy. Czy miał rację?
LEARY: Przez ostatnich sześć lat, większość czasu spędziłem w sposób bardzo spokojny w naszych ośrodkach badawczych. Ale podczas wyjazdowych odczytów, przy udziale rozentuzjazmowanych zgromadzeń, nie ulega wątpliwości fakt, że charyzmatyczna, publiczna postać generuje pociąg i stymuluje reakcje seksualne.
PLAYBOY: Jak często, takie reakcje budzą w tobie oddźwięk?
LEARY: Każda kobieta ma wbudowaną w swoje tkanki i komórki tęsknotę za bohaterem, mitycznym mędrcem, który by w niej inicjował i dzielił z nią jej boskość. Lecz przypadkowe stosunki seksualne nie zaspakajają tej głębokiej tęsknoty. Każda z charyzmatycznych postaci, świadoma swoich mitycznych mocy budzi ten podstawowy głód w kobietach i okazuje im szacunek na poziomie, który jest odpowiedni i współbrzmiący w danej chwili. Jednakże kompulsywne obłapianie, rzadko bywa właściwym sposobem takiej komunikacji.
PLAYBOY: Czyżbyś nie aprobował przypadkowych romansów, dla kto Tych katalizatorem było LSD?
LEARY: Nie jestem z tych, co mówią innym jak mają postępować. A, i chciałbym powiedzieć, że jeżeli zechcesz zastosować LSD jako pomoc w uwodzeniu kobiet, znajdziesz się w bardzo upokarzającej i kłopotliwi sytuacji, ponieważ to po prostu nie zadziała. Pod wpływem LSD jej oczy przejrzą cię na wylot, a ona zobaczy bez ogródek twoje zamiary, gdy zbliżysz się ze swoimi łapskami, rutynowo kręcąc wąsem. Będziesz wygląda jak skończony dupek i ona może roześmiać ci się w twarz, albo przybierzesz wygląd potwora i ona będzie krzyczeć, wpadając w stan paranoi. Ni dobrego z tego nie wyniknie, jeżeli LSD zostałoby użyte w grubiański sposób dla celów zdobycia nad kimś władzy, lub manipulacji.
PLAYBOY: Przypuśćmy, że spotykasz na prywatce dziewczynę, z którą znajdujesz natychmiast wspólny język i oboje decydujecie się na LSD trip tej samej nocy. Jak to będzie wyglądać w takich warunkach?
LEARY: Musisz pamiętać, że biorąc z kimś LSD, dobrowolnie odrzucasz cały swój system obronny i całkowicie otwierasz się w sposób niezwykle podatny na zranienia. Jeżeli ty i dziewczyna jesteście na to gotowi, wówczas - podczas wspólnego tripu - zaistnieje natychmiastowy i głęboki wzajemny związek. Ludzie dobrze zaznajomieni z LSD, mogą być zdolni do takich działań po krótkiej znajomości, ale osoba niedoświadczona prawdopodobnie znajdzie się w krańcowym zamieszaniu i tacy ludzie mogą się całkowicie odizolować od siebie. Mogą zostać wciągnięci w poruszając się w ich wnętrzu wir zachwytu, albo konfuzji, zapominając przy tym całkowicie o obecności drugiej osoby.
PLAYBOY: Według niektórych raportów, LSD może stać się impulsem uruchamiającym uśpione skłonności homoseksualne u osób, które wcześniej były wyłącznie heteroseksualne. Czy jest w tym coś z prawdy?
LEARY: Wręcz przeciwnie, w rzeczywistości LSD jest specyfikiem leczącym homoseksualizm. Dobrze wiadomo, że większość seksualnych odchyleń nie wynika z biologicznych uwarunkowań, ale z bolesnych i zaburzonych doświadczeń dzieciństwa. Z tego powodu nie dziwi nas, że mieliśmy wiele przypadków długoletnich homoseksualistów, którzy będąc pod wpływem LSD odkryli, że są nie tylko genitalnie, ale i genetycznie mężczyznami, że przede wszystkim są atrakcyjni dla kobiet. Najsłynniejszym i n~ bardziej znanym z takich przypadków jest przykład Allena Ginsberga, który otwarcie stwierdził, że po raz pierwszy poczuł pociąg do kobiet podczas sesji LSD kilka lat temu. Ale jest to jeden z licznych tego typu przypadków.
PLAYBOY: Czy to samo działo się w przypadku lesbijek?
LEARY: Właśnie chciałem przytoczyć taki przykład. Do naszego centrum w Meksyku przyjechała wyjątkowo atrakcyjna dziewczyna. Była lesbijką i była bardzo aktywna seksualnie, lecz całe jej energia była poświęcona na robienie tego z dziewczynami. Podczas sesji LSD w jednym z naszych domków, zeszła na plażę i zobaczyła młodego mężczyznę w kąpielówkach i - bach! - po raz pierwszy w jej życiu wewnątrzkomórkowa elektryczność przepłynęła przez jej ciało i zrobiła pomost nad wyrwą. Następni z po_ śród wybieranych przez nią partnerów, byli niemal w wyłącznie przedstawicielami płci przeciwnej. Z tego samego powodu LSD jest potężnym lekiem na impotencję i oziębłość, które podobnie jak homoseksualizm są symbolicznymi zaburzeniami sfery psychicznej. Doświadczenie LSD wpycha cię w kontakt z wiedzą twojego ciała, twojego układu nerwowego, twoich komórek, twoich narządów, I im bliżej znajdujesz się przekazów płynących z ciała, tym bardziej oczywiste staje się to, że zostałeś stworzony i przeznaczony do prokreacji i podtrzymywania strumienia życia. Gdy stajesz w konfrontacji z podstawowym faktem na poziomie komórkowym, będąc pod działaniem LSD, stwierdzasz, że twoja impotencja lub twoja oziębłość, jest spowodowana twoimi neuropsychologicznymi kompleksami wynikłymi ze strachu lub wstydu, że nie mają one znaczenia dla twoich komórek, że nie mają nic wspólnego z biochemicznymi mocami wewnątrz twojego ciała, pchającymi cię do połączenia się i stworzenia pary z członkiem przeciwnej płci.
PLAYBOY: Czy LSD zawsze działa jako lek w problemach seksualnych?
LEARY: Oczywiście, że nie. LSD nie gwarantuje żadnych specyficznych socjalnych czy seksualnych wyników. Ktoś może wziąć LSD, zostawić żonę i dzieci i odejść, aby zostać mnichem nad brzegiem Gangesu. Inny weźmie LSD i powróci do swojej żony. Jest to wysoce zindywidualizowana sytuacja. Wysoce nieprzewidywalna. Podczas sesji LSD może nastąpić bardzo precyzyjna percepcja twojego pełnego rutyny życia społecznego i zawodowego. Możesz ku swojemu przerażeniu odkryć, że prowadzisz egzystencję robota, że twoje relacje z szefem, żoną i rodziną są stereotypowe, puste i pozbawione znaczenia. W tym momencie może przyjść pragnienie zrezygnowania z tej wyjałowionej egzystencji, zebrania myśli, odejścia i odizolowania się od świata na drodze mnicha i zrozumienia w tym czasie, do jakiego życia (o ile w ogóle) chcesz powrócić. Z drugiej strony jednak, odkryliśmy, że podawanie LSD członkom grup zakonnych powodowało nieodwracalną tendencję do porzucenia monastycznego stylu życia i znalezienia partnerskich związków. Kilku mężczyzn dobrze po czterdziestce, było mnichami przez 15 lub 20 lat i pomimo swego dojrzałego wieku powróciło do społeczeństwa, ożenili się i przystosowali do heteroseksualnego stylu życia. Nieprzypadkowo wszyscy badani spośród grup religijnych, którym podawałem LSD - ponad 200 pastorów, księży, studentów seminariów i zakonnic - doświadczało najbardziej intensywnych reakcji seksualnych. W dwóch grupach religijnych, które najwyżej ceniły czystość i celibat nastąpiła masowa ucieczka mnichów i mniszek, porzucających religijne zobowiązania w celu zawarcia małżeństw, po serii doświadczeń z LSD. Jak widzicie sesja LSD jest przemożnym przebudzeniem doświadczenia; uwalnia potencjalne, pierwotne energie, a jedną z nich stanowi seksualny impuls, który jest najmocniejszym impulsem na każdym z poziomie życia organicznego. Być może ci ludzie po raz pierwszy w życiu stanęli twarzą w twarz z potężnymi siłami życia, które wcześniej zamurowali przy pomocy zrytualizowanych reakcji obronnych i stworzonych przez siebie fikcji.
PLAYBOY: Wielką sprawą poruszaną przez zwolenników LSD, włączając w to ciebie, są kwestie określane terminami religijnego mistycyzmu. Wcześniej mówiłeś o odkryciu "boskości" dzięki LSD. W jakim sensie doświadczenie LSD jest doświadczeniem religijnym?
LEARY: To zależy, co rozumiesz przez pojęcie "religia". Niemal dla każdego, doświadczenie LSD jest konfrontacją z wiedzą i energią, która pomniejsza i napełnia pokorą umysł człowieka. Doświadczenie grozy i objawienia jest często opisywane jako religijne. Uważam, że moja praca jest przede wszystkim religijna, ponieważ jej celem jest systematyczna ekspansja świadomości i odkrywanie tych energii, które ludzie nazywają "boskimi". Z psychodelicznego punktu widzenia, niemal wszystkie religie usiłują - czasem w sposób ograniczony czasowo lub narodowo - odkryć wewnętrzny potencjał. Zatem LSD jest jogą Zachodu. Celem religii Wschodu, tak jak celem LSD, jest wznieść się do góry: to znaczy rozszerzyć swoją świadomość i odnaleźć ekstazę i zawarte w niej objawienie.
PLAYBOY: Dr Gerald Klee z Narodowego Instytutu Zdrowia Umysłowego (National Institute of Mental Health), napisał: "Ci którzy mówią, że LSD rozszerza świadomość, mają za zadanie zdefiniowanie tego terminu. Przy zastosowaniu konwencjonalnej definicji, myślę, że LSD nie rozszerza świadomości". Co o tym sądzisz?
LEARY: Cóż, zastosował on wąską, konwencjonalną definicję świadomości, zgodnie z którą psychiatrzy powiadają: istnieją dwa poziomy świadomości - sen, oraz normalna świadomość symboliczna. Wszystko poza tymi dwoma jest stanem choroby umysłowej. Zatem zgodnie z klasyczną definicją LSD nie symbolicznej rozszerza świadomości; a zatem wytwarza psychozy. W kategoriach swojej konwencjonalnej, symbolicznej rozgrywki, dr Klee ma rację. Twierdzę, że jego definicja jest zbyt wąska, że wywodzi się z godnego ubolewania, prymitywnego i zabobonnego systemu świadomości. Mój system świadomości - sprawdzony poprzez doświadczenie setek tysięcy wytrenowanych podróżników, tych którzy brali LSD - jest określany przez siedem różnych poziomów świadomości.
PLAYBOY: Czym one są?
LEARY: Najniższe poziomy świadomości to sen i stupor, wytwarzają go narkotyki, barbiturany i nasz narodowy ogłupiacz, alkohol. Trzeci poziom świadomości jest konwencjonalnym stanem przebudzenia, w którym świadomość jest zajęta uwarunkowaniami symbolicznymi: flagi, znaki dolarów, stanowiska w pracy, nazwy gatunku, przynależność partyjna i temu podobne. Jest to poziom, który większość ludzi, włączając w to psychiatrów uważa za rzeczywistość; nie znając jej nawet w połowie. Następne dwa po2iomy świadomości, somatyczna i zmysłowa, będzie jak sądzę szczególnie interesowała czytelników
PLAYBOYa, gdyż większość z nich należy do młodszej generacji, która jest bardziej sensualna niż purytańscy Amerykanie starszego pokolenia. Aby osiągnąć poziomy somatyczny i sensualny, musisz uczynić coś w celu odłączenia się od symboli i otwarcia miliardów twoich zmysłowych detektorów rejestrujących miliardy docierających do nich impulsów. Chemikalia, które otwierają drzwi do tych poziomów są dobrze znane od stuleci kulturom, które akcentują delikatny, sensytywny zapis stymulacji zmysłowej: kultura arabska, kultura Indian, kultura Mongołów. To marihuana. Nie ma dwóch zdań, co do tego, że marihuana jest stymulatorem zmysłów - i to wyjaśnia nie tylko, dlaczego jest najchętniej wybierana przez młodych ludzi, ale także, dlaczego wzbudza taki strach i panikę wśród średnio-wiecznych, średnio-klasowych wódczanych opojów, czerwononosych biurokratów wprawiających w ruch anty-narkotykowe agendy. Gdybyż oni tylko wiedzieli, co ich omija. Ale musimy przedstawić tęskne wyrazy pożegnania cielesnym poziomom świadomości i przejść na poziom szósty, nazwany przeze mnie poziomem komórkowym. Dobrze wiadomo, że mocniejsze psychodeliki takie jak meskalina i LSD, zabierają cię poza zmysły w świat świadomości komórkowej. Neurologiczną istotą sprawy jest to, że każda z 13 miliardów komórek twojego mózgu jest połączona z jakimiś 25000 innych komórek i wszystko co wiesz pochodzi z komunikacyjnej wymiany odbywającej się w zakor5czeniach twoich komórek nerwowych. Podczas sesji LSD, niezliczone skupiska tych komórek zostają podłączone i świadomość wwirowuje się w niesamowite panoramy, dla których nie znajdujemy ani słów ani zdatnych do opisu pojęć. Najbardziej akuratną w tym miejscu metaforą jest metafora mikroskopu, która pozwala przybliżyć świadomości wzory komórkowe, niewidoczne gołym okiem. W ten sam sposób dzięki LSD, do świadomości kodera wewnątrzkomórkowy dialog, który w normalnym stanie jest niesłyszalny i dla którego nie znajdujemy adekwatnego, symbolicznego języka. Zaczynasz być świadomy procesów, do których nigdy wcześniej nie byłeś dostrojony. Czujesz jak zagłębiasz się w miękką, bagienną tkankę swojego ciała, powoli dryfując wgłąb ciemnych, czerwonych rozlewisk, płynąc poprzez kapilarne kanały, delikatnie popychany przez nieskończone komórkowe maszynerie, starodawne tykanie włóknistych czasomierzy, trzaskanie, sapanie, niesłabnącą pracę pomp. Będąc w ten sposób wchłoniętym przez tkankowy kombinat, oraz przez żylno-tętniczy system zaopatrzeniowy wewnątrz twojego ciała, możesz ulec przerażeniu, gdy przydarzy ci się to po raz pierwszy w życiu. Lecz może być to zarówno straszliwe i przerażające, jak i pełne czci i zdumienia.
PLAYBOY: Czy jest coś więcej?
LEARY: Tak i ten poziom jest nawet bardziej obcy i przerażający. To jest poziom prekomórkowy, którego można doświadczyć tylko pod wpływem bardzo dużych dawek LSD. Twoje komórki nerwowe uświadamiają sobie - podobnie jak komórki profesora Einsteina - że cała materia, wszystkie struktury są pulsującą energią; podczas głębokiej sesji LSD pojawia się sil druzgocący moment, gdy twoje ciało, oraz świat dookoła ciebie rozpuszczają się w migoczącą kratownicę pulsujących białych fal, w cichy, subkomórkowy świat poruszającej się tam i z powrotem energii. W ciągu ostatnich 4000 lat zapisywanej historii, mistycy i wizjonerzy określali to mianem "białego światła" albo "tańca energii". Nagle zdajesz sobie sprawę z tego, że wszystko, o czym myślałeś jako o rzeczywistości, albo o samej istocie życia - włączając w to twoje ciało - jest tylko tańcem cząsteczek. Odkrywasz, że jesteś przeraźliwie osamotniony w martwym, bezosobowym świecie czystej energii, zasilającej twoje organy zmysłów. Jest to oczywiście jedno z najstarszych stwierdzeń filozofii orientalnej, że nie istnieje nic oprócz chemii twojej własnej świadomości. Ale jeżeli rzeczywiście przytrafi ci się to po raz pierwszy podczas doświadczenia z LSD, może być to odebrane jako pełne trwogi odkrycie wyizolowania. W tym momencie nieprzygotowany LSD-triper często wykrzykuje: "Umarłem!". I siedzi wypełniony strachem, bojąc się poruszyć. Dla doświadczonego podróżnika, takie objawienie będzie pełne radości: wskoczyłeś do wewnątrz wzoru Einsteina, penetrowałeś ostateczność natury rzeczy i wibrowałeś w harmonii z pulsacją pierwotnych, kosmicznych rytmów.
PLAYBOY: Czy często zdarzało ci się coś takiego podczas twoich sesji?
LEARY: Doświadczałem tego w około 50% z 311 moich sesji LSD. Za każdym razem gdy się to zaczyna dziać, bez względu na to jak wielkie masz doświadczenie z LSD, występuje moment strachu - ponieważ nikt nie lubi gdy wygodny świat obiektów i symboli, a nawet komórek, rozpada się w obraz podstawowych wzorów fizycznych.
PLAYBOY: Czy wierzysz w to, że może być głębszy poziom świadomości niż prekomórkowy?
LEARY: Mam nadzieję. Wiemy, że istnieje wiele różnych poziomów energii wewnątrz i naokoło nas, i mam nadzieję, że w ciągu naszego życia te poziomy otworzą się dla nas, gdyż faktem jest, że nie istnieje taka forma energii na tej planecie, która nie byłaby zapisana gdzieś w naszym ciele. W każdą z naszych komórek są wbudowane molekularne pasma pamięci i świadomości nazywane kodem DNA - genetyczna matryca, która projektuje i konstruuje twoje ciało. Jest to starodawne pasmo cząsteczek, które zawierają w sobie pamięć każdego poprzedniego organizmu, który wniósł wkład w twoją obecną egzystencję. W twoim kodzie DNA masz zapisaną genetyczną historię twojego ojca i matki. I to biegnie wstecz poprzez pokolenia, przez eony czasu. Twoje ciało dźwiga w sobie proteinowy zapis wszystkiego, co ci się przydarzyło od chwili, gdy zostałeś poczęty jako jednokomórkowy organizm. Jest to żywa historia każdej z form przekształconej energii, sięgająca wstecz do uderzenia błyskawicy w prekambryjskie błota, co zainicjowało procesy życiowe dwa miliardy lat temu. Gdy badani relacjonują cofnięcie się w czasie pod wpływem LSD oraz wizje poprzednich inkarnacji, nie jest to ani mistyka, ani coś nadzwyczajnego.. To jest po prostu nowoczesna biogenetyka.
PLAYBOY: Powiedz nam coś więcej o tych wizjach.
LEARY: Nie wiemy, w jaki sposób przechowywane są te wspomnienia, ale w twoim mózgu są zarejestrowane niezliczone zdarzenia z wczesnego dzieciństwa, a nawet z życia płodowego i mogą one przedostawać się do świadomości w trakcie doświadczenia z LSD.
PLAYBOY: Czy jedynie sobie je przypominasz, czy też je przeżywasz?
LEARY: Doświadczenia, które wracają pod wpływem LSD są ponownie przeżywane - za pomocą wzroku, dźwięku, zapachu, smaku i dotyku dokładnie w taki sposób, w jaki zdarzyły się uprzednio.
PLAYBOY: Jeżeli te doświadczenia pochodzą z bardzo wczesnego okresu życia, w jaki sposób możesz uzyskać pewność, że są to w większym stopniu prawdziwe wspomnienia, niż żywe halucynacje?
LEARY: Istnieje możliwość sprawdzenia niektórych z tych dawnych wspomnień, ale większość tego banku pamięci, który jest zbudowany z włókien twoich proteinowych komórek, nigdy nie będzie mogła być zweryfikowana przez obserwację z zewnątrz. Kto miałby możliwość potwierdzić, co odbierał twój układ nerwowy przed narodzinami, wewnątrz twojej matki? Ale jest oczywistym faktem, że twój układ nerwowy działał w czasie, gdy przebywałeś jeszcze w macicy. Było to rejestrowanie i odbieranie elementów świadomości. Dlaczego zatem, miałoby być zaskakujące to, że w jakiś czas później, gdy już otrzymałeś chemiczny klucz, jesteś w stanie odtworzyć wspomnienia dziewięciu niebezpiecznych i ekscytujących miesięcy przed narodzinami?
PLAYBOY: Czy można dokonywać selekcji tych wspomnieniowych wizji? Czy można zgodnie ze swoim życzeniem podróżować w czas przeszły?
LEARY: Tak, można. Jest to specjalny projekt, nad którym ostatnio pracuję. Sporządziłem wykres drzewa genealogicznego mojej rodziny i przemierzam je wstecz na tyle na ile potrafię. Usiłuję zgłębić pulę genów, z której wyłonili się moi przodkowie w Irlandii i we Francji.
PLAYBOY: Z jakim powodzeniem?
LEARY: No cóż, są pewne momenty w historii mojej ewolucji, które mogę osiągnąć w każdej chwili, ale są także pewne zabałaganione zaułki na ścieżce mego rodu, w które często wpadam, a ponieważ są przerażające, uwalniam się do nich, otwieram oczy i zatrzymuję ich bieg. W wielu sesjach, będąc w przeszłości przed 300 laty, często spotykam szczególnego. wyglądającego na Francuza faceta, z czarnymi wąsami, o raczej niebezpiecznym wyglądzie. I jest kilka niezmiernie ekscentrycznych, powtarzających się sekwencji w kraju Anglosaksońskim, które mnie wybitnie zakłopotały, gdy przeżywałem je podczas moich sesji z LSD - wydarzenia, które zszokowały mnie - osobę z dwudziestego wieku.
PLAYBOY: Co to były za wydarzenia?
LEARY: Chwile związane z rozmnażaniem się - sceny brutalnej seksualności przodków, w Irlandzkich barach, stogach siana, łóżkach z baldachimem, powozach, na plażach, na wilgotnej ziemi w dżungli - i momenty związane z kryzysem, w których moi prapraojcowie uciekali przed włóczniami, spiskiem, falą przypływu i lawiną. Doszedłem do wniosku, że wspomnienia najmocniej utrwalone w neurologicznym banku pamięci są żywotnie związane z radością i podekscytowaniem występującymi w procesie przedłużania i przetrwania gatunku.
PLAYBOY: Jak możesz być pewny tego, że to się w ogóle zdarzyło?
LEARY: Nie możesz. Być może są to tylko mdłe, sobotnie, melodramatyczne seriale, wyczarowane przez moje przodomózgowie. Ale czymkolwiek, to nie jest - wspomnieniami lub imaginacją - stanowi najbardziej ekscytującą przygodę, w jakiej kiedykolwiek brałem udział.
PLAYBOY: W związku z powyższym, zgodnie z oświadczeniami rzecz pików studenckich ruchów lewicowych, wielu wcześniejszych aktywistów po podróżach z udziałem LSD stało się " bardziej zainteresowanymi tym co dzieje się w ich głowach, niż tym co dzieje się na świecie". Czy możesz t~ skomentować?
LEARY: Jest w tym pewna prawda. Wgląd związany z użyciem LSD prowadzi do zajęcia się bardziej wewnętrznymi, czy duchowymi wartościami; zdajesz sobie sprawę z tego, że nie ma żadnego znaczenia, co robisz n~ zewnątrz, dopóki nie zmienisz się od wewnątrz. Gdyby wszyscy murzyn i studenci o poglądach lewicowych, na całym świecie jeździli Cadillakiem i mieli pełną kontrolę nad społeczeństwem, nadal byliby uwikłani w dotychczasowy system społeczny, dopóki sami nie otworzyliby się.
PLAYBOY: Czy ci młodzi ex-aktywiści nie znajdują się wśród rosnącej liczby studentów, pisarzy, artystów i muzyków, których jeden z krytyków nazwał "psychodelicznie odpadnięci" - triperzy LSD i którzy sami odkrywają utratę motywacji, niezdolność ponownego dostosowania się do rzeczywistości lub powrotu do swoich ról społecznych?
LEARY: Istnieje pewien problem odpadnięcia związany z LSD, ale nie jest to nic, czym należałoby się martwić. Jest to raczej powód do radości. Lekcję, którą wyniosłem z ponad 300 sesji LSD i którą przekazuję innym można streścić w 6 sylabach: TURN ON (podłącz się), TUNE IN (dostrój się), DROP OUT (odpadnij). "Podłączyć się" to być w kontakcie ze starożytną energią i wiedzą, które są wbudowane w twój układ nerwowy. Dostarczają one nie wysłowionej radości i odkryć. "Dostroić się" to zaprząc i porozumieć się z tymi nowymi perspektywami w harmonijnym tańcu ze światem zewnętrznym. "Odpaść" oznacza odłączenie się od plemiennych rozgrywek Współczesne modele społecznego dostosowania - socjalne, mechaniczne, skomputeryzowane, intelektualne, telewizyjne - nie mają sensu dla nowej generacji LSD, która dostrzega wyraźnie, że społeczeństwo amerykański soje się klimatyzowanym mrowiskiem. W dziejach ludzkości, w każdym pokoleniu, ludzie myślący podłączali się i odpadali od systemu wewnątrz plemiennych rozgrywek i dzięki temu stymulowali resztę społeczeństw do dalszego rozwoju. Każdy kolejny etap historycznego rozwoju wynik. z zewnętrznego nacisku wywieranego przez wizjonerów, którzy deklarowali niezależność: "Sorry, George III, twój model nam nie pasuje. Spróbujmy czegoś nowego"; "Sorry, Louis XVI mamy nową ideę. Ty w to nie wchodzisz"; "Sorry, LBJ, już czas przenieść się poza twoje Great Society . Reakcją zwrotną społeczeństwa na takie kreatywne "odpadnięcie" jat panika i irytacja. Jeżeli ktokolwiek kwestionuje porządek społeczny, naruszały rozklekotany gmach. Automatyczną, pełną gniewu reakcją na kreatywne odpadanie, jest określenie takich osobników mianem pasożytów, żerujących na ciężko pracujących, uczciwych obywatelach. Nie jest to prawdą. Doświadczenie LSD nie prowadzi do pasywności i wycofania; przyspiesza pogoń za nowymi formami komunikowania się, lepszymi sposobami, wyrażaniem bardziej harmonijnych przekazów, lepszą jakością życia. Kult LSD już dokonał rewolucyjnych zmian w amerykańskiej kulturze. Jeżeli przeprowadzilibyście ankietę wśród najbardziej kreatywnych młodych muzyków w tym kraju, odkryjecie, że 80% z nich systematycznie stosuje środki psychodeliczne. I ten nowy, psychodeliczny styl stwarza nie tylko nowy rytm w nowoczesnej muzyce, ale nowe dekoracje naszych dyskotek, nowe formy reżyserowania filmów, nową kinetyczną sztukę wizualną, nową literaturę i przyczynia się do zrewidowania naszych poglądów filozoficznych i psychologicznych. Proszę pamiętać, że to uczniowie collegów podłączają się - najbystrzejsi i najbardziej obiecujący z pośród młodocianych. Cóż za ekscytująca perspektywa: pokolenie twórczej młodzieży odmawiające udziału w pochodach, odmawiające pójścia do biur, odmawiające objęcia urzędów, odmawiające zajęcia swojego miejsca w kieracie.
PLAYBOY: Więc co oni będą robić?
LEARY: Nie martw się. Każdy z nich będzie pracował zgodnie ze swoim indywidualnym wyborem. Niektórzy powrócą do establishmentu i będą wprowadzać nowe idee. Niektórzy zejdą do podziemia działając jako niezależni artyści, rzemieślnicy i pisarze. Niektórzy już tworzą małe społeczności. Wielu otworzy szkoły dla dzieci i dorosłych, w których będą uczyć jak należy używać organów zmysłów. Zaczyna działalność psychodeliczny biznes: księgarnie, galerie sztuki. Przemysł psychodeliczny może w przyszłości zatrudnić więcej ludzi niż przemysł motoryzacyjny w ciągu ostatnich 20 lat. W naszym technologicznym społeczeństwie przyszłości, problemem nie będzie możliwość znalezienia pracy, ale sposób rozwijania pełnych wdzięku i samorealizacji dróg życia, życia bardziej twórczego i piękniejszego. Psychodeliki będą stanowić pomoc na tej drodze.
PLAYBOY: Wracając do wpływu LSD na kreatywność ludzi, dr B. William Murphy, psychoanalityk z Narodowego Instytutu Zdrowia Psychicznego, wyraził pogląd, że nie ma dowodów na to, "aby któryś z narkotyków miał wpływ na powiększenie zdolności twórczych. Niekorzystnym efektem dla twórczych osób jest stwarzanie niebezpiecznych iluzji, które mogą spowodować brak motywacji do poszukiwań czegoś autentycznie nowego. Taka iluzja jest zła także w tym sensie, że osobom, które nie są kreatywne wydaje się, iż takimi się stały." Co sądzisz na ten temat?
LEARY: Jest to nieszczęściem, że większość badań naukowych nad zjawiskiem kreatywności, było przeprowadzanych przez psychologów, którzy nie mieli w sobie ani krztyny kreatywności. Badali oni osoby, które z definicji były bezwzględnie pozbawione kreatywności, czyli absolwentów wyższych uczelni. Czy należy się zatem dziwić, że wszystkie "naukowe" badania nad LSD i kreatywnością nie wykazały twórczych rezultatów? By jednak odpowiedzieć na twoje pytanie, muszę przyznać, że LSD i marihuana nie spowoduje tego, że podejdziesz do fortepianu i zagrasz fugę. Środki psychodeliczne, szczególnie marihuana, w głównej mierze rozszerzają zmysły. Pozwalają ci widzieć i słyszeć nowe wzory energii, sugerujące nowe wzory kompozycji. W ten sposób rozszerzą perspektywę kreacji, ale zdolność do przekształcania twojej nowej perspektywy - jakkolwiek by ona nie była wspaniała - w nowe formy komunikacji, nadal wymaga technicznych zdolności muzyka, malarza, czy kompozytora. Jeżeli jednak nadal chcesz znaleźć odpowiedź, czy LSD lub marihuana pomogła ludziom w ich twórczości, to nie słuchaj psychiatrów, nie słuchaj rządowych biurokratów. Znajdź artystę i zapytaj jego. Chcąc się dowiedzieć czegoś o kreatywności pytaj o to twórców. Jeżeli chcesz wiedzieć jak na to działa LSD, nie ważne źle czy dobrze, nie słuchaj gliniarza; nie słuchaj mesjanistycznych fanatyków takich jak Timothy
LEARY. Znajdź jakiegoś przyjaciela, który brał LSD zapytaj jego. Jest to właściwa osoba, której możesz uwierzyć, ponieważ będziesz w stanie ocenić, w jaki sposób może zniekształcić obraz rzeczy i na podstawie jego opowieści o LSD, będziesz w stanie osądzić, co LSD z nim zrobiło. Potem zapytaj innych przyjaciół o ich doświadczenia z LSD. Niech twoja opinia powstanie na bazie serii takich wywiadów i dzięki temu zbierzesz bardziej wiarygodne dane, niż publikowane w codziennej prasie lamenty oficjeli z publicznej służby zdrowia, czy oficerów policji.
PLAYBOY: Czy którekolwiek z tych siejących panikę oświadczeń są prawdziwe? Zgodnie z ostatnim raportem dotyczącym uzależnień od narkotyków, opublikowanym przez Stowarzyszenie Medyczne hrabstwa Nowy Jork, przykładowo: "osoby z niestabilną osobowością mogą doświadczyć psychoz wywołanych przez LSD". Czy to prawda?
LEARY: Wśród ponad 3.000 osób, które osobiście obserwowałem podczas stosowania LSD, mieliśmy tylko 4 przypadki późniejszej psychozy, w praktyce 2 lub 3 tygodnie po sesji. Wszystkie te osoby były wcześniej leczone w szpitalach psychiatrycznych i byli to ludzie, którzy nie potrafili zaangażować się w żadne trwałe związki. Żadna z tych osób nie, miała życiowego celu. Dryfowali przez życie bez domu, czy rodziny, czy jakichkolwiek korzeni, bez stabilizacji, unikając sytuacji wymagających konfrontacji i reakcji. Niebezpiecznie jest wybierać się w podróż nie mając wiary w siebie, ani zewnętrznego miejsca, do którego mógłbyś powrócić.
PLAYBOY: To samo New York Medical Society przytoczyło także stwierdzenie, że " normalna, dobrze dostosowana jednostka, może popaść w ostry psychotyczny epizod pod wpływem LSD". Czy jest w tym coś z prawdy?
LEARY: Każdy, zarówno neurotyk jak i normalna osoba, doświadcz pewnego lęku i dezorientacji podczas sesji z użyciem dużej dawki LSD Skutek i czas trwania tego zamieszania zależy od twojego otoczenia i twoich towarzyszy podróży. Z tego powodu jest niezmiernie istotne, aby sesja LSD była przeprowadzana w miejscu zabezpieczonym, ludzie byli przygotowani i aby mieli doświadczonego i rozumiejącego ich przewodnika, wspierającego ich i broniącego zarazem przed natręctwami i przeszkodami, Gdy nieprzygotowane osoby biorą LSD we wrogim otoczeniu, oraz gdy ~e ma nikogo, kto miałby zdolności i odwagę by być ich przewodnikiem, wówczas istnieje możliwość wystąpienia epizodów paranoidalnych.
LEARY: Może wystąpić każda z możliwych form takich epizodów. Możesz znaleźć się w takim stanie, że odczujesz, iż żyjesz w kompletnie nie swoim wszechświecie, nie będąc w rzeczywistości w kontakcie i harmonii z innymi ludźmi i otaczającymi cię energiami. Będzie ci się wydawać, że każda osoba i każdy inny żywy organizm znajduje się w świętej komunii z otoczeniem i tylko ty jesteś z tego wyizolowany z powodu swojego egocentryzmu. Każde działanie wokoło będzie się układać w paranoiczną mozaikę. Każde spojrzenie, znudzony wzrok, każdy dźwięk, każdy uśmiech stanie się potwierdzeniem faktu, iż każdy wie, że to ty jesteś tym jedynym we wszechświecie, który nie uczestniczy w pełnym gracji i miłości kosmicznym tańcu reszty świata. Sam tego doświadczyłem. Siedziałem także z setkami ludzi, którzy ulegli panice z powodu zatrzaśnięcia się na poziomie komórkowej reinkarnacji, gdy patrząc na siebie widzieli jak ich ciała zamieniają się w ryby, lub czuli jak przekształcają sil w zwierzęta. I siedziałem także z ludźmi, którzy załapali się na poziom elektronów, w ten niesamowity, nieludzki świat falujących energii. Ale każda z takich sytuacji może zostać z łatwością rozwiązana przez doświadczonego przewodnika, który rozpozna, na co załapał się LSD-tripper. Może cię sprowadzić z powrotem bardzo prosto poprzez trzymanie świecy na wprost ciebie, albo przez doprowadzenie cię do skoncentrowania się na oddechu, lub przez zaproponowanie, abyś się położył i odczuł jak twoje ciało łączy się z leżącym na podłodze materacem. Jeżeli zna on mapy świadomości, to przywrócenie cię do lepiej rozpoznawalnego i mniej przerażającego poziomu jest bardzo łatwe. Przy jego pomocy będziesz zdolny do odczuwania radości i wyciągnięcia lekcji z tego doświadczenia. Jeżeli jednak przewodnik sam jest przestraszony, niepojętny lub działa w taki sposób, aby zachować swój status społeczny, twoje własne przerażenie i zamieszanie wzrośnie w sposób naturalny. Jeżeli traktuje cię raczej jako psychotyka, niż osobę, która postanowiła poważnie zbadać swoje podstawowe problemy i nie zachęca cię do stanięcia z nimi twarzą w twarz i przepracowania ich, wtedy możesz zostać doprowadzony do stanu psychotycznego. Każdy z przypadków psychozy, po doświadczeniu LSD, nie jest spowodowany ani tym środkiem, ani nie przez zażywającego go, ale przez ludzi, którzy wraz z nim byli, stracili zimną krew i zadzwonili po policję albo doktorów. Lekcja, jaka z tego płynie, to nie bać się ani LSD, ani własnej konstytucji psychologicznej - która w swej podstawie jest O.K. - ale bać się diagnozy umysłu postawionej przez psychiatrę. Dziewięćdziesiąt proces Złych trapów po LSD zostało sprowokowanych przez psychiatryczną propagandę, która wytwarza atmosferę strachu, zamiast odwagi i zaufani. Gdyby pozwolić na to psychiatrom wszyscy bylibyśmy pacjentami.
PLAYBOY: Mówiąc o pacjentach, ostatni Time donosił o badaniach w Los Angeles, które "wykazały prawie 200 ofiar złych tripów, w szpitalach miejskich w tym samym czasie". Czy taka liczba może być rzeczywista?
LEARY: Chciałbym wiedzieć, kto przeprowadzał takie badania i skąd wytrzasnął taką liczbę, ponieważ jest to sprzeczne ze znanymi faktami. Ostatnio rozmawiałem z dyrektorem dużego kalifornijskiego szpitala, która zajmuje się przypadkami LSD; najbardziej spanikowanym pacjentom daje się trankwilizery i odsyła do domu, nawet bez przyjmowania na oddział i obserwacji. To samo jest prawdą w szpitalu Bellevue i w całym kraju.
Leary tworząc to zdanie musiał zastosować alogiczną kreatywność
Nie wiem jacy byli studenci w czasach learego
Wiem natomiast, że sam Leary był na maxa ekscentryczny, krasomówczy i część jego wniosków w różnych kwestiach wydaje się pochopna.
MarS napisał/a:
Uff. Dzięki expresivo odsłuchałem. Fajne.
Hihi, MarS co jak co, ale mnie zaskoczyłeś
[ Dodano: 07-04-05, 11:41 ]
Co do kreatywności po LSD, to ech... gra np. na pianinie jest czym innym.
Np. rożne improwizacje wychodza w taki hmm pełny sposób, nowatorski, nie podąża się utartymi ścieżkami, nie powiela schematów. Samo granie przypomina taniec, gdzie następuje wyrażanie się przez dźwięk. Dotyczy to niedużych dawek. Przy większych, jesli chodzi np. o rysowanie jest tak:
http://psychotrop.info/viewtopic.php?t=480
Kiedyś znajomy pianista jazzowy powiedział, że improwizacja nie istnieje - właśnie dlatego, że czym więcej masz zdolności technicznych, tym grasz ciekawiej, ale ciągle schematy. Nie zgodziłem się z nim wtedy, ale po pewnym czasie stwierdziłem, że ma bardzo dużo racji. Można grać i nie mieć kontaktu z muzyką.
Z drugiej strony widać, że brak umiejętności technicznych jest wielką przeszkodą w pełnym wykorzystaniu potencjału twórczego nakwaszonego umysłu. Mi wychodzą piękne brzmienia i układy, ale bez płynności.
ciekawe, Igor masz podobne doświadczenia jak te opisanie przez Learego (sorry nie chce mi się czytać tego całego hyperchange)?
Mam podobne doświadczenia. Kwas działa na każdego inaczej, ale tak samo
Oczywiście różnie się też o paru kwestiach i byłbym ostrożniejszy w określaniu zjawisk ilościowo (np. że coś tam wzrośnie 1000 krotnie , choć faktycznie jak sobie przypomnę, to można by i rzecz 10000 )
Ach, no i nie wiem jak to jest z tymi poziomami pracy mózgu, tunelami rzeczywistości i matrycami prenatalnymi (albo szerzej "wdrukami"). Leary stworzył teorię, która uwzględnia kwantowy charakter mózgu i to, że funkcjonuje na poziomie subatomowym - że materia, z której jest zbudowany, działa według określonych programów i możemy tego doświadczać i nawet po części rozumieć.
Ta tematyka ujęta jest w "Kosmicznym spuście" R. Wilsona,
http://psychotropedia.info/wiki/Kosmiczny_spust
A jeden rozdział o tunelach można przeczytać sobie on-line:
http://okultura.pl/texts/...pust_wdruki.pdf
Leary jest kontrowersyjny dlatego, że z jednej strony opisuje świetnie to co się po kwasie dzieje - dziesiątki metafor i porywających opisów, bazujących na szerokiej wiedzy w zakresie psychologii, mistyki, socjologii, a z drugiej - to co pisze może być, przez nie mających doświadczeń psychodelicznych ludzi, odbierane jako - po prostu - zręczne przejaskrawianie (tym bardziej, że tuż obok Leary wali kontrowersyjne teksty na przykład o tych studentach i kreatywności, oraz wypowiada się tonem mędrca, który wie znacznie więcej niż inni). Kontrowersyjny jest też, bo swoimi działaniami i zachowaniem sprawiał, ze wywalało nawet najbardziej otwartym Np. pooglądajcie sobie na YouTube, jak zachowuje się w jakimś talk show w TV
leary chce chyba pokazać , że stan po lsd jest tym samym co stan po wieloletnich medytacjach i praktykach duchowych . niektórych samo słowo lsd odstrasza i przysłania wnioski i spostrzeżenia jakie wypływają po tripie . podejrzewam , że gdyby w swoich doświadczeniach i opisach zamiast słowa lsd używał słowo medytacja ...... no właśnie ciekaw jestem .
nie znam dobrze gościa - podobają mi się jego metafory . z tego co gdzieś przeczytałem dużo medytował w więzieniu , gdzie spędził trochę życia . opracował też na potrzeby nawigacji podczas tripu przewodnik oparty na doświadczeniach lamów i zapisanych w tybetańskiej księdze zmarłych .
jak dla mnie raczej pozytywna postać .
Pewnie dlatego bo ludzie nic o tym nie wiedza i nie chcą się o tym dowiedzieć, bo i po co. Wszyscy mówią ze jest to źle i ze to narkotyk to czy użyłbyś słowa LSD czy narkotyk wywołasz taka sama reakcje, zresztą mógłbyś użyć nazwy innego narkotyku nawet marihuany - efekt ten sam.
yage napisał/a:
że gdyby w swoich doświadczeniach i opisach zamiast słowa lsd używał słowo medytacja ...... no właśnie ciekaw jestem
Jeżeli ktoś powie ze medytacja jest czymś samym efekt będzie taki sam jak napisałem wyżej. Wystarczy ze autorytet cos powie i wszystkie wywody innych przestają mieć jakiekolwiek znaczenie - tak jest przynajmniej dla 3/4 ludzi.
hmm, pisał może coś o doświadczeniach z np. jakiejś medytacji, czy tylko o dragach?
No wiesz to było tak, że Leary z paroma innymi (np. Allanem Wattsem - mistrzem zen) ludźmi stworzyli jogę zachodu. System oparty na zmodyfikowanym buddyźmie ZEN, gdzie kluczowa jest medytacja.
LSD było przez nich traktowane jak sakrament. Czyli co jakiś czas dostępujesz stanu oświecenia, aby wiedzieć, czy w dobrym kierunku idziesz.
http://cywilizacja.ien.pl/?id=503 Rewolucja kulturalna 1968 i jej wpływ na amerykańską edukację Imelda Chłodna
Doktor filozofii, asystent w Katedrze Filozofii Kultury na Wydziale Filozofii KUL, sekretarz redakcji pisma „Człowiek w Kulturze”.
Pod koniec lat 60. XX w. w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej miał miejsce postępujący proces zdecydowanego odejścia od obiektywnie istniejących norm moralnych, w imię równości, otwartości i tolerancji. Przejawiało się to m.in. w zanegowaniu kultury i autorytetów, a zastąpieniu ich gloryfikacją wszelkich swobód i permisywizmu seksualnego.
Tło ideowe rewolucji kulturalnej
Najjaskrawszym przykładem tej nihilistycznej rewolucji był ruch młodzieżowy, tzw. „hippies”, który w 1967 r. ogarnął Kalifornię i inne rejony USA. Ruch hippisowski (ang. to be hip – żyć na bieżąco, dniem dzisiejszym) – deklarował bierny bunt młodych przeciwko światu dorosłych („nie wierzcie nikomu po trzydziestce”) i jego instytucjom: rodzinie, Kościołowi, szkole, pracy, szefom, rywalizacji, pieniądzowi, wojsku, wojnie, normom, przymusom, zakazom („zakazuje się zakazywać”), domniemanej hipokryzji, konwencji ubioru. Był przejawem kontrkultury odrzucającej normy społeczne oparte na konsumpcji, rywalizacji i materializmie. W Stanach Zjednoczonych i krajach Europy Zachodniej ów ruch był proklamowanym sprzeciwem wobec rosnącego dobrobytu, skutkującego domniemanym brakiem wolności, miłości oraz bliżej nieokreślonego braterstwa. Młodzież hippisowska miała własną „ideologię”: propagowała radość życia w atmosferze pełnej swobody i odrzucenia konwenansów, głosiła hasła w rodzaju: „Liczy się tylko to, co sprawia przyjemność”, „Rób to, na co masz ochotę” lub „Wybieraj wartości na własny użytek”, uprawiała i zalecała praktyki, do których należały m.in. medytacje. Głoszone przez nią hasła były aktualne zwłaszcza w obliczu wojny w Wietnamie, w związku z którą prowadzono w USA przymusowy pobór do wojska. Wśród znanych osobistości, które „hippies” wyróżniali i obdarzali swoją wielką sympatią, znajdował się Albert Einstein. Paradoksem pozostaje fakt, że ruch ten, choć szczególnie akcentował sprzeciw wobec obowiązujących konwencji ubioru, sam mimowolnie wykreował specyficzny gatunek mody, do którego nawiązuje się nawet i dziś, chociaż już tylko w celach komercyjnych.
Za początek ruchu hippisów przyjmuje się dzień 14 stycznia 1967 r., kiedy to podczas The World’s First Human Be-in (Pierwsze Światowe Połączenie Człowieka) w San Francisco wyrzucony z Harvardu wykładowca psychologii i piewca LSD (w jęz. niem. Lyserg-Säure-Diäthylamid) Timothy Leary, przemawiając do młodzieży, ogłosił koniec amerykańskich bożków: pieniądza i pracy, a początek ery miłości i nowej religii, będącej zmodyfikowanym buddyzmem zen. Do tego dodał nowy „sakrament”, jak nazywano wówczas LSD i dopiero połączenie tych dwóch elementów pozwalało, wg niego, osiągnąć pełne oświecenie umysłu. Hippisi przełożyli idee pokolenia beatników[1], a zwłaszcza prac Allena Ginsberga i Michaela McClure na ruch społeczny skonsolidowany istnieniem „wspólnego wroga”, jakim była wojna w Wietnamie. Wymyślono hasła, które stały się symbolem ruchu: Make love not war i All people are one. Oprócz Timothy Leary’ego przemawiali m.in. Richard Alpert, Alan Watts – mistrz zen i Allen Ginsberg; wszyscy oni wystąpili w białych hinduskich szatach oraz mieli wymalowane oko Opatrzności na czole. Pośród tłumu słuchaczy krążył „Święty Mikołaj” rozdający LSD i marihuanę. W dzielnicy Haight-Ashbury zaczął się nieustający karnawał hippisów.
Lato 1967 r. nazwano „latem miłości”, pojawiły się wówczas dziesiątki nowych zespołów muzycznych, grających w duchu psychodelii[2]. Kulminacyjnym momentem ruchu hippisów był legendarny festiwal muzyczny w Woodstock w 1969 r., „trzy dni pokoju i muzyki”. Muzyka była jedną z podstaw ruchu, stanowiła ona spoiwo silniejsze od ideologii. To wtedy powstał swoisty metajęzyk, będący połączeniem muzyki i treści zawartej w tekstach, a także objawiło się niezwykłe poczucie braterstwa pomiędzy muzykami na scenie a publicznością. Okres od połowy lat 60. zaznaczył się eksplozją muzyki młodzieżowej, przede wszystkim rockowej, nieakceptowanej przez ogół starszego pokolenia, wychowanego na muzyce poważnej i tanecznej. W tej sytuacji muzyka stała się kolejnym ogniwem integrującym buntującą się młodzież. Około 1967 r. w muzyce rockowej zaznaczył się wpływ psychodelii, szczególnie dobrze oddającej nastroje dzieci-kwiatów. Obok nowego nurtu rocka psychodelicznego, reprezentowanego przez szereg zespołów, większość wykonawców rockowych lub folkowych zbliżyła się stylistycznie do tego kierunku lub zaakcentowała swój związek z nowym nurtem, choćby poprzez zapuszczenie włosów czy styl ubierania. Szczególnie istotne dla epoki hippisowskiej stały się festiwale rockowe. Z ruchem tym związanych było wielu wybitnych muzyków, m.in. Janis Joplin i Jimi Hendrix.
Nadbudową ideologiczną ruchu hippisowskiego był skrajny pacyfizm, co wyrażały hasła: Make love, not war („Czyń miłość, nie wojnę”), Non-violence („Bez przemocy”), Peace and love („Pokój i miłość”). Twierdzono też, że wszyscy „ludzie są braćmi”, a świat jest na tyle duży, że starczy na nim miejsca dla każdego. Mężczyźni nosili długie włosy, co było wyrazem wolności oraz sprzeciwu wobec konieczności odbywania służby wojskowej. Przedstawiciele owego ruchu głosili, że hippis żyje dniem dzisiejszym, żyje każdą chwilą, nie martwi się o to, co będzie jutro, nie nosi zegarka, bo czas jako taki dla niego nie istnieje. Chodzi boso, gdyż jest „dzieckiem ziemi” i nie depcze matki natury. Unika kontaktów z wszelkimi instytucjami: państwowymi, jak szkoła, wojsko, praca i kościelnymi, a zawsze „robi swoje”. Hippis prowadzi „życie w drodze”, tzn. nie ma stałego domu, ciągle się przemieszcza. Wolność pojmuje jako brak przymusu, rodziny, norm moralnych. Żyje w zgodzie z naturą i odrzuca normy, które obowiązywały w świecie dorosłych, a zastępuje je własnymi kryteriami moralnymi, jakie cechowała daleko posunięta swoboda obyczajów, przejawiająca się w wolnym stosunku do seksu („Zamiast wojować lepiej uprawiać seks”). Rodziną dla hippisa jest cała społeczność hippisowska, składająca się z jego braci i sióstr. Miejscem spotkań hippisów były różne festiwale muzyczne, jak również manifestacje i protesty antywojenne. Zażywanie narkotyków podczas takich spotkań stało się nieomal obowiązkiem, gdyż hippisi wierzyli, że mają one moc poszerzania świadomości. Byli oni zazwyczaj wegetarianami, w myśl hasła: „Zwierzęta to moi przyjaciele, a ja nie jadam przyjaciół”. Hippis często żył w tzw. komunie hippisowskiej, gdzie wszystko jest wspólne, nawet dzieci. Starał się być samowystarczalny, uprawiał ziemię, szył ubrania, wykonywał drobne sprzęty codziennego użytku. Zasady życia w zgodzie z sobą samym znajdowali hippisi w Dezyderacie[3].
Zewnętrzną oznakę przynależności do ruchu stanowiły długie włosy, bose stopy i swoisty ubiór. Strój miał wyrażać związek z naturą i musiał być funkcjonalny, najlepiej własnoręcznie wykonany. Niezależnie od okoliczności, zawsze noszono to samo ubranie – przeważnie w jasnych kolorach, inspirowane wzorami Indian północno- i południowoamerykańskich oraz motywami hinduskimi: kolorowe, kwieciste, luźne bluzki z szerokimi rękawami, indiańskie poncza, wytarte dżinsy z szerokimi nogawkami, barwne cygańskie spódnice, do tego różne tanie ozdoby z drewna i plastiku zawieszane na rzemykach, kolorowe koraliki, paciorki na szyi i przegubach dłoni, dzwonki, pacyfki, apaszki i opaski na włosach.
Dzięki popularyzowaniu przez nowo powstałe w tym okresie programy telewizyjne specyficznej muzyki młodzieżowej, zjawisko hippies ogarnęło niemal cały zachodni świat. Trzeba przy tym zaznaczyć, że oprócz niewielkiej grupy zdeklarowanych wyznawców ideologii hippisowskiej, postępujących w całkowitej zgodzie z głoszonymi ideałami, ruch ten stał się swojego rodzaju modą części młodzieży. Większość „hippisów” ograniczała się jedynie do powierzchownego deklarowania ideałów hippisowskich oraz skupienia się na zewnętrznych atrybutach i muzyce. Ów ruch był jednym z ogniw przyczyniających się do tzw. rewolucji seksualnej oraz rozpowszechnienia spożycia narkotyków, a w szczególności heroiny, marihuany i LSD. Owa kontestacyjna subkultura, będąca pozornym przejawem amerykańskiego umiłowania wolności, prowadziła w efekcie do największych uzależnień: alkoholizmu, narkomanii, hazardu. Stanowiła także jedno z pośrednich źródeł ruchu New Age. Narkotyki były głównym argumentem przeciw hippisom, gdy ci protestowali przeciw wojnie w Wietnamie. Narkotykowy „guru hippisów” z lat 60., były profesor Harvardu, Timothy Leary, wprost zachęcał do używania środków halucynogennych, jako formy rozszerzenia się umysłu. Hippisi podchwycili jego hasło Turn on, tune in, drop out („Włącz się, dostrój i odleć”) i w konsekwencji to, co miało poszerzać świadomość, okazało się największą zgubą tego ruchu. Już w połowie lat 70. hippis stał się synonimem narkomana. Większość ludzi kojarzy hippisów z hedonizmem, wolnym seksem i narkotykami oraz ucieczką od społeczeństwa, nakazów i związanych z tym obowiązków. Gdy ideologia ruchu stała się martwa, a hippisi zamiast czytać Ginsberga zajmowali się szukaniem narkotyków, ojcowie założyciele wycofali się, pozostawiając swoich byłych słuchaczy samym sobie.
Mimo że ruch hippisowski nie przetrwał, gdyż jako jedna z dekadenckich utopii był z góry skazany na niepowodzenie, niektóre jego hasła są nadal żywe. Zainicjował m.in. pojawienie się dużej liczby ruchów pacyfistycznych i ekologicznych oraz zainteresowanie duchowością Wschodu. Z drugiej strony bardzo przyczynił się do rozpowszechnienia narkotyków i w konsekwencji do śmierci wielu młodych ludzi.
Uniwersytety po rewolucji
Wpływowi subkultury hippisowskiej nie oparły się także amerykańskie uniwersytety. Było to w głównej mierze skutkiem przekonania, że ruchy tego typu zawierają prawdę moralną; „uważano, że zaangażowanie przewyższa głębią naukę, uczucie przewyższa rozum, młodość – starość, a historia – naturę. (...) Zabrakło ciała profesorskiego, świadomego celu uniwersytetu i oddanego temu celowi”[4]. Treść moralności wywodzono z podstawowych pojęć nowożytnej myśli demokratycznej, zabsolutyzowanych i zradykalizowanych. Równość, wolność, pokój, kosmopolityzm – były to jedyne dobra, dostępne tu i teraz, niewchodzące ze sobą w konflikt. Pomijano w dyskusjach wrodzone różnice talentów i cnót. Powstały dwa bieguny, rzekomo doskonale ze sobą zharmonizowane – samorozwój absolutnej jednostki i powszechne braterstwo wszystkich ludzi. Owe wartości zostały przyjęte a priori, bez konieczności dowodzenia czy argumentacji. Podstawą moralności stały się zatem wartości niepochodzące z rozumu, lecz z zaangażowania uczuciowego. Profesorowie – depozytariusze najlepszych amerykańskich tradycji i najwyższych aspiracji intelektualnych – wyrazili zgodę na zmianę celów uniwersytetu i nauczanych przez siebie treści.
Ta kryzysowa sytuacja w amerykańskim szkolnictwie wyższym zbiegła się w czasie z wyraźnym osłabieniem tempa rozwoju gospodarczego w Stanach Zjednoczonych. Główny warunek przetrwania owego nieuchronnego naporu zmian widziano w innowacjach wprowadzanych do produkcji, w wynalazkach technicznych, w przemianach organizacji życia i stosunków społecznych. Znaczących zmian dokonywano również w dziedzinie edukacji. Polegały one m.in. na „odchodzeniu od sztywności w stronę elastycznej i otwartej polityki, sprzyjającej przyswojeniu niezbędnych innowacji”[5]. Głoszone do tego czasu teorie wychowawcze oraz związane z nimi kierunki badań empirycznych i refleksji socjologicznej utraciły przyznawany im status nieomylności i poprawności naukowej. Owe wątpliwości, co do podstawowego ideału wychowawczego i sposobów jego realizacji, miały swe źródło z jednej strony w dalszych przeobrażeniach techniczno-ekonomicznych, a z drugiej w przemianach ideologiczno-kulturowych. Ideałem przestało być już obowiązujące w okresie burzliwej rewolucji przemysłowej pełne przystosowanie zawodowe człowieka, a jego miejsce zajęła plastyczność i przystosowalność osobowości człowieka do zmieniającej się sytuacji społecznej. Od systemu wychowania zaczęto oczekiwać elastyczności i podatności na innowacje. Odpowiedzią na te potrzeby była m.in. teoria permanentnej oświaty, której naczelne założenie stanowiła teza, że funkcjonowanie technologii w warunkach przyspieszonych zmian wymaga już nie jednorazowego, ale powtarzalnych przystosowań (recurring adjustments) człowieka do zmiennych realiów technicznego i społecznego środowiska. Owa koncepcja kształcenia ustawicznego kładła więc silny nacisk na „wychowanie dla elastyczności” i „rozwój umiejętności do wielokrotnych przystosowań jednostki do zmian”. Pedagogika life-long-education przyjmowała za punkt wyjścia postępującą dezintegrację panującej kultury i proponowała w związku z tym postulat, aby szkoła i cały system wychowawczy ograniczyły swe funkcje do kształtowania „chłonnych, otwartych typów osobowości”[6], zdolnych do samodzielnego tworzenia własnego poglądu na świat i życie. W konsekwencji tych przemian hasłami głoszonymi na uniwersytetach były: „większa elastyczność”, „większa otwartość”, „wolność od autorytetu”.
Młodzież tego okresu była pierwszym pokoleniem, któremu stworzono tak wielki zakres swobód i przywilejów. Zasadniczo zwolnieni z obowiązku pracy, dysponujący znaczną niezależnością ekonomiczną gwarantowaną przez rodziców, młodzi ludzie uzyskali równocześnie nieograniczony przydział czasu wolnego. Powszechna dostępność mediów, samochodów (początkowo rodzinnych, a po 16 roku życia coraz częściej własnego) i różnych form turystyki, zapewniały temu pokoleniu warunki nieporównywalnej otwartości na szeroki świat, możliwość dostępu do różnych źródeł informacji i rozmaitych treści ideologiczno-kulturowych. Najbardziej nowatorską cechą tej sytuacji była zawarta w niej szansa krytycznej konfrontacji postaw społeczno-politycznych, ideałów, ideologii, przekazywanych za pośrednictwem tradycyjnych instytucji wychowawczych: rodziny, szkoły i Kościoła.
W tego typu „cieplarnianych” warunkach wśród większości młodych Amerykanów zaczęły rodzić się postawy roszczeniowe, a ich młodzieńczy idealizm przeradzał się w rozczarowanie. Tu właśnie ma swe źródła skłonność młodego pokolenia do buntu skierowanego przeciw systemowi, który nie zapewniał szybkiej gratyfikacji pragnień „wyzwolonej” jednostki. Zachęcani ustawicznie do samodzielności myślenia, młodzi ludzie zaczęli stosować je w praktyce, począwszy od krytyki kanonów „amerykańskiej demokracji”. Najbardziej ucierpiał w tym wypadku autorytet szkoły, która w przeciwieństwie do rodziny i środków masowego przekazu, głównie poprzez obowiązujące programy nauczania i podręczniki, przesadnie akcentowała wyidealizowaną wizję własnego narodu i rolę Stanów Zjednoczonych w świecie. Wzmagającą się, ideologicznie zorientowaną aktywność studencką można więc traktować jako próbę totalnego odrzucenia przez młodzież wpajanego jej od dzieciństwa sposobu wartościowania zjawisk społecznych, który ujawnił zbyt duże różnice z weryfikowalnymi realiami świata. Dokonująca się w warunkach kryzysowych konfrontacja oddziaływań podstawowych instytucji wychowawczych i środków masowego przekazu poddała w wątpliwość zarówno autorytet szkoły, jak i rodziny. Szkoła i rodzina reprezentowały bowiem ideał wychowawczy, wymagający od każdego młodego pokolenia pełnej akceptacji i przystosowania do istniejącego systemu społeczno-politycznego i podporządkowanych mu wzorców kulturowych.
Owe nastroje znalazły swój wyraz w akcjach protestacyjnych, które studenci organizowali na uniwersytetach. Pierwsza miała miejsce na Uniwersytecie Kalifornijskim w 1964 r. Studenci urządzili protest okupując przez całą noc budynek administracji uniwersytetu. Doszło do aresztowań. Doraźny protest przeciwko administracji uniwersytetu nabrał charakteru społeczno-politycznego pod wpływem Ruchu Wolności Słowa oraz innych organizacji „nowej lewicy” studenckiej. W jednym z miesięczników wydawanych w Waszyngtonie pisano, że „owa protestacyjna akcja nie była zwykłą burdą studencką. Chodziło tu o sprawy szersze, o znaczenie jednostki w przytłaczającym ogromie i złożoności współczesnego życia. Bunt wyrażał gorące pragnienie studentów, aby przyznano im głos w kierowaniu uczelnią i umożliwiono bliższy kontakt z gronem profesorskim. Ta próba przywrócenia elementów ludzkich w szkolnictwie wyższym znalazła żywy oddźwięk na wielu innych uniwersytetach”[7]. W dwa lata później, w grudniu 1966 r., rozruchy powtórzyły się, choć już w mniejszym zakresie.
W manifestacjach młodzieży uniwersytetów amerykańskich znalazła wyraz nie tylko sprawa roli demokracji w nowoczesnym społeczeństwie, ale także kwestia struktury współczesnego uniwersytetu amerykańskiego. Coraz wyraźniej bowiem jego cechą charakterystyczną stawała się bezosobowość stosunków międzyludzkich. W publikacji Revolution at Berkeley – The Crisis in American Education (1965) czytamy, że wg relacji profesorów uniwersytetu w Berkeley można było uzyskać dyplom bakałarza przeszedłszy cały proces zbiurokratyzowanego systemu studiów bez ani jednej rozmowy z profesorem.
Zasadnicza dla zrozumienia przemian zachodzących na amerykańskich uniwersytetach w latach 60. jest rola grup rówieśniczych, które uniezależniły się od rodziny i wytworzyły własną kulturę młodzieżową. Jedną z najbardziej charakterystycznych jej cech było przeniesienie głównych zainteresowań młodych ludzi z problematyki sprawiedliwości społecznej – jaka miała miejsce w początkach XX w., na problem sensu życia – samookreślenia[8].
Zamieszki ruchu studenckiego przyniosły ponadto dwojakie skutki, ważne dla uniwersytetu. Został on ściśle włączony w system demokratycznej opinii publicznej, zniesione zostało w Ameryce rozróżnienie pomiędzy ludźmi wykształconymi i niewykształconymi, a także opozycja kultury wysokiej i niskiej. Do pozornie pozytywnych stron zaliczano natomiast „większą otwartość”, „większą elastyczność”, „wolność od autorytetu” itd. – hasła te są jednak pozbawione treści i nie wyrażają tego, co jest wymagane od wykształcenia uniwersyteckiego. Życie studentów na uniwersytecie nie podlegało żadnym rygorom; trwałym elementem ich codzienności stały się narkotyki; normy akademickie uległy drastycznemu obniżeniu; uchylanie się od służby wojskowej stało się zasadą i sposobem życia.
Naruszona została także integralność dyscyplin uniwersyteckich. Stosunki pomiędzy przyrodoznawstwem, naukami społecznymi i humanistyką stały się czysto administracyjne i pozbawione istotnej treści intelektualnej. Więzi pomiędzy tymi trzema głównymi działami uniwersytetu wyraźnie się rozluźniły. Rosnąca specjalizacja przyrodoznawstwa i przyrodoznawców spowodowała, że stanęli oni na stanowisku, że jedyną rzeczywistą wiedzą jest wiedza naukowa. Dziedzinie tej, najbardziej racjonalnej i obiektywnej, a najmniej związanej z życiem politycznym i przemianami, jakim ono podlega, udało się uniknąć wszelkich konsekwencji zamieszek z 1968 r. Drastycznemu obniżeniu uległ natomiast poziom nauk humanistycznych i społecznych, które znalazły się w głównym nurcie zdarzeń tamtego okresu.
Rewolucja lat 60. najwięcej szkód wyrządziła humanistyce[9]. Brak zainteresowania studentów, kryzys nauczania języków, redukcja zatrudnienia dla doktorów nauk humanistycznych, brak aprobaty społecznej – to wszystko skutki obalenia starego porządku, w którym humaniści mieli zapewnione miejsce. Cornell University jest przykładem instytucji, w której pod postacią zajęć z literatury porównawczej przemycano idee radykalnej lewicy francuskiej – od Sartre’a, Goldmanna po Foucaulta i Derridę. Idee te miały tchnąć nowe życie w stare księgi. Za pomocą nowej techniki czytania czy nowego systemu interpretacji (marksizm, freudyzm, strukturalizm itd.) można było przywrócić wartość przebrzmiałym teoriom. Łączyło się to z przekonaniem, że skutkiem takich zmian będzie prymat kultury nad nauką. Niestety, nadzieje te nie znalazły natychmiastowego spełnienia. W toku przemian humanistyka stała się bezużyteczna, nie spełniając warunków użyteczności i doraźności. Nauki społeczne będące najnowszym nabytkiem uniwersytetu, interesowały natomiast każdego, kto miał jakiś program najczęściej proklamujący dobrobyt, pokój, równość czy równouprawnienie płci. Zainteresowanie to przejawiało się dwojako: starano się albo zapoznać z faktami, albo „dostosować” je do swojego programu, aby za ich pomocą przekonać opinię publiczną. Dlatego to one stały się celem pierwszego uderzenia ekstremistów w 1969 r. Zażądali oni, aby nauki te wyzwoliły się od elitaryzmu, seksizmu i rasizmu. Przeciwstawiający się temu profesorowie narażali się na ryzyko, że będą mieli trudności w prowadzeniu zajęć, utracą konieczny w nauczaniu autorytet oraz spotkają się z wrogością kolegów. Atmosfera taka uniemożliwiała obiektywne, wyważone badania. Wielu przedstawicieli nauk społecznych uległo tym rewolucyjnym wymogom, ale znaleźli się również i tacy, którzy kierując się poczuciem własnej godności i wolności akademickiej, nie poddali się obelgom i pogróżkom.
Niepokojące jest to, że amerykańska praktyka wychowawcza zdaje się kultywować dorobek rewolucji kulturalnej lat 60., pomimo jej negatywnych skutków. Za najważniejszą wartość uważa się tolerancję wobec sądów i zachowań innych. Główną metodą wychowania etycznego stała się „metoda dylematów”, która opiera się na poruszaniu tematów kontrowersyjnych i drastycznych. Podczas lekcji każdy swobodnie może wyrazić sąd na temat prezentowanych postaw i zachowań przy czym nie dochodzi się do żadnych istotnych konkluzji. Po takim omówieniu tematu pozostaje wrażenie, że moralność jest problematyczna.
Bostoński profesor pedagogiki – William Killpatrick[10] – w jednym z podręczników znalazł stwierdzenie, że jeśli dzieci w klasie postanowią nie określać systemu wartości, to nauczyciel powinien poprzeć taki wybór. W rezultacie uczniowie robią to, co lubią, a nie to, co powinni. Potwierdzeniem panującego relatywizmu jest głosowanie uczniów za takimi czy innymi wartościami. Po zastosowaniu tej metody w jednej ze szkół uczniowie ósmej klasy, zapytani o ulubione zajęcia, wymienili: narkotyki, alkohol, wagary. Zgodnie z zasadami amerykańskiego wychowania, nauczyciele nie mieli prawa kwestionować tego wyboru. Wobec tego nie powinien dziwić fakt, że młodzi Amerykanie – przyszła elita intelektualna kraju – nie potrafią sprecyzować pojęcia dobra i zła[11].
Podsumowując, warto zwrócić uwagę na fakt, iż większość negatywnych skutków amerykańskiej rewolucji kulturalnej 1968 – do których zaliczyć należy m.in.: przemoc, narkotyki, pornografię, spłycenie wiedzy humanistycznej, obniżenie poziomu wymagań – staje się coraz częściej udziałem edukacji zachodnioeuropejskiej. Amerykanie próbują się ratować poprzez coraz bardziej dynamicznie rozwijający się system kształcenia domowego (Home Schooling) czy poprzez prywatne szkolnictwo wyższe. Warto w tym kontekście zastanowić się, czy Europa będzie potrafiła wyciągnąć podobne wnioski.
Referat wygłoszony na konferencji naukowej pt. Rewolucja a zmiana społeczna, zorganizowanej przez Oddział Poznański Polskiego Towarzystwa Filozoficznego i Oddział Poznański Polskiego Towarzystwa Socjologicznego (Poznań, 27 X 2006).
[1] Beatnicy – Beat Generation (bezsilne pokolenie) – pierwsi pisarze i poeci buntujący się przeciw społeczeństwu, którzy sami siebie określali uciekinierami wewnątrz amerykańskiej kultury. Główni przedstawiciele to m.in.: Richard Brautigan, Neal Cassady, Robert Duncan, John Clellon Holmes, Gary Snyder, William Carlos Williams. Występowali oni przeciwko przyjętemu wzorcowi życia i normom obyczajowym, czym wywoływali szok. To, co zapowiadali w swych artystycznych i literackich dziełach-manifestach, wprowadzili w życie w latach 60. hippisi.
[2] Zob. T. Coraghessan Boyle, Drop City, New York 2003.
[3] Dezyderata (od łac. desideratio – życzenie, pragnienie, potrzeba) to poemat napisany w 1927 r. przez Maksa Ehrmanna, zawierający wskazówki na temat dobrego życia.
[4] A. Bloom, Umysł zamknięty. O tym, jak amerykańskie szkolnictwo wyższe zawiodło demokrację i zubożyło dusze dzisiejszych studentów, tłum. T. Bieroń, Poznań 1997, s. 375, 380.
[5] R.K. Mueller, The Innovation Ethic, American Management Association, Inc. 1971, s. 118.
[6] Th. Husén, G. Boalt, Educational Research and Educational Change, New York 1967, s. 31.
[7] „Ameryka”, styczeń 1968 r.
[8] T. Parsons, Social structure and personality, New York 1964, s. 56.
[9] A. Bloom, dz. cyt., s. 420.
[10] Autor książki Why Johnny Can’t Tell Right from Wrong (1992).
[11] Zob. B. Ecler, Ucieczka z kina »Wolność«, w: „Edukacja i Dialog” 1998, nr 6.
Znajdź swoją politykę ekstazy - Timothy Leary Autor: Jakub "Rork" Żulczyk
"No i jak mam powiedzieć mojemu pięknemu, mądremu, oświeconemu synowi żeby nie palił tysiącdolarowego banknotu ?"
Timothy Leary, "Polityka ekstazy"
Tymi słowami kończy się luźny zbiór esejów, wizji, wspomnień, manifestów i traktatów jednego z największych, a na pewno najbardziej wyklętych proroków lat 60-tych - Timothy Leary`ego, zatytułowany "Polityka Ekstazy".
Leary - ikona popkultury, arcykapłan LSD oraz cybernetyczny wizjoner jest dla wszystkich ezoterrorystów, medialnych guerillas oraz kontrkulturowych aktywistów taką samą ikoną, jaką proradziecki janosik Che Guevara jest dla wszystkich niedoszłych lewackich antyglobalistów w arafatkach i portfelami swoich ojców pod pachą. Można odrzucać i kwestionować jego przesłanie, ale jedno jest pewne: czyny i idee Leary'ego należały do jednych z najbardziej wywrotowych w dwudziestym wieku.
Chcecie tego czy nie, wiecznie ukwaszony dobry doktor jest waszym apostołem za każdym razem gdy włączacie przycisk przeglądarki internetowej i rzucacie się w niezgłębiony wir informacyjnej magmy, obiegającej nasz glob z prędkością większą niż wasze myśli; niczym anioł stróż Ery Wodnika (czy może raczej Horusa) całuje w spocone czółka obżartych extasy, tańczących w klubach japiszonów, jak i kodujących w podświadomości zawarte w kolażach video sigile młodych adeptów Thee Temple Ov Psychick Youth. Mimo, że "Politykę ekstazy", jak i inne teksty Tima czyta się dzisiaj jak smutny napis nagrobny dla pewnej krótkiej chwili w dziejach ludzkości, która mogła zaowocować globalnym otrzeźwieniem, nie można przecenić faktu, że duch Dobrego Doktora do dziś dosypuje do mętnej herbaty medialnego chaosu i globalnej unifikacji naszych czasów odrobinę jasnego niczym tęcza kwasu łobuzerskiej, ezoterrorystycznej utopii.
Gdyby nie pierwszy kontakt ze środkami rozszerzającymi świadomość w 1960 roku, Leary byłby pamiętany do dziś tylko w kręgach naukowców zajmujących się psychologią. Jednak w środku jego życia, w momencie, gdy z reguły osobnik rodzaju męskiego staje się jednostką społecznie dosyć ustabilizowaną, Leary jako znany amerykański naukowiec doznaje objawienia porównywalnego tylko z mistycznymi odlotami Buddy czy św. Jana. Jednak cudowne dziecko laboratoriów Sandoz zmieniło go nagle w otoczonego hippisiątkami apostoła cybernetyczno - psychodelicznej utopii oraz przyśpieszonej ewolucji rodzaju ludzkiego, której głównym instrumentem miała się stać ta magiczna substancja; cybernetyczny święty Graal, kosmiczne radio i wehikuł czasu w jednym - LSD. Sama ta teoria brzmi do dziś bardzo wywrotowo z paru oczywistych, aczkolwiek wielce smutnych faktów - większość polskiego (oczywiście nie tylko) społeczeństwa wychowana w alkoholowo - katolickim kieracie drży na sam fakt słowa-klucza, wypowiadanego w mediach bardzo często by zagrać na cienkiej strunie społecznego poczucia bezpieczeństwa - NARKOTYK. Nie będę jednak wdawał się tu w dywagacje na temat praw do konsumpcji czy legalizacji nielegalnych środków odurzających. Chcę w miarę obiektywnie oddemonizować w niniejszym eseju postać Leary`ego, którego z czystym sumieniem można nazwać jednym z największych męczenników wolności słowa dwudziestego wieku. W kraju, pamiętajmy, w
powszechnej opinii nie łączonego z jakimkolwiek totalitaryzmem czy też zniewoleniem jednostki.
Mistyczny szok, jaki wywołał w Learym dietyloamid kwasu d-lizergowego (czyli po prostu "kwas") musiał być potężny, skoro określił on tę substancję "największym dobrem, jakie kiedykolwiek spotkało ludzkość". Jednak bynajmniej nie aprobował "ukwaszania" się społeczeństwa w ogromnych dawkach i z takąż czestotliwością. Traktował LSD jako relikwię i rzecz świętą, a jako taka nie może być przecież przyjmowana codziennie, od tak i od niechcenia. Czy prawdziwy, żarliwy chrześcijanin idąc po ulicy żuje hostię niczym miętowego cukierka? Leary pojął, że kwas może być dla hiperkonsumpcyjnego, amerykańskiego społeczeństwa najszybszym biletem do oświecenia, ewolucji i ogólnie polepszenia siebie jako istoty. Pomysł ten był genialny w swojej prostocie: Tim nie twierdził, że osiągnięcie stanów gnozy, potężnych przeżyć religijnych czy cofnięcie się do poziomu komórkowego dostępne jest tylko za pomocą środków poszerzających świadomość - wskazywał na medytację, praktyki okultystyczne, tantrę, czy w końcu praktyki religijne każdego wyznania, w każdym zakątku naszego globu. Jednak czy dla człowieka osaczonego informacją, żyjącego w zawrotnym tempie mogą być atrakcyjne drogi pełne poświęceń, wieloletnego wysiłku, porządkowania swojej karmy i wielokrotnych, przeprowadzanych samemu mentalnych lewatyw? LSD jest oświeceniem krótkim jak błysk flesza, potężnym instrumentem za pomocą którego można wielokrotnie przeprogramowywać swój umysł, karmę i duszę. Jednak jest oświeceniem, do którego trzeba się dosyć poważnie i odpowiedzialnie przygotować - i to właśnie propagował Leary.
Co prawda wiara dobrego doktora w LSD jako panaceum na wszelkie możliwe dolegliwości i bolączki (w pewnym momencie swojej książki Leary przekonuje nas, jakoby wyleczył kilkunastu pacjentów ze skłonności homoseksualnych za pomocą kwasa) wydaje się zabawna i przesadzona, jednak nigdy, ani przez chwilę, Leary nie propagował LEKKOMYŚLNEGO zażywania jakichkolwiek używek.
Timothy Leary (po prawej) i Albert Hoffman (po lewej) - "ojciec" LSDBa, niektórym był nawet całkowicie przeciwny - w swoim podziale na osiem poziomów świadomości i energii człowieka, środki opiatowe zaliczył do najniższego poziomu śmierci, mającego swój religijny odpowiednik jedynie w kultach samobójczych. Był też przeciwny piciu alkoholu, wiążąc tę używkę z "kulturą starców" - kliką rządzących światem mentalnych oprawców, karmiących społeczeństwo otępiąjącym etanolem, blokującym za to dostęp do poszerzających świadomość i wzbogacających ducha (po odpowiednim treningu, oczywiście) substancji. Nie sposób przyznać pewnej racji słowom Leary`ego - czy to nie Hitler powiedział, że aby ogłupić społeczeństwo, wystarczy przydział 6 litrów spirytusu na obywatela rocznie? Leary był przekonany, że doświadczenie psychodeliczne jest obecnie jedynym sposobem na zerwanie z siebie płaszcza społecznej kontroli, odkrycie samego siebie oraz odnalezienie siebie jako prawdziwej, wolnej jednostki. Mówił, że LSD pomaga odkryć i przedefiniować na nowo dwa najważniejsze aspekty naszego życia - seksualność oraz duchowość. Jego tezy o zdelegalizowaniu środków psychodelicznych zahaczały niekiedy o teorie spisku - pisał między innymi, że twardogłowy rząd chce ograniczyć używanie LSD, bo dopiero po jego zażyciu możemy odkryć "o co tak naprawdę w tej grze chodzi". Ze swoim słynnym, sztandarowym hasłem "turn on, tune in and drop out" głosił odrzucenie roli aktora w teatrze telewizyjnego spektaklu, jak nazywał amerykańskie społeczeństwo, tworzenie wolnych komun oraz odkrywanie siebie poprzez pielgrzymki, miłość oraz filozofię Wschodu. Do jego słynnych i kontrowersyjnych tez należy też zaliczyć słowa o bardzo wczesnym zakładaniu rodzin - według niego najodpowiedniejszym wiekiem do rodzenia dzieci był wiek czternastu, piętnastu lat - oraz o ucieczce młodzieży od uniwersytetów i deprawujących według niego państwowych ośrodków kształcenia.
Leary był wizjonerem zarówno w sensie społecznym, jak i jednostkowym. Pragnął świata spiętego jedną wielką neuronową siecią; pragnął, żeby każdy mógł odnaleźć w sobie boskość, pierwiastek mistyczny: czy to za pomocą mantry, medytacji, technik magicznych bądź seksualnych, czy też dzięki LSD. Już w latach sześćdziesiątych przewidywał powstanie wielkiej sieci informatycznej, złączającej cały glob. Starał się być cały czas na bieżąco - jako polityczny wygnaniec i osoba represjonowana (przez wiele lat był zmuszony przez rząd Stanów Zjednoczonych do tułaczki po całym świecie, ze względu na nałożony przez niego list gończy; w końcu spędził wiele lat w więzieniu, aresztowany na granicy z Meksykiem pod zarzutem posiadania dwóch papierosów z marihuaną - podobno siedział w jednej celi z Charlesem Mansonem) staćgo było na wysnuwanie cały czas nowych teorii i bycie cały czas na bieżąco. Nieustannie wykładał, spotykał się ze znamienitymi postaciami kontrkultury, pisał. W 1989 roku upojony metaamfetaminą świętował wraz z prawie całym uciemiężonym światem upadek muru berlińskiego.
W latach 60-tych Leary bardzo mocno inspirował się religiami Wschodu, a zwłaszcza buddyzmem - fascynowały go między innymi Tybetańska Księga Zmarłych oraz przesycone tymże wpływami powieści Hermana Hesse: "Podróż na Wschód" oraz "Gra szklanych paciorków". O jego powieści "Wilk stepowy" Tim pisał, że jest to "najdoskonalsze w literaturze opisanie doświadczenia psychodelicznego". Jego najlepszymi przyjaciółmi i wzorami do naśladowania byli między innymi: Allen Ginsberg - genialny poeta, narkoman, homoseksualista oraz symbol amerykańskiej kontrkultury, a także Aldous Huxley - autor utopijnego "Nowego wspaniałego świata" oraz prawdziwego opus magnum, traktatu który zredefiniował doświadczenie psychodeliczne dla kultury zachodniej, literacko-mistycznego, naładowanego gnozą rewolweru: "Drzwi do percepcji". Jednak później, w latach 70-tych, dołączył do swoich rozważań tematykę ludzkiego mózgu, potraktowanego przez niego w nowatorski, cybernetyczny sposób. Posługując się skrótem SMILE (Space Migraton, Intelligence, Increase, Life Extension) Leary pisał o psychodelikach, które zdejmując obwód społecznej represji z umysłu zabierają go w wymiar międzygalaktyczny. Tam, gdzie dotykając kosmicznej i wspólnej jaźni spotykamy Boga, który jest dla Tima równoznaczny z genetycznym pra-kodem, zawierającym w sobie przeszłość i przyszłość całej naszej planety. Jak zauważą znawcy okultyzmu, bardzo niedaleko stąd do magiczno-cielesno- psychodelicznych eksperymentów największego rewolucjonisty ciała dwudziestego wieku, oświeconego maga-malarza Austina Omana Spare`a, który twierdził, że czerpie potężną siłę z cofania się do swoich poprzednich wcieleń, aż do postaci mikroba, najpierwotniejszej z pierwotnych form zapisanych w swoim genetycznym pra-kodzie. Czy Spare nie mówi tego samego co Leary, gdy napomina w swojej "Anathema of Zos", że mikrob ma władzę zniszczenia świata? Leary na nowy, cyberpunkowy sposób, za pomocą podanego na talerzu papierkowego oświecenia z obrazkiem przeprogramował magiczne rytuały, za pomocą których Pierwszy Prawdziwy Chaota AOS czerpał potężne, animistyczne siły z najgłębszych szufladek archiwum wspólnego dla nas wszystkich kosmicznego DNA.
Czy w dzisiejszych czasach teorie Timothy Leary'ego, tak jak cały ruch kontrkulturowy lat 60-tych nie został rozmieniony na drobne i sprzedany przez designerów wielkich korporacji i speców od marketingu? Czy sam kwas nie został po prostu weekendową rozrywką tępych nowobogackich imprezowiczów? Chyba nie do końca. Leary, tak samo jak Robert Anton Wilson czy Aldous Huxley, był nową, cyberpunkową wersją szamana, patrzącego na środki rozszerzające świadomość nie jak na fundowaną sobie z braku innego zajęcia rozrywkę, tylko kształtujące nas jako ludzi potężne religijne doświadczenie, mogące zupełnie przeprogramować i zmienić na lepsze nasze mózgowe biokomputery. Cały czas powtarzał, niczym jakiś duchowy opiekun rozsianych po całym świecie magów chaosu i ezoterrorystów: kwas, podobnie jak jakakolwiek religia czy akt duchowy jest sam w sobie środkiem, a nie celem. Pomaga dotknąć boskości, poznać siebie naprawdę jako człowieka. Pomaga w uprawianiu seksu, podczas którego można doznać najprawdziwszej nirwany i wyjścia z ciała - jednak to wszystko nadal pozostaje tylko środkiem. Niestety, przez zerową wiedzę w tym temacie oraz medialną manipulację sprowadzającą każdą nielegalną substancję do poziomu morderczej trucizny - wielu ludzi sięga po środki psychodeliczne zupełnie nieświadomie, bez odpowiednich przygotowań i nie licząc się przykrymi konsekwencjami, które mogą niestety nastąpić. W każdym razie świat wciąż pamięta o dobrym doktorze, a być może nadejdzie kiedyś czas, że rządzona przez prawa pokoju i miłości, obiegająca glob psychodeliczna sieć informacyjna pomacha z uśmiechem jego unoszącym się w kosmosie prochom?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum