Disclaimer: Pisząc i czytając PsychoTrop-a, bierzesz pełną odpowiedzialność za siebie. Prezentowane tresci traktuj z wielkim dystansem.
ZalogujZaloguj O forumO forum O forumRegulamin O forumGaleria Prywatne wiadomościPrywatne wiadomości
RejestracjaRejestracja UżytkownicyUżytkownicy FAQFAQ StatystykiStatystyki

Google PsychoTrop Zaawansowane
Zaprzyjaźnione
INTEO
Techniki NLP
Wolne Media
PsychoTropEdia
AGaRT
Klinika Sacharuna
Nina2
Podolski

Lista wątków

"Oczyścić drzwi percepcji" autorstwa Hustona Smitha (8)
Zapowiedź świata post-copyright (3)
AYAHUASCA - SHAMANIC JOURNEY, AMSTERDAM, HOLANDIA 2010 (1)
Jak trafiłeś na Psycho-Tropa :) (73)
Mam pytanie o oddechu (6)
Explorer i firefox pokazują co innego (9)
Buddyzm: hinayana czy mahayana ? (46)
Buty. Podeszwa, zdrowie. (7)
AC/DC covers - 4 SZMERY - 24.09.2010 - Jelenia Góra (1)
Globalne Ocieplenie (5)
sens istnienia (52)
maryska (42)
Ach ci mężczyźni, (33)
Włocławek (5-7.11.10) 5 Rhythms-prowadzi Sangeet Portalski (1)
takie tam (12)
Sztab wyborczy Janusza Korwina Mikke (16)
"Bo tak lubie i tak będzie" (81)
Urzekające muzyczne kawałki :) (69)
Tajemne praktyki i magiczne rytuały w walce (3)
śnie o tym, że ktoś umrze.. I naprawdę ktoś umiera. (13)
Szanowne Forum (28)
teoria równoległych rzeczywistości (24)
Smak spermy. Z wiekiem odczuwam go inaczej (29)
[zastosowania] [LSD] Najpotężniejszy afrodyzjak (14)
interesujace linki (26)
Przedstawmy się sobie? (33)
psychotropia (10)
TRANSCENDENTALNA MEDYTACJA W SZKOŁACH (17)
Spotkanie? (2)
Program Tybetański RatujTybet- możesz pomóc (1)
Poezja mej Duszy (4)
Warsztaty Inteo (10)
Wątek do zbierania opisowych nazw PsychoTropa (45)
Filmiki zlotowe. (42)
Wszyscy tyle samo - szkic systemu (12)
dziś godzina dla ziemi (3)
Warsztat Miłość i prawda, L. Żądło 10-11 kwietnia, Wrocław (2)
Warsztat Miłość i prawda, L. Żądło 10-11 kwietnia, Wrocław (1)
Akcja 100 milionów toreb (8)
WARSZTATY MEDYTACJI KRAKÓW 10-11 KWIECIEŃ (1)
Boli mnie nadgarstek po waleniu w worek :-(((( (10)
Bioenergetyka - Alexander Lowen (51)
Żeń szeń - doping na sesję ;) (44)
borderline. (23)
Nie chcą krzyża w sali lekcyjnej (38)
[artykuł] Skończmy wreszcie tą głupią wojnę (26)
Filmy online w całości (33)
A jakby wszyscy zarabiali tyle samo ? (14)
Grono i pytanie (6)
OK (8)
To kobiety mają jaja (6)
Pomocy chyba wariuje.... uzależnienie.... emocjonalne.... (105)
mam ochote sie wykrzyczeć! (9)
Projekcja astrlana/OOBE/eksterioryzacja (3)
sens życia (70)
Warto skończyć z paleniem zanim.. (3)
Praca, pomysły, shakespeare (2)
praca z oddechem (4)
WARSZTATY MEDYTACYJNE KRAKÓW 27-28 LUTY (3)
Awaria laptopa (8)

Autor Wiadomość
Agniesiaq 

Wysłany: 09-12-30, 12:03   Jednak chłopcy z Yiquan

Pierwszy, przedświąteczny jeszcze trening Jeet Kune Do z człowiekiem o którym sądziłam że jest masterem okazał się żenujący. Dwie osoby na treningu. Ta jego szkółka to jakaś amatorszczyzna. Człowiek pokazuje CIOS PROSTY i podczas tego ciosu się zachwiał! Pokazuje kroki przód-tył i nawet ja widzę że to lipa. Początkowo myślałam że człowiek jest tylko chudy, ale pewnie jest sprężysty i skoordynowany. A tu ZERO. To na prawdę widać gołym okiem. Mam wrażenie z całym szacunkiem, że ja bym go znokautowała.

No i co tu poradzić, że z tych fajniejszych sztuk walki znowu pozostaje YIQUAN. Pooglądałam więc znowu filmiki chłopaków z Akademii Dachenga, poczytałam jeszcze w pociągu podrukowane e-booki i kilka artykułów. Ten styl jest jednak bezkonkurencyjny. Ciekawa praca z ciałem. Pchające dłonie na wysokim poziomie. Naturalny chikung. Oryginalna koncepcja walki. Jak chłopaki sparują, to napierdzielają się tak, że aż iskry lecą. Na filmiku z jednego obozu widać to szczególnie. Spora grupa ludzi, ćwiączą u nich dziewczyny, mają przyrządy, worek, łapy, różne dziwne, intrygujące ćwiczenia. Walka kijem. Są i elementy podobne do tai-chi i elementy bardzo bojowe. Jestem pewna że każdy z tej Akademii dokopał by masterowi od JKD ze trzy razy! Zmienie chyba forum na gronie z "JKD" na "Yiquan-amators-training". W tej chwili nie liczę że mnie Dacheng przyjmie do Akademii, ale kto wie :grin: Mam podobno dar przekonywania. Z pierwszych darmowych zajęć mnie przecież nie wyrzuci. Można pododno płyty szkoleniowe Yiquan zamówić w internecie. Jest youtube i są e-booki. Na sam początek mi wystarczy.

Aga
MarS 
[avatar ukryty]
Wysłany: 09-12-30, 13:07   

Spójrz sobie też na daido juku lub inaczej kudo.

Co do dziewczyn na yiquan to jak ja chodziłem to takich nie było. Zazwyczaj na treningu było z 8 osób. Tłok na filmach wynika z tego iż są to filmy z obozów.
Agniesiaq 

Wysłany: 09-12-30, 14:39   

Dzięki wielkie MarS. To daido juku wygląda ciekawie. Wyczytałam że zrezygnowali tam z kihon i kata. W sumie dobrze, bo te nienaturalne wyginanie ciała, nóg i kolan wydawało mi się zawsze dziwne i mało optymalne z ludzką anatomią. Pooglądam klipy, poczytam i zamailuje do nich. Ciekawe tylko czy poza walką mają taką subtelną pracę z ciałem jaka jest w Yiquanie :smile:

Aga
MarS 
[avatar ukryty]
Wysłany: 09-12-30, 22:10   

Kichon i kata z pewnością mają sens gdy ktoś ćwiczy tradycyjnie. Jednak tradycyjne ćwiczenie i sport nie mogą iść w parze ponieważ ćwiczenie tradycyjne jest ćwiczeniem na całkowite zniszczenie przeciwnika.

http://www.youtube.com/watch?v=mud87V71teo
Muhomorniczy 

Wysłany: 09-12-30, 23:37   

to jest pojebane,dlaczego ten z lewej bije gościa z prawej pól metra od jego twarzy
zal.pl
bym was wszystkich zlał na tym forum lewom nogom
udawane gówno,
nieda sie przytrzymać reki w ciosie,nie da sie uciec w prawo w lewo,(jedynie do tyłu),w tak beznadziejny sposb,że nogami.Robi sie to jedynie tułowiem,nogami tylko kretyn ucieka
bulll szhit
gdyby podstawić zamiast tego podstawionego gostka tam byle ciecia z ulicy były by dwa nokałty tak łatwe że ciec by zdumiał się niezwyklę,bowiem to było wyreżyserowane,nic nie warte, teoretyczne gówno niezgodne z faktami
sory ale umawiam sie zkimkolwiek z forum na solo,żeby złapał mi reke jak będe chciał mu walnąć w ryja
tudzież odskoczył na bok
jak jest jakiś frajer niech się zgłosi
Ostatnio zmieniony przez Muhomorniczy 09-12-30, 23:58, w całości zmieniany 2 razy  
MarS 
[avatar ukryty]
Wysłany: 09-12-30, 23:50   

Bo to nie bicie tylko ćwiczenie kombinacji tak by stały się odruchem, by nie myśleć "co teraz zrobić" gdy już zaistnieje sytuacja podobna do wyćwiczonej.
Muhomorniczy 
[avatar ukryty]
Wysłany: 09-12-30, 23:55   

więc jest to nic nie warte,bokserzy maja sparingi,ten spaaring trwałby 3 sekundy bo kazdy ruch jest tu idiotyczny,
Gruby 

Wysłany: 09-12-31, 00:00   

Muhomorniczy napisał/a:[quote]
więc jest to nic nie warte,bokserzy maja sparingi,ten spaaring trwałby 3 sekundy bo kazdy ruch jest tu idiotyczny,
[/quote]

Mają też wale z cieniem w której też kładzie się nacisk na wyćwiczenie odpowiednich ruchów, trzymanie gardy itp rzeczy.

Jest możliwe żeby tułowiem uchylić się od prostego ciosu który kierowany jest na szczękę i chwile później albo nawet w tym samym momencie wyprowadzenie ciosu.
Muhomorniczy 

Wysłany: 09-12-31, 00:08   

rzeczywistość to nie dragon bal,zejdźcie na ziemie
gdyby ci kolesie tu przedstawieni zaczęli bysie zemną bić jak zwierzęta ,mógłbym przegrać,bo są wysportowani,ale gdyby wierzyli ze moga złapc mojo reke która zmierza w strone ich ryja,tobym urwał im głowę w 3 sekundy
takie są fakty,
wasza sztuka walki skazuje was na porarzke ,to jak wiara w Jezusa,każdy zwas wierzy mimo ze neima dotego żadnych podstawporabane,wkoncu to sztuka walki kurna trza to odgraniczyć,t nie religia,ani komiks z batmanem

[ Dodano: 09-12-31, 00:08 ]
Gruby napisał/a:[quote]

Jest możliwe żeby tułowiem uchylić się od prostego ciosu który kierowany jest na szczękę i chwile później albo nawet w tym samym momencie wyprowadzenie ciosu.
[/quote]

tułowiem
to uwzględniłem,że owszem
ale nie krokiem,co jest na filmiku,
po zatym z uchylonego tułowie bez środka cieszkosci,cios jest gówno warty
nic nie wiesz o zabijaniu
trza powrócić do do pozycji prostej idopiero wtedy uderzyć
MarS 
[avatar ukryty]
Wysłany: 09-12-31, 00:53   

Muhomorniczy napisał/a:[quote]
ale gdyby wierzyli ze moga złapc mojo reke która zmierza w strone ich ryja,tobym urwał im głowę w 3 sekundy
[/quote]


Gdyby tylko wierzyli to może byś i urwał. Goście od mieczy potrafią schodzić z linii cięcia. Zapewniam cię, że łatwiej przechwycić rękę.
Muhomorniczy 

Wysłany: 09-12-31, 01:00   

[quote="MarS"]
Muhomorniczy napisał/a:[quote]
Goście od mieczy potrafią schodzić z linii cięcia.
[/quote]
w anime
które zresztą uwielbiam jelsi idzie o naruto a żeby niebyło oglądnełemz 900innych pozycji i wiel emam w pogardzie durzej wiec ne ejstem dzieciak
ino spcec od anime
też równierz nawołuje by jais kzoak spróbował zejsc z lini ciencia jak mu przyjebe chocby mieczem sredniowecznym
bardzo zachencam
Agniesiaq 

Wysłany: 09-12-31, 02:29   

Muhomorniczy nie upychaj wszystkich sztuk walk do jednego kapelusza. MarS ten klip który komentujesz wkleił żeby pokazać BARDZIEJ tradycyjne karate Goju-Ryu. Do mnie ono też nie przemawia. Ale początkowo pisał o Daido juku. To bardzo optymalne podejście, bardzo unowocześnione karate, gdzie właśnie nie ma żadnych sztucznych czy wyreżyserowanych układów i chwytów. Wszystko jest nastawione na sparring i weryfikacje czy rozwiązania działają w walce. Tu masz próbke z zawodów JAK TO ROBIĄ w Daido juku:

http://www.youtube.com/watch?v=M5AvCcLwaJQ


Nie jest to filmowe i eleganckie, ale jak widać efektywne i prawdziwe. Podobnie jest moim zdaniem z Yiquanem jak oglądam ich klipy. Tam też nie koncentrują się na żadnych wymyślonych sztucznych układach tylko spontanicznej reakcji, optymalnym zachowaniu w walce i ostrej napierdzielance, niskich kopnięciach. Nie ma żadnych ozdobnych i wykombinowanych technik, tylko szybkie akcje, serie na punkty witalne, zwarcie, kolana, łokcie, głowa, kopnięcia w krocze czy nogi. Mam wrażenie że podobnie trochę jest w tajskim boksie, tylko tajski też się nastawia raczej na sport bardziej niż realną, uliczną walke. Dlatego napisałam że te wszystkie karate oparte na układach i kata mnie nie przekonują.

Aga
blu 
Wysłany: 09-12-31, 09:53   

Mi tam bardziej pasują 'wyreżyserowane' ruchy jak w tai chi czy qigongu, ewentualnie karate na treningu krok po kroku. Na zawodach prędzej czy później ze wszystkich sztuk walki robi się MMA włożone w jakieś ogólne ramy pod szyldem złamania szczęki przeciwnikowi. W takiej scenerii nawet oświeceni wojownicy by sobie nie dali rady, bo zawsze dochodzi do zwarcia. A zwarcie i nawalanka to przekleństwo tak zwanych sztuk walki.

Lepiej zainteresujcie się innymi sportami, baloniarstwem na przykład.
MarS 

Wysłany: 09-12-31, 11:58   

Spontanicznoś w walce spontanicznością a wyuczone reakcje są jak najbardziej potrzebne. Wszyscy mają jakieś wyuczone reakcje choćby zasłony przed ciosami, takie czy inne zachowania w gardzie. Tylko jest to dużo łatwiejsze niż nauczenie się przechwycenia ciosu itp. Pójście w kierunku szybkiego stania się skutecznym w walce sportowej powoduje, że sztuka walki przestaje nią być. Z szermierki robi się napieprzanka. Z tytułu tego, że jest wiele zabronionych technik to co może działać w tradycyjnym podejściu nie może być zastosowane. Więc jak możecie przekonać się do tradycyjnego podejścia?
Załóżmy taki parter, który obecnie króluje w klatce w realnej walce gdzie można oberwać łokciem w kręgosłup, być odepchniętym poprzez wsadzenie palców w oczy itd w realnej walce wcale nie koniecznie byłby taki skuteczny jak to się wydaje patrząc na walki w klatce. Nie mówiąc już o walce z kilkoma przeciwnikami. Jednego sprowadzasz do parteru a reszta kopie cię po głowie :)
Agniesiaq 

Wysłany: 09-12-31, 13:30   

blu napisał/a:[quote]
Na zawodach prędzej czy później ze wszystkich sztuk walki robi się MMA włożone w jakieś ogólne ramy pod szyldem złamania szczęki przeciwnikowi.
[/quote]


Blu :joint: Bo i w sztukach walki przecież o to chodzi. Nie oszukujmy się. W e-bookach Dachenga idealnie jest to ujęte. Chodzi o naukę obrony, o skuteczne pokonanie przeciwnika, i o ciekawą formę kształtowania własnego ciała, dającą zdrowie, siłę, sprawność i dobre samopoczucie. Takie sztuki walki gdzie się gibocze dwóch cipciaków i robią wyreżyserowane rzeczy nie ma wiele wspólnego z walką. Niestety. I nie chodzi tylko o zawody czy MMA. Jak ćwiczysz w taki sztuczny sposób i wyskoczy do ciebie nabuzowany dres na ulicy i zacznie machać pięściami, to sobie nie poradzisz. A jak ćwiczysz dużo sparringu, jak TRENUJESZ specyficznie pod kątem odpowiedniego reagowania na ciosy, uczysz się REALNIE kontrować, stosować groźne techniki (kopnięcia w kolana, skuteczne techniki ręczne, a nie żadne nierealne przechwytywania pięści jak w tym goju-ryu) to masz większe szanse. ZWARCIE TO NIE JEST zmora sztuk walki jeśli się to zwarcie ćwiczy. Ale jak taki gibacz z taichi wpadnie w zwarcie to nic dziwnego że ma problem i jest to dla niego zmora :smile:

Można trenować KROK-PO-KROKU ale realne rozwiązania. Dlatego w yiquan z tego co pisze Dacheng, na początku ćwiczą bardzo wolno, a w kolejnych etapach wykonują to szybko z eksplozywną siłą. Ale uczą się optymalnej, wręcz spontanicznej reakcji na sytuacje w walce a nie wyreżyserowanych rzeczy. Ale oni też ćwiczą w taki sposób, że jakby poznają pulę optymalnych zachowań w walce, a potem szkolą się tak, żeby błyskawicznie w taki sposób reagować. Ja uważam że takie daido-juku, yiquan, boks tajski jest po prostu skuteczniejsze i bardziej REALNE niż taichi lub karate tradycyjne.

W tai-chi nie mają sparringu więc nie są w stanie sprawdzić które z tych kwiecistych ruchów nadają się do wykorzystania w walce, a które można o kant tyłka potłuc. Owszem trenujesz sztukę walki dla zdrowia, nauki własnego ciała. Ale jeśli ta BOJOWA a nie zdrowotna część tej sztuki jest do dupy, to żadna z tego sztuka walki. Robi się taniec zdrowotny. Jeśli kogoś taki taniec zdrowotny interesuje to proszę bardzo. Ale nie traktujmy sztuk walki gdzie pojawia się (i SŁUSZNIE) ćwiczenie sparringu, jako coś gorszego, albo jako MMA. Ale to tylko moje zdanie. Dacheng może i ma gówniany charakter, ale pisać potrafi. Klipów z pokazywaniem rozwiązań i wyjaśnieniami naprodukował tyle, że jak się to ogląda, widzi jak oni sparują, słucha komentarzy dachenga w tle, to faktycznie można załapać o co w tym biega.

Mars. W parter też nie wierzę. Jeśli na ulicy przeciwników jest kilku, to chyba najprościej napierdzielić szybciutko kilkoma ciosami pierwszego atakującego, zrzucać buty na obcasach i zmykać gdzie pieprz rośnie. Najszybciej jak się da.

Aga
Ostatnio zmieniony przez Agniesiaq 09-12-31, 14:13, w całości zmieniany 2 razy  
Agniesiaq 

Wysłany: 09-12-31, 13:57   

W yiquanowym zwarciu też jest ciekawie. Do treningu takiego zwarcia służą między innymi pchające dłonie. Na filmach wygląda to dziwnie ale wystarczy podglądać niektóre dodatkowe klipy z ich obozów i poczytać artykuły Dachenga o tych pchających dłoniach. Oni później w realnym zwarciu, jak naciera przeciwnik, dobrze się zakorzeniają i wykorzystują siłę przeciwnika przeciwko niemu. Przeciwnik napiera, dochodzi do zwarcia. Yiquanowiec obniża środek ciężkości, zakorzenia się maxymalnie, i w momencie kiedy przeciwnik uderza reaguje analogiczną siłą ale w przeciwnym kierunku. Przeciwnik zrobi gdzieś błąd, yiquanowiec wchodzi uderzeniami, pchnięciami, głową, barkiem, kolanami. Czasami widać momenty jak jeden się zapiera i pchają na siebie obaj mocno. Ale wystarczy że jeden się źle odsłoni, pojawi się luka albo usztywnienie i od razu leci fanga na twarz, albo rzut podobny trochę do tych z jiujitsu. Wystarczy że przy pchaniu na siebie gardami siła będzie skierowana w niewłaściwą stronę, na przykład lekko w bok i też to wykorzystują. Uczą się tego cały czas i to uczą się w zwarciu właśnie. Na obozach widać jak robią pchające dłonie w ochraniaczach. Z uderzeniami głową, łokciami i kolanami. Taki zawodnik ZAWSZE będzie lepiej przygotowany do walki w zwarciu niż zawodnik który zwarcia nie ćwiczy. Podobne zwarcie mają w tajskim boksie.

ściągnęłam na kompa ze 40 klipów z Dachengiem. Z seminariów, szkoleń, pokazów, obozów. Mam też jego artykuły, wszystko co się dało znaleźć w sieci i nawet 2 e-booki którę są przeznaczone dla wewnętrznych uczniów i nie są rozprowadzane! Brakuje mi zapisać się na yiquan, ale nad tym pracuje. Jak się nie uda pewnie zostanie boks tajski albo daido-juku. JKD jest też ciekawe, ale brak dobrych nauczycieli w Polsce.

Ja KURWA w końcu znajde klub dla siebie. Ale wtedy będe miała taką motywacje i takie parcie na trening, że przerosnę nauczyciela! A co.

Aga
MarS 

Wysłany: 09-12-31, 15:27   

Agniesiaq napisał/a:[quote]
Takie sztuki walki gdzie się gibocze dwóch cipciaków i robią wyreżyserowane rzeczy nie ma wiele wspólnego z walką
[/quote]


Poczytaj opowieści o okinawskich mistrzach. Z pewnością to do czego dochodzą nie nazwał bym gibaniem się.

Agniesiaq napisał/a:[quote]
jak TRENUJESZ specyficznie pod kątem odpowiedniego reagowania na ciosy, uczysz się REALNIE kontrować, stosować groźne techniki (kopnięcia w kolana, skuteczne techniki ręczne, a nie żadne nierealne przechwytywania pięści jak w tym goju-ryu) to masz większe szanse.
[/quote]


Przecież takie przechwytywania to tylko część całości. Poza tym takie przechwytywania są jak najbardziej realne tylko trzeba niezwykłego wyćwiczenia i psychiki, która gotowa jest przegrać i zastosować to wszystko a nie chować się za podwójną gardą. Trzeba mieć duszę prawdziwego mistrza sztuk walki a nie tylko duszę napierdzielacza.

A mówienie o nierealności karate tradycyjnego to doprawdy zabawnie brzmiące słowa gdy weźmie się pod uwagę, że dawne sparingi zachaczały o śmierć.
Agniesiaq 

Wysłany: 09-12-31, 15:58   

MarS czytałam o wieśniakach z Okinawy, na której powstało karate. O tym jak atakowani przez samurajów potrafili unikać cięć miecza i błyskawicznie zadawać śmierć gołymi rękami, albo przyrządami rolniczymi. Twierdze nawet że takie style mają swoją wartość. Ale wiesz co mi się wydaje. Takie coś mogło działać ale tylko pod warunkiem, że wieśniak ćwiczył to przez powiedzmy 20 lat, wiele godzin dziennie i dopracowywał te sekwencje do maksymalnej perfekcji i szybkości. Utwardzał przy tym dłonie, kości. Wówczas działało i zaskoczenie (samuraj nawet się nie spodziewał że wieśniak będzie się bronił) i to, że praktycznie po kilku sekundach albo ginął samuraj, albo wybijali całą wioche.

Dzisiaj zauważ że wygląda to inaczej. Trudno sobie pozwolić na trening 20 lat żeby uniknąć cięcia mieczem. Wtedy wieśniak albo to zrobił, albo ginął. Samuraj był poza tym chyba troszke przewidywalny. Wyciągał w określony sposób miecz i w określony sposób zadawał cięcie. Dzisiaj atakuje cię dres i nie wiesz czy wyciągnie butelke, czy wejdzie kopniakami, czy strzeli cię głową. Poza tym NIE MOŻESZ dresa zabić. Co najwyżej znokautować, zniechęcić, złamać nos, może uciec jak sie uda. Zupełnie inny jest więc sposób treningu. Krav maga czy inne style pokazują że można skutecznie wygrać trafiając w punkty witalne, w szczęke. Ale do tego TRZEBA troche duszy napierdzielacza, bo bez wejścia w wymiane ciosów (z jednoczesnym blokowaniem ciosów rywala oczywiście) czasami może ci się nie udać trafić. Dzisiaj ćwiczy się te kilka lat i człowiek oczekuje że będzie w stanie się obronić. Nie ma czasu i chyba sensu na trenowanie kilku określonych technik "na zabicie" przez 20 długich lat i wiele godzin dziennie. Ale oczywiście okinawskie tradycyjne karate ma swoje walory. Tyle że kobiecie albo młodemu chłopakowi, który chce się nauczyć w ciągu 4-5 lat w miare skutecznie obronić na ulicy niekoniecznie będzie najlepszym rozwiązaniem. Ale to oczywiście wyłącznie moje zdanie i zdanie znajomych którzy trenują karate, albo teraz trenują kickboxing a wcześniej ćwiczyli karate.

Aga
MarS 

Wysłany: 09-12-31, 17:23   

Agniesiaq napisał/a:[quote]
MarS czytałam o wieśniakach z Okinawy, na której powstało karate
[/quote]


Nie powstało tam. Zostało przywiezione z chin.

Agniesiaq napisał/a:[quote]
Takie coś mogło działać ale tylko pod warunkiem, że wieśniak ćwiczył to przez powiedzmy 20 lat
[/quote]


Myślę, że trening pod okiem mistrza nie musi być aż tak długi. Jakieś 6 lat to jest to co powinno wystarczyć pod warunkiem ćwiczenia z kimś kto wie co robi a nie z kimś kto sam się ledwie czegoś nauczył.

Agniesiaq napisał/a:[quote]
Samuraj był poza tym chyba troszke przewidywalny
[/quote]


Pojedynki toczyli nie tylko z samurajami. Uznani mistrzowie często byli wyzywani do pojedynków więc ich przeciwnik wiedział z kim ma do czynienia. A sądzę, że wyzywający potrafili trochę więcej niż prawy i lewy kuflowy.

Agniesiaq napisał/a:[quote]
Ale to oczywiście wyłącznie moje zdanie i zdanie znajomych którzy trenują karate, albo teraz trenują kickboxing
[/quote]


Założę się, że ćwiczyli krótko i nie tradycyjnie. Sądzę, że naprawdę tradycyjnie to ćwiczą naprawdę nieliczni.
zenmen 
[avatar ukryty]
Wysłany: 10-01-03, 15:06   

Jakieś dziwne Wy tu dla Mnie rzeczy o Tai Chi piszecie. Jak dziś pamiętam, kiedy to instruktor dość jasno się wyrażał, że w Tai Chi liczy się skrócenie dystansu i dojście do przeciwnika, aby uniemożliwić mu wyprowadzanie ciosów. Po czym szybka neutralizacja i hop - Jesteśmy królem dżungli!
MarS 
[avatar ukryty]
Wysłany: 10-01-03, 15:49   

Ino, że po obaleniu, odepchnięciu trzeba jeszcze coś z gościem zrobić bo wstanie.
Agniesiaq 

Wysłany: 10-01-03, 16:22   

zenmen. No i jak przeciwnik to twarde bydle które zamiata szybkie ciosy łapami, to takie skrócenie i bezpieczne dojście do przeciwnika wcale nie jest łatwe. Bez trenowania tego w sparringach kontaktowych NIE WIERZĘ żeby się to dało opanować i zastosować. Walka jest brutalna i nieprzewidywalna. Albo więc w zwarciu kombinujesz coś jak w yiquan (przekierowywanie siły, gwałtowne kontry, wejścia uderzenimi w luki, uderzenia kolanami, głową), albo łatwisz delikwenta inaczej. Jakoś nie widzi mi się tu mięciutka i zgrabna neutralizacja, czy te rozwiązania z taichi.

NA WSZYSTKICH klipach jakie widze z taichi, jeśli trafia się atakujący, to zazwyczaj jakiś CHUDZINA który atakuje tak niemrawo że aż żal patrzeć. Jakby w te miejsce zaatakował z maksymalną siłą i prędkością jaki wysportowany dres, to w życiu bez wielu, wielu godzin trenowania tego w sparringowych warunkach BY SIĘ nie udało. Dochodzi poza tym PSYCHIKA. Sparring daje odporność psychiczną. Znajomy który ćwiczył przez dwa lata karate, gdzie sparringów nie było wcale, poszedł na trening kickboxingu. Kolosalnie się zdziwił jaka to różnica kiedy partner NIE WYKONUJE tego co chcesz i w tempie w jakim chcesz. Dostawał wpierdziel na sparringach nawet od średnich zawodników. PSYCHIKA jak się okazało była decydująca. Nie potrafił się rozluźnić, skupić. Zabrakło na tym jego karate sparringów niestety. Na daido-juku czy kyokushin na szczęście są. Ale w taichi też ich nie ma.

Aga
zenmen 

Wysłany: 10-01-03, 19:48   

Och Aga, już nie mogę się doczekać tych chwil, kiedy to razem będziemy chodzić na imprezy techno. Wtedy to Ja będę zaczepiał brzydkimi odzywkami największych dresów po kolei, a Ty jeden po drugim będziesz ich czesać high i low kickami, high i low punchami. Wtedy to Ja, z roześmianymi oczami będę skakał wesoło po ich kaloryfiorastych brzuchach śpiewając w rytm Twych kolejnych ciosów wesołą pieśń - "bij Agniesia dresa bij, kij mu w oko, kij mu w ryj!"...

Wydawać by się mogło, że po rzetelnie i skutecznie wykonanej neutralizacji, chęci do dalszej walki owego przeciwnika spadają w zastraszającym tempie. Jest to oczywiście kwestia bardzo osobliwa i bardzo mocno związana ze stanem jego świadomości i psychiki, czyli jak bardzo pijany/naćpany może być taki koleżka (i w związku z tym jak wysoki ma współczynnik niesmiertelności).

Ponadto w Tai Chi, w końcu dochodzi do nauki zastosowań itp. Nie są to może sparingido pierwszej krwi, ale z pewnością uczą podstawowych zachowań podczas nadlatujących świszczących pięści i/lub kopów. Nie wygląda to raczej jak na ostatnim filmiku z tego karate mma. Chociaż może zaawansowani uczniowie pozwalają Sobie na coś więcej?

Ponadto Agniesia rozkochała się w przybliżeniu sytuacji atakujących spaśonych dresów. Co by jak nie było, Twoje czarne scenariusze można tylko jeszcze bardziej 'uczernić' - czyli:
-dresy rzadko występują pojedynczo (raczej przemieszczają się stadnie, tudzież dwójkami)
-dresy często mają coś więcej w zanadrzu, aniżeli tylko gołe pięści (noże, gazy pieprzowe, etc)
Ja się po cichu zastanawiam Agniesia, kiedy to już chcesz się przygotować na najgorsze, to nie lepiej kupić Sobie spluwę, albo ten gaz pieprzowy? (no chyba, że to już nosisz przy Sobie, to respekt);)

ps. Coś Mi się wydaje, że mieszkasz w niebezpiecznej dzielnicy!
Agniesiaq 

Wysłany: 10-01-03, 20:22   

zenmen napisał/a:[quote]
Och Aga, już nie mogę się doczekać tych chwil, kiedy to razem będziemy chodzić na imprezy techno. Wtedy to Ja będę zaczepiał brzydkimi odzywkami największych dresów po kolei, a Ty jeden po drugim będziesz ich czesać high i low kickami, high i low punchami.
[/quote]


Po pierwsze żeby chodzić ze mną na imprezy, trzeba sobie na to zasłużyć. Ty Słonko zbierasz jak na razie minusy :razz: Po drugie, to że lubię fiolet i róż, przebieranki, tatuaże, sztuczne rzęsy czy blond-peruczki NIE OZNACZA, że lubię techno ;-)

Po trzecie daruj sobie osobiste wycieczki, kiedy staramy się obiektywnie dyskutować o pewnych zagadnieniach związanych z walką, sparringiem czy treningiem. Nie chodzi o to, że zamierzam nawalać dresów. Już pisałam ze dwa razy że:

1. Jestem raczej drobna więc nawet jak opanuje biegle solidne podwaliny dowolnej sztuki walki, nie nadaje się do regularnej walki wręcz, z dobrze zbudowanym facetem

2. Powyższe NIC nie zmienia, bo w sztuce walki fascynuje mnie sama praca nad ciałem, nauka obrony, poznawanie samej siebie i zgłębianie styli wewnętrznych. Nie chodzi o walke z kimkolwiek bo dla mnie WALKA nie jest celem samym w sobie.

Natomiast nie chodziło tu O MNIE, a o obiektywny fakt. Na ulicy potencjalnie zaatakuje cię NIE szczupły goguś w okularkach, robiący to niemrawo, tylko raczej dres, ewentualnie podpity żulek. Wiadomo że może mieć nóż, wiadomo że może mieć kumpli. Ale czasami jak poradzisz sobie z jednym z nich przez pierwsze parę sekund, MOŻE UDA ci się uciec przed następnymi (jego kumplami). A żeby sobie poradzić, trzeba przykładowo PRZETRWAĆ, SKONTROWAĆ, DAĆ sobie radę podczas pierwszego ataku. Chociażby po to żeby za te kilka sekund spierdolić z maksymalną prędkością Słonko. Oczywiście może Cię zaatakować i cherlawy okularnik, ale jak będziesz trenował "pod silnego i szybkiego" przeciwnika, z okularnikiem poradzisz sobie TYM BARDZIEJ.

Zmierzam więc do tego, że takie "niby-sparringowe" zadaniówki NIE DAJĄ tyle co pełnokontaktowy sparring. Raz, chodzi o tempo i specyfike takiego starcia, dwa - chodzi o PRECYZYJNE działanie w stresie i wyrabianie predyspozycji psychicznych. Trzy, chodzi o umiejętność zastosowania tej swojej techniki w bardzo szybkim tempie i sytuacji która może w ułamku sekundy się zmienić. Czytałam kilka dni temu wywiad z jednym z mistrzów Savate. Człowiek mówił, że często wspaniałe techniki i implementacje tych technik działają na partnerze którego znasz i faktycznie się nie boisz. Działają PIĘKNIE w zadaniówkach lub delikatnych pół-sparringach (wolne tempo, okrojona możliwość zadawania ciosów i ruchów). Kiedy dochodzi DO full-sparringu (czyli koleś atakuje Cię z pełną siłą. Dochodzi stres i napięcie) techniki przestają działać. Potrzeba kolejnych setek godzin treningu z elementami sparringowymi, żeby NAUCZYĆ się implementować te techniki w walce. Oczywiście ludzie są różni. Niektórzy są z natury bardziej agresywni i odważni, więc nauczą się tego szybciej. Inni wolniej. Natomiast NIE MA takiego kozaka Słonko, który zastosuje cudowną technikę kung-fu (szczególnie w zwarciu) jeśli nie trenował tego REALISTYCZNIE i nie powtarzał tych sekwencji setki razy w sytuacji sparringowej (czyli ktoś atakuje Cię na serio, szybko i mocno, a jeśli się pomyślisz, możesz zostać znokautowany lub zaliczyć kontuzję).

Aga
Agniesiaq 

Wysłany: 10-01-04, 15:36   

Znalazłam świetny klip z dużą ilością zdjęć Wanga, twórcy Yiquan:

http://www.youtube.com/watch?v=ief90Xg5T3I

Klip wrzucił Peter Ziboce. Niezły mastah od Yiquanu i Taichi. Prawdopodobnie całkiem wypasiony i zorientowany w temacie Chinol. Jest szefem Yiquanu na HongKong. Wysłałam do niego maila. Ma swoją stronę. Dużo ciekawych informacji o Yiquanie

http://ziboce.com/
http://www.ziboce.com/zz-e.htm

Zapytałam go mailownie czy ma jakieś prace o Yiquan w języku angielskim.
Jak coś podeśle to wrzucę linka na forum

Aga
Agniesiaq 

Wysłany: 10-01-04, 17:45   

Ten żółtek Ziboce to jakiś ŚCIEMNIACZ :sad: Nie polecam go zdecydowanie.

Odbiło mi godzine temu maila jaki mu wysłałam na domenę netvigator.com. Nie radzę pisać jak ktoś szuka kontaktu. Szkoda czasu.

No więc zadzwoniłam do człowieka na podany na stronie ziboce.com telefon. Trudno. Zapłacę pewnie krocie, ale przeżyję. Dzwonię. Odbiera jakaś kobieta i coś świergoce po ichniemu. Proszę ze trzy razy "English please! I dont understand!". W końcu przejmuje rozmowe facet. Pytam czy Pan Ziboce? Zero odpowiedzi tylko jakaś niezrozumiała nawijka. Nie wiem więc do końca czy to osobiście odebrał Ziboce bo nikt się nie przedstawił.
Ten facet ale kichowatą, łamaną angielszczyzną tłumaczy mi że mogę się uczyć ale muszę przylecieć. Że nie powinnam się uczyć Yiquan bo lepsze jest Tai Chi Zen, którego uczą w szkole Ziboce!!! A to Tai Chi Zen to nic innego jak dużo lepsze Taichi! Na wyższym poziomie. Ale tanie! Że miesiąc kosztuje tyle a tyle. Wciska mi jakieś pierdoły. No ludzie co za jarmark. Zaczęłam szukać więcej o tym Ziboce na youtube. Znalazłam klip NIBY TYPOWO Yiquan. W porównaniu z tym co robią dachengowcy albo mistrz Chenguang to Wielka Maniana i bzdura

http://www.youtube.com/watch?v=uyJgV4hzZD0

Giba się jak ostatnia pipa. Nic to nie podobne do Yiquan. Ledwo niektóre ruchy trochę przypominają to co dachengi robią. Zwykły chiński naciągacz a nie mistrz. W dodatku od taichi. A chwali się Yiquanem i klipy z Wangiem wrzuca.

Aga
Ostatnio zmieniony przez Agniesiaq 10-01-04, 18:33, w całości zmieniany 1 raz  
Yang 
[avatar ukryty]
Wysłany: 10-01-04, 17:55   

Agnieszka nie przejmuj się. Takich Ziboce polujących na naiwniaków, szczegulnie białych jest pełno. To nie wina Taiji że dużo ludzi wymyśla że jest instruktorami tej wspaniałej sztuki walki a nic nie mają z prawdziwym Taiji wspólnego
Agniesiaq 

Wysłany: 10-01-04, 18:38   

Wszystko rozumiem, tylko niech się żółtek zdecyduje i zajmie się tym swoim Zen Tai Chi, a nie przypierdziela się do Yiquanu i udaje mistrza, pisze że jest Director Hong Kong Yi Quan Society a tych niby styli których niby uczy ma na swojej stronie wymienionych z 10. W każdym z tych dziesięciu jest jakiś DIRECTOR, w innych miejsach w sieci pisze o sobie "Master of Zhan Zhuang" ale Yiquan menda dukająca mi odradza. Pewnie jakbym dużo zapłaciła to i salsy by mnie uczył.

W pierwszej chwili się nabrałam, bo klip ze zdjęciami Wanga zrobił ciekawy. Ale z Yiquan to on ma niewiele wspólnego

Dacheng by go pewnie pierdnięciem zabił. I to bez kumulowania dużej hunyuanli :mrgreen: Gdzie Ci yiquanowcy, prawdziwi tacy, gdzie ci chętni do nauczania chojracy :lol:

Aga
Muhomorniczy 
[avatar ukryty]
Wysłany: 10-01-04, 23:41   

zresztą poco sie bić,gdybyscie tyle energii wsadzili w idee uzyskania pozwlenie na bron,tobyscie mjeli rewolwer jak ja
Yang 
Wysłany: 10-01-05, 16:19   

Muhomorniczy. Kazdy dureń jest w stanie wystszelić z broni. Sztuka to pokonywać słabości, rozwijać umiejętności, nauczyć się panować nad własnym ciałem.

Agnieszka. Na stronie yiquan.pl jest ogłoszenie "Zapraszamy do rozpoczęcia nauki w Nowym Roku. W Warszawie zajęcia wprowadzające dla zupełnie początkujących odbędą się we wtorek 5 stycznia, godz. 18:00-19:30"

Idziesz dzisiaj?
MarS 
[avatar ukryty]
Wysłany: 10-01-05, 17:18   

No jeśli idzie to lepiej żeby się nie przyznawała, że to ona. Nie wiem na ile Dacheng jest wyrozumiały.
Agniesiaq 

Wysłany: 10-01-06, 10:15   

Kochani. Wczorajszy dzień był pod znakiem zmasowanego treningu. Ja pojechałam na 19:00 na Daido-Juku (właściwie to powinno się mówić Kudo) a moja gapa, zastępująca tymczasowo partnera "na stałe" pojechała na trening Yiquan do Dachengowej Jaskini.

Ale może wszystko po kolei. Opisze gdyby ktoś był tymi treningami zainteresowany :smile:

Najpierw o mojej gapie i treningu u Dachenga. Ja przyznam bez bicia miałam opory pojechać osobiście bo Dacheng na 100% mnie nie lubi i uprzedził się za te pierwsze maile. Przyznaje że może mieć ku temu powód bo lekko przesadziłam ALE z drugiej strony jesteśmy dorośli więc bez przesadyzmu. Nie musi zachowywać się jak dziecko. Jak wysłałam zapytanie CZY MOGĘ przyjechać na trening to mnie olał. Jak wysłałam kolejne grzeczne pytanie czy mógłby mi podesłać chociaż fragment pracy Wanga którą tłumaczył z chińskiego TO MNIE OLAŁ. Jak zapytałam w kolejnym mailu dlaczego jest do mnie uprzedzony, to odpisał że nie jest, ale że sądzi, że nie nadaje się na uczennicę, jestem zbyt narwana i nie spodoba mi się trening gdzie godzinę stoi się w zhan zhuang! Dla odmiany BARDZO MIŁY okazał się zastępca Dachenga, pan Maciej, do którego wysłałam maila z pytaniem o jedną rzecz.

Ponieważ trening daido-juku jest bliżej mnie i był na 19:00, pojechałam tam, a gapa pojechał do Dachenga. Zaraz wyjaśnię DLACZEGO gapa :grin:
Otóż gapa miał dwa proste zadania do zrealizowania:

a. Uważać na treningu i obserwować dokładnie co robią inni. Szczególnie bardziej zaawansowani

b. Poprosić przed lub po trenigu Dachenga o pokaz tego odrzucania w sytuacji pchających dłoni.

Mój Gapol uważał ale nie do końca. A o odrzucenie nie zapytał..... bo mu było głupio. :evil: Dacheng podobno sprawia wrażenie osoby srogiej, która OWSZEM, bardzo obszernie tłumaczy i ładnie wyjaśnia, ale PODOBNO odnosi się wrażenie, że jak zada mu się w trakcie tych wyjaśnień dodatkowe pytanie, to opierdoli bez ogródek i już.

No więc trening wyglądał tak, że Dacheng najsłabsze osobniki stada, czyli osoby które przyszły pierwszy raz oraz kilka babć, które ćwiczą tam chyba zdrowotny Yiquan postawił w jednej części sali, a reszta Akademii ustawiła się względem umiejętności. Ładnie opisywał ćwiczenia, pokazywał. Było chengbao, podstawy testowania siły, były trące kroki mocabu (takie shili dla nóg). Gapol zapamiętał dużą ilość szczegółów z tych ćwiczeń które i TAK SĄ w ebookach Dachenga, ale zapomniał NAJWAŻNIEJSZEGO. Z nowych rzeczy Dacheng podobno wyjaśniał w jaki sposób takie zwykłe, podstawowe chengbao i mocabu pozwala wyrabiać ....... REFLEKS :!:
Gapol był po wykładach, zmęczony, wyłączył się na chwile, no i nie pamięta o co chodziło z tym refleksem. Reszta nie była dla mnie niczym w sumie nowym. Poszukam jeszcze o tym refleksie w artykułach. Brzmi odjazdowo.

Co ciekawe gapol przez sekundę minimalnie spiął barki bo coś go zabolało i z miejca Dacheng zwrócił mu uwagę żeby rozluźnił barki! Wniosek z tego taki że Dacheng dużo widzi na treningach i nie zlewa uczniów. Zawsze jakiś dodatkowy plus. Zresztą Dacheng obserwuje ludzi i coś cały czas zapisuje w kajecie. Strach się bać. Gapol jest zasadniczo wysportowany, ćwiczył karate i nawet capoeirę przez momencik. Ale to spięcie barków wynika z tego, że dla niego to było dziwne i mało naturalne. Inna sprawa że mało ostatnio sypiał.

No a w tym samym czasie reszta Akademii robiła swoje. Ludzi podobno ponad 20 osób (czyli nie tylko na obozach jest ich sporo). Zaawansowani stali chyba blisko tych co dopiero przyszli. Godzine stali w dziwnym zhan zhuangu. Gapol usłyszał tylko że robili dowolny wariant czegoś (grrrrr :evil: ). Potem robili mieszane shili z krokami, a potem coś z chikung. Ćwiczenie wyglądało na męczące, jakieś krótkie ruchy tam dokładali, jakieś testowanie siły i Dacheng się zaśmiał "No co jest. Macie się zrelaksować jak oni!" (i pokazał na początkujących, stojących w chengbao).

Niestety najciekawsza jest podobno druga część treningu. Jak mój gapol zapytał kogoś z zaawansowanych co w tej drugiej części się robi, to usłyszał że różnie, najczęściej sparringi, klepanki, zadaniówki, worek, łapy, kroki bojowe. Niestety po 1.5 godziny Dacheng podziękował początkującym, więc tej BOJOWEJ CZĘŚCI treningu nie widział. A wielka szkoda bo to najbardziej mnie ciekawi. Nie zapytał nawet CZY MOŻE CHOLERA ZOSTAĆ. A ta bojowa część treningu dla zaawansowanych interesowała mnie szczególnie. Nie ukrywam :smile:

Ogólne wrażenia takie, że ludzie tam się znają, są zgrani, atmosfera miła. Ale on jakoś nie zagadał. Chciałam żeby zagaił do któregoś z zaawansowanych żeby pokazał kilka fali w pchających dłoniach.. Szkoda gadać. Wyślę go prawdopodobnie na dodatkowy trening. Jeden koleś przyszedł chory, ciągle smarkał w husteczki i kręcił się. Niepoważne to, bo można pozarażać innych. No ale zima. Co zrobić.

Ja byłam w tym czasie na daido-juku a właściwie jak się dowiedziałam na treningu używa się teraz nazwy KUDO. Trening wydał się prostacki. 30 minut rozgrzewka i rozciąganie. Potem nauka dwóch prostych uderzeń i jako ciekawostka dla początkujących nauka obaleń. Do tego była potrzebna ta koszulka na długi rękaw. Ludzie tacy bardziej dresiarscy. Dyscyplina. Durne okrzyki jakieś. Napiszę więcej jak zjem śniadanie.

Aga
Yang 
Wysłany: 10-01-06, 13:18   

Agnieszka świetna relacja. Masz zdrowie i energie dziewczyno.
A to że dacheng nie odpisał na maile nie musi znaczyć że Cię olał. Może
po prostu dostaje dużo maili i nie zauwarzył.

A to daido juku to w jakiej części Wawy? Bo koleszka z Wawki wspominał mi że na coś podobnego kiedyś się chciał zapisać, ale to własnie na Pradze było. Czyli blisko byś miała i do Akademii Yiquan.
Agniesiaq 

Wysłany: 10-01-06, 13:40   

Yang napisał/a:[quote]
Agnieszka świetna relacja. Masz zdrowie i energie dziewczyno.
A to że dacheng nie odpisał na maile nie musi znaczyć że Cię olał. Może
po prostu dostaje dużo maili i nie zauwarzył.
[/quote]


Ja też o tym pomyślałam. Bo gdzieś tak dwa maile do niego Onet mi odbił. Więc wysyłam teraz maila ze strony www.yiquan.pl. Jest tam formularz kontaktowy. Ale dwa razy też mi odbiło i z tego formularza. Mail był DŁUUGI więc myślałam że to jakiś limit, ale odbija nawet jak wyślę jedno słowo! Dzisiaj wysłałam maila z pytaniem, czy będe mogła przyjść na trening i akurat nie odbiło. Może doszedł.

[quote]Cytat:

A to daido juku to w jakiej części Wawy?
[/quote]


Na Bemowie. Więc daleko od Pragi. Natomiast nic szczególnego. Nauka obaleń była nawet ciekawa. Ale jako partnera dostałam facecika z wyższym pasem. Mam wrażenie że trochę za bardzo mnie obłapiał i strasznie śmierdziało mu z pyska. Myślałam że zejdę. Co za wstrętny typ. Może oni na tym Kudo mają takie specjalne techniki obronne "śmierdzi-mi-z-ryja-uchi". Sama nie wiem. W przerwie bluzgi, dziwne żarty. Uczniowie Dachenga przynajmniej z powodu tego, że muszą czytać te jego e-booki, to raczej ludzie PRZYNAJMNIEJ inteligentni. Potrafiący inteligentnie złożyć kilka zdań. Sweeper był nawet zabawny i widać było że inteligentny. Na Kudo poza prowadzącym i może dwoma osobnikami, reszta wyglądała na przygłupów. Dziewczyn też nie widziałam.

Aga
Agniesiaq 

Wysłany: 10-01-06, 14:41   

Ja się tak podniecałam Brucem Lee że seksowny, że boski, ale mam coś ZNACZNIE lepszego. Boże kochany jak ja uwielbiam takich Azjatów! Miaau :chytry:



Proszę Państwa ten człowiek na zdjęciu to nikt inny jak YAO ZONGXUN. Ojciec tego Yao, który jest mistrzem Dachenga. Tak na prawdę to on a nie Wang rozdawał karty w Yiquanie. Unowocześnił Yiquan, wprowadził ochraniacze i kontrolowane sparringi. Zmodyfikował trening. Był prawą ręką i następcą Wanga. Boże on jest cudny :noego: Te kocie spojrzenie, twarz, ciało. Widać po samym zdjęciu że był ostry i sprężysty. Widać że to był fighter a nie żadna pipa jak wielu dzisiejszych niby mistrzów.

Problem w tym, że zdjęć Yao z tego okresu praktycznie poza tą jedną nie znalazłam :sad: Jak się trafiają fotki Zongxuna to wyłącznie w podeszłym wieku. Pewnie Dacheng ma coś więcej, ale przecież po tym jak cały czas zlewa moje maile i nie odpisuje, nie wyślę mu kolejnego listu. Pomyśli w końcu że go molestuje :grin:

Aga
Muhomorniczy 
[avatar ukryty]
Wysłany: 10-01-06, 15:02   

nie myślałaś kiedyś o zamieszkaniu w Japonii?
Agniesiaq 

Wysłany: 10-01-06, 15:37   

Muhomorniczy napisał/a:[quote]
nie myślałaś kiedyś o zamieszkaniu w Japonii?
[/quote]


Błagam. Jaka Japonia??! Japończycy to przygłupy z krzywymi nóżkami i tłustymi, okrągłymi ryjami. Ciągle się uśmiechają i robią dziwne miny.

Chińczycy, szczególnie ze środkowych i północnych regionów Chin są smukli, wysocy, zupełnie inaczej się prezentują. Wyjątkowo Bruce Lee był z południa, ale właśnie dlatego taki niski był. Ale już taki Russell Wong (mniaaam!!!). Przecudny, przystojny, wysoki Chińczyk. Tyle że to wszystko odpacykowani aktorzy. A tutaj masz Yao. Autentyczny mistrz. Bez żadnych modnych, sztucznych dodatków. Jakby tak wyglądający nauczyciel uczył gdzieś Yiquanu, to zamieszkała bym tam na 100% :grin:

Aga
blu 
Wysłany: 10-01-06, 15:42   

Tenis stołowy to sport dla ciebie, szybkie akcje, pełno chińczyków.
Poniżej wklajam zdjęcie Wang Liqina - potrójnego mistrza świata, najlepszego zawodnika świata minionej dekady. Chociaż po piętach depczą mu Ma Lin, Wang Hao, a od niedawna wielka gwiazda światowego pingponga Ma Long.

Agniesiaq 

Wysłany: 10-01-06, 15:52   

Blu. Rykoszet.
Nie lubię szybkich akcji tylko sztuki walki. A tam wbrew pozorom są też wolne akcje i żmudny trening. Nie interesuje mnie pełno Chińczyków, tylko niektórzy, wybrani Chińczycy :grin:
A ping-pongiści to już kompletnie mnie nie interesują bo to właśnie są w 99% kurduple z południa Chin. Poza tym w życiu bym nie mogła spojrzeć poważnie na ciapciaka który połowe życia odbija małą, białą piłeczkę.

A ta pipa którą wkleiłaś to może być równie dobrze trzykrotnym mistrzem świata w puszczaniu latawców. Wygląda żałośnie. Przy Yao to jak nieudana, lekko gejowska imitacja faceta.

Tu mam inną jego fotkę. Zwykła ciota:



:joint:

Aga
Muhomorniczy 
[avatar ukryty]
Wysłany: 10-01-06, 16:31   

no w chinach jest fajnie jeszce fajniej nisz w japonni,pracuje sie ejszce wiecej i jeszce mniej mozna ,jesc np
Agniesiaq 

Wysłany: 10-01-06, 16:51   

Muhomorniczy napisał/a:[quote]
no w chinach jest fajnie jeszce fajniej nisz w japonni,pracuje sie ejszce wiecej i jeszce mniej mozna ,jesc np
[/quote]


Muhomorku poczytaj trochę artykułów na te tematy. To wszystko w większości mity. Owszem, na peryferiach i na wsiach jest bardzo ciężko. Wielu młodych ludzi próbuje uciekać do miast i tam łatwego startu nie mają. Ale jak ktoś już żyje w dużym mieście w Chinach, to żyje się tam całkiem znośnie. A takich wielkomiejskich aglomeracji jest i powstaje coraz więcej. Owszem. Sprawa jest oczywista. Jest tam komuna i duża kontrola ze strony władz, ale nie ma już takiego reżimu jak za czasów Mao. Chiny powoli się otwierają a ich gospodarka i rynek kwitną. Jeśli nie fikasz władzy i nie bawisz się w politykę to można tam żyć spokojnie i nawet dużo zarobić.

A taka Japonia? Niby co tam lepszego? Teoretycznie piękny kapitalizm ALE? Ziemia jest szalenie droga. W Tokio czy centrum Kioto byle klitka 30 m kosztuje tyle co apartament w Nowym Jorku. Japońce zapierdalają, wyścig szczurów, większość wraca do domu tylko na weekendy a sypiają w hotelikach robotnicznych wyglądających jak kostnica.
Największy procent SAMOBÓJSTW jest właśnie w Japonii. Szczególnie wśród dzieciaków i studentów bo wyścig szczurów zaczyna się wcześnie. Absurdalne i rozbudowane obyczaje, etykieta. Lojalność wobec szefa taka, że jak ci wyda polecenie, to jest to ważniejsze niż dobro osobiste czy rodzina.

No i te spasione, okrągłe, mongolskie ryje. Tfu!

Aga
zenmen 

Wysłany: 10-01-06, 17:13   

Agniesiaq napisał/a:[quote]


Po pierwsze żeby chodzić ze mną na imprezy, trzeba sobie na to zasłużyć. Ty Słonko zbierasz jak na razie minusy :razz: Po drugie, to że lubię fiolet i róż, przebieranki, tatuaże, sztuczne rzęsy czy blond-peruczki NIE OZNACZA, że lubię techno ;-)
[/quote]


Wiesz, jedną z niewielu rzeczy jakie zapamiętałem z matematyki, to że dwa minusy dają plus. Prawdopodobnie ma badająca natura, chce to sprawdzać w relacjach międzyludzkich. Może tu działa podobnie? ;)
Agniesiaq 

Wysłany: 10-01-06, 17:23   

zenmen napisał/a:[quote]
Może tu działa podobnie? ;)
[/quote]


Moooże :chytry:
No i "kto się czubi, ten się lubi" :*

No dobra. Tak się napatrzyłam na zdjęcie Yao Zongxuna, że aż mi się brzuszek rozgrzał. Spadam do swojej gapy. Poćwiczymy Yiquan i wypijemy w ten paskudny zimny wieczór jakieś dobre winko. Do jutra!

Miau
MarS 
[avatar ukryty]
Wysłany: 10-01-06, 17:39   

E Agniesiaq ten pingpong wygląda na jakieś 175-180 więc nie taki znowu konus:)
Wystarczy, że utwardzi rękę i forchendami lub bekendami będzie nokautował równiutko.
Yang 
Wysłany: 10-01-07, 10:37   

Agnieszka tak piszesz negatywnie o japończykach, ale nie wiem czy wiesz o jednej sprawie. Był taki najsłyniejszy faighter Japoni nazywał się Matusatsu Oyama. Twurca Karate Kyokushin. Stoczył ponad dwieście walk. Łącznie z zabiciem byka. Ciekawe co by twój Wang i Yao zrobili gdyby jego spotkali :twisted:
Agniesiaq 

Wysłany: 10-01-07, 11:23   

MarS napisał/a:[quote]

E Agniesiaq ten pingpong wygląda na jakieś 175-180 więc nie taki znowu konus:) Wystarczy, że utwardzi rękę i forchendami lub bekendami będzie nokautował równiutko.
[/quote]


Ok. Akurat ten jest wysoki, ale co z tego, kiedy wygląda jak goguś. Poza tym deprecjonuje go fakt uganiania się pół życia za małą białą piłeczką. Pewnie w łóżku ma tak rozbiegane oczka, że żona ma problem żeby dać się porwać uczuciom ;-) Ja wolę typ wojownika. A ten może i ma silny backhand, ale to nie oznacza że umie walczyć. Nie zrozumiesz tego bo jesteś facetem, ale dla mnie świadomość tego, że dłonie które mnie delikatnie i czule dotykają, potrafią być w stosunku do kogoś innego zabójcze jest .... mniam :grin:


Yang napisał/a:[quote]
Agnieszka tak piszesz negatywnie o japończykach, ale nie wiem czy wiesz o jednej sprawie. Był taki najsłyniejszy faighter Japoni nazywał się Matusatsu Oyama. Twurca Karate Kyokushin. Stoczył ponad dwieście walk. Łącznie z zabiciem byka. Ciekawe co by twój Wang i Yao zrobili gdyby jego spotkali :twisted:
[/quote]


Yang. Po pierwsze UŻYWAJ SŁOWNIKA. Na lekkim kacu nie daje się czytać tych twoich ortów. Po drugie nie odrobiłeś lekcji. Ja jestem na świeżo po kilku artykułach więc służę pomocą :chytry:

A) Klocowaty kaczan na krótkich nóżkach zatytułowany MASUTATSU OYAMA (a nie Matusatsu) nie był japończykiem a koreańczykiem. To że pozował na samuraja wynikało tylko z jego kompleksów i upodobań do japońskiego reżimu wojskowego. Zwykły kundel który zatracił tożsamość. Kolejna pipa tylko z większym ryjem i wyjątkowo silny. Więcej reklamy narosło wokół jego osoby niż wskazują fakty. To że robił z siebie pajaca i zabił jakiegoś byka, żeby podlizać się amerykańskim ćwokom (to było po emigracji do USA) potwierdza tylko że miał nasrane pod kopułą. Autentyczni mistrzowie jak Yao Zongxun nie robili z siebie klownów, nie mocowali się z bykami, nie gasili świeczek uderzeniami i nie miażdżyli otoczaków.

Kontakty yiquanu z Oyamą POŚREDNIO były. Był taki kurdupel japończyk, którego wołali KENICHI SAWAI. Wyjątkowo wredna i uparta menda bo nachodził Wanga i molestował go żeby Wang się z nim zmierzył. Wang dwukrotnie go pokonał (Kenichi miał już wówczas 5 dan w judo i 4 dan w kendo). Więc Kenichi uparł się żeby Wang go uczył. Wcześniej przyprowadził jeszcze jakiegoś debila z kogutem, instruktora judo Hino. Wang rozwalił i jego. Wówczas Kenichi totalnie się uparł żeby uczyć się Yiquan. Wang nie mógł patrzeć na jego koślawy ryj, więc głównie Sawaia uczył YAO ZONGXUN. W tym czasie Yao był wytypowany na następce Wanga, więc jak ktoś chciał się z Wangiem poważnie mierzyć, musiał pokonać najpierw Yao. NIKOMU się to w tym okresie nie udało! Yao prowadził też w tym okresie większość treningów. Zresztą trudno się dziwić że nikomu się nie udało. Yao miał wtedy dwadzieścia kilka lat a wymiatał jak mało kto w tej części Azji. Zresztą z tego okresu pochodzi ta fotka którą wstawiłam. Samo spojrzenie Yao paraliżuje :grin:
(mniaam).
No więc młody i nieziemski Yao Zongxun uczył Sawaia, ale niezbyt dużo. Sawai nie był lubiany. Mimo to jak wrócił do swojego kraju spotkał klocka Oyamę. Oyama był pod tak dużym wrażeniem umiejętności Sawaia i jego nietypowej pracy z siłą, że włączył podstawowe ćwidczenia Yiquan do treningu Karate! Nazywało się to IKEN. Swoim najlepszym uczniom także kazał się uczyć od Kenichiego. A przecież ten nie opanował nawet całego systemu Yiquan. Słynny karateka Jan Kallenbach także uczył się od Kenichiego! Sawai powiedział w latach 80

"Ja jestem najlepszy w Japonii ale Yao Zongxun jest najlepszy na świecie"

A był to człowiek który inspirował opasłego na pysku Oyamę.......

The End (miau!)
blu 
[avatar ukryty]
Wysłany: 10-01-07, 11:35   

184 cm, wyprostowana sylwetka, pacnął by paletką w mistrza yao zon i by mu się gwiazdki pokazały
Agniesiaq 

Wysłany: 10-01-07, 11:54   

blu napisał/a:[quote]
184 cm, wyprostowana sylwetka, pacnął by paletką w mistrza yao zon i by mu się gwiazdki pokazały
[/quote]


Tak, tak. Już widzę jak wysoki i ciotowaty ping-pong pokonuje wybitnego mistrza sztuk walki :cool: W dodatku swoją zapoconą, gejowską paletką :hahaha:

Ten goguś nie uczy się walczyć tylko szybko machać ręką. Wbrew pozorom to bardzo niewiele ma z walką wspólnego bo atrybutów walki do wypracowania (poza machaniem grabą i refleksem) jest ogrom. To machanie może mu tylko ułatwić szybsze zwalenie konia, ale nie pokonanie Yao. Yao Zongxun nie takim frajerom zęby wybijał.

Miau..
blu 
[avatar ukryty]
Wysłany: 10-01-07, 12:37   

no cuż nie jest łatwo zostać mistrzem świata w sporcie który uprawia na całym świecie kilkadziesiąt milionów ludzi. Samo machanie i refleks nie wystarczą, gdzieś po drodze pojawia się zrozumienie
MarS 
[avatar ukryty]
Wysłany: 10-01-07, 13:03   

Agniesiaq. Po co ci to wymyślanie na Ojamę? Pierwsze dojdź do jego poziomu inaczej stajesz się tylko pyskaczem.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

       Wolne Media - Toplista  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group