Jak słyszę "sens życia" to mi się przypomina film montypajtona pod takim tytułem. Ale ostatnio się zastanawiam, nie z powodów terapeutycznych, a poznawczych - jaki ludziska mają sens życia. Zawsze chorobliwie mnie interesowało, dlaczego ludzie robią to co robią w życiu, dlaczego tak wybrali, no a teraz ten sens życia mi sie przyplątał - jaki ludzie mają sens życia.
Dla mnie przez długi czas to było robienie w życiu czegoś fajnego, np. ciekawa pasjonująca twórcza praca, ale to jest
złudne, bo jak z tym czymś fajnym sytuacja się komplikuje, choćby przez układy, relacje, frustracje, to ten sens życia okazuje się że jest na glinianych nogach, może się pochwiać.
Może więc coś innego? Relacje? Rodzina?
Czasem ktoś mówi, że sensem życia jest życie, ale to brzmi jak banał. Ja sobie dziś myśle, że sensu życia to nie da się określić prostymi wskazaniami (praca, rodzina, majątek, bycie dobrym, rozwój taki czy śmaki, np. dla buddysty oświecenie itp) ale te rzeczy wymienione w nawiasie to mogą być tylko narzędziem do dotarcia do sensu życia. No to czym on jest?
Od kilku lat lubię robić zdjęcia, staram się to jak najbardziej sprofesjonalizować, daje mi to radość, parę, napęd, jakąś wewnętrzną wolność, ciekawość, czasem momenty niemal mistyczne, mógłbym więc powiedzieć, że to jeden z sensów mojego życia, ale wiem że to iluzja. Przed laty miałm taki iluzyjny sens życia, w który mocno wierzyłem, i wiem że przychodzi moment że to pryska, więc już w takie iluzje się nie wkręcam. Być może jedynie fotografia jest dla mnie narzędziem, jednym z narzędzi dotarcia do sensu życia.
No ale czym jest sens życia? Czy w ogóle jest? Macie jakieś sensy?
(temat można potraktować lekko, jak w montypajtonie, zostanie to odnotowane w googlach kto chce kasy a kto chce być sobą)
Wiesz Pancho, ja zauważyłem u siebie taką rzecz, że jak czuję się w harmonii to wszystko ma sens. Wtedy ten banał, że życie samo w sobie ma sens nie wydaje się być banałem. Natomiast gdy mam kiepski nastrój to nic nie ma sensu. Może więc pytanie o sens życia nie jest właściwe? Może powinniśmy się siebie zapytać o to co takiego robię, że tracę sens życia.
Czasami doświadczam czegoś co nazywam Naturalnie Otwartą Świadomością i wtedy właśnie wszystko ma sens. Podejrzewam więc, że taka świadomość może być sensem życia.
Może więc pytanie o sens życia nie jest właściwe? Może powinniśmy się siebie zapytać o to co takiego robię, że tracę sens życia.
A można to pytanie odwrócić? Co zrobić, by sens odzyskać?
Tylko czy to nie jest manipulacja? Przy tak postawionym pytaniu i szukaniu odpowiedzi łatwo się wkręcić w jakieś manowce.
Ale jest jeszcze jedno ciekawe pytanie: co ja takiego robię, że mam sens życia.
Ciekawe czy ktoś kto ma sens życia zadaje sobie takie pytanie!
A można to pytanie odwrócić? Co zrobić, by sens odzyskać?
Pewnie tak.
Tylko, że taki bezsens to może z różnych źródeł pochodzić i wtedy trzeba by stwierdzić z jakiego pochodzi.
Źródło może być egoistyczne lub rozwojowe. W przypadku egoistycznego trzeba zapchać dziurę emocjonalną. Tu padają propozycje by wyznaczyć sobie cele, by odnajdywać ukryte pragnienia i realizować je.
Z rozwojowym to już trudniej. Tu bezsens trzeba przeżyć. Na to jak to zrobić są różne propozycje.
Pancho Villa napisał/a:
Ale jest jeszcze jedno ciekawe pytanie: co ja takiego robię, że mam sens życia.
Ciekawe czy ktoś kto ma sens życia zadaje sobie takie pytanie!
Kiedyś miewałem dość intensywnie doznanie bezsensu i to trwające tygodniami. Dopiero świadome przeżycie go spowodowało że zniknęło. Choć czasami pojawia się ale nie będąc odrzucane przeżywa się bardzo szybko. Nie jest też tak intensywne jak tamto więc może to z innego powodu.
Teraz tak sobie pomyślałem (poczułem), że tak naprawdę poczucia sensu nie mam. Mnie poprostu bezsens przestał boleć. Właściwie pojęcie sens i bezsens przestało istnieć w odniesieniu do mojej egzystencji. Ona poprostu jest.
a mi się wydaje, że każdy odczuwa bezsens życia. Dopóki jest nieuświadomiony spycha w różne rejony - pieniądze, sport, imprezowanie, życie rodzinne. Jak wejdzie w pole świadomości i nie zostanie stłumiony albo nie może być stłumiony to człowiek zaczyna szukać odpowiedzi metafizycznych. No i tu jest całe pole do popisu dla różnych religii, koncepcji, filozofii itp.
A w ogóle to uważam, że odczuwanie bezsensu nie jest takie najgorsze. Znam bardziej hardcorowe doznania i czasami nawet chciałbym żeby taki lajtowy bezsens połączony ze smutkiem egzystencjonalnym się pojawił
Czasem ktoś mówi, że sensem życia jest życie, ale to brzmi jak banał.
Może i banał, ale może życie nie jest tak skomplikowane, jakim próbujemy je widzieć.
Moim sensem życia jest doświadczanie i poznawanie - zawsze jest jeszcze coś do zdobycia. Coś jak film, który się nie kończy i zawsze ciekawi mnie co będzie dalej. I w tej ciekawości mieszczą się ludzie, niepoznane miejsca, niepoznana wiedza. Czasem myślę, że życie jest za krótkie, żebym mogła doświadczyć wszystkiego co bym chciała i żałuję, że muszę wybierać.
Kto nie cierpi na bezsens. Kilka propozycji na szybko.
1. Ktoś kto ma pasję
2. Wiarę
a) w postaci pasji (idzie droga rozwojową w którą wierzy)
b) w postaci spełniania rzeczy koniecznych do zyskania przychylności bóstwa. Najlepiej jeśli nagroda będzie po śmierci.
3. Zdaje sobie sprawę z bezsensu lecz nie cierpi z jego powodu.
4. Ktoś kto stawia sobie dużo celów łatwych do szybkiej realizacji czyli nie ma zbyt dużo czasu na myślenie
5. Spełnia czyny w jego mniemaniu nadające sens życiu w taki sposób, że dzieci przez niego wychowane lub dzieci wychowanka zrobią coś z sensem.
>>> link należy poprawnie skopiować to przeglądarki
z obcego języka sens
oznacza po prostu zmysł,
w skrócie:
Życie jest Wszystkim,
a my jesteśmy Jego sensem,
sensorem, odbiornikiem,
jesteśmy dla Życia Tym
czym Świadomość dla mózgu
Bez Nas,
czyli bez świadomych istot
życie istniałoby tylko w formie utajonej
nieświadomej,
a to tyle samo co nie istnieć wcale
temat trudny,
ale podejmę jeszcze jedną próbę:
Wszechświat nie jest fascynujący i piękny
dlatego, że taki jest z natury,
ale dlatego, że istnieje KTOŚ
kto odbiera Jego rzeczywiste Istnienie,
podobnie jak Wy odbieracie mój komunikat
który ubrałem w Słowa
pozdrawiam
p.s.
ktoś kiedyś polecił mi,
aby zgubił sens życia
tak też zrobiłem
skupiłem się nie na ludziach
ale tylko na sobie
i jestem mi o wiele, wiele łatwiej teraz
dziękuję
Czasem miewam chwilowe niezadowolenie z tego jak jest ale nie wiem czy to jeszcze mogę nazwać czuciem bezsensu. Na pewno zniknąć stosunek do bezsensu czyli nie cierpię gdy pojawia się niezadowolenie. Szybko się przeżywa.
A jaka jest dla Ciebie różnica między uczuciem a odczuciem w przypadku bezsensu.
Pancho, wydaje mi się, że sposobem na bezsens, jest poszukiwanie sensu - już to rozwijam:
Ostatnio miałem taki trudny czas, w którym właśnie bezsens się pojawił, ponieważ miałem odczucie braku oparcia na czymkolwiek. To nie znaczy, że nie było wokół mnie osób wspierających, bardziej filozoficznie, egzystencjalnie odczuwałem pustkę. Badałem własne programy i mechanizmy obronne, bo czułem w tym uczuciu ogromny potencjał i mimo że ciężko, czułem, że dotykam czegoś ważnego. Jednocześnie czułem, że długotrwały taki stan jest jednak destrukcyjny; kilka rzeczy uległo przewartościowaniu i teraz cieszę się z tego "odkurzenia".
Brzmi prosto, ale dla mnie sensem życia jest Nauka: kim jesteśmy, jaki jest nasz kierunek, czy żyjemy w harmonii ze sobą/innymi ludźmi/wydarzeniami. Co powinniśmy zrobić, aby tak żyć. Sensem jest Obserwacja, Cisza w Hałasie oraz praca nad integracją wszystkich doświadczeń.
Pewien mnich osiągnął oświecenie, ale wciąż pozostawał zwykłym dupkiem. Swoim zachowaniem wprowadzał sporo zamieszania. Z jego powodu uczniowie się poćwiartowali:
1) „to nie jest mistrz, tylko oszust” – mówili jedni,
2) „to jest wielki mistrz, który w ten sposób chce nas przebudzić” – twierdzili drudzy,
3) „on jest oświecony, bo przekroczył iluzję ego, ale jest niedojrzały psychicznie, bo nie chodził na psychoterapię” – przekonywali trzeci,
4) ci z ostatniej ćwiartki krzyczeli „katz!” i odchodzili machając rękawami kimona, jednakże w świecie spętanym grawitacją trudno fizycznie odlecieć.
Pewien adept zen dostał od tego wszystkiego sporego pomieszania.
- Oto twój koan – ryknął do niego z dna brzucha ekscentryczny mistrz – "Kim jestem"? .
- Jesteś zwykłym dupkiem! – wypalił pospiesznie adept zen, któremu z tego pomieszania pomyliły się priorytety.
- Kto jest dupkiem?!! – wrzasnął mistrz, i jak zeznali bezstronni świadkowie, podwinął rękawy.
„Kim jest dupek?” – tak to usłyszał adept zen, bo wcześniej się naczytał Eichelbergera w Zwierciadle.
„Kim jest dupek? Kimjestdupekkimjestdupekkimjestdupek!!!” poleciało z prędkością światła, narobiło hałasu, obudziło Kundalini, i adept osiągnął oświecenie.
Bach!
W tym momencien na jego szczękę spadła rozwścieczona pięść mistrza, który nie zrozumiał, co się stało. I dobrze, bo gdyby zrozumiał, to by zabił chłopaka na miejscu. Więc o co w życiu chodzi? Więc o to, by uczeń przerósł mistrza, i uszedł z tego z życiem. Prowadzimy protetykę osób oświeconych i żyjących w ułudzie, od poniedziałku do soboty, od 8 do 21, z tą przypowieścią zen 10 procent zniżki.
[ Dodano: 10-02-15, 00:05 ]
thx
za wszystki edopowiedzi
A jaka jest dla Ciebie różnica między uczuciem a odczuciem w przypadku bezsensu.
w odczuciu dominuje komponent fizyczny, emocja pozbawiona jest oporów fizycznych i myślowych i szybko się przeżywa stąd moje nieco zdziwienie, że mogłeś z tym chodzić tygodniami.
Jak będę jak Ty Buddą to może będę mówił inaczej ale z pewnością tylko w odniesieniu do siebie samego a nie jako prawdę dla tych, którzy na tym poziomie nie są. Daj niemowlakowi zjeść pokarm dla dorosłego a nie przeżyje.
Dla mnie na moim poziomie materia jest jak najbardziej faktem, nawet jeśli tylko złudnym to jednak doświadczanym. Afirmowanie prawdy wyższego poziomu nie zmienia tego faktu.
To, że wierzę, że lewitacja jest możliwa nie wpływa na to, że zacznę to sprawdzać skacząc z 4 piętra.
Chcesz mnie czegoś nauczyć to pokaż drogę dojścia a nie opowiadaj o efekcie końcowym. A jak nie pokazujesz drogi dojścia to nie strzęp niepotrzebnie języka.
weź olbrzymie lustro
postaw przed krzesłem
i wpatruj się bez mrugania
w swoją lewą źrenicę przynajmniej godzinę
jeśli nie wpadniesz w zachwyt nad swoim pięknem
to ćwicz dalej
mje sie że dokaldnie jak ziwerzenta niemaja sensu zycia co neipszszkadza im zyc tak samo ludzie.człowiek za rzuczka odpwie ze ejgo sensem zycia jets toczyc kupe dla swoich dzieci,ale dochodzimy poprzez uogulnienie do paradoksu,mwuncego ze sensem zycia jest zyć,skoro to tylko miliardy sposobó nato zycie,
zwierzęta nie mają umysłu analitycznego, przypuszczam, że gdybyś się dobrze wyćwiczył to też byś nie analizował - widzisz wschód słońca (zachwyt), widzisz kupę (bee). Tylko tak sobie myślę, że i tak byłoby to zaprogramowanie, bo niby czemu miałbyś na jedne rzeczy reagować pozytywnie a na drugie negatywnie?
Koło się zamyka, bez umysłu analityczbnego nie przepracujesz wzorców. Są myśli, a pod nimi jeszcze wzorce. Zlikwidowanie myśli nie rozwiąże sprawy. Zwierzęta też pewnie mają wzorce, ale nie mają myśli żeby z nimi pracować.
Czy jeśli to prawda to w zen można uzyskać oświecenie? Chyba tylko jeśli się pracuje z umysłem "nie mogę" a nie "nie wiem". Zmywam i myślę jak to kurwa nie lubię zmywać. Zmywam bo zmywam może prowadzić do lepszej koncentracji, a zmywam i "nie wiem" jest bez sensu. Co z tego wynika, że zmywam i nie wiem? Zmywam i "nie mogę" jest zajebiste - także jednak pod warunkiem, że nie wkurza mnie co innego, bo może być, że zmywam i "wkurza mnie ten jegomość".
Ideę zen odebrałem jako uspokojenie myśli. Nie ma myśli nie ma wypieprzu emocjonalnego, ale jest wypieprz energetyczny związany z potłumionymi emocjami.
Koło się zamyka, bez umysłu analityczbnego nie przepracujesz wzorców. Są myśli, a pod nimi jeszcze wzorce. Zlikwidowanie myśli nie rozwiąże sprawy. Zwierzęta też pewnie mają wzorce, ale nie mają myśli żeby z nimi pracować.
Czy jeśli to prawda to w zen można uzyskać oświecenie? Chyba tylko jeśli się pracuje z umysłem "nie mogę" a nie "nie wiem". Zmywam i myślę jak to kurwa nie lubię zmywać. Zmywam bo zmywam może prowadzić do lepszej koncentracji, a zmywam i "nie wiem" jest bez sensu. Co z tego wynika, że zmywam i nie wiem? Zmywam i "nie mogę" jest zajebiste - także jednak pod warunkiem, że nie wkurza mnie co innego, bo może być, że zmywam i "wkurza mnie ten jegomość".
Ideę zen odebrałem jako uspokojenie myśli. Nie ma myśli nie ma wypieprzu emocjonalnego, ale jest wypieprz energetyczny związany z potłumionymi emocjami.
Ale w zen nie chodzi przecież o to, żeby zlikwidować przepływ myśli; rzeczywiście na początku praktyki człowiek się o to nieporozumienie potyka. Można obserwować pojawienie się "wkurzenia na jegomościa" i nie poddać się emocji.
Uważam, że kiedy uczciwie i sukcesywnie uprawiasz medytację również umysł analityczny nabiera klasy i jest precyzyjniejszy - służy naszemu życiu, a nie przeszkadza.
p.s. pomijam kwestię, że różnorakim szkołom zen przydałaby się może reforma...
zwierzęta jak najbardziej posiadają umysł analityczny i potrafią spekulować
[ Dodano: 10-02-17, 00:43 ]
blu napisał/a:
Nie ma myśli nie ma wypieprzu emocjonalnego, ale jest wypieprz energetyczny związany z potłumionymi emocjami.
no można sie wpieprzyć w taki kanał
dlatego imho niebezpieczne to zabawy przy depresce czy innych zaburzeniach
zen nie jest do tłumienia emocji ale jak to jest wygodne to łatwo się oszukać
zwłaszcza że niektórzy nauczyciele byli koślawi na umyśle i niemal wymagali tłumienia emocji wmawiając adeptom że muszą wykorzenić ego
zwierzęta nie mają umysłu analitycznego, przypuszczam, że gdybyś się dobrze wyćwiczył to też byś nie analizował - widzisz wschód słońca (zachwyt), widzisz kupę (bee). Tylko tak sobie myślę, że i tak byłoby to zaprogramowanie, bo niby czemu miałbyś na jedne rzeczy reagować pozytywnie a na drugie negatywnie?
Koło się zamyka, bez umysłu analityczbnego nie przepracujesz wzorców. Są myśli, a pod nimi jeszcze wzorce. Zlikwidowanie myśli nie rozwiąże sprawy. Zwierzęta też pewnie mają wzorce, ale nie mają myśli żeby z nimi pracować.
Czy jeśli to prawda to w zen można uzyskać oświecenie? Chyba tylko jeśli się pracuje z umysłem "nie mogę" a nie "nie wiem". Zmywam i myślę jak to kurwa nie lubię zmywać. Zmywam bo zmywam może prowadzić do lepszej koncentracji, a zmywam i "nie wiem" jest bez sensu. Co z tego wynika, że zmywam i nie wiem? Zmywam i "nie mogę" jest zajebiste - także jednak pod warunkiem, że nie wkurza mnie co innego, bo może być, że zmywam i "wkurza mnie ten jegomość".
Ideę zen odebrałem jako uspokojenie myśli. Nie ma myśli nie ma wypieprzu emocjonalnego, ale jest wypieprz energetyczny związany z potłumionymi emocjami.
ale co,czy nie dostrzegasz że kazda droga,która pozwala muzg ludzki obrać,jest tylko drogą jedną z z puli możliwych dróg nieprowadząca do niczego wiencej jak do sposoby życia,w swej istocie takiego samego jak maja zwierzęta,niby nie decydując sie,ale ta pula jest ograniczona,i na jedne wychodzi,to tylko styl życia,sens?żaden sens, do sensu nam daleko
Ale w zen nie chodzi przecież o to, żeby zlikwidować przepływ myśli; rzeczywiście na początku praktyki człowiek się o to nieporozumienie potyka. Można obserwować pojawienie się "wkurzenia na jegomościa" i nie poddać się emocji.
AfterDream jestem w stanie wyobrazić sobie sprawny umysł zen, który obserwuje sobie wszystko co się pojawia (notabene łatwiej dystansować się do negatywnych emocji niż pozytywnych). Z czasem analiza (rozróżnianie) zanikają i umysł nabiera naturalnej świeżości.
Mi ta droga nie odpowiada, bo mam opór przed nieutożsamioną wymuszoną obserwacją. Jeśli kolejne etapy praktyki zen przewidują przeżywanie emocji to jestem na tak jeśli stopniowe wygaszanie to jestem na nie.
[ Dodano: 10-02-17, 08:52 ]
Pancho Villa napisał/a:
zen nie jest do tłumienia emocji ale jak to jest wygodne to łatwo się oszukać
Niektórzy nauczyciele mówią, że zen jest do bycia za emocją przy każdej czynności, którą się wykonuje, ale nigdzie nie spotkałem się z opcją "przeżywania emocji".
Mówiąc wprost ważniejsze jest czyszczenie kibla niż emocje z tą czynnością związane.
ale co,czy nie dostrzegasz że kazda droga,która pozwala muzg ludzki obrać,jest tylko drogą jedną z z puli możliwych dróg nieprowadząca do niczego wiencej jak do sposoby życia,w swej istocie takiego samego jak maja zwierzęta,niby nie decydując sie,ale ta pula jest ograniczona,i na jedne wychodzi,to tylko styl życia,sens?żaden sens, do sensu nam daleko
Wydaje się, że nieporozumienie dotyczy konotacji jakie niesie pojęcie "sensu życia"; napisałeś, że jest pula możliwych dróg. Zgadzam się i jednocześnie pozytywnie odbieram. Czy w ciągu, powiedzmy, 10 lat, nie dokonałeś w sobie zmian?
spowodować one mogły, że stałeś się dojrzalszy, albo wprost przeciwnie, utwierdzasz się tylko w starych wzorcach.
Dobre życie to proces, nie stan do osiągnięcia.
Jest to kierunek a nie cel podróży.
blu napisał/a:
Mi ta droga nie odpowiada, bo mam opór przed nieutożsamioną wymuszoną obserwacją. Jeśli kolejne etapy praktyki zen przewidują przeżywanie emocji to jestem na tak jeśli stopniowe wygaszanie to jestem na nie.
Widzisz, i tu jest kolejny myk. Jeśli sukcesywnie uprawiasz medytację, obserwacja przestaje być wymuszona.
Pewnie, że zen Ci może nie odpowiadać, ale na szczęście to tylko jedna z licznych form. Ja ją lubię przez jej prostotę.
Myślę, że olewają to z samego faktu trzymania się sztywno stwierdzenia by obserwować to co się pokazuje. "Umysł naprawiacza" się nie pokazuje, sądzi się, że się nim jest. Utożsamienie powoduje niemożność zwrócenia na niego uwagi.
Ktoś mówi ci by być z emocją więc jeśli czujesz do niej niechęć to usiłujesz wyłączyć tą niechęć by spełnić wymóg bycia z tym co jest. I tu pojawia się błąd bo nie zauważają paradoksu, że by być z tym co jest wygaszają część tego co jest. W ten sposób osiąga się pewien dystans lecz popada się w pewną beznamiętność ponieważ nie pojawia się naturalnie otwarta świadomość lecz praktykuje się świadomość zdystansowaną. Niby jest się świadomym tego co się pojawia lecz stłumiony zostaje stosunek do tego. Najważniejsza sprawa jest przegapiona.
warto poszukac co jest zenowe a co jest japońską naroślą kulturową
porównywać z nauczycielami koerańśkimi, wietnamskimi, chińskimi
czy nawet z zachodu
dużo spraw imho to nie jest takich z istoty zenu a z japońskiej kultury feudalnej w korzeniach mentalnych
jak sie lubisz czepiac to poszukaj "zen na wojnie"
jak sie lubisz czepiac to poszukaj "zen na wojnie"
nie o takie czepanie mi chodzi, próbuję eksplorować samą naukę (ale to też powierzchownie)
[ Dodano: 10-02-17, 14:59 ]
MarS napisał/a:
Ktoś mówi ci by być z emocją więc jeśli czujesz do niej niechęć to usiłujesz wyłączyć tą niechęć by spełnić wymóg bycia z tym co jest. I tu pojawia się błąd bo nie zauważają paradoksu, że by być z tym co jest wygaszają część tego co jest.
No wiesz zen to też proces, nie każdy musi się rzucać od razu z motyką na słońce. Może raz wygaszą, a innym razem przeżyją tą niechęć. Sam wiesz. Można zrobić 1000 pompek, albo 100 i to też jest ok.
[ Dodano: 10-02-17, 15:02 ]
MarS napisał/a:
Umysł naprawiacza" się nie pokazuje, sądzi się, że się nim jest
A tobie przypadkiem wynalezienie koncepcji "umysłu naprawiacza" nie dało przestrzeni do bycia z tym co jest? Przestrzeń jest niezbędna, bo ci się może nieźle porozpieprzać.
Spoko, też tak mam, zwłaszcza jeśli chodzi o zen instytucjonalny, w którym Istota Zen czasami moim zdaniem umyka. Co nie przeszkadza mi czasami zajrzeć do ośrodka, bo fajnie jest posiedzieć zen w grupie i spotkać się z przyjaciółmi
MarS napisał/a:
Nie obserwują wszystkiego co się pojawia bo nie obserwują tej emocji, która chce obserwować i jej odmian.
Nie da się obserwować wszystkiego, chociażby przez ułomność zmysłów.
blu napisał/a:
MarS napisał/a:
Cytat:
Ktoś mówi ci by być z emocją więc jeśli czujesz do niej niechęć to usiłujesz wyłączyć tą niechęć by spełnić wymóg bycia z tym co jest. I tu pojawia się błąd bo nie zauważają paradoksu, że by być z tym co jest wygaszają część tego co jest.
No wiesz zen to też proces, nie każdy musi się rzucać od razu z motyką na słońce. Może raz wygaszą, a innym razem przeżyją tą niechęć.
właśnie Mars, włazisz im do głowy, że wiesz co przeżywają?
A tobie przypadkiem wynalezienie koncepcji "umysłu naprawiacza"
Nie wynalazłem koncepcji lecz zauważyłem go podczas praktyki.
AfterDream napisał/a:
Nie da się obserwować wszystkiego, chociażby przez ułomność zmysłów.
Nie o obserwacji zewnętrznej pisałem i pisałem poza tym o tym co obserwacji dostępne jest. Poza tym piszemy o obserwacji tego co się pojawia, a skąd wiadomo, że się pojawiło? Bo jest dostępne takiemu czy innemu postrzeganiu.
AfterDream napisał/a:
właśnie Mars, włazisz im do głowy, że wiesz co przeżywają?
Wnioskuję po książkach i wypowiedziach praktykujących.
blu napisał/a:
Może raz wygaszą, a innym razem przeżyją tą niechęć.
No, przypadku chodzą po ludziach. Ja nawiązuję do przeczytanych nauk. Z własnych lat praktyki (z książek) wiem, że całe lata nie zrobiłem tego dopóki się na to nie obudziłem. Teraz, wskazuję to przegapienie innym oraz metodę jak nie przegapiać i dzięki temu nie muszą na to poświęcać całych lat.
A jak buddystom wskazywałem na to przegapienie to mnie z forum wyrzucili
Nie wynalazłem koncepcji lecz zauważyłem go podczas praktyki.
dodajmy po 20 latach praktyki.
MarS napisał/a:
Teraz, wskazuję to przegapienie innym oraz metodę jak nie przegapiać i dzięki temu nie muszą na to poświęcać całych lat.
umysł naprawiacza wyłonił się z umysłu, który przez wiele lat rozpuszczał,pozwalał,odprężał. Po takim wieloletnim treningu dostrzeżenie umysłu naprawiacza chyba w Twoim przypadku nie było trudne.
MarS napisał/a:
A jak buddystom wskazywałem na to przegapienie to mnie z forum wyrzucili
mogłeś się w swoich naukach choć z raz powołać na jakiego fikcyjnego karnapę, może by odpuścili
Wróćmy, jeśli pozwolicie, do tematu medytacji, obserwatora, naprawiacza i.t.p.
Weźmy taką sytuację: obserwuje to co się wydarza outside, myśli przepływają i widzę je (poprzez obserwacje, nie hipnotyzują mnie), natomiast w ciele pojawia się jakieś napięcie, rodzaj lęku, dyskomfortu; zauważam to, jak rozlewa się po ciele, lub po prostu znika, by czasami po jakimś czasie znów się pojawić.
Czy coś jest pomijane? Co można zrobić poza czystą obserwacją?
Co jest pomijane? Zauważ, że coś w tobie nazywa to co pojawia się w ciele dyskomfortem a więc ma stosunek do tego czegoś. Ten stosunek jest pomijany, przykrywany i tłumiony pozą obserwacyjną. Również to co pomijane to nastrój w jakiej wydarza się obserwacja jej klimat. To trudne zagadnienie do opisania bo nastroje to rzeczy bardzo przegapiane. Mogę napisać to tak, że taka obserwacja może wydarzać się w nastroju otwarcia, przestrzeni, przenikania lub w odczuciu jakby z za szyby, obojętności itp. itd. Nastroje obserwujące zazwyczaj obserwacji poddane nie są.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum