2 tygodnie temu urodził nam się synek i w najbliższym czasie nasza uwaga skupiać się będzie na tym Cudzie
No to serdeczne gratulacje i wszystkiego najlepszego
Pamiętam moment, kiedy mi zeszła adrenalina parę godzin po urodzeniu się Patryka - byłem zupełnie oniemiały wobec faktu zaistnienia życia "z niczego". Natomiast w pierwszym momencie - gdy chłopaka niosłem na wagę, bardziej funkcjonowałem w trybie "misja do wykonania" i wszystko było bardzo naturalne i oczywiste.
Tylko nie wiadomo, czy tym razem nie będzie to jakaś Patryczka.
to może Patrycja?
igor napisał/a:
Pamiętam moment, kiedy mi zeszła adrenalina parę godzin po urodzeniu się Patryka - byłem zupełnie oniemiały wobec faktu zaistnienia życia "z niczego". Natomiast w pierwszym momencie - gdy chłopaka niosłem na wagę, bardziej funkcjonowałem w trybie "misja do wykonania" i wszystko było bardzo naturalne i oczywiste.
poród wspominam jako piękne doświadczenie, absolutna kongruencja, wzrost siły, bycie Tu i Teraz. Moment wyjścia dziecka już nie do opisania.
Bardzo mocno utkwiło mi w pamięci przecięcie pępowiny, jako akt wprost rytualny, znaczący na głębokim poziomie.
Bardzo mocno utkwiło mi w pamięci przecięcie pępowiny, jako akt wprost rytualny, znaczący na głębokim poziomie.
O tak, też to mocno pamiętam - obraz mlecznej pępowiny z czerwono-czarną żyłką w środku. W jakiś sposób (inna skala niż w przypadku ciąży u kobiety) wiąże to ojca z dzieckiem.
[ Dodano: 09-07-13, 12:09 ]
Cytat:
Moje gratulacje
Dziękuje serdecznie wszystkim za dobre słowa
Rutlawski napisał/a:
Może i Patrycja, albo jakaś inna Mgadusia, względnie Igorzyca
Rutek, jeśli to będzie dziewucha, to nazwiemy ją Lena.
Kongruentni jesteśmy wtedy, kiedy jesteśmy "spójni", autentyczni, niczego nie udajemy, wyrażamy swoje uczucia, nie ukrywamy swojego zdania, nie tłumimy reakcji.
Może używanie tego słowa "publicznie" nie jest najszczęśliwsze, ale z drugiej strony wyraża bardzo wiele; po prostu się naczytałem swego czasu Mindella, który często używa tego pojęcia w swoich książkach i które jest integralną częścią jego psychoterapii, a ponadto mój bliski przyjaciel zajmuje się psychologią Procesu i po godzinach przegadanych z nim, sypię potem takimi terminami
Sorry
To jeszcze dodam uzupełnienie definicji AD - można też mówić o zgodności na wszystkich modalnościach na których się wyrażasz. W najprostszym przypadku - zgodność tego co mówisz, z tym co mówi ciało.
AfterDream napisał/a:
sypię potem takimi terminami
Sorry
Daj spokój, przynajmniej się czegoś człowiek może dowiedzieć. Do tej pory mi się kongruencja kojarzyła z dzieleniem modulo
Rutek, jeśli to będzie dziewucha, to nazwiemy ją Lena.
A jak chłopiec to chyba Jakub
A póki co dzidzia wielkości 1 cm daje mi nieźle popalić - najchętniej nie wychodziłabym z łóżka - mieszanka kaca z grypą - stan błogosławiony
A póki co dzidzia wielkości 1 cm daje mi nieźle popalić - najchętniej nie wychodziłabym z łóżka - mieszanka kaca z grypą - stan błogosławiony
<prytul> Ja takiej mieszanki nie miałam po za malutkimi dolegliwościami typu "zgaga" i wiecznie spać mi się chciało. Były dni kiedy miałam ciśnienie 85/50 to wtedy spałam 24h na dobę z przerwami na jedzenie, które i tak mi nie wchodziło. Brrrr. Na szczęście w większości przypadków to mija po 3 m-cach i teraz to mogę góry przenosić .
PS: Fajne imona dla dzieciaczków . Ja dla dziewczynki mam Gabriela, a dla chłopca pozostawię to losowi, czyli mężowi
Mi sie skojarzył kawał ,jak to córka mówi do ojca policjanta: "będę miała dziecko" a ojciec pyta: "a jesteś pewna że to twoje dziecko?"
Ja młodej zadałem jeszcze lepsze pytanie ale nie będę powtarzał ,może nie czyta to sie nie wyda
na ile sie dalo to tak. Pepowine przecieli nie odrazu, swiatlo chyba tez zgasili, dziecko nie plakalo, polozyli mi go odrazu na brzuchu.
ale sam porod byl wywolywany i w trakcie okazalo sie, ze konieczne jest vaccum.
gdybym miala drugi raz rodzic, to juz nie w szpitalu. Chociaz i tak bylam w takim naturalnym, gdzie w normalnych przypadkach oprocz ziol i homeopatii nie uzywali niczego, a metoda Laboyer'a byla dla nich normalnym porodem.
no, my mieliśmy podobnie tyle że środkiem była oksytocyna; poza tym wszystko odbyło się już "naturalnie".
a.nia napisał/a:
okazalo sie, ze konieczne jest vaccum.
sorry za czepialstwo , chodzi o vacuum ?
a.nia napisał/a:
gdybym miala drugi raz rodzic, to juz nie w szpitalu.
My marzyliśmy o porodzie w domu w wodzie; ale ciężko znaleźć dobre położne ( przynajmniej w Łodzi, a pewnie i w kraju) które zgodziłyby się poród przyjąć; Te dobre nam to odradzały. Właśnie ze względu na ewentualne komplikacje; Sam, zafascynowałem się porodem w wodzie po lekturze bodajże "Świadomego oddechu" Leonarda Orra.
no, my mieliśmy podobnie tyle że środkiem była oksytocyna; poza tym wszystko odbyło się już "naturalnie
tu nie uzywaja raczej oxy. A w Pl mam wrazenie, ze naduzywaja, bo wiekszosc moich kolezanek dostawala ja nawet jezeli porod przebiegal normalnie.
AfterDream napisał/a:
sorry za czepialstwo , chodzi o vacuum ?
tak, tak.
co do porodu w domu - to na taki tez raczej nie zdecydowalabym sie. Sa takie fajne miejsca - Domy Narodzin, gdzie odbywa sie to wszystko naturalnie, bez zbednej medykalizacji i w intymnej atmosferze, ale z zapewnieniem pomocy medycznej w razie potrzeby.
Sa takie fajne miejsca - Domy Narodzin, gdzie odbywa sie to wszystko naturalnie, bez zbednej medykalizacji i w intymnej atmosferze, ale z zapewnieniem pomocy medycznej w razie potrzeby.
no, to by była rewelacja. Niestety, podejrzewam, że w Polsce, jeśli takowe istnieją, są bardzo drogie.
Domy Narodzin, gdzie odbywa sie to wszystko naturalnie, bez zbednej medykalizacji i w intymnej atmosferze, ale z zapewnieniem pomocy medycznej w razie potrzeby.
Z tego co słyszałem w domach narodzin są tylko położne (choć jest ich parę). Nie ma lekarza i sprzętu medycznego. Jak są wskazania, że poród może być trudny, to się odsyła kobietę do szpitala - przed lub w trakcie porodu.
Wedle powyższego, może po prostu wynająć położną do porodu w domu, przedtem robiąc rozeznanie co do prognoz samego porodu? Albo po prostu zamówić położną do porodu w szpitalu?
Lekarzy rzeczywiscie nie ma, sprzet za to jest (reanimacja, vacuum).
Jest za to duzo naturalnych metod (masaz, homeo, akupunktura).
Wybor szpital-dom-dom narodzin to bardzo indywidualna sprawa. Najwazniejsze jest czy ciaza przebiega prawidlowo i przede wszystkim czy kobieta ma na tyle zaufania do siebie/swojego ciala, zeby pozwolic sie jemu prowadzic.
Nigdy w zyciu nie zdecydowalabym sie na pierwszy porod w domu czy nawet w domu narodzin.
Ale kiedy juz wiem jak to wyglada - teraz juz nie rodzilabym w szpitalu.
Jeszcze a propos tego, ze nie ma lekarzy w domach narodzin.
Atmosfera tam panujaca, filozofia porodu (zgodna z tym, co pisal Leboyer) sprawia, ze interwencje medyczne sa zadsze niz w szpitalach. Wlasnie poprzez szanowanie potrzeb ciala rodzacej i rodzacego sie.
Co prawda znam tylko szwajcarskie domy narodzin, ale nie sadze, zeby roznily sie czymkolwiek od polskich.
Moze ewentualnie cena - w Szwajcarii sa bezplatne (placi za nie ubepieczenie).
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum