Od pewnego czasu chciałem poruszyć ten temat - relacja pomiędzy ego dwóch facetów.
Da się odczuć dość powszechnie, że istnieje jakaś granica bliskości, wylewności, okazywania uczuć (na trzeźwo, bo wiadomo jak jest po alkoholu, czy empatogenach...)
Od dłuższego czasu prowadzę eksperyment, okazując łagodność i bardziej żeńskie wzorce innym facetom.
Reagują różnie. Jedni się blokują, inni mają odruch wyśmiewania lub też zaczynają mnie olewać. Gdy są przez dłuższy czas zmuszeni ze mną przebywać (na przykład w pracy ) stopniowo adoptują się do sytuacji. Jest też pewna niewielka grupa, która przyjmuje moje zachowania z otwartymi ramionami i je podchwytuje. Są to najczęściej ludzie dojrzali emocjonalnie.
Nie mniej nawet oni się trochę spinają, gdy się do nich mówi czule lub bezpośrednio narusza granice nietykalności cielesnej (np. przytulając się niespodziewanie).
Zajebiście faceci są zaprogramowani na ego-walkę. Ale z drugiej strony w pewnych stanach (głównie nietrzeźwości) potrafią docenić zejście granic i lubią to - stąd głębsza męska przyjaźń stymulowana wspólnym chlaniem.
Ciekawi mnie, jak to widzicie, jak reagujecie, jakie bariery macie, czym jest męska duma, niechęć do uległości itd
Przychodzą mi na myśl stereotypy. Ludzie nie chętnie przyjmują zachowania które są przeciwstawne do ich wzorców. W tym przypadku łamiesz w pewien sposób wzorzec mężczyzny zachowaniami kobiet. Istnieje coś takiego jak płeć psychologiczna - osoby określone seksualnie (męscy mężczyźni, kobiece kobiety) , osoby androgecznine, które charakteryzują się zarówno cechami męskimi jak i żeńskimi - jest to niezależne od płci, osoby nie określone seksualnie, są to osoby które w nie wielkim stopniu mają określone cechy swojej płci, dotyczy to zarówno kobiet jak i mężczyzn. No i w końcu są jeszcze osoby krzyżowo określone seksualnie - jak nie trudno się domyślić charakteryzują się oni cechami które odpowiadają płci przeciwnej (kobiecy mężczyźni, męskie kobiety.
Ciekawy temat. Zwłaszcza dla mnie, jako że jestem mężczyzną ubolewającym nad faktem, iż między nami, facetami, nie okazuje się wiele emocji, no chyba że jest się w wieloletniej przyjaźni, ale nawet wtedy nie zawsze o to łatwo.
Ogólnie rzecz biorąc, mężczyźni bardziej kobiecy, są bardziej otwarci na emocje. Łatwiej jest mi rozmawiać i złapać zażyły kontakt z kobietą niż z mężczyzną. Przy czym nie mówię tu o stereotypowym gadaniu o kosmetykach, bo nie mam o nich pojęcia. Jestem heteroseksualistą, ale nie metroseksualistą. A ponadto toleruję gejów; jeden z moich przyjaciół jest gejem, swego czasu był we mnie mocno zakochany. Wtedy to odkryłem, że pomimo swojej od dawna deklarowanej tolerancji, czułem się z początku nieswojo, gdy miałem go przytulić. Później do tego przywykłem i czerpałem nawet pewnego rodzaju (nieseksualną) przyjemność z tego, że witam się z nim przytuleniem, a nie suchym podaniem ręki, jak z większością przedstawicieli płci męskiej. Jeszcze jedna kwestia. Pomimo jego uczucia do mnie, nie miałem typowo męskiego lęku przed tym że "zapnie mnie w tyłek". To idiotyczne jak paranoicznie niektórzy faceci boją się gejów - czyżby byli niepewni swojej seksualności?
Zastanawiam się czy kobiecość mężczyzn jest związana w jakiś sposób z dominującą matką. Albo z matką będącą autorytetem, w przeciwieństwie do ojca.
Igor, a powiedz, masz jakieś założenia? bo wydaje mi się, że to trochę zbyt rozległy temat, żeby po pewnym okresie eksperymentowania stwierdzić kto w jaki sposób reaguje na czułości i bliskości ze strony osobników tej samej płci. Trzeba by było poznać przeszłość tych Twoich "badanych".
Wszystko zależy od wychowania i środowiska, w którym wyrastała dana osoba. Jeśli mamy faceta, który wyrósł w domu, gdzie ojciec co wieczór siedząc przed telewizorem krzyczał, że polska upada przez np gejów to trudno żeby potem jego syn był tolerancyjny dla osób z inną orientacją seksualna niż jego, czy choćby przejawiających "czułe zachowania" tak jak w twoim eksperymencie.
Znam natomiast chłopaka, który był wychowywany w rodzinie, w której matka grała pierwsze skrzypce i to ona o wszystkim decydowała oraz uczestniczyła w jego życiu emocjonalnym syna. Do tego ów człowiek miał kontakt z dwoma siostrami ciotecznymi mieszkającymi obok i to był jego jedyny kontakt z rówieśnikami po szkole, z racji tego, że mieszkali w dość odludnym miejscu gdzie pozostali sąsiedzi nie mieli dzieci w tym wieku. Chłopak wyrósł na faceta, który miał kobiece podejście do życia, damskie "zainteresowania", potrafił rozmawiać głównie z kobietami i nie utrzymywał kontaktów z kolegami mimo, że miał możliwość, a na pytanie dlaczego z nimi nie rozmawia odpowiadał "a po co? oni gadają tylko o komputerach i sporcie". Myślę, ze gdyby postawić obok siebie dwóch mężczyzn: wychowywanego na "prawdziwego, twardego faceta" i wychowywanego po damsku to nie różniliby się niczym, ale gdybyś przytulił się do pierwszego to być może by cie nie nawyzywał, ani nie przyłożył, ale pewnie by się zdystansował, a drugi, kobiecy, pewnie jeszcze by cię objął czy poklepał, sądząc, że tego pewnie ci trzeba.
Sądzę więc, że na podstawie reakcji na twoje czułości wobec facetów i przekraczanie ich granic, można jedynie wnioskować o ich wychowaniu czy tolerancji, ale też w sposób bardzo ogólny, bo jest wiele innych czynników, które mogą decydować o tym czy ktoś będzie akceptował twoje przytulenie lub bliskość, czy nie.
No dobra, czas coś napisać, choć ostatnio odczuwam wielką niechęć do intelektualnych harcy (praca wypala )
Gruby napisał/a:
Przychodzą mi na myśl stereotypy. Ludzie nie chętnie przyjmują zachowania które są przeciwstawne do ich wzorców. W tym przypadku łamiesz w pewien sposób wzorzec mężczyzny zachowaniami kobiet.
I to na poziomie tożsamości…
Zacząłem się zastanawiać jakimi metodami najczęściej się posługuje nieświadomie. No ale to może w innym poście.
Rutlawski napisał/a:
No tak... stereotypy, wychowanie. Ja na przykład przypuszczam, żer mam do mężczyzn pewną barierę, wynikającą może ze śmierci mojego ojca.
W jaki sposób?
abery napisał/a:
Ciekawy temat. Zwłaszcza dla mnie, jako że jestem mężczyzną ubolewającym nad faktem, iż między nami, facetami, nie okazuje się wiele emocji, no chyba że jest się w wieloletniej przyjaźni, ale nawet wtedy nie zawsze o to łatwo.
Ha, czyli może Ci brakuje tego co mnie A skąd Ci się to wzięło?
abery napisał/a:
Ogólnie rzecz biorąc, mężczyźni bardziej kobiecy, są bardziej otwarci na emocje. Łatwiej jest mi rozmawiać i złapać zażyły kontakt z kobietą niż z mężczyzną
Tak. Chociaż jak się zaczynasz kumplować z kobietą, to ciężko im dotrzymać emocjonalnie kroku. Naprawdę kiedyś myślałem, że znam dobrze kobiety i dążyłem do dużej bliskości (co odbierały jako podryw – no dobra, było w tym sporo podrywu ) Teraz sądzę, że jest spora przepaść, w którą w pewnym momencie się wpada i nie wiadomo co dalej. Nie wszystko można zrozumieć.
abery napisał/a:
Później do tego przywykłem i czerpałem nawet pewnego rodzaju (nieseksualną) przyjemność z tego, że witam się z nim przytuleniem, a nie suchym podaniem ręki, jak z większością przedstawicieli płci męskiej
Być może dlatego, że w takich gestach widzisz brak barier, które nie są dla Ciebie komfortowe?
abery napisał/a:
Pomimo jego uczucia do mnie, nie miałem typowo męskiego lęku przed tym że "zapnie mnie w tyłek". To idiotyczne jak paranoicznie niektórzy faceci boją się gejów - czyżby byli niepewni swojej seksualności?
patrz niżej
abery napisał/a:
Zastanawiam się czy kobiecość mężczyzn jest związana w jakiś sposób z dominującą matką. Albo z matką będącą autorytetem, w przeciwieństwie do ojca.
A nie wiem. Jedyne co mi przychodzi do głowy, że jak masz okazję nauczyć się funkcjonować w jakiś ramach (czy to z czułą matką, czułym/samczym ojcem), to potem to powielasz na relacje z innymi ludźmi.
MarS napisał/a:
Nie, no co ty, jakie suche podanie ręki? Ono ma w sobie tyle uczucia. Przytulenie również bywa suche. Suchość nie zależy od gestu.
To prawda. Ludzie przy powitaniu sobie po prostu okazują radość mniejszą lub większą. Od tego zależy, czy jest sucho, czy nie.
Natomiast wydaje mi się, ze przytulenie zależy od intymności relacji, oraz od zażyłości. Normalne jest w końcu serdeczne przytulenie się z przyjacielem po długiej rozłące, albo pełnej przygód wyprawie.
Rutlawski napisał/a:
Czytając ten post myślę, że masz więcej barier niż przypuszczasz
Tzn kto?
don Baleron napisał/a:
Igor, a powiedz, masz jakieś założenia? bo wydaje mi się, że to trochę zbyt rozległy temat, żeby po pewnym okresie eksperymentowania stwierdzić kto w jaki sposób reaguje na czułości i bliskości ze strony osobników tej samej płci. Trzeba by było poznać przeszłość tych Twoich "badanych".
O rany, zwracasz się do mnie bezpośrednio. I jeszcze masz na drugie Baleron Cześć
No dobra, a tak poważnie, to nie mam raczej celu docieczenia, co doprowadziło do tego, że mają tak, a nie inaczej. Nie czuje się ku temu na siłach. A Ty? No właśnie, jesteś psychologiem, czy jak?
Mój eksperyment jest taki średnio zdefiniowany – czyli nazwa trochę na wyrost.
Przyciśnięty chyba określę cele:
* zobaczyć jak bardzo zatwardziali są faceci
* co ich powstrzymuje przed bliskością, ale nie co doprowadziło, choć to się może wiązać. Mam tu na myśli np.: brak oparcia we własnej męskości, a wobec tego stawianie granic z zapasem, nieumiejętność w zareagowaniu (aby zareagować, trzeba się odwzajemnić, nie każdy ma ochotę na to i nie każdy ma ochotę na bycie w sytuacji takiego, co nie wie co zrobić).
* Co jeszcze? Jakie przekonania mają? Także ci, którzy się szybko adaptują. Napisałem poprzednio o dojrzałości emocjonalnej, bo tacy ludzie po prostu na bieżąco lepiej sobie radzą z sytuacją, nawet jak na nią nie są przygotowani i ich zaskoczyła. Także potrafią łatwiej się wczuć.
A najważniejszy cel, to po prostu dobieranie sobie fajnych znajomych, którzy są w stanie w pełni realizować andogyniczną relację męsko-męską.
don Baleron napisał/a:
Wszystko zależy od wychowania i środowiska, w którym wyrastała dana osoba.
A także od doświadczeń życiowych. Skoro już wszyscy gadają o sobie: Ja byłem mocno zamknięty na kobiety. Na facetów mniej – miałem jakieś wspólne zainteresowania. Aż nagle wybuchła bomba – przeżyłem podróż psychodeliczną z kobietą – była moją sitterką, jako doświadczona podróżniczka. Odkryłem wtedy potęgę empatii i w jednej chwili doceniłem znaczenie bliskości emocjonalnej i nie blokowania się. Raport możesz sobie przeczytać TU: http://psychotrop.info/viewtopic.php?t=63
Od tego momentu zaczęły się problemy z facetami – stali się jacyś tacy drętwi, no ale kontakt z nimi także uczy obchodzenia się. To co zauważam, to że mają problemy z głębszym interesowaniem się drugim człowiekiem. Raczej gadają o tym, co kto ma i co robi. Chociaż...wydaje mi się to bardzo ogólnikowe, co piszę.
don Baleron napisał/a:
Jeśli mamy faceta, który wyrósł w domu, gdzie ojciec co wieczór siedząc przed telewizorem krzyczał, że polska upada przez np gejów to trudno żeby potem jego syn był tolerancyjny dla osób z inną orientacją seksualna niż jego, czy choćby przejawiających "czułe zachowania" tak jak w twoim eksperymencie.
No chyba, że być ten facet przeszedł okres zaprzeczenia tego co mówią starzy. A w takich rodzinach, gdzie nie ma kontaktu dobrego emocjonalnego z ojcem, o to nie trudno
cześć przepraszam że się nie przywitałam
napisałeś, że zwracam się do Ciebie bezpośrednio.. to aż tak dziwne? mogę mówić Panie Igorze jeśli w ten sposób sprawię, że poczujesz się lepiej
.. i tak, jestem prawie "skończonym" psychologiem. Jak obronię mgr to już będę psychologiem w pełni skończonym. proszę o wybaczenie za moją dociekliwość
nie będę cytować twoich odpowiedzi na moje wypowiedzi (Panie Igorze), bo się zgadzam w tym co piszesz, aczkolwiek chciałabym się odnieść do pewnej kwestii, którą poruszyłeś. Napisałeś, że najpierw byłeś zamknięty na kobiety i dopiero w pewnym momencie się otworzyłeś na możliwości jakie daje kontakt emocjonalny z kobietą. Potem zaś zaczęły się problemy z facetami, bo stali się, jak piszesz- drętwi. Generalnie kobieta i mężczyzna różnią się poziomem emocjonalności, ale nie aż tak znowu bardzo. Myślę, że kobietom łatwiej jest wyrazić swoje uczucia, okazać i nazwać je z racji tego, że są genetycznie przystosowane do roli bycia matką. Jeśli by nie umiały okazywać uczuć troski, przywiązania czy dbania o drugą istotę to większość dzieci byłoby porzucone i by nie przeżyły co jak wiadomo doprowadziłoby do wymarcia gatunku ludzkiego. Nie wydaje mi się jednak, żeby mężczyźni byli jacyś "wyprani" z uczuć, że są chłodni czy nieczuli.. Sądzę raczej, że są tak wychowywani przez społeczeństwo, bo takie są normy i oczekiwania wobec płci męskiej. Dlatego w relacjach międzyludzkich przyjęło się, że mężczyźni są bardziej drętwi emocjonalnie niż kobiety, ale osobiście uważam, że problem leży raczej w umiejętności nazywania uczuć niż poziomu posiadanych emocji.
Poza tym zauważmy pewną rzecz: jeśli całe życie jadłbyś np mało słodkie jabłka i żadnych słodyczy typu cukierki czy czekolada, a co za tym idzie twoim wyobrażeniem na temat cukru byłby tylko poziom słodyczy jabłka, to gdyby ktoś ci pokazał czekoladę, to być może byś się początkowo wzbraniał myśląc, że będzie niedobra albo ci zaszkodzi. Jednak kiedy byś się przełamał w sobie i jej spróbował to zapewne byłbyś zachwycony a dotychczasowo jedzone jabłka wydałyby ci się nijakie i mało słodkie w porównaniu z czekoladą.. Tak samo jest w przypadku relacji z ludźmi.
Jeśli chodzi o mnie to np lubię rozmawiać z mężczyznami ponieważ mają konkretne spojrzenie na różne sprawy i generalnie są przykładem ludzi prezentujących powiedzenie że " najprostsze rozwiązanie jest zwykle najlepsze" ale trudno byłoby mi utrzymywać kontakt jedynie z płcią męską, bo tak samo potrzebuję rozmów z innymi kobietami. Dlatego chyba najlepiej jest znaleźć złoty środek w kontaktach z ludźmi i nie zwracać zbytnio uwagi na płeć. przynajmniej jeśli chodzi o kontakty koleżeńskie..
Myślę, że kobietom łatwiej jest wyrazić swoje uczucia, okazać i nazwać je z racji tego, że są genetycznie przystosowane do roli bycia matką. Jeśli by nie umiały okazywać uczuć troski, przywiązania czy dbania o drugą istotę to większość dzieci byłoby porzucone i by nie przeżyły co jak wiadomo doprowadziłoby do wymarcia gatunku ludzkiego.
Przykład do bani nie wykazuje ze kobiecie łatwiej wyrażać uczucie tylko wykazuje instynkt zwierzęcy ,dbałość o potomstwo.Tak samo można traktować "uczucie" wobec partnera ,zabezpieczenie bezpieczeństwa dla siebie i potomstwa czyli pochodzące ze zwykłych lęków o byt.
Geminus, bardzo mi przykro, że muszę Cię uświadomić w tak brutalny sposób: ludzie też są zwierzętami, tylko przywykli traktować się jako lepsze istoty ziemskie, bo mają rozwiniętą inteligencję na tyle, że są w stanie porozumiewać się, posługiwać narzędziami i myśleć abstrakcyjnie co doprowadziło do obecnego rozwoju cywilizacji. I nie wiem jak bardzo jesteś zaznajomiony literaturą w zakresie rozwoju człowieka i biologicznych przyczyn zachowania, ale zdziwiłbyś się jak bardzo pierwotne są ludzkie potrzeby. Podstawą tych potrzeb jest właśnie potrzeba przetrwania, a co się z tym wiąże potrzeba jedzenia, snu (regeneracji) i rozmnażania. Na tym się opiera całe nasze życie. A żeby się nie wydać sobie nawzajem prymitywnymi zwierzętami to nie rzucamy się na jedzenie w sklepie pożerając szynkę, nie kopulujemy z obcymi ludźmi na ulicy tylko dlatego, że nam się ktoś spodoba i nie puszczamy gazów w towarzystwie czy nie ściągamy spodni bo nas coś w tyłek uwiera (chociaż z tym u niektórych różnie bywa;] ). to właśnie nas odróżnia od zwierząt, ale podstawowe potrzeby są takie same.
Z tego piszesz o "zwierzęcych instynktach" wynika, że jeśli zobaczyłbyś nadjeżdżający na Ciebie samochód to nie uskoczyłbyś na bok nie chcąc być uznanym za zbyt zwierzęcego i posiadającego coś tak przyziemnego jak "zwykły lęk o byt".
No to twardziel z Ciebie
tylko pogratulować
Rutlawski, widać nie wyraziłam się jasno.. to było ironiczne ukazanie tego jak ludzie postrzegają siebie jako gatunek i dlaczego uważają się za lepszych od zwierząt. Przekazałam to, co zauważam, ale nie wyraziłam dosłownie w tym aspekcie swojego zdania. No chyba, że gdzieś niechcący napisałam, że jestem wśród tych osób, które tak uważają. Jeśli tak napisałam to proszę wskaż mi to miejsce, bo ja go nie widzę
żeby było jasne- nie traktuję zwierząt jak gorsze. Uważam, że są tak samo wartościowe i godne szacunku jak ludzie.
aha i zapomniałeś mi wytknąć, że napisałam, że ludzie potrafią posługiwać narzędziami. Otóż nie tylko ludzie, bo małpy stosują patyki do wydłubywania robaków z dziupli i szczelin w drzewie tak więc potrafią użyć prowizorycznej "wędki" czyli narzędzia do osiągnięcia celu jakim jest pożywienie, mrówki porozumiewają się za pomocą dotyku i zapachu, a szympansice z gatunku bonobo jako jedyne odczuwają satysfakcję seksualną podczas stosunku, zaś szczury (tak jak i inne zwierzęta) potrafią uczyć się i planować działania co dowodzi o dość wysokim poziomie przetwarzania informacji.
Mogę obiecać, że będę starała się w sposób bardziej oczywisty i dostosowany, a Ciebie zachęcałabym, abyś czasem czytał "między wierszami" i z przymrużeniem oka
Interesujący temat. Zauważyłem, że sposób sposób "okazywania uczuć" pomiędzy mężczyznami różni się w zależności od środowiska; np. znajomi z kręgu "new age i okolice" nie mają z tym większego problemu. Powitania i pożegnania "na misia" nie świadczą jednak, moim zdaniem, o jakości relacji. Jest to po prostu po prostu reguła, choć uważam że bardzo pozytywna; przynajmniej mnie jest z tym dobrze. Natomiast jeden z moich najbliższych przyjaciół tego "nie kupuje", wystarczy mu szczery uścisk dłoni, i ja to szanuję, mimo, że traktowałem to u niego jako swego rodzaju blokadę, aż w końcu dojrzałem do zrozumienia, co jest w relacjach najważniejsze.
Cytat:
Ciekawy temat. Zwłaszcza dla mnie, jako że jestem mężczyzną ubolewającym nad faktem, iż między nami, facetami, nie okazuje się wiele emocji, no chyba że jest się w wieloletniej przyjaźni, ale nawet wtedy nie zawsze o to łatwo.
ponieważ to jest tak, jak w małżeństwie, przyjaźń męska musi dojrzewać, osiągać wyższy level; niekończąca się lekcja.
Cytat:
Od tego momentu zaczęły się problemy z facetami – stali się jacyś tacy drętwi, no ale kontakt z nimi także uczy obchodzenia się. To co zauważam, to że mają problemy z głębszym interesowaniem się drugim człowiekiem. Raczej gadają o tym, co kto ma i co robi. Chociaż...wydaje mi się to bardzo ogólnikowe, co piszę.
Uczestnicząc w warsztatach (nazwijmy je roboczo warsztatami "rozwoju osobistego"), zauważyć można, jak niewielką liczbę uczestników stanowią mężczyźni; to świadczy o pewnym kryzysie. Aktualnie, jest moc grup i warsztatów ukierunkowanych na kobiety. brakuje uzupełniającego bieguna.
p.s. chociaż moja znajoma, prowadząca zajęcia choreoterapeutyczne w Anglii, mówi, że tam jest przeciwnie, zachowana jest właściwa proporcja. Miejmy nadzieję, że zmiany na polskim gruncie nastąpią.
Geminus, jedni wolą sprawiać sobie przykrość, a drudzy wolą sprawiać przykrość innym. Jeśli muszę wybrać, którąś z grup, do której mam należeć to jednak wolę być w tej pierwszej.Nie jestem natomiast pewna, którą Ty byś wybrał..;] ale to już Twoja kwestia, nie moja
A interpretowanie cudzych wypowiedzi czy zachowań to zupełnie co innego niż analizowanie lub wskazanie poziomu ich logiczności
Rutlawski, najzabawniejsze jest to, że im więcej czytam tym mniej czuję się wykształcona. Na ten moment mam wrażenie, że jestem na poziomie zerowym
Geminus, jedni wolą sprawiać sobie przykrość, a drudzy wolą sprawiać przykrość innym. Jeśli muszę wybrać, którąś z grup, do której mam należeć to jednak wolę być w tej pierwszej.Nie jestem natomiast pewna, którą Ty byś wybrał..;] ale to już Twoja kwestia, nie moja
tak widziałam i nie tylko bezpańskie i jak wspomniałam wszędzie są wyjątki, nawet wśród ludzi . Zauważ, że tylko psy można zauważyć w takich sytuacjach i to tez nie wszystkie, a co z resztą zwierząt? Po prostu troszkę głupie porównanie ludzi do zwierząt pod tym kątem. Wiadomo, ze wszystko co się nosi mianem ssaka na ziemi jest zwierzęciem mniej lub bardziej rozwiniętym i rządzi się podobnymi zasadami: zachłannością, chciwością, zdradą, miłością, radością, czułością, nienawiścią, pożądaniem i jeszcze wieloma rzeczami można by wymieniać bez umiaru.
Mnie jednak wciąż nurtuje pytanie: Co to jest tak naprawdę męskie ego? Kobiety go nie mają w sensie kobiecego ego ?
"Ty też masz swoje ego! Naucz się je uzewnętrzniać
Wiesz, że jesteś lepsza od niego w pracy. Odwalasz kawał dobrej roboty i oczekujesz pochwały, lecz nadaremnie. On pracuje dużo gorzej, ale nie przeszkadza mu to być przekonanym, że jest wspaniały. Opowiada o tym wszystkim naokoło i zbiera pochwały. A także otrzymuje podwyżkę. Wszystko dzięki temu męskiemu ego.
Ostatnio modne stało się demonizowanie męskiego ego. Upatruje się w nim źródło wszelkiego zła na ziemi: agresji, zachłanności, spadku dolara, efektu cieplarnianego. Albo też wykpiwa się je, iż jest tak wrażliwe, że do przetrwania konieczne mu są kłamstwa: „Kochanie, było cudownie”, „Masz, jak zawsze, rację”.
Podejrzewam jednak, że za tym oskarżaniem lub ośmieszaniem męskiego ego kryje Ty też masz swoje ego! Naucz się je uzewnętrzniaćsię przede wszystkim zawiść. Jeśli się bowiem nad tym dobrze zastanowić, męskie ego jest bardzo użyteczne.
To jest to, co pozwala mężczyźnie powiedzieć: ”Jasne, mogę się tym zająć”, nawet jeśli nigdy przedtem tego nie robił. Bez wahania, bez fałszywej skromności, nie unikając ryzyka. Dobrze rozwinięte męskie ego jest przyzwyczajone do korzystania z nadarzających się okazji: daje poczucie pewności, uzasadnionej lub nie, że świat stoi przed tobą otworem, a ty jesteś gotów brać się z życiem za bary.
Zadufany w sobie ryzykant? Może. Niemniej to niezbity fakt, że męskie ego działa skutecznie. U mężczyzn.
A co się stało z kobiecym ego? Dlaczego nie używa się określenia „kobiece ego”? Kto dał mężczyznom monopol na ego?
Oczywiście dali go sobie sami mężczyźni, a kobiety im na to pozwoliły. Podczas gdy mężczyźni są śmiałymi graczami, wykorzystującymi wszystkie swoje możliwości, zbyt wiele kobiet swe ciężko zdobyte atuty chowa jak skąpiec w pończosze.
Co by się stało, gdyby więcej kobiet przystąpiło do ryzykanckiej gry i bez skrupułów wypuściło się na szersze wody?
Kto powiedział, że zuchwała dziewczyna to coś złego?
Większość z was wyrastała słysząc nieustannie „Grzeczne dziewczynki nie...” – nie wyróżniają się – nie podnoszą głosu – nie protestują – nie kłócą się z mężczyznami – nie obstają przy swoim. Krótko mówiąc, zachowują się, jakby w ogóle były pozbawione własnego ego.
Czy jednak nie zdarzyło się wam, że pomimo starań nie spełniłyście oczekiwań, jakie wiązano z grzeczną dziewczynką? Na pewno tak! Inaczej życie byłoby zbyt nudne. Zrozumiałe jest, że chce się spełniać oczekiwania otoczenia. Ale jeśli być grzeczną dziewczynką oznacza nijakość i nieobecność, to trzeba o tym zapomnieć. Jeśli oznacza uleganie komuś tylko dlatego, że ma inne cechy płciowe – nie masz na to ochoty. Jeśli ma oznaczać bierność zamiast aktywności – to właśnie z tym skończyłaś.
Na początku może być trudno odrzucić przyjęte ogólnie standardy zachowań. Zostałyście tak dobrze wyszkolone, że trudno jest wyrwać się z tych ram. Mężczyzn od wczesnego dzieciństwa uczy się agresji lub – użyjmy ładniejszego słowa – asertywności. Są przyzwyczajeni do podrapanych kolan, krwawiących nosów i nadszarpniętej dumy, ale także do reagowania ciosem na cios. Dziewczyny natomiast nie są wdrożone do udziału w brutalnym zamęcie tego świata. Dlatego pierwszych kilka razy, kiedy będziecie się sprawdzać w roli dziewczynki, która nie chce być grzeczna, serce wam mocniej zabije, krew uderzy do głowy i będziecie się w popłochu zastanawiać, po jakie licho to robicie. „Czy ja naprawdę muszę się kłócić w tej sprawie? Czy nie lepiej byłoby zostawić to komuś innemu? Jeszcze pora wycofać się na bezpieczne pozycje”.
Ale potem wydarzy się coś innego. Gdy już zbierzecie się na odwagę i wypowiecie swoje zdanie publicznie, chociaż wszystko w was będzie krzyczało: „siadaj, bądź cicho!”, doznacie przede wszystkim ogromnej ulgi. Nagle poczujecie się większe, wyższe. Zapragniecie dalej mówić. Kiedy już wyjdziecie, posiniaczone lecz zwycięskie, z waszej pierwszej potyczki ze światem, bycie niegrzeczną dziewczynką okaże się łatwiejsze. Stanie się dobrym nawykiem. Będzie wam sprawiać przyjemność, że was słuchają, że jesteście pełnoprawnymi uczestniczkami wydarzeń, że stawiacie światu czoło zamiast się wycofywać i rezygnować z walki. Jest to tylko kwestia praktyki. I – zadziwiające, ale daje to ogromną frajdę.
Oczywiście, nie zawsze pójdzie tak gładko. Czasami wyjdziecie z walki triumfujące i przepełnione dumą. Innym razem – posiniaczone i załamane. Nieważne. Bez względu na konsekwencje, nie wolno wam rezygnować z własnego ego.
Mówi się ostatnio dużo o sprawności fizycznej, ale odwagę musicie wzmacniać, tak jak mięśnie grzbietu, charakter ujędrniać jak mięśnie brzucha. Po prostu to zróbcie. Żądajcie, egzekwujcie swoje prawo do bycia tak śmiałą, tak skandaliczną i – właśnie – egoistyczną jak mężczyźni.
Zapomnijcie o męskim ego. Mówmy po prostu o ego w znaczeniu godności własnej i siły kształtowania otaczającego nas świata. A mężczyźni będą musieli zgodzić się na nowy układ: ty ucierasz nosa mojemu ego, ja utrę nosa twojemu."
Geminus, jedni wolą sprawiać sobie przykrość, a drudzy wolą sprawiać przykrość innym. Jeśli muszę wybrać, którąś z grup, do której mam należeć to jednak wolę być w tej pierwszej.Nie jestem natomiast pewna, którą Ty byś wybrał..;] ale to już Twoja kwestia, nie moja
Baleron jesteś niezła, aż miło popatrzeć jak spokojnie i błyskotliwie reagujesz na GemkoWjazd
W temacie napiszę coś potem. Buźki
witam;
Nawiąże jeszcze do głównej myśli postu Igora.
dziś rano, przy porannej kawie, podjąłem w.w. temat i okazało się, że koleżanka mojej żony ma 5-letniego synka, który jest dzieckiem bardzo otwartym, takim "tulącym" typem. Niestety, część rówieśników odpycha go i poucza, że tak nie wypada, że tak "pedały robią".
smutne...
Nawiąże jeszcze do głównej myśli postu Igora.
dziś rano, przy porannej kawie, podjąłem w.w. temat i okazało się, że koleżanka mojej żony ma 5-letniego synka, który jest dzieckiem bardzo otwartym, takim "tulącym" typem. Niestety, część rówieśników odpycha go i poucza, że tak nie wypada, że tak "pedały robią".
przykre.
pytanie teraz, jak taką sytuację najlepiej wyprowadzić "na prostą". Obawiam się że na dłuższą metę rozmowa z wychowawczynią grupy w przedszkolu nic nie da. Z doświadczenia wiem, ze wszelkie ustalenia rozmywa czas.
Pozostaje więc jakoś uodpornić dzieciaka. Pierwsze co mi przychodzi do głowy, to twardo (a raczej miękko ) stać na straży czułości - czyli pokazywać mu, że to jest wspaniałe, dobre i co z tego wynika - czyli poziom bezpośredniego doświadczenia i intelektualny (5ciolatek już sporo potrafi zrozumieć z emocji).
Oprócz tego warto jeszcze pokazać mu jakąś sensowną postawę wobec kolegów. Może jakąś frazę, którą może im strzelić w ripoście? Nie przychodzi mi do głowy w tej chwili żadna "zawsze działająca"
Nawiąże jeszcze do głównej myśli postu Igora.
dziś rano, przy porannej kawie, podjąłem w.w. temat i okazało się, że koleżanka mojej żony ma 5-letniego synka, który jest dzieckiem bardzo otwartym, takim "tulącym" typem. Niestety, część rówieśników odpycha go i poucza, że tak nie wypada, że tak "pedały robią".
Kolejny poroniony stereotyp przekazywany z pokolenia na pokolenie.
Przybij piętkę, masz absolutną rację w tym co piszesz. A co do pytania odnośnie kobiecego ego to istnieje jak najbardziej, powiedziałabym nawet, że z biegiem lat coraz bardziej się ono "materializuje". Cóż, znów jestem ironiczna, sorry..
Kobiety także mają ego i jest ono bardzo ciekawą strukturą, ale Pana Igora interesowała kwestia męskiego ego, dlatego powstał taki, a nie inny temat co jak sądzę nie oznacza, że nie można założyć tematu poświęconego osobowości kobiet, choć to raczej temat rzeka
Cytat:
A ja myślę, że już zakwalifikowałaś Geminusa
MarS, ja zaś sądzę, że dokonałeś niezwykle interesującego odkrycia
Cytat:
Baleron jesteś niezła, aż miło popatrzeć jak spokojnie i błyskotliwie reagujesz na GemkoWjazd
W temacie napiszę coś potem. Buźki
Igor, spokój w reagowaniu jest wysoce wypracowanym przez lata systemem w celu zachowania dystansu i zdrowego rozsądku, a błyskotliwość jest efektem ubocznym i niezamierzonym..
dziękuję bardzo
Geminus, jedni wolą sprawiać sobie przykrość, a drudzy wolą sprawiać przykrość innym. Jeśli muszę wybrać, którąś z grup,....
Rozumiem z tego że ograniczasz sie tylko do dwóch powyższywch wyborów i jakoś nie mogąc ogarnąć że są inne możliwości - wybierasz którąś
Hmm ,to troche może być faktycznie przykre dla wybierajacego że stać go na tak mało
Rozumiem z tego że ograniczasz sie tylko do dwóch powyższywch wyborów i jakoś nie mogąc ogarnąć że są inne możliwości - wybierasz którąś
no właśnie nie bardzo... ;] jeśli wczytasz się uważnie w to co napisałam, zauważysz zapewne zwrot, który swoją drogą sam zacytowałeś. napisałam: Jeśli muszę wybrać, którąś z grup... -nie oznacza to, że normalnie funkcjonuję w tej albo w tamtej i nie dostrzegam kompromisów, ani żadnych innych możliwości. Nie sądzę, żeby moja skromna osoba, była obiektem wartym Twojej uwagi, ale jeśli jesteś aż tak ciekawy jak klarują się moje wybory to mogę zdradzić, że wyznaję zasadę, iż ludzi należy traktować tak jakby się chciało, aby nas traktowano. Uważam, że lepiej jest z góry odnosić się z szacunkiem do innych, zwłaszcza jeśli ich nie znamy, niż jeśli mielibyśmy wytykać im różne rzeczy, chwaląc się swoją nieskazitelną, wszechstronną inteligencją, bo ktoś może być bardziej inteligentny niż na to wygląda i zawsze od innych możemy się czegoś nauczyć zamiast za wszelką cenę doprowadzać to tego "aby moje było na wierzchu". Generalnie, staram się nie robić ludziom przykrości, choć oczywiście istnieją wyjątki, ponieważ niestety.. jestem uczulona na pewne formy głupoty i samouwielbienia. Nie toleruję pseudointelektualistów i ich nic niewnoszącej paplaniny. Sama jestem osobą przeciętną, ale potrafię dostrzec co kto sobą reprezentuje i jak chce być postrzegany przez innych. Bawi mnie jednak fakt jak często ludzie zapominają, że internet ma duży wpływ na manipulowanie przedstawianiem swojej osoby. Oceniasz mnie,lub inne osoby, a nie wiesz kim jestem, prawda? mogę być dla Ciebie totalnie obcą osobą, ale równie dobrze mogę być też Twoją sąsiadką, siostrą lub szefową
Geminius, jedno wyklucza drugie.. pseudointelektualista to ktoś kto uważa się za inteligentnego, a w rzeczywistości nie jest. Ja nie uważam się za osobę inteligentną, co zresztą napisałam wcześniej... także trochę te twoje zarzuty się nie trzymają kupy. Jak będziesz chciał obrażać ludzi i wytykać im coś co "kreatywnie" odkryłeś to może zastanów się co chcesz konkretnie przekazać i co chciałbyś przez to osiągnąć
wnioskując z ostatnich postów, środek ciężkości przenosi się na Ego. Może warto byłoby założyć temat "podrażnione ego" i tam sobie "postrzelać"
Cytat:
pytanie teraz, jak taką sytuację najlepiej wyprowadzić "na prostą". Obawiam się że na dłuższą metę rozmowa z wychowawczynią grupy w przedszkolu nic nie da. Z doświadczenia wiem, ze wszelkie ustalenia rozmywa czas.
Pozostaje więc jakoś uodpornić dzieciaka. Pierwsze co mi przychodzi do głowy, to twardo (a raczej miękko ) stać na straży czułości - czyli pokazywać mu, że to jest wspaniałe, dobre i co z tego wynika - czyli poziom bezpośredniego doświadczenia i intelektualny (5ciolatek już sporo potrafi zrozumieć z emocji).
Oprócz tego warto jeszcze pokazać mu jakąś sensowną postawę wobec kolegów. Może jakąś frazę, którą może im strzelić w ripoście? Nie przychodzi mi do głowy w tej chwili żadna "zawsze działająca"
Cytat:
Kolejny poroniony stereotyp przekazywany z pokolenia na pokolenie.
Na pewno warto porozmawiać z wychowawcą. Chociażby dlatego, aby zwrócić jego uwagę na pewne tendencje; może on na przykład podjąć z dziećmi taki temat, o ile rzeczywiście jest to odpowiednia osoba na stanowisku.
Oczywiście, kontakt rodzic-dziecko jest najważniejszy. "Świat się zmienia", wierzę że dotyczy to również empatii i tolerancji. A zmian dokonują uświadomione jednostki.
p.s. w kwestii edukacji gorąco polecam wykład Kena Robinsona:
Każdy z nas wystawia sobie jakąś opinie,Ty również. Szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem co ci przeszkadza konkretnie, ale tego chyba już się nie dowiem. Poza tym interesujące i zastanawiające jest to w jaki sposób dobierasz argumenty, choć ja bym to raczej nazwała zarzutami. Zabawne jest to, że irytuje cię raczej forma wypowiedzi i łapiesz za słówka niż krytykujesz treść moich wypowiedzi. To nasuwa pewne wnioski, ale daruję sobie opisywanie tego, ponieważ zapewne znów miałbyś jakieś "ale" zresztą z tego co widzę bardziej skupiasz się na swoich wypowiedziach niż cudzych, także powodzenia zacznij pisać bloga
skoro wszystko tak ładnie wyjaśniłeś, to nie śmiem już nic dodać pozostaje mi tylko pogratulować wesołego usposobienia, złagodzonego ego i umiejętności cytowania innych, bo to masz opanowane do perfekcji i publicznie przyznaję bez bicia, że nie dorównuje ci poziomem tylko stópek całować nie będę...wybacz
pytanie teraz, jak taką sytuację najlepiej wyprowadzić "na prostą".
Cytat:
Kolejny poroniony stereotyp przekazywany z pokolenia na pokolenie.
Chyba troszkę się zapędziliście w tych opiniach. Żyjemy w jakiejś kulturze i przyjmujemy jakoś jej normy. Podobnie jak słowa tak gesty mają w naszej kulturze jakieś znaczenie. U nas 'kurwa' to przekleństwo, w innych miejscach oznacza 'zakręt'. Tak po prostu jest i już. Jeśli zaczniemy używać innych słów, to spowodujemy, że nie będziemy rozumiani.
Jasne - można używać jakiś nowych słów - czasem przedostają się one do wspólnego słownika wszystkich ludzi, a czasem nie.
Tak samo z gestami - przytulanie kogoś jest w naszej kulturze oznaką jakiejś bliskości, nie koniecznie seksualnej. Nie nazwałabym tego wyprowadzaniem dziecka na prostą, bo właśnie możemy spowodować, że będzie niezrozumiane przez otoczenie.
Sama tulę się tylko do tych, co ich lubię, a sam krok przełamywania barier ma w sobie coś magicznego - pokazuje obu stronom, że bliskość jest większa niż dotąd. Może więc dobrze, że takie bariery istnieją
Tak samo z gestami - przytulanie kogoś jest w naszej kulturze oznaką jakiejś bliskości, nie koniecznie seksualnej. Nie nazwałabym tego wyprowadzaniem dziecka na prostą, bo właśnie możemy spowodować, że będzie niezrozumiane przez otoczenie.
Ja na to patrzę od strony chęci i zmian. Chęci - dzieciak czuje bliskość do ludzi bardziej, niż jest to spotykane. Błędem byłoby ograniczenie się tylko do poinformowania go, "sory stary, ale wiesz inni mają problem ze sobą i nie mogą się przytulać tak łatwo jak Ty. Więc zluzuj.". Dodałbym oprócz tego: "Ale możesz pokazywać innym, jak to jest fajnie się przytulać. Są tacy, co się otworzą
Aleksandra napisał/a:
Sama tulę się tylko do tych, co ich lubię, a sam krok przełamywania barier ma w sobie coś magicznego - pokazuje obu stronom, że bliskość jest większa niż dotąd. Może więc dobrze, że takie bariery istnieją
".
Wniosek z tego taki, że fajnie że bariery istnieją, bo można je przełamać, aby nie istniały
[ Dodano: 09-05-28, 09:09 ]
geminus napisał/a:
Toć przecież nic nie zarzucam bo mam złagodzone ego ,jak w temacie
Taaak, nad powierzchnię życia wystaje tylko malutki kawałeczek góry. Tylko chyba nie lodowej
[ Dodano: 09-05-28, 09:10 ]
Geminus i Balerron, czy wymianę zdań pomiędzy waszymi ego, można potraktować jako ilustrację tematyczną i nie przenosić na hydepark?
Gdzie Ty widzisz etykietę? Etykieta to jest wtedy, jak np. kładziesz sztućce przy stole, na godzinie piątej na talerzu, po skończonym posiłku, aby kelner wiedział, że chcesz rachuneczek
A to co napisałem, to raczej pogląd. Punkt odniesienia, stwierdzenie faktu, że niechęć do przytulania się u ludzi, wynika z ich ograniczeń. W cieplejszych krajach są bardziej wylewni. W zimnych - mniej (no wyjątek finlandia, ale tam ocieplają klimat inaczej)
Aleksandra napisał/a:
Tak, ale nie z każdym tylko z wybranymi. I wtedy przełamanie bariery oznacza pewną wyjątkowość.
No zgadza się - jest to miłe - wpuszczenie kogoś w swoje granice. Ale jeszcze milsze jest nie mienie tych granic, albo ich silna redukcja i stawianie tylko w wyjątkowych sytuacjach.
Tzn, że każdy kto się nie tuli do obcych, ma problem ze sobą?
Raczej, gdy jego przytulają znienacka obcy
Aleksandra napisał/a:
ok, nazwijmy to łatką. Lepiej?
może być też łatka, chociaż pewnie nie obronisz się, jak ktoś powie Ci kiedyś, ze etykietujesz - nie ma za bardzo przesłanek do zdefiniowania granicy. Używanie języka, to też etykietowanie
Aleksandra napisał/a:
Dla mnie to niezwykłe, że np dotyk nosem może być tak intymny Oceniać kogokolwiek na tej podstawie.. hmm....
A jak ktoś nie dostrzega że ma problem, ale inni to widzą. To ma ten problem, czy nie?
Geminus i Balerron, czy wymianę zdań pomiędzy waszymi ego, można potraktować jako ilustrację tematyczną i nie przenosić na hydepark?
To zależy czego się dopatrujesz w postach ,że chcesz przenosić Możesz napisać ,skoro masz takie myśli ,nie krępuj sie Co prawda wiadomo co napiszesz ale fajnym doświadczeniem jest zobaczyć samemu co sie napisało ,śmiało Igor
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum