Wysłany: 09-06-25, 13:12 Komiks - Historia LSD (po polsku)
Skończyłem tłumaczenie komiksu "Chemiczne Zbawienie" (oryg. "Chemical Salvation"), którego autorem jest Jack C. Trick.
Przedstawia on w skrócie historię LSD i innych etnogenów.
Proszę o uwagi do tłumaczenia - zapewne nie jest doskonałe.
Igor, you are great!!! jak się z Tobą kiedyś nie wybiorę w "podróż", to w następnej inkarnacji odrodzę się jako kamień
a.nia napisał/a:
Bazylea jest w Szwajcarii. Stamtad latam do Wawy
Szwajcaria jest przepiękna. Miałem przyjemność spędzić tam kiedyś 2 tygodnie. Utkwił mi w pamięci kolor górskich jezior i smak pewnego (drogiego jak cholera) sera, do którego kupowało się specjalne do tego gatunku pieczywo. mniaaam
Ania jak kiedyś na zlocik Astraldynamics nawiozła sera to tak capił, że trzymaliśmy go zamkniętego w lodówce. Ciekawe czy właściciele byli później w stanie wywietrzyć ten smród.
no, ten nie capił (ale i tak był drogi jak cholera )
p.s. moi rodzice, kiedy jeszcze z nimi mieszkałem, sami robili pewien ser na patelni; podczas tego procesu nie było innej możliwości, niż ewakuacja z domu. Na dłuuuugo...
Igor, you are great!!! jak się z Tobą kiedyś nie wybiorę w "podróż", to w następnej inkarnacji odrodzę się jako kamień
Dzięki za uznanie. Staram się coś robić dla popularyzacji psychodelii w Polsce. Generalnie można powiedzieć, że w obliczu ogromnej ilości materiałów po angielsku, polska literatura straszliwie kuleje.
Chętnie też kiedyś wybiorę się z Tobą w podróż, ale najpierw trzeba by się poznać i zyskać rozeznanie we wzajemnej zgodności i różnicach
[ Dodano: 09-06-26, 20:08 ]
AfterDream napisał/a:
p.s. moi rodzice, kiedy jeszcze z nimi mieszkałem, sami robili pewien ser na patelni; podczas tego procesu nie było innej możliwości, niż ewakuacja z domu. Na dłuuuugo...
Kiedyś przeprowadzałem rozkład sera przy pomocy kwasu solnego i azotowego. Też niezapomniane przeżycie węchowe
[ Dodano: 09-06-26, 20:11 ]
a.nia napisał/a:
Ale specyficzna jeszcze bardziej. Nie moglabym mieszkac na stale tylko tu.
Dlaczego?
a.nia napisał/a:
ale tu o komiksie ma byc
Dałem siostrze do przeczytania, która jest generalnie anty i bardzo twardo stoi na ziemi... Powiedziała, że komiks jest bardzo idealistyczny i na pewno ktoś na tym chce zarobić. Kłócą się jej te treści, z publiczną wiedzą na temat narkotyków.
[ Dodano: 09-06-26, 20:12 ]
MarS napisał/a:
Kurczaki, muszę ją zobaczyć zanim się wyprowadzisz.
Dzięki za uznanie. Staram się coś robić dla popularyzacji psychodelii w Polsce. Generalnie można powiedzieć, że w obliczu ogromnej ilości materiałów po angielsku, polska literatura straszliwie kuleje.
To prawda, polskiej literatury jest malutko; dobrze, że Okultura wydała kilka interesujących pozycji. W Warszawie miało powstać nowe wydawnictwo w klimatach transcendentalnych, mistycznych z mocnym akcentem na Psychodeliczność; sporo inspiracji Sufizmem ale nie tylko. Ponieważ pomysłodawcą-szefem projektu jest znajomy mojego przyjaciela, dowiedziałem się, że niestety cała sprawa się opóźni; oby w ogóle ruszyło...
Sam miałem chętkę na zorganizowanie w Łodzi festiwalu poświęconego osobie Roberta Antona Wilsona, co oczywiście wiązałoby się również z zaprzyjaźnionymi z nim personami (Timothy L. , Alan W. i inni).
Gorąco więc popieram Twoje starania popularyzatorskie, ponieważ ludzie boją się nawet słowa "psychodeliczny", a nie zapominajmy o tym, że jego główne znaczenie to "poszerzający umysł (widzenie)". A z ignorancji wypływa lęk, podejrzenia i pejoratywne interpretacje - każdy psychonauta to ćpun, a wszystkie środki wpływające na świadomość pochodzenia roślinnego czy syntetycznego to "diabelskie dragi". Ważne jest aby ludzie zapoznali się z tematem psychodeliczności w sposób obiektywny, odmitologizowali halucynogeny (środki psychoaktywne, psychodeliki). Poznali ich znaczenie w innych kulturach, co łączy się z dążeniem do "mistycznych przeżyć" człowieka zachodu. I co bardzo ważne: nie chodzi o namawianie. Chodzi o zrozumienie.
igor napisał/a:
Chętnie też kiedyś wybiorę się z Tobą w podróż, ale najpierw trzeba by się poznać i zyskać rozeznanie we wzajemnej zgodności i różnicach
z przyjemnością; to jednak musi poczekać, ponieważ 2 tygodnie temu urodził nam się synek i w najbliższym czasie nasza uwaga skupiać się będzie na tym Cudzie
co innego, gdybym mieszkał w Wawie. Ale obserwuje wątki psychotropowych zlotów i w przyszłości na pewno się pojawię.
MarS napisał/a:
Kurczaki, muszę ją zobaczyć zanim się wyprowadzisz.
To może się wybierzemy i zwalimy Ani na głowę?
a zapraszam
igor napisał/a:
Ale specyficzna jeszcze bardziej. Nie moglabym mieszkac na stale tylko tu.
Dlaczego?
nie potrafie jednoznacznie odpowiedziec na to pytanie. Dla mnie zycie tutaj to taka troche "zlota klatka". Pozornie jest tu duzo swobod obywatelskich (w sensie np. braku przymusu szczepienia dzieci, legalnosci uprawy konopii, tolerancji dla mniejszosci seksualnych, itp.).
Ale praktycznie, mam wrazenie ze ludzie tu mieszkajacy nie maja potrzeby korzystania z tych wszystkich dobrodziejstw. Zycie tutaj jest bardzo przewidywalne, poukladane, bezpieczne a pozbawione kreatywnosci, pasji, inspiracji.
Idealem jest dla mnie dzielenie swojego zycia pomiedzy Polske i Szwajcarie
Brawo igor! Wielkie grat! Komiks cudny i pouczajacy.
(Malenki blad: w tamtych czasach sie mowilo: wolny seks a nie seks "rozwiazly". Ale jako calosc: bdb. )
Komiks swietny;) Oby wiecej takich, dziwi mnie tylko fakt, ze nie ma tam takiej postaci jak Ken Kesey. Polecam ksiazke Tom Wolfe "Proba kwasu w elektrycznej oranzadzie". Opisany jest tam ruch psychodeliczny, glownie lata 60, ale i wczesniejsze takze. Jest to cos w rodzaju "kwasowej biografii" i wyczynow Merry Pranksters(grupy Keseya). Mysle, ze wprowadzil on wiele do tematu;) Tutaj link do bloga mojego znajomego, ktory ciekawie przybliza ow ksiazke Chcialbym, takze przypomniec iz ow Ken Kesey napisal "Lot nad kukulczym gniazdem" a znamy ta ksiazke i slynna adaptacje m.in dzieki wspanialej grze aktorskiej Jacka Nicholsona.
Polecam ksiazke Tom Wolfe "Proba kwasu w elektrycznej oranzadzie".
witaj GdaJan:)
Książka rzeczywiście wyjątkowa i zabawna; Kesey prezentował dość luźne podejście do LSD, czym nie zjednał sobie np. Timothy Learyego ( i vice versa). Leary ukierunkowany był na mistykę i w kwasie upatrywał katalizatora poszerzania świadomości. Kesey ze swoja grupą freaków po prostu imprezował; może dlatego autor komiksu go pominął. Może dla niego LSD to nie zwykła "napierdolka".
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum