Wysłany: 10-03-06, 02:07 A jakby wszyscy zarabiali tyle samo ?
Czyli każdy pracuje np. po 7 godz. i zarabia średnią krajową , podejrzewam powyżej 10 tysięcy zł. miesięcznie .
Niepotrzebny byłby wtedy system podatkowy i ta cała biurokracja .
Prawdziwy wolny rynek bez pozwoleń i koncesji .
Zyski z wszystkich firm szły by do skarbu państwa , który by co miesiąc przelewał wszystkim na konto równą sumę .
Czyli każdy pracuje np. po 7 godz. i zarabia średnią krajową , podejrzewam powyżej 10 tysięcy zł. miesięcznie .
to już było
Czy każdy jest tak samo wydajny w pracy i zaangażowany?
Co by ludzi motywowało do odpowiedniego poziomu wysiłku, jeśli zarabialiby tyle samo niezależnie od wszystkiego?
Pisząc "po równo" nie myślałem o kasie.
Dziś wiele mówi się o możliwości globalnej transformacji świadomości; Ja rozumiem to m.in. jako odejście od władzy jaką ma nad ludźmi pieniądz.
Utopia? być może, ale nie przepadam za słowem niemożliwe, bo kojarzy się z rezygnacją. Proces wciąż trwa, i może minąć jeszcze wiele lat, zanim zobaczymy/poczujemy widoczne efekty.
Wiem, że chodziło CI o świadomość. Tylko napisałem, że tam gdzie niby powinna być rozwalało się i okazywało, że coś ta świadomość to na pokaz była a przy kasie wymiękła.
Co do globalnej transformacji w tym samym momencie to pozostanę pesymistą:)
Pragnie. Wiesz ilu chce rzucić palenie a ilu to robi?
Ci co wprowadzają równość zanim ogół do tego nie dorośnie są naiwni. Piękni lecz naiwni. Już lepiej zrobią jak równi nie będą a będą dawać darowizny. Inaczej będą mieć nic a ci, którzy do równości nie dorośli zagarną to czym mogli by się dzielić. Ja ideę równości mogę w sobie pochwalać lecz nie będę się zrównywał z ogółem, który do tego nie dorósł (oczywiście możliwe jest, że sam również nie dorosłem), no chyba, że w obrębie jakiejś małej komuny ale póki co nie jestem w takiej.
Moim zdaniem równość jest utopią z powodu tego, że ziemia jest szkołą a w szkole są różne klasy, a w przypadku równości wszyscy musieli by już być w najwyższej klasie. Póki co można raczej zaobserwować wzrastającą biegunowość niż ujednolicanie się poziomu. Wielu dorasta do pięknych idei (wielu się zdaje) ale wielu wręcz przeciwnie.
Bez powszechnego współczucia, samoświadomości i miłości temat utopijny.
Bez powszechnego współczucia, samoświadomości i miłości temat utopijny.
A jak ma być inny, skoro ludzie nie zaczynają od siebie. Wiesz, wzrastająca świadomość jednostki jest zaraźliwa. Może i w wielkiej szkole życia poziom jest nierówny, ale wierze, że nawet największe guły co kiblują wielokrotnie w tej samej klasie, w końcu piąć się zaczną wyżej; może nie za 10 lat, 20... ale może za 1000?
Jeśli postacie te w rzeczywistości istniały (a nie należą do mitologii chrześcijańskiej, czy buddyjskiej),narosło wokół nich wiele legend, stały się kultowe. Historia przeinaczała i nadbudowywała - przepływ informacji w porównaniu z teraźniejszością był znikomy. Skąd wiesz, czy dziś nie ma więcej takich chrystusów i buddów, niekoniecznie potrzebujących rozgłosu. To, co było dostępne nielicznym, wiedza, nauki wielkich mistrzów dziś nie jest tajemnicą,
jest eksplorowane przez coraz większą rzeszę ludzi (w jaki sposób, to już inna historia, ale przecież uczymy się na błędach).
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum