O kilka rzeczy. Jedna z nich jest to, że łatwiej znosi sie ból fizyczny niż psychiczny. Intensyfikacja fizyczna bólu psychicznego zrywa chwilowo niechęć do tego co sie czuje poprzez wrzucenie umyslu w chwilę teraźniejszą. Wyrwanie z mechanizmu psychicznego nakrecania się.
Do dam do tego co napisał MarS ze jest to ucieczka od problemów. Ludzie którzy się tną mają poważne problemy z którymi nie umieją sobie sami poradzić i to ich w pewien sposób odstresowuje(chyba, może ktoś to potwierdzi albo zaprzeczy).
Nie wiem, (ja sie nie tne).
IMHO - Stan psychiczny podobny do stanu psychicznego samobojcy, ale nie az w takim natezeniu. Jakby procentowo tylko.
Gdzies czytalam o agresji skierowanej do siebie albo na zewnatrz (to psychopaci) ale juz zapomnialam gdzie i w zwiazku z czym. Instynkt smierci u Freuda? (Ale u niego to bylo bardzo niedopracowane.)
Nina
Jasne,chodzi o AUTOAGRESJę...
Ale czy np. ja zaproponowałem żeby zamiast tego pociąć symbolicznie POMARAŃczę BÓLu...
Myślicie,że to może pomóc....
Jakie są na to sposoby...
Co radzić...???
Pociac pomarancze? Moze jednorazowo pomoc, rozladowac agresje czy jakos tak.
Dobre jest polubienie swojego ciala, wtedy nie chce sie go uszkadzac. PS Wazne, zeby raz dziennie cialo zmeczyc, praca fizyczna albo treningiem dla tych co nie maja ogrodka, kontaktu z natura itp. To wlasnie je utrzymuje w formie.
Polecam jakies dzudo czy inne sztuki walki.
No i prawidlowo, w medytacji, znalezc DLACZEGO. A jak juz sie wie gdzie boli, gdzie blad - znalezc skuteczne metody na usuniecie.
Tną się dlatego, aby poczuć, że żyją - ból zaczyna sprawiać przyjemność, bo jest to dla nich często jedyny kontakt cielesny!
Czasem też jest to rodzaj 'kary', kiedy poczują, że są czemuś winne, ale nie jest to wołaniem o pomoc, bo jest to raczej ukrywane.
Ciężko nietnącym się to pojąć. Jest to jednak bardzo poważny problem, coś w rodzaju nałogu, który daje 'radość' i niszczy zarazem.
Z reguły są to dziewczyny, które miały/mają emocjonalnie niedostępne matki egoistki..
Osoby tnące się są bardzo wrażliwe i też są utalentowane. Są ładne lecz nie ufają ocenom otoczenia i albo się ukrywają lub wciąż szukają aprobaty. Często to zaburzenie dotyka osoby, które się głodzą - mają jedzenio-wstręt!
Według mnie, tylko całkowite zrozumienie ich problemów i danie im ciepła, bezwarunkowej miłości może pomóc pokonać to bardzo druzgoczące uzależnienie!
nie zaśmiecając tego wątku tylko wtrącając to bapaszka czsto pisze z sensem ale czasem trzeba przebić się przez te wszystkie śmieci, które załapuje od swoich pacjentów i czytać między wierszami
bapaszka
Cytat:
Według mnie, tylko całkowite zrozumienie ich problemów i danie im ciepła, bezwarunkowej miłości może pomóc pokonać to bardzo druzgoczące uzależnienie!
chyba wszystkie autodestrukcyjne zachowania potrzebują miłości
Owszem, trzeba przyjąć człowieka takim jakim jest ze zrozumieniem ale samo zrozumienie nie spowoduje tego, że przestanie się ciąć. Zawsze znajdą sie sytuacje z którymi nie będzie sobie radzić emocjonalnie i jeśli nie będzie umieć przeżywać swoich emocji to sięgnie po to co zna czyli cięcie się.
Ja się tne,to jakiś sposób by zagłuszyć ból wewnętrzny, by zamiast tego co czuje się w środku poczuć ból fizyczny. A czasem to sposób by poczuć cololwiek, jak przychodzą takie dni że człowiek czuje się tak źle, że po pewnym czasie nic nie czuje.
To też jest tak jak napisała Bapaszka rodzaj "kary" tylko że w tym czasie się o tym nie myśli(w czasie kiedy się ktoś tnie)wtedy następuje tak jakby wyłaczenie wszystkich myśli, skupienie tylko na cięciu,ale trudno to zastąpić czymś innym...kara przychodzi po pewnym czasie kiedy już nie można patrzeć na blizny
Terapia
Terapia osób autoagresywnych powinna obejmować nie tylko osobę zaburzoną, ale całą rodzinę, ponieważ obecność tego zaburzenia świadczy zwykle o problemach wewnątrz rodziny. Działalność terapeutyczna to: praca z psychoterapeutą (a czasami z psychiatrą) oraz praca socjoterapeutyczna, mająca poprawić funkcjonowanie jednostki w społeczeństwie.
Najlepszą metodą leczenia jest terapia oparta na psychoanalizie, która pomaga zrozumieć psychiczne konflikty i ich powiązanie z historią życia pacjenta.
Bardzo efektywna może okazać się terapia poprzez twórczość, w której wytwory jednostki wyrażają jej problemy wewnętrzne i pokazują postępy w zdrowieniu. Każdą pracę pacjent omawia z psychoterapeutą, uświadamiając sobie mechanizmy własnego postępowania.
Innym rodzajem pomocy jest terapia skierowana na ciało. W jej trakcie pacjent od nowa poznaje własne ciało, uczy się je akceptować, kochać, dbać o jego potrzeby; uczy się kontaktować z innymi ludźmi.
Terapia behawioralna nie ma dużego znaczenia w pracy z osobami autoagresywnymi, może jednak pełnić funkcję wspierającą. Leczenie farmakologiczne natomiast występuje wówczas, gdy pojawiają się symptomy depresji lub chorób psychicznych.
Ważne, aby wszelkie zachowania autoagresywne, nawet te najdrobniejsze, nie były lekceważone. Pozornie niewinne objawy świadczyć mogą bowiem o poważnych zaburzeniach lub też prowadzić do nich.
http://www.psychologia.edu.pl/index.php?dz=czy telnia&op=opis&id=6721
Z tego wynika,że rozwiązaniem jest m.in.:psychoanaliza,praca z rodziną,terapia przez twórczość i praca z ciałem....
A dla mnie to "krzyk":
- żle mi tu gdzie jestem,
- nie lubie siebie,
- nie akceptuję swojego ciała,
- nie radzę sobie z emocjami,
- boję się,
- czuję się winny,
- zauważ mnie,
- potrzebuję pomocy
I myślę, że autoagresja ma swój początek już okresie prenatalnym. Patrząc z trochę innego punktu widzenia/ niestety takie to moje zbączenie / Dusza wybrała taki scenariusz przebrnięcia przez lekcję akceptacji i szacunku dla wszelkiego życia. W pewnych kręgach, samookaleczenie postrzegane jest też jak przejaw...opętania Dokonujemy autodestrukcji, niejako czując, że dzielimy ciało z " sublokatorem". Czasem taki nieproszony gość, potrafi podczepić się pod ciało w momencie narodzi...a czasem dusza godzi się na to przed wstąpieniem w ciało!
Myślę, że osoba dokonująca autodestrukcji, świadoma czynników, które ją katalizują, może pomóc sobie sama, pod warunkiem naprawdę ogromnej świadomości tego czym to jest, determinacj w dotarciu do właściwiej przyczyny. A bardzo często, autoagrsja staje się sposobem na życie i narzędziem manipulacji dla autodestruktanta.
Istnieje też autodestrukcja religijna, ale to już inna para kaloszy
No to sprawa pewnie nie do ruszenia bo mało prawdopodobne jest zaciągnięcie na terapię rodzinki:)
No nie koniecznie. Rodzina powinna się włączyć w terapie takiej osoby która się tnie bo to ona w większym stopniu może pomóc wyjść z problemu niż psychoanalityk.
To rodzina spędza najwięcej czasu z taka osobą a nie psychoanalityk. I to rodzina ma większą szanse na odciążenie takiej osoby jeżeli chodzi o jej problemy.
To piękne założenia. Spytajcie Sztamy czy jej rodzinka poszła by na terapię? Owszem może i pójdą ale po to by dowiedzieć się co mają zrobić z tnącym się ale broń boże ze sobą.
Mars
To wynika też m.in z niskiego poziomu kultury psycholologicznej-psychoterapeutycznej w Polsce....
Może być różnie....
A takie strony jak ta i na IPZ sprzyja zwiększaniu kultury psychologicznej i protestowałem przeciwko traktowaniu tej strony na IPZ jak bawialni przez niektóre osoby...
Owszem może i pójdą ale po to by dowiedzieć się co mają zrobić z tnącym się ale broń boże ze sobą.
I tu się pojawia główna rola terapeuty aby zrobić cos żeby się rodzina zmieniła, to bardzo trudne wiem ale nie jest to nie możliwe. Myślę ze przy wysiłku da się to zrobić, a nawet trzeba. Osobiście dążył bym do tego i poświecił tyle czasu aż by się to udało.
Cytat:
To wynika też m.in z niskiego poziomu kultury psycholologicznej-psychoterapeutycznej w Polsce....
Nie. To raczej wynika z niechęci ludzi do terapeutów i do terapii, ludzie uważają ze to nie jest najlepsze, boją się tego i uciekają na wszystkie możliwe sposoby naszczepcie nie wszyscy. Polacy przede wszystkim nie maja zaufania do terapeutów ale mam nadzieje ze się to zmieni.
feniks napisał/a:
A takie strony jak ta i na IPZ sprzyja zwiększaniu kultury psychologicznej i protestowałem przeciwko traktowaniu tej strony na IPZ jak bawialni przez niektóre osoby...
Aby takie strony jak IPZ albo PsychoTrop stały się stronami które mają zwiększać kulturę potrzeba pewnego nadzoru tzn. nie może być dominacji kłótni i jeżdżenia po sobie. Bo weźmy taki przykład przychodzi pan X potrzebuje pomocy ktoś się wypowiada i przychodzi pan Y z forum i zaczyna się czepiać przez co uniemożliwia pomoc.
po przez takie zachowanie ani IPZ ani PsychoTrop nie będzie poprawiał kultury wręcz przeciwnie.
P.S. Feniks chciałbyś aby PsychoTrop stał się trochę forum psychoterapeutycznym ?
Terapia
Terapia osób autoagresywnych powinna obejmować nie tylko osobę zaburzoną, ale całą rodzinę, ponieważ obecność tego zaburzenia świadczy zwykle o problemach wewnątrz rodziny. Działalność terapeutyczna to: praca z psychoterapeutą (a czasami z psychiatrą) oraz praca socjoterapeutyczna, mająca poprawić funkcjonowanie jednostki w społeczeństwie.
Najlepszą metodą leczenia jest terapia oparta na psychoanalizie, która pomaga zrozumieć psychiczne konflikty i ich powiązanie z historią życia pacjenta. (...)
Terapia behawioralna nie ma dużego znaczenia w pracy z osobami autoagresywnymi, może jednak pełnić funkcję wspierającą. Leczenie farmakologiczne natomiast występuje wówczas, gdy pojawiają się symptomy depresji lub chorób psychicznych.
Ważne, aby wszelkie zachowania autoagresywne, nawet te najdrobniejsze, nie były lekceważone. Pozornie niewinne objawy świadczyć mogą bowiem o poważnych zaburzeniach lub też prowadzić do nich.
http://www.psychologia.edu.pl/index.php?dz=czy telnia&op=opis&id=6721
Z tego wynika,że rozwiązaniem jest m.in.:psychoanaliza,praca z rodziną,terapia przez twórczość i praca z ciałem....
Aha.
Mi tez sie widzi, ze problem w relacjach w rodzinie. (Ludzie szczesliwi sie nie tna.)
Najszybszym rozwiazaniem byloby wyniesc sie od takiej rodziny. (No, bo po co siedziec tam, gdzie nieprzyjemnie?) Koniecznosc znalezienia sobie samemu dachu nad glowa i czegos do zoladka - odwraca uwage od problemow psychicznych. Wiadomo, ze w trudnych warunkach czy w czasie wojny - ilosc chorob psychicznych powaznie maleje.
W mojej rodzinie zdarzyl sie raz wypadek i mloda wdowa zostala sama z dwojka niemowlat. Padalo sie wprost na pysk ze zmeczenia przy ich odchowaniu - ale odwrocilo to skutecznie uwage od zalu, smutku, rozczulania sie. Na to po prostu nie bylo czasu.
Mars mam terapie rodzinna, co prawda tylko z mama, bo terapia rodzina obejmuje osoby z najbliższej rodziny osoby poddającej się terapii, czyli w praktyce to są osoby z którymi pacjent mieszka.
Ale jeśli mam być szczera, w moim przypadku to nie zmienia wiele, bo do tego żeby się coś zmieniło muszą być chęci z obu stron...
ale znam osoby którym to bardzo pomogło porozumieć się z rodziną. Takie terapie są zawsze stosowane w szpitalu w którym się leczyłam.
Czasem niektórzy mają taką terapię. Spoko. Ja tylko piszę, że na szczęście istneją metody samorozwoju (nie psychoterapii feniks) dzięki którym można przy okazji wyprostować sobie psychikę.
psychoterapia jest też PROTEZą (jak brakuje takich relacji)
Ja bym tego tak nie nazwał. Bo proteza towarzyszy ci całe życie a psychoterapeuta nie. Żaden psychoterapeuta nie zastąpi ci relacji z rodziną ani innymi ludźmi. Jego zadaniem jest dojść dla czego cos się dzieje i w pewien sposób wyeliminować albo zredukować sytuacje które doprowadzają do stanu w którym człowiek się tnie.
Sztama
My tu rozmawiamy o zjawiskach,nietraktuj tego wszystkiego jako ad persona....
Ale piszesz o uldze-no to dla mnie jest to jakiś sposób na rozładowanie czegoś emocji
(ja to tak interpretuje cięcie jako próba rozładowania nie wiem emocji itp)....
Czy brałaś pod uwagę zastosować jakieś inne techniki rozładowojące emocje nie wiem może nawet jakis sport( ekstremalny wysiłek?)-hobby czy coś innego?
Mieć po prostu jeszcze inna autostradę przynoszącą ulgę....
Btw.ja pisałem kiedyś o potrzebie zresetowania się -może coś w cięciu też jest coś z tego?
pozdrawiam cieplutko
Feniks ja tego nie traktuje osobiście. Widzisz nie znam się na zjawiskach, czy jakis naukowych pojeciach, znam to poprostu z doswiadczenia i tak o tym pisze, ale jakoś nie specjalnie biore to do siebie, bo aktualnie jestem na etapie w którym nie potrzebuje na razie się ciąć i mam nadzieje że tak zostanie.
Może jest to jakiś sposób na restartowanie się, to tak jakby z każdym nacięciem skóry uchodziły z człowieka negatywne odczucia.
pozdrawiam
Sztam a co myślałeś o tym wariancie pt.pomarańcza...?
Chyba to jest absurdalne-no nie?
Pisałem o tym wczesniej symbolicznie pociąć pomarańczę...zamiast siebie..rodzaj rytuału..
mogło by wyjsć, jeśli poświęcało by się tej czynności w miare dużo czasu i cierpiliwości, po to żeby wyrobić sobie nawyk, ale te osoby autoagresywne które ja znam z reguły nie są osobami cierpliwymi i szybko się zniechęcają, ale widzisz mogło by być też tak że pocięcie pomarańczy pogorszyło by sprawe, bo taka osoba mogłaby wyobrazić sobie że sama siebie okalecza, a od wyobrażenie do czynu w tym przypadku jest tylko krok.
Intryguje mnie pytanie w czym takie zachowania pomagają. Feniks, może pytanie jest źle zadane - dlaczego sugeruje następujący tok myślenia:
źle się czuję, nikt mnie nie rozumie, rodzice coś tam, chłopak/dziewczyna coś tam, nic nie mogę poradzić no to ja się potnę (tak na stronie to ciekawe, że w języku potocznym funkcjonuje formuła "iść się pociąć" albo "chyba się potnę")
gdybyśmy odwrócili związek przyczynowo-skutkowy to może dyskusja doprowadziłaby do sensownych wniosków. Odwrócić czyli zamiast dlaczego to po co, w jakim celu:
ja się potnę aby uzyskać następujący efekt:
- rodzice zaczną zwracać na mnie uwagę, zostanę dostrzeżony, będę centrum uwagi
- zyskam kolejny środek wyrażania siebie/własnego ja/swojej odrębności
nie wiem co jeszcze.
Jestem feniksowo ciekawy czy i jak psychoterapia (też rodzinna) uwzględnia przewidywany efekt takich zachowań i czy jest możliwe zastąpienie ich przez inne zachowania, równie skuteczne za to mniej inwazyjne. A jeśli nie jest możliwe to co blokuje tą możliwość?
Feniks może nie do końca worek treningowy, ale chodziłam kiedyś na karate, niby można wyładować tam w jakiś sposób swoja złość, ale osoby które się tną, mają w sobie więcej złośći na siebie niż złości do świata , bo nie akceptują swoich emocji i nie umuieją sobie z nimi poradzić. Może dlatego tak trudno wyrazić tą złosć, ból w inny sposób.
Ale wydaje mi się,że taki worek treningowy byłby idealny .....tak wyżyć się,wyrzucić fizycznie te emocję złość itp.coś pięknego ....czujesz te klimaty...?
Czy brałaś pod uwagę zastosować jakieś inne techniki rozładowojące emocje nie wiem może nawet jakis sport( ekstremalny wysiłek?)-hobby czy coś innego?
Feniks, jedna rzecz to robić coś takiego kiedy masz lepszy nastrój. Jak masz deprę, to wybierasz najszybsze, najprosztrze i sprawdzone rozwiązanie. Wtedy ma się też często smaczek na dekadenckie klimaty, przyszłość znika, liczy się tylko chwila obecna i ból który jej towarzyszy, a to co robisz wydaje się całkiem sensowne.
Wind napisał/a:
Jestem feniksowo ciekawy czy i jak psychoterapia (też rodzinna) uwzględnia przewidywany efekt takich zachowań i czy jest możliwe zastąpienie ich przez inne zachowania,
Pewnie że tak, ale najpierw trzeba je przećwiczyć i się stopniowo do nich przyzwyczajać. Te inne zachowania muszą się stać częścią automatycznego kanonu reakcji na ból egzystencjalny.
Jak dla mnie obecnie najskuteczniejszą, najprostrzą i najbardziej niezależną od sposobu myślenia techniką jest medytacja oddechowa. Daje szybkie, trwałe i rozległe efekty i dość łatwo się do niej przyzwyczaić i polubić.
SzTaMa napisał/a:
Feniks może nie do końca worek treningowy, ale chodziłam kiedyś na karate, niby można wyładować tam w jakiś sposób swoja złość, ale osoby które się tną, mają w sobie więcej złośći na siebie niż złości do świata , bo nie akceptują swoich emocji i nie umuieją sobie z nimi poradzić. Może dlatego tak trudno wyrazić tą złosć, ból w inny sposób.
Wyładowanie złości daje tylko doraźną ulgę.
Zaakceptować jest łatwiej kiedy się oddycha.
Sztama liczyłaś kiedyś barany przed spaniem ?
Policz stadko 200 baranów, z których każdy przeskakując sobie przez co tam chcesz, wykonuje głęboki wdech, a Ty razem z nim
Serio? Ja kiedyś liczyłem. Fajna sprawa, tak sobie wyobrażać te barany z wydepilowanym numerkiem
SzTaMa napisał/a:
a co to daje?
No generalnie to, ze nie zapomnisz oddychać.
Po 15 minutach juz nie trzeba ich liczyć - sama będziesz oddychać z automatu głęboko i też nie uśniesz.
Potem pojawi się silna chęć zrobienia czegoś (będziesz pobudzona - mózg się dotleni mocno). W tym stanie trzeba trochę pobyć i popatrzeć na swoje myśli.
SzTaMa napisał/a:
Tylko widzisz zbyt głebokie oddychanie u mnie też nie jest za dobre
Taaa z wydepilowanym numerkiem chyba spróbuje skoro mówisz że fajna sprawa.
Ale z tym oddychaniem to ja do takich rzeczy chyba nie jestem przekonana, bo czasem kiedy oddycham za głeboko dostaje dusznosci...no i na punkcie oddychania mam troche kręćka, musze oddychać tak "normalnie" bo inny oddech powoduje u mnie strach przed uduszeniem.
Ale z tym oddychaniem to ja do takich rzeczy chyba nie jestem przekonana, bo czasem kiedy oddycham za głeboko dostaje dusznosci...
W sensie, że potrzebujesz torebki, bo dostajesz ataku kaszlu, paniki czy jak?
SzTaMa napisał/a:
musze oddychać tak "normalnie" bo inny oddech powoduje u mnie strach przed uduszeniem.
A jakbyś tak oddychała trochę mocniej niż normalnie - tz. tylko tak, zeby nie usnąć.
Normalnie jak człowiek nastawia się na kimanie, to oddech coraz bardziej zwalnia. Jak zamkniesz oczy i go utrzymasz jego głębie troszkę ponad normę, to powinno być ok.
Tz. wiesz - spokojnie wdychasz powietrze ("do brzucha") i dajesz mu wylecieć swobodnie. Bez pośpiechu, napinania się.
Trochę trzeba się tego pouczyć i się pomęczyć, ale wierz mi - efekty po pewnym czasie są SPEKTAKULARNE - kompletna zmiana odczuwania świata na przyjazne, empatyczne, ukierunkowane na ludzi, a nie na siebie.
No i pewnie na początku Ci się nie będzie zadowalająco udawać (wiec powieś sobie dla motywacji kartkę nad łózkiem "Czy dziś robię oddychanie, aby było mi lepiej?")
Te kartki... to powiem Ci potrafią człowiekowi nieźle przypominać i motywować. Nawet jak przez tydzień nic nie będziesz robić, to ta kartka Ci przypomni w trudnej chwili że masz taki wybór.
No i możesz tu pisać, jak Ci wychodzi to oddychanie. Może znajdzie się jeszcze ktoś kto też bedzie oddychał i się np możecie wzjaemnie motywować.
W sensie że poprostu jest mi duszno, mam astme.
spróbuje i zobacze jak to wychodzi, może akutat coś pomoże
początki wszystiego zawsze sa trudne ale co tam.
Kapuje. Możesz spróbować bardzo wolno oddychać (to trochę trudnejsze, ale pewniejsze w Twoim przypadku). W jodze się kładzie nacisk np. właśnie na szybkoś oddychania, a nie tylko na głębie.
SzTaMa napisał/a:
spróbuje i zobacze jak to wychodzi, może akutat coś pomoże Wink
początki wszystiego zawsze sa trudne ale co tam.
Przede wszystkim jeśli już bawisz się oddechem to nie forsuj wydechu, pozwól mu swobodnie wypływać. Zbyt gwałtowny wydech doprowadza do zmniejszenia poziomu co2 we krwi co owocuje gorszym wchłanianiem tlenu i pomimo, że ię intensywnie wdycha to człowiek się dusi.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum