Ktoś mądry kiedyś mi powiedział, że to kim jesteśmy jest mocno ukształtowane przez to jak byliśmy wychowani i że bardzo często podświadomie naśladujemy zachowania naszych rodziców. Ja przez dłuuugi czas trzymałam się jak najdalej od związków, zresztą tak byłam wychowana. Na miłość zawsze znajdzie się czas, a na razie najważniejsza jest szkoła i nauka. Mój pierwszy związek rozpoczął się kiedy miałam 19 lat, to miało być coś wyjątkowego, a przynajmniej na coś wyjątkowego czekałam. Na świat patrzyłam przez pryzmat poezji śpiewanej i wychodziłam z założenia, że miłość to uczucie które jest idealne i wieczne. Mojego chłopaka poznałam przez internet, na portalu dotyczącym poezji śpiewanej, byłam wtedy przed maturą. Z perspektywy czasu stwierdzam, że to był najwygodniejszy sposób poznawania ludzi, w końcu czego oczy nie widzą tego sercu nie żal, a przez internet tak łatwo udawać kogoś kim się nie jest. Facet wydawał się być księciem z bajki: wrażliwy, romantyk i do tego ze złamanym sercem. Opowiadał o tym jak skrzywdziła go pewna dziewczyna i o tym, że ma problem z alkoholem i że potrzebuje kogoś kto wydarłby go z tego dołka, a mi go było żal. Myślałam sobie, jak można skrzywdzić tak cudownego faceta. Przez kilka miesięcy baardzo często ze sobą rozmawialiśmy przez gg bądź przez tel. On zwierzał mi się, że ma ciężką sytuacje w domu, bo rodzice się rozwodzą, ja opowiadałam o tym jak to moja mama trzyma mnie pod kloszem. Mówił, że pomaga mu to, że jestem i że go rozumiem. W tym czasie namówiłam go żeby odwiedził klinikę uzależnień, że nie koniecznie musi być alkoholikiem, ale dobrze by było gdyby porozmawiał sobie z kimś. Poszedł. Psycholog stwierdził u niego początki depresji spowodowanej sytuacją w domu, przypisał mu leki, przez 2 tygodnie nie pił. Czułam się dumna, że mu pomogłam, a on mówił, ze zrobił to dla mnie. Po około pół roku takich rozmów postanowiliśmy się spotkać na zlocie fanów poezji śpiewanej. Oboje liczyliśmy, że coś z tego wyniknie. No i oczywiście było romantycznie, długie rozmowy przy ognisku z gitarą w tle, wspólne spacery i inne bajery o których nie jedna nastolatka by nie marzyła. Od tego czasu byliśmy ze sobą, w sensie w oficjalnym związku, ale niestety na odległość, dzieliło nas ponad 400 km odległości. Postanowiłam, że za wszelką cenę chcę studiować w tym samym mieście co on. W tym samym czasie zaczęłam też dostrzegać, że ten mój obraz jego jako idealnego faceta, trochę zaczyna odbiegać od rzeczywistości. Zdarzało mu się dzwonić do mnie po pijaku, mówić jakieś głupoty, kilka razy zrywałam z nim, po czym on dzwonił, płakał do słuchawki, a ja wymiękałam. Okłamywał mnie jeśli chodzi o jego zrywanie z nałogiem, a ja chciałam być oszukiwana. Teraz nie potrafię powiedzieć czemu, może stworzyłam w głowie jakiś obraz tego jak wygląda moje życie i ten związek i nie chciałam burzyć tego prawdą. Prawdziwe rozczarowanie przyszło kiedy przeniosłam się na studia do tego samego miasta, gdzie i on studiował. Nie zamieszkaliśmy razem, on mnie do tego przekonał, powiedział, że to za szybko, że nie jest pewien, już wtedy powinna była mi się zapalić czerwona lampka. Po tygodniu życia w nowym mieście, blisko niego zauważyłam, że nie ma dnia, żeby nie pił alkoholu. Mieliśmy nie jedną rozmowę na ten temat. Za każdym razem obiecywał poprawę, ale nie potrafił wytrzymać dnia. W tym samym czasie zaczęło się też moje kontrolowanie jego, sprawdzałam jego archiwum na gg, smsy w telefonie, przeglądałam jego zdjęcia na komputerze, włamywałam się na maila. Im bardziej on mnie okłamywał tym bardziej czułam się usprawiedliwiona, żeby go sprawdzać. Studia zaczęłam w październiku, koło grudnia sytuacja w naszym związku była krytyczna, nie było dnia żebyśmy się nie kłócili i żeby on nie pił. Czemu nie odeszłam? Czułam, że mimo tych wszystkich rozczarowań nie dam sobie rady bez niego, a on beze mnie. Że jak się rozstaniemy to wszystko legnie w gruzach. Z czasem chciałam, żeby mnie oszukiwał, po każdej kłótni czekałam aż powie, że się zmieni i pomimo, że wiedziałam, że to puste obietnice to w nie wierzyłam. Jak to wszystko się skończyło? Zerwał ze mną. W Sylwestra pojechaliśmy do jego znajomych. Oczywiście pił, nie zwracał na mnie uwagi. Nie wytrzymałam i popłakałam się. Przez trzy dni od tego incydentu nie odzywał się do mnie, nalegałam żebyśmy się spotkali, on mówił, że nie ma czasu, cały ten czas płakałam, bo straciłam kontrole nad nami, nad nim. W końcu po tych trzech dniach przyjechał do mnie, przywiózł mi moje rzeczy, jakie trzymałam u niego na akademikach, powiedział, że robię z niego alkoholika i że to wszystko nie ma sensu, oczywiście przez cały związek mnie kochał i wszystko co mówił było prawdą, ale najlepiej by było gdybyśmy zostali przyjaciółmi i wyszedł. Pierwsze co mi przyszło do głowy to chyba myśli samobójcze, przez 2 dni nie wychodziłam z pokoju, chciałam rzucić studia. Koleżanka przekonała mnie, żebym zrobiła sobie na tydzień wolne, pojechała do domu i przemyślała wszystko i żebym nie podejmowała pochopnych decyzji. On z tego związku bardzo szybko się otrzepał, po dwóch tygodniach miał już nową dziewczynę (są ze sobą do tej pory z tego co wiem), ja urwałam z nim wszelki kontakt, bo uznałam, że w ten sposób najszybciej dojdę do siebie. Po miesiącu zagadał do mnie na gg, od tak, wysłał mi linka do jakiegoś śmiesznego filmiku, pokłóciłam się z nim, on napisał, że chciał mi dać do zrozumienia, że wciąż pamięta co mnie rozśmiesza i chciał mi sprawić przyjemność, chyba powiedziałam mu, żeby to sprawianie przyjemności sobie w d*pe wsadził i że jak tak bardzo chciałby mi sprawić radość, to żeby już nigdy się do mnie nie odzywał, a jeśliby kiedykolwiek mnie spotkał przypadkiem na ulicy, to żeby udawał, że mnie nie zna.
Przez rok żyłam sama, nie chciałam się pchać w żaden związek na siłę, nie chciałam, żeby to było takie znajdowanie sobie substytuta. Teraz (już od roku) jestem w nowym związku, szczęśliwym, bo bez uzależnień od substancji odurzających. Pozostał jeden problem, wciąż lubię kontrolować. Oczywiście walczę z tym, ale na początku tego związku też sprawdzałam archiwum gg, tel i maila mojego chłopaka. Na początku wydawało mi się, że to taki lęk przed ponownym oszukaniem. Dopiero znajoma uświadomiła mi, że w gruncie rzeczy naśladuję moją matkę i zapytała czy ojciec mojej matki, albo mój tata nie mieli problemu z alkoholem. Podobno dzieci alkoholików mają tendencję do kontrolowania innych, lubią jak wszystko układa się po ich myśli, bo wtedy czują się bezpiecznie. Wiem, że moja mama pochodzi z rodziny rozbitej, jej ojciec zostawił ich kiedy ona miała 12 lat, mój tata swego czasu też miał problem z nadużywaniem alkoholu. Mój były miał problem z alkoholem, czego nie krył, chciał mojej pomocy, a mi to odpowiadało, bo to tak jakby zdał się na mnie, miałam swobodę w kontrolowaniu jego. Starałam się go od siebie uzależnić, do takiego stopnia w jakim ja byłam uzależniona od niego. Z jednej strony zabraniałam mu pić, ale z drugiej strony nie zdobyłam się na żaden radykalny krok, bo bałam się, że go stracę.
Niestety od znajomości problemu do radzenia sobie z nim droga daleka. Na razie staram się, mam już inne podejście do życia i do związku. Czasami wydaje się nam, że kontrolujemy z miłości, bo troszczymy się o kogoś, bo nie chcemy, żeby się komuś stała krzywda. Prawda jest taka, że kontrolowaniem wyrządzamy więcej szkód niż pożytku. Ja wiem, ze nienawidziłam jak moja matka mnie sprawdzała, wiem, że robiła to w trosce, ale zdarzało jej się mocno naruszać moją prywatność, potrafiła czytać moje listy, podsłuchiwać moje rozmowy, dzwonić co godzinę jak wychodziłam na piwo ze znajomymi, zostało jej tak do tej pory. W gruncie rzeczy wyrwałam się od niej po to, żeby stać się taka jak ona. Ta właśnie myśl skłoniła mnie do refleksji.
Napiszcie jeśli znacie jakąś dobrą literaturę na ten temat, albo jeśli ktoś z was ma podobny problem. Wydaje mi się, że rozmowa i uświadamianie sobie swoich błędów, może być kluczem do pracy nad moim charakterem.
Pozdrawiam i przepraszam za aż tak długi post
Po pierwsze, jesteś jedną z wielu kobiet mających problem z kontrolowaniem partnera, i nazwijmy to po imieniu - po prostu z zazdrością; Na pewno ogromnym krokiem, jaki już zrobiłaś, jest uświadomienie sobie tego; To zamknięte koło.
Warto z tym pracować, i jeśli będziesz w tej pracy szczera, na pewno uda Ci się sytuacje zmienić - znam potwierdzone przypadki.
Osoby z forum pewnie polecą Ci literaturę i wspomogą słowem. Ja na Twoim miejscu poszedłbym na profesjonalną terapię.
Czasami wydaje się nam, że kontrolujemy z miłości, bo troszczymy się o kogoś, bo nie chcemy, żeby się komuś stała krzywda. Prawda jest taka, że....
No faktycznie masz racje ,prawda może być troche inna
Cytat:
W gruncie rzeczy wyrwałam się od niej po to, żeby stać się taka jak ona. Ta właśnie myśl skłoniła mnie do refleksji.
W gruncie rzeczy to nie ma możliwości zmiany uciekając przed czymś czego się nie lubi ,nienawidzi czy nieakceptuje ,włazi się po prostu w stłumienie i powiela się tym bardziej schematy rodziców
Cytat:
Napiszcie jeśli znacie jakąś dobrą literaturę na ten temat,
Ja znam "Wewnętrzne przebudzenie" Colina Sissona
Ewentualnie - ukazały sie ostatnio na rynku fajne książeczki Katie Byron
Cytat:
Pozdrawiam i przepraszam za aż tak długi post
No chociaż komuś sie chce pisać na tym martwym forum
Persefona ,fajny nick aż mi sie piosenka "Persephone" skojarzyła
Lęk przed byciem zdradzonym, porzuconym. W jakimś stopniu wszyscy go mają. Problem zaczyna się wtedy gdy ktoś zamiast uczucia świadomie przeżywać daje się nimi powodować.
Szukałem sobie tematu, gdzie opowiesz o sobie i... Ojej, jest.
Po pierwsze, chyba trochę oszukujesz ;>
Po drugie, czy czujesz się uzależniona do czegoś? Mi to wygląda na przywiązanie do przeszłości. Wszscy zapewne mówią Ci by to zmienić, ale...
Możesz nie robić nic.
Czy na razie rpbosz coś i przynosi to efekty? Bo mówisz, że zachowania rodziców przeszły na Ciebie? Kontrola mamy powoduje, że Ty kontrolujesz innymi [ i nie ma w tym żadnej troski :>, jest sam lęk, że zostaniesz sama ] i alkoholizm ojca?
[ Skoro mówisz, że Twój partner też pił ].
Faktycznie, jak powiedział Geminus, uciekałaś od tego, robiąc to. A potem przekonując się, że to słuszne.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum