Disclaimer: Pisząc i czytając PsychoTrop-a, bierzesz pełną odpowiedzialność za siebie. Prezentowane tresci traktuj z wielkim dystansem.
ZalogujZaloguj O forumO forum O forumRegulamin O forumGaleria Prywatne wiadomościPrywatne wiadomości
RejestracjaRejestracja UżytkownicyUżytkownicy FAQFAQ StatystykiStatystyki

Google PsychoTrop Zaawansowane
Zaprzyjaźnione
INTEO
Techniki NLP
Wolne Media
PsychoTropEdia
AGaRT
Klinika Sacharuna
Nina2
Podolski

Lista wątków

"Oczyścić drzwi percepcji" autorstwa Hustona Smitha (8)
Zapowiedź świata post-copyright (3)
AYAHUASCA - SHAMANIC JOURNEY, AMSTERDAM, HOLANDIA 2010 (1)
Jak trafiłeś na Psycho-Tropa :) (73)
Mam pytanie o oddechu (6)
Explorer i firefox pokazują co innego (9)
Buddyzm: hinayana czy mahayana ? (46)
Buty. Podeszwa, zdrowie. (7)
AC/DC covers - 4 SZMERY - 24.09.2010 - Jelenia Góra (1)
Globalne Ocieplenie (5)
sens istnienia (52)
maryska (42)
Ach ci mężczyźni, (33)
Włocławek (5-7.11.10) 5 Rhythms-prowadzi Sangeet Portalski (1)
takie tam (12)
Sztab wyborczy Janusza Korwina Mikke (16)
"Bo tak lubie i tak będzie" (81)
Urzekające muzyczne kawałki :) (69)
Tajemne praktyki i magiczne rytuały w walce (3)
śnie o tym, że ktoś umrze.. I naprawdę ktoś umiera. (13)
Szanowne Forum (28)
teoria równoległych rzeczywistości (24)
Smak spermy. Z wiekiem odczuwam go inaczej (29)
[zastosowania] [LSD] Najpotężniejszy afrodyzjak (14)
interesujace linki (26)
Przedstawmy się sobie? (33)
psychotropia (10)
TRANSCENDENTALNA MEDYTACJA W SZKOŁACH (17)
Spotkanie? (2)
Program Tybetański RatujTybet- możesz pomóc (1)
Poezja mej Duszy (4)
Warsztaty Inteo (10)
Wątek do zbierania opisowych nazw PsychoTropa (45)
Filmiki zlotowe. (42)
Wszyscy tyle samo - szkic systemu (12)
dziś godzina dla ziemi (3)
Warsztat Miłość i prawda, L. Żądło 10-11 kwietnia, Wrocław (2)
Warsztat Miłość i prawda, L. Żądło 10-11 kwietnia, Wrocław (1)
Akcja 100 milionów toreb (8)
WARSZTATY MEDYTACJI KRAKÓW 10-11 KWIECIEŃ (1)
Boli mnie nadgarstek po waleniu w worek :-(((( (10)
Bioenergetyka - Alexander Lowen (51)
Żeń szeń - doping na sesję ;) (44)
borderline. (23)
Nie chcą krzyża w sali lekcyjnej (38)
[artykuł] Skończmy wreszcie tą głupią wojnę (26)
Filmy online w całości (33)
A jakby wszyscy zarabiali tyle samo ? (14)
Grono i pytanie (6)
OK (8)
To kobiety mają jaja (6)
Pomocy chyba wariuje.... uzależnienie.... emocjonalne.... (105)
mam ochote sie wykrzyczeć! (9)
Projekcja astrlana/OOBE/eksterioryzacja (3)
sens życia (70)
Warto skończyć z paleniem zanim.. (3)
Praca, pomysły, shakespeare (2)
praca z oddechem (4)
WARSZTATY MEDYTACYJNE KRAKÓW 27-28 LUTY (3)
Awaria laptopa (8)

Autor Wiadomość
igor 
Site Admin

Wysłany: 09-02-14, 21:42   [artykuł] Skończmy wreszcie tą głupią wojnę

W Przekroju z 12/02/2009 są 2 artykuły o legalizacji marihuany:

"Skończmy wreszcie tą głupią wojnę"
oraz
"Zakłamana prawda o trawce"

Przytoczony został m.in. raport o szkodliwości narkotyków z "Lancetu" (prestiżowego pisma naukowego w GB), oraz wyłuskane podstawowe fakty, sugerujące legalizację, jako najsensowniejszą politykę antynarkotykową, dającą państwu kontrolę nad zjawiskiem, odebranie mafii zysku, lepszą jakość trawki, ograniczenie dla nieletnich dostępu, lepszą świadomość społeczną w zakresie szkód i użytkowania konopii.

Załączam PDF-a.

Skończmy wreszcie tą głupią wojnę. Zakłamana prawda o trawce..pdf
Pobierz Plik ściągnięto 383 raz(y) 1,99 MB

igor 
Site Admin

Wysłany: 09-02-15, 02:01   

i jeszcze artykuł z GW

Chcą, by marihuana była legalna
http://wyborcza.pl/1,7547...la_legalna.html
Maciej Stasiński

Należy całkowicie zmienić strategię walki z narkotykami i np. zalegalizować na całym świecie marihuanę - apelują wybitni politycy i intelektualiści z Ameryki Łacińskiej

Ogłoszony wczoraj w Rio de Janeiro raport Latynoamerykańskiej Komisji ds. Narkotyków i Demokracji to owoc roku pracy najlepszych ekspertów ds. narkotyków i przestępczości zorganizowanej z Ameryki Łacińskiej. Podpisali go i ogłosili byli prezydenci: Brazylii Fernando H. Cardoso, Meksyku Ernesto Zedillo i Kolumbii Cesar Gaviria, oraz pisarze i intelektualiści: Peruwiańczyk Mario Vargas Llosa, Brazylijczyk Paulo Coelho, Meksykanin Enrique Krauze czy Argentyńczyk Tomas Eloy Martinez.

Autorzy raportu uważają, że dotychczasowa wieloletnia walka z narkotykami na świecie, a zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej, skąd pochodzi niemal cała produkowana na świecie kokaina oraz rosnące ilości heroiny i marihuany, mimo ogromnych nakładów finansowych niewiele dała. "Sytuacja pogarsza się z każdym dniem, koszty ludzkie i społeczne są coraz poważniejsze, co każe zmienić strategię wojny przeciw narkotykom" - podkreślają autorzy raportu.

Ich zdaniem trzeba złamać tabu oraz przesądy w sprawie narkotyków i rozpocząć światową debatę na temat tego, jak należy z nimi walczyć. Domagają się m.in. legalizacji marihuany do użytku osobistego (bo dotychczasowa polityka oparta na całkowitym zakazie posiadania narkotyków nie wypaliła), traktowania narkomanów jak pacjentów, a nie przestępców, oraz wszczęcia wielkiej kampanii pedagogicznej i informacyjnej na temat skutków uzależnień od narkotyków. Chcą też ścigania przede wszystkich gangów i karteli narkotykowych, a nie chłopów uprawiających rośliny, z których narkotyki są produkowane.

Fernando Cardoso tłumaczył wczoraj, że legalizacja tzw. twardych narkotyków byłaby dzisiaj "niemożliwa" i "nieskuteczna", dlatego trzeba zacząć od marihuany. Autorzy raportu podkreślają też, że walka nie może ograniczać się do tępienia narkotyków w krajach, gdzie są produkowane, lecz również tam, gdzie są spożywane, czyli głównie w USA i Europie.

Raport oparty jest na doświadczeniach krajów takich jak Kolumbia czy Meksyk, gdzie potężne gangi narkotykowe nie tylko zarabiają krocie na szmuglu narkotyków, głównie do USA, ale sieją powszechny terror oraz korumpują polityków, policjantów, sędziów i dziennikarzy.

Od 2000 r. rządy Stanów Zjednoczonych i Kolumbii wydały na walkę z kokainą prawie 11 mld dol. w ramach planu "Kolumbia". Pieniądze poszły głównie na część militarną - tępienie upraw koki w dżungli i niedostępnych górach poprzez naloty na plantacje, które usiłowano niszczyć z powietrza chemicznie. W rezultacie oficjalnie ograniczono obszar upraw o blisko połowę, ale kolumbijska produkcja kokainy oraz jej szmugiel do USA wcale nie spadły. Plantacje zostały przeniesione w jeszcze bardziej niedostępne rejony, a krzewy koki są teraz o wiele wydajniejsze niż wcześniej - rodzą dojrzałe liście nie dwa, lecz trzy razu do roku.

W dodatku uprawy koki przeniosły się do sąsiednich krajów, jak Boliwia czy Peru, których amerykański plan "Kolumbia" nie obejmuje. Raport zwraca uwagę, że upraw koki nie da się wykorzenić, dopóki biednym chłopom, którzy na nich zarabiają, nie stworzy się innych źródeł utrzymania.
igor 
Site Admin

Wysłany: 09-02-21, 21:56   

Artykuł Marihuana: Skończmy tę głupią wojnę w formie tekstowej (trochę ograniczony, w pdf jednak jest ciekawiej).
http://hyperreal.info/mar...te_glupia_wojne

Według danych ONZ na całym świecie trawką zaciąga się regularnie 160 milionów ludzi. Czy warto ich ścigać? Coraz więcej lekarzy, prawników i polityków, a także kolejne badania naukowe i analizy statystyczne przekonują, że nie


Dwie maturzystki palące skręta na ławce w parku zatrzymuje policyjny patrol. Rewizja osobista, przewiezienie suką na komisariat, przesłuchanie, potem przeszukanie mieszkań przy zszokowanych rodzicach. Zatrzymanie pamiętników jako dowodów w sprawie. Proces sądowy, wyrok więzienia w zawieszeniu, wyznaczenie kuratora. W przypadku jednej z dziewczyn załamanie nerwowe, oblana matura, depresja. To historia z życia wzięta. Takie zdarzają się w Polsce na co dzień. Gdy czytacie ten tekst, jest bardzo prawdopodobne, że policjanci w poszukiwaniu trawki wywracają gdzieś do góry nogami pokój w akademiku, jakiś prokurator przesłuchuje zakochaną parę nastolatków przyłapanych ze skrętem na plaży, w jakimś sądzie przewodniczący składu wydaje wyrok za pół grama marihuany w szufladzie właściciela prywatnej firmy, kochającego męża i ojca trójki dzieci.

Prohibicja? To nie działa

Od 2000 roku, od kiedy w Polsce obowiązuje bardzo restrykcyjna ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii, przez system karny przewinęło się kilkaset tysięcy w większości bardzo młodych ludzi, których jedyną winą było to, że od czasu do czasu popalają trawkę. Polska ze swoim surowym prawem należy do – coraz węższej na Zachodzie – koalicji absolutnych prohibicjonistów. W wielu krajach marihuana została oddemonizowana, co przełożyło się na tworzenie nowych bądź łagodniejsze stosowanie istniejących przepisów. Nawet tam, gdzie trawka nadal jest w pełni nielegalna, jej posiadanie karane jest pouczeniem albo niewielkim mandatem. U nas zapadają wyroki więzienia lub więzienia w zawieszeniu. Jak pokazują badania profesora Krzysztofa Krajewskiego z Uniwersytetu Jagiellońskiego, w ponad 70 procentach dotyczą one posiadania poniżej trzech gramów marihuany.

Polscy prawodawcy biorą przykład ze Stanów Zjednoczonych, gdzie od 1990 roku za posiadanie marihuany aresztowano 10 milionów osób. W amerykańskich więzieniach przebywa pół miliona osób skazanych za przestępstwa związane z narkotykami, przy których popełnieniu nie dopuszczono się przemocy. Każdego roku z powodu narkotyków do aresztu trafiają dwa miliony Amerykanów.
Czy taka polityka przynosi zamierzony skutek? Nie bardzo. Mimo państwowych represji mieszkańcy USA są największymi wielbicielami trawki na świecie. Niemal co drugi (47 procent) dorosły Amerykanin próbował marihuany bądź haszyszu przynajmniej raz w życiu. 15 milionów pali regularnie. Według danych Białego Domu obywatele USA pochłaniają konopie w ilości 900 ton rocznie.

Statystyki pokazują, że mimo surowego prawa konsumpcja marihuany rośnie również w Polsce. Według Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (EMCDDA) 9,1 procent Polaków w wieku 15–64 lat przynajmniej raz w roku pali marihuanę. Przed sześciu laty ten współczynnik wynosił 7,7.

Doktor Jacek Moskalewicz, ekspert Światowej Organizacji Zdrowia, uważa, że nasze prawo niszczy relację państwa z młodym pokoleniem i krzywdzi ludzi, którzy mają przez marihuanę problemy w pracy, w szkole i w rodzinie. W jego opinii szkody wynikające z tego prawa w dłuższej perspektywie będą dla społeczeństwa bardzo dotkliwe. Według Marka Balickiego, byłego ministra zdrowia, ustawa służy przede wszystkim policji, a nie społeczeństwu. Ułatwia pracę operacyjną, bo każdy student złapany na paleniu staje się potencjalnym informatorem.

Zarówno Polacy, jak i Amerykanie są w swojej prohibicji uparci. U nas Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowuje projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, który nie przewiduje żadnych zapisów depenalizacyjnych. W USA, gdzie podatnicy na nieskuteczną politykę narkotykową wyłożyli w ostatnich ośmiu latach 75 miliardów dolarów, rząd nie podejmuje próby alternatywnego podejścia do problemu. Nadal finansuje na przykład narkotykową wojnę meksykańskiej armii z narkotykowymi kartelami, w której w samym 2008 roku zginęło 6000 ludzi, czyli cztery razy więcej niż w Afganistanie. Mimo to kartele nieprzerwanie kontrolują rynek marihuany w USA i zarabiają na nim co roku 30 miliardów dolarów.

Drug Enforcement Administration (DEA), instytucja walcząca z narkotykami na terenie i poza granicami USA, od rządowego biura oceniającego pożytek płynący z pieniędzy wydanych przez instytucje publiczne dostała w 2003 roku zero punktów. W stupunktowej skali.

Mit pierwszego kroku

Marihuana jest najpopularniejszym narkotykiem na świecie – 80 procent amatorów narkotyków to właśnie konsumenci marihuany. 160 milionów ludzi popala trawkę regularnie, a 22 miliony pali codziennie.

Prohibicjoniści przekonują, że jest ona zazwyczaj pierwszym krokiem do uzależnienia od tak zwanych narkotyków twardych. Nie potwierdziły tego żadne badania naukowe. – Narkomania ma w większości przypadków przyczyny psychologiczne i społeczne – mówi Katarzyna Malinowska-Sempruch, szefowa programu Global Drug Policy. – W uzależnienie wpadają w ogromnej większości osoby, które nie radzą sobie w życiu. Obwinianie za to marihuany to absurd. Oczywiście, że spora grupa z tych, którzy są dziś uzależnieni od heroiny, kiedyś w swoim życiu paliła trawkę. Tak jak pewnie każdy alkoholik wypił kiedyś piwo.

Eksperci podkreślają, że marihuana jest zupełnie inną substancją niż tak zwane narkotyki twarde. Ma o wiele łagodniejsze działanie na organizm nie tylko w porównaniu z heroiną czy kokainą, ale też z legalnymi tytoniem i alkoholem. Nie powoduje również typowych dla narkomanii twardej czy alkoholizmu szkód społecznych – jak przemoc, kradzieże lub bezdomność. Badania pokazują, że 80–90 procent użytkowników pali marihuanę rekreacyjnie i z wiekiem, wraz z podjęciem pracy, założeniem rodziny, używa jej coraz rzadziej. W uzależnienie popada co dziesiąty amator konopi.

Ale prohibicjoniści powołują się na zapisy konwencji ONZ sprzed ponad 40 lat, w których konopie sklasyfikowane są jako substancja równie niebezpieczna co kokaina i heroina. Postulat stworzenia nowego dokumentu ONZ dotyczącego marihuany, który brałby pod uwagę współczesną wiedzę, zgłasza międzynarodowa grupa profesorów, którzy opublikowali raport „Polityka wobec konopi. Przełamać impas”. Autorzy wykazują w nim nieskuteczność dotychczasowej polityki względem marihuany, przekonują, że restrykcyjne prawo nie zmniejsza jej spożycia, i rekomendują rozwiązania alternatywne. Najbardziej radykalne z nich to państwowa regulacja rynku konopi – od produkcji, przez dystrybucję, po sprzedaż. W ten sposób państwo – poprzez systemy licencji, podatków, ustalania cen – zyskuje realne mechanizmy ograniczania popytu i odcięcia od rynku osób nieletnich.

Według profesora Petera Reutera z Uniwersytetu Maryland, jednego z autorów raportu, jeszcze lepsze są rozwiązania pośrednie: „Obywatel sam na własny użytek hoduje sobie kilka krzaczków marihuany, a rząd się do tego nie wtrąca”. W taki bądź podobny sposób kwestię marihuany uregulowano już na przykład w Portugalii, Szwajcarii czy – częściowo – w Australii. Jak pokazały badania, w tym ostatnim kraju, w prowincjach, które nadal stosują kryminalizację, dla ponad jednej trzeciej osób sądzonych za posiadanie marihuany ten konflikt z prawem niósł za sobą dalsze reperkusje, takie jak popełnienie poważniejszego przestępstwa, utrata pracy lub rozpad rodziny.

Rozwiązanie, które proponuje Reuter, przyczynia się też do ograniczenia zysków z marihuany, jakie czerpią organizacje przestępcze. Według danych ONZ światowy nielegalny obrót narkotykami, którego marihuana stanowi zdecydowanie największą część, jest wart 400 miliardów dolarów rocznie, czyli więcej niż wynosi budżet obronny USA. Narkotyki to osiem procent obrotów światowego handlu (dla porównania: samochody 5,3 procent, a tekstylia – 7,5).

Holenderska dyplomacja

Najdalej poszła Holandia. Sprzedaż konopi jest tam legalna w licencjonowanych punktach zwanych coffee shopami (w całym kraju jest ich 700). Sprzedają one rocznie pięć ton narkotyku, z czego państwo ma w postaci podatku 70 milionów euro. Między innymi dzięki temu Holendrzy wydają najwięcej spośród krajów UE na programy prewencyjne. Duża część towaru dostępnego legalnie w coffee shopach pochodzi z nielegalnej produkcji, na którą państwo przymyka oko. Skąd ta niekonsekwencja czy – jak chcą krytycy – hipokryzja?

Malinowska-Sempruch: – Holendrzy nie chcą wchodzić w konflikt z ONZ, które nie dopuszcza produkcji narkotyków na potrzeby pozamedyczne. Ich system jest wynikiem pewnej formy dyplomacji, jaką prowadzą z krajami i instytucjami twardo obstającymi przy pełnej prohibicji.

Jan Wiarda, wieloletni szef policji w Hadze i Utrechcie, który w latach 70. jako pracownik holenderskiego MSW skutecznie zabiegał o zmianę w podejściu państwa do narkotyków i zna zagadnienie od podszewki, zapewnia, że większość burmistrzów holenderskich miast jest za wprowadzeniem pełnej regulacji, która obejmie też produkcję. Przekonuje, że niedawne zmniejszenie liczby coffee shopów wynika z nowych przepisów, które ustaliły ich minimalny dystans od szkoły na 250 metrów. Jest to konsekwencja, a nie odwrót od racjonalnej polityki kontroli. Holendrzy spożywają mniej marihuany niż mieszkańcy większości krajów w UE. Statystyki dotyczące „twardej” narkomanii czy przestępczości związanej z narkotykami też sytuują ich w chlubnym ogonie europejskiej stawki. Państwo oszczędza miliony euro dzięki nieangażowaniu policji, sądów i więzień w wojnę z palaczami trawki.

Według profesora Krajewskiego przykładem godnym naśladowania jest też Hiszpania, gdzie liberalizacji podejścia państwa do narkotyków miękkich towarzyszy najodważniejsze w Europie wprowadzanie polityki redukcji szkód w stosunku do narkotyków twardych. Jak wyjaśnia Malinowska-Sempruch, taka polityka polega na tym, że państwo odrzuca utopijną wizję społeczeństwa abstynenckiego i zamiast karać- obywateli, skupia się na prewencji i redukowaniu szkód wynikających z zażywania narkotyków.

Skończyć wojnę

Odkąd w roku 1971 prezydent Richard Nixon ukuł termin „wojna z narkotykami”, a następnie ufundował powstanie agendy ONZ do ich kontroli, Stany Zjednoczone są uważane za międzynarodowego strażnika prohibicyjnego i abstynenckiego podejścia do narkotyków.

Pytanie o to, czy warto zalegalizować marihuanę, jest częścią szerszego problemu: na ile skuteczne jest takie – wojenne – podejście. W 1998 roku odbyła się XX Specjalna Sesja Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych poświęcona światowej polityce narkotykowej. Jej uczestnicy postawili sobie dwa podstawowe cele, na których realizację dali sobie 10 lat: 1) całkowitej eliminacji lub znacznej redukcji upraw koki, opium i konopi; 2) znacznego zmniejszenia liczby ludzi zażywających narkotyki.

Dziś światowa produkcja opium jest o 120 procent większa niż przed 10 laty, a kokainy o 20 procent. 208 milionów ludzi w wieku 15–64 lat, czyli pięć procent dorosłej populacji Ziemi, bierze narkotyki przynajmniej raz do roku – mniej więcej tyle samo, co przed 10 laty. Hasło XX Specjalnej Sesji, które brzmiało: „Świat wolny od narkotyków. Możemy tego dokonać!”, okazało się nierealnym życzeniem. W przyszłym miesiącu w Wiedniu odbędzie się ministerialny szczyt pod egidą ONZ, na którym przedstawiciele państw podsumują minione 10 lat i wyznaczą sobie nowe cele. Czy będzie przełom?

Lobby na rzecz zmiany w podejściu do marihuany i polityki narkotykowej jest coraz silniejsze. Należą do niego liczne autorytety naukowe, ale też coraz więcej przedstawicieli organów ścigania. Międzynarodowa organizacja LEAP (Law En-forcement Against Prohibition; Stróże Prawa przeciwko Prohibicji) zrzesza policjantów, sędziów i prokuratorów, którzy przez swoją pracę byli lub są zaangażowani w wojnę z narkotykami, otwarcie mówią o jej absurdach i postulują jej zakończenie. Za przeniesieniem ciężaru w światowej polityce narkotykowej z kryminalizacji na redukcję szkód i depenalizację opowiada się też większość krajów UE.

Do koalicji, która ma zamiar bronić prohibicji i kryminalizacji jak niepodległości, należą, poza Polską i USA, Rosja i kraje azjatyckie (w Singapurze czy Indonezji za przestępstwa narkotykowe karze się śmiercią).

Jak zgodnie przekonują nasi rozmówcy, na przeszkodzie zmianom stoją stereotypy kulturowe i emocje. Gdyby je odrzucić, racjonalnego uzasadnienia kryminalizacji marihuany nie ma.

O sytuacji w Polsce profesor Krajewski mówi tak: – Z wódą, choć wiemy, jaka jest zła, nauczyliśmy się żyć. Marihuany jeszcze nie znamy. Poza tym politykom nad Wisłą bardzo często odpowiada amerykańskie, mesjanistyczne podejście do rozwiązywania problemów. Definiowanie ich w kategoriach wojny bardziej przemawia im do wyobraźni niż wyważone podejście europejskie.

Malinowska-Sempruch uważa, że marihuana jest przez prohibicjonistów demonizowana, tak jak w kulturze muzułmańskiej demonizowany jest alkohol. I dodaje: – Nie może być tak, że licealista złapany ze skrętem jest stawiany po tej samej stronie prawa, co złodziej czy morderca. Policjanci ścigający dzieciaki powinni w tym czasie zajmować się prawdziwymi przestępcami.

A Peter Reuter podsumowuje: – Tak, marihuana nie jest nieszkodliwa. Ale czy nam się to podoba, czy nie, w XX wieku na Zachodzie stała się częścią kultury, tak jak są nią alkohol i papierosy. Od tego nie ma odwrotu. Zadaniem państwa jest tworzenie racjonalnego prawa, a nie szerzenie wiary w utopię pełnej społecznej abstynencji.

Maciej Jarkowiec
„Przekrój”, nr 6/2009
igor 
Site Admin

Wysłany: 09-03-15, 02:57   

no proszę, kolejny przykład na to, że czas kryzysu zmusza do zmian i narusza pewien ustalony, wygodny dla niektórych porządek. :)

---------------------------------------------------------
Legalna i opodatkowana marihuana lekiem na kryzys?
http://hyperreal.info/leg...ekiem_na_kryzys
http://www.pardon.pl/arty...dodaj_komentarz

Kryzys zmusza polityków do myślenia. Deputowani z Kalifornii wykombinowali na przykład, żeby łatać dziurę budżetową podatkiem od obrotu trawką. Pomysł wart skopiowania?

Wypada zacząć od tego, że jest co opodatkowywać. Marihuana zajmuje bowiem pierwsze miejsce wśród płodów rolnych, którymi handluje się w Kalifornii. Wartość jej rocznej sprzedaży - oczywiście kanałami nieoficjalnymi - jest szacowana na 14 miliardów dolarów. Dla porównania rynek mleka i śmietany - które są na drugim miejscu - jest wart tylko 7,3 miliardów dolarów.

Tymczasem Kalifornia zmaga się z największym w historii deficytem budżetowym w wysokości 42 miliardów dolarów. Stanowa kasa świeci pustkami, setki urzędników wysłano na bezpłatne urlopy, wstrzymano wiele inwestycji, a niektóre szkoły pracują tylko przez cztery dni w tygodniu. Rośnie też bezrobocie. Tom Ammiano, deputowany do kalifornijskiego parlamentu z ramienia Demokratów, cytowany przez tygodnik "Time" mówi tak:

"Jesteśmy w bardzo ciężkim położeniu, dlatego musimy być kreatywni. Pomysł, by przestać traktować handel marihuaną jak przestępstwo, uregulować go i opodatkować, właśnie taki jest."

Dlatego Ammiano zgłosił stosowny projekt ustawy, który legalizuje obrót marihuaną, poddając go podobnym rygorom, jakim podlega handel alkoholem (m.in. granica wieku - 21 lat). Wpływy z podatku od trawki są przez niego szacowane na 1,3 miliarda dolarów rocznie. Inni eksperci dodają, że kolejny miliard dolarów rocznie można zaoszczędzić na zaprzestaniu ściagania za posiadanie marihuany.

Ammiano ze swoim pomysłem trafia na dobry czas. Bo administracja Baracka Obamy łagodzi twarde stanowisko Georga Busha wobec trawki. Nowy prokurator generalny zapowiedział, że rząd federalny nie będzie ścigał sprzedaży marihuany do celów medycznych. Ten proceder jest legalny w 12 stanach na czele oczywiście z Kalifornią. Trawkę można tam kupić legalnie, jeśli przedstawi się w aptece stosowną receptę. Dotąd jednak i kupujący, i sprzedający mogli się obawiać, że w każdej chwili wpadną agenci DEA i zabiorą ich do aresztu. Teraz ma być inaczej.

Pełna legalizacja obrotu marihuaną ma oczywiście wielu przeciwników. Na czele z przedstawicielami organów ścigania, a także niektórymi naukowcami. Joel W. Hay, profesor ekonomii
, profesor ekonomii z Uniwersytetu Południowej Kalifornii:

"Marihuana to narkotyk, który wpływa negatywnie na zdolność koncentracji i racjonalnej oceny sytuacji. Musimy pamiętać o społecznych kosztach narkotyków. Spójrzmy, jaką rzeź powodują te dwa, które już teraz są legalne - czyli alkohol i papierosy."

James Grey, emerytowany sędzie w jednym z kalifornijskich hrabstw, przekonuje jednak, że:
"Legalizując marihuanę nie uczynimy jej bardziej dostępną niż jest teraz. Pozbędziemy się za to problemów związanych z towarzyszącą jej przestępczością. Odbierzemy też temu narkotykowi urok zakazanego owocu. Każde społeczeństwo w historii miało swoje używki, które uzależniały. Trzeba to zaakceptować."

Warto dodać, że to nie pierwszy kontrowersyjny podatek, nad którym zastanawiają się Kalifornijczycy.

My natomiast pytamy, czy świat pójdzie ich śladem. Apele o legalizację marihuany pojawiają się także w innych krajach. W Polsce - poza wyskokami Janusza Palikota - na razie się o tym nie mówi. Ale kryzys narasta, wpływy z podatków spadają. A rząd rozgląda się za dodatkowymi źródłami dochodów.

Jeśli postanowi sięgnąć do kieszeni amatorów trawki, będziecie za czy przeciw? W końcu marihuana to narkotyk, miękki bo miękki, ale jednak. A do tego - przynajmniej na razie - handlują nim głównie ludzie z półświatka. Może jednak czas to zmienić?

pardon.pl
igor 
Site Admin

Wysłany: 09-06-23, 07:57   

I kolejny artykuł, bardzo konkretny, można powiedzieć iż wyjątkowy.
Autorem jest Kajetan Dubiel, dyr. Biura Penitencjarnego w Centralnym Zarządzie Służby Więziennej.
źródło: WP
http://wiadomosci.wp.pl/k...,wiadomosc.html

-------------------------------------------------------
Polska wojna z marychą

Jak uczy historia prawie każda wojna w swoim początkowym okresie charakteryzuje się błędnymi, często głupimi decyzjami dowództwa a w konsekwencji niepotrzebnymi ogromnymi stratami. Wynika to z faktu, że na czele armii stoją generałowie dowodzący w wojnie poprzedniej, którzy zatrzymali się na tym etapie swojej, prawdziwej lub częściej zmitologizowanej chwały i nie przyjęli do wiadomości, że świat idzie naprzód i technicznie i - co ważniejsze - w sferze mentalnej.

Gdy patrzymy jednak na wojnę toczoną z narkomanią w naszym kraju, musimy dojść do wniosku, że dowodzą w niej generałowie nieustannie przegrywający wszystkie wojny, bitwy i potyczki i nie przyjmujący do wiadomości jakichkolwiek faktów, które nie pasują do ich założeń daleko zresztą odbiegających od rzeczywistości. Na założenia te składają się różnorakie mity, uprzedzenia i nie znajdujące potwierdzenia opinie, takie jak:

- narkotyki są obce nam kulturowo, czytaj: to typowo zachodnia zgnilizna.
Substancje odurzające są znane wszystkim kulturą i we wszystkich epokach i naprawdę nie ma sensu przypominać ziół i grzybków stosowanych przez starożytnych Słowian, nożyków służących do nacinania główek makowych znalezionych w Biskupinie, czy tysięcy użytkowników eteru żyjących w XIX i XX wiecznej Polsce.

- walczymy o społeczeństwo wolne od narkotyków, drug free.
Oczywiście pomijane jest milczeniem, że takiego społeczeństwa nie ma i nigdy nie było w dziejach i to nie tylko dlatego, że walka z narkotykami wymaga wielu nakładów i jest długotrwała. W każdej strefie kulturowej istnieją substancje odurzające, które są zakazane, ale jednocześnie inne są tolerowane, legalnie używane, dopuszczone do handlu, z których państwo czerpie ogromne zyski. U nas jest to przede wszystkim alkohol i nikotyna. Substancje odpowiedzialne za coroczną śmierć tysięcy ludzi i za tragedię wielu rodzin. Często o wiele bardziej szkodliwe pod względem psychosomatycznym, niż te znajdujące się na liście substancji zakazanych. Nie ma społeczeństwa wolnego od narkotyków i głoszenie tego celu jest zwykłym oszustwem.

- świat przestępczy tylko czeka na legalizację narkotyków, aby zalać nimi: puby, dyskoteki, wyższe uczelnie, szkoły, koszary, etc.
Pomijając już kwestie, że we wszystkich tych miejscach narkotyki już są, o czym świadczą codzienne doniesienia mediów, to świat przestępczy jest ostatni w oczekiwaniu na legalizację narkotyków. Legalizacja narkotyków to koniec gigantycznych, nieopodatkowanych zysków, często będących podstawą funkcjonowania międzynarodowych i krajowych grup przestępczych.

Według obliczeń Biura Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości Narkotykowej (UNODC) produkcja i konsumpcja nielegalnych narkotyków zwiększyła się radykalnie w ciągu ostatniej dekady. Co sekunda wydaje się na świecie 12 500 euro na ich zakup. Ponieważ koszty produkcji stanowią nie więcej niż 1% tej, sumy, handel narkotykami jest podstawą funkcjonowania zorganizowanego świata przestępczego, obok handlu bronią i ludźmi. Jest również zapleczem finansowym terroryzmu, będącym coraz większym zagrożeniem świata.

W 2003 r. nadinspektor Adam Rapacki, ówczesny zastępca Komendanta Głównego Policji, ocenił wartość całego rynku narkotykowego Polsce na około 300 mln euro, czyli około 1,2 mld złotych, z czego w wyniku działań operacyjnych policja przejmowała narkotyki wartości 100 mln złotych, czyli 8%. Ostatnią rzeczą o jakiej marzy świat przestępczy jest legalizacja narkotyków. Najlepiej świadczy o tym zniesienie prohibicji w USA, co zmusiło gangsterów do szukania nowych źródeł dochodów, niestety z ogromnym kapitałem zgromadzonym na handlu alkoholem.

- od ponad 20 lat, mówiąc o narkomanii w Polsce, operuje się liczbą 40 tysięcy osób uzależnionych. Z drugiej strony, mamy alarmistyczne głosy mówiące o wzroście liczby użytkowników narkotyków: w szkołach ponad 20%, wśród żołnierzy 20%, wśród studentów 30%.
W Słowenii, kraju liczącym 2 mln ludzi liczbę narkomanów szacuje się na 20 tys. a we Włoszech na 300 tys. czyli wypada 5-10 tys. narkomanów na jeden milion mieszkańców i taki wskaźnik występuje w większości krajów europejskich. Jak łatwo obliczyć dawałoby u nas liczbę w przedziale 200-400 tys. czyli 5 do 10 razy większą od oficjalnie podawanych. Równie zastanawiająca jest oficjalnie malejąca liczba zgonów na skutek zażywania narkotyków w Polsce: w ubiegłym roku około 150, podczas gdy w Niemczech było blisko 2000 zgonów. Czyżby nasi narkomanii byli zdrowsi?

- narkomania jest coraz groźniejszym zjawiskiem społecznym gdyż są za niskie kary za: przemyt, produkcję i posiadanie narkotyków.
W 2000 r., wprowadzając do "Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii" zapis o karaniu za posiadanie nawet najmniejszej liczby narkotyków, argumentowano, że dzięki temu policja zyska skuteczne narzędzie walki z handlarzami narkotyków. Minister Barbara Labuda, gorący zwolennik tej zmiany, podczas spotkania 28.VI.2000 r. w kancelarii Prezydenta, stwierdziła, że gdy ten zapis się nie sprawdzi po kilku latach będzie można go zmienić. Minęło kilka lat i liczba dorosłych skazanych za przestępstwa związane z narkomanią wzrosła z 2878 w 2000 r. do 9878 w 2003, w więzieniach również znacznie zwiększyła się ta kategoria skazanych i skala zjawiska.

Chciałoby się wierzyć, że większość w tych skazanych otrzymało wyrok za handel, a nie posiadanie narkotyków, czemu jednak przeczy coraz większa podaż narkotyków w szkołach, dyskotekach, etc. i co gorsza drastyczny spadek ich ceny. Na dyskotekach pastylka ekstazy jest tańsza od szklanki piwa, a działa o wiele dłużej.

Przedstawiciele oświaty i samej policji przyznają, że przez ostatnie 5 lat narkomania drastycznie wzrosła i to szczególnie wśród młodzieży.

W marcu 2005 r. w Belwederze Pani Minister zorganizowała konferencje mająca ocenić zmiany sprzed 5 lat jak i propozycje ówczesnego ministra zdrowia Balickiego, powrotu do niekarania za posiadanie małej ilości. Dyskusja była dość jednostronna gdyż na sali znaleźli się głównie zwolennicy utrzymania status quo: policja oraz przedstawiciele ministerstw. Głos prof. Wiktora Osiatyńskiego, mówiącego, że traktowanie posiadania narkotyków jako przestępstwo służy głównie poprawie statystyk policyjnych, gdyż wykrywalność tego rodzaju przestępstw wynosi 96,5%, w atmosferze ogólnego zadowolenia nie został wzięty pod uwagę.

Wniosek nasuwa się wyraźny: u podstaw beznadziejnej walki nie o likwidacje, ale o ograniczenie zjawiska narkomanii leży fatalna ocena skali zjawiska, jego trendów rozwojowych i co najgorsze ideologiczne podejście decydentów jak i opinii publicznej nadal głównie panicznie bojącej się narkomanii.

Najlepiej widać ten problem przy wprowadzaniu programów substytucyjnych w Polsce - prawdziwej drogi przez mękę. Redukcja szkód (harm reduction), których elementem jest substytucja, oparta jest na podejściu pragmatycznym. Polega ona na tym, że przyjmujemy do wiadomości istnienie patologii, zdajemy sobie sprawę, że nigdy ich nie wyeliminujemy z życia społecznego i dlatego staramy się w pierwszym rzędzie maksymalnie ograniczyć zagrożenia jakie nałóg stanowi dla osoby uzależnionej jak i społeczeństwa. Tolerujemy nieakceptowane zachowania, o ile nie szkodzą one innym.

Klasycznym przykładem jest tutaj funkcjonowanie tak popularnej używki jak tytoń. Tytoń jest narkotykiem dopuszczonym do handlu, a państwo czerpie ogromne zyski, utrzymując monopol na produkcję i obrót jego przetworami. Tytoń uzależnia i jest przyczyną wielu chorób a często i zgonów, jak głoszą napisy na paczkach papierosów. Pomimo to państwo akceptuje legalny handel tą używką, używanie jej przez obywateli a w konsekwencji uzależnianie się wielu z nich. Prowadzi jednak w ramach redukcji szkód szeroką działalność profilaktyczną, której elementem są wspomniane napisy ostrzegawcze na paczkach papierosów. Wymusza na koncernach tytoniowych stosowanie filtrów ograniczających szkodliwość palonego tytoniu. Leczy z pieniędzy podatników obywateli, którzy zachorowali, między innymi na skutek palenia tytoniu. Zakłada się, że pomimo legalności zagrożenia nie wszyscy muszą popaść w nałóg. Ale jeżeli ktoś już się uzależnił to nie może to być powodem wykluczenia ze społeczeństwa i należy takiej osobie pomoc maksymalnie zmniejszając zło, zarówno osobiste jak i społeczne wynikające z uzależnienia.

W przypadku postępowania z narkomanami jedną z podstawowych metod z dziedziny redukcji szkód jest terapia substytucyjna. W latach 60. zaczęto stosować metadon - syntetyczny opioid likwidujący objawy abstynencyjne, powodujący uzależnienie, ale nie zaburzający sprawności psychomotorycznej osoby przyjmującej ten lek. Wieloletnie stosowanie metadonu w USA i Europie Zachodniej potwierdza tezę, że substytucja jest trzecim wyjściem dla ludzi uzależnionych, którzy nie są w stanie wyjść z nałogu, ale chcą funkcjonować w społeczeństwie, dobrze wypełniając role: ucznia, pracownika, rodzica, etc. Substytucja wpływa też na ograniczenie liczby przestępstw popełnianych przez narkomanów jak i wpływa korzystnie na stan ich zdrowia.

Badania prowadzone w USA w 1985 r. wykazały, że wśród narkomanów uczestniczący od kilku lat w programach substytucyjnych tylko 1% jest zakażony HIV, podczas gdy w ogólnej populacji status ten ma 35%. Metadon stosowany jest również w trakcie detoksykacji i jako środek przed rozpoczęciem terapii, mający na celu "wyzerowanie" pacjenta, czyli zlikwidowanie objawów głodu narkotycznego i jednoczesne wzbudzenie w nim motywacji do podjęcia leczenia.

I to nie tylko ze względów humanitarnych. Należy również uwzględnić społeczne koszty narkomana nieleczonego, który choruje, wchodzi w konflikt z prawem i nie wypełnia ról społecznych. Właśnie cała idea leczenia substytucyjnego polega na tym, że człowiek pozostaje w swoim środowisku i nie degraduje się, wypełniając role społeczne. We Francji w substytucji jest 90 tys. ludzi, we Włoszech 120 tys. często po 10-15 lat i dłużej. W Polsce zeszliśmy z 1200 do 700 osób i nadal toczone są jałowe dyskusje, niestety również wśród lekarzy, na temat etyczności tej metody. Proszę się spytać setek uzależnionych, którym nie dano tej możliwości i ich rodzin, czy wolą mieć syna/córkę rujnującego się z dnia na dzień, bezwolnego w rękach handlarzy, narażonego na zakażenie HIV, żółtaczkę, gruźlicę, czy biorącego raz dziennie metadon i normalnie funkcjonujących i wypełniających rolę: syna, ojca czy pracownika.

To jest leczenie i na dyskusje ideologiczne tu nie ma miejsca tym bardziej, że są wyraźne zalecenia WHO w tej sprawie. Państwo ma obowiązek zapewnić możliwość leczenia substytucyjnego potrzebującym. A na dzień dzisiejszy programy substytucyjne w Polsce "zwijają się" i liczba miejsc w programach metadonowych systematycznie maleje.

Bardzo istotnym jest również samo podejście do narkotyków. Jak wynika z badań Janusza Sierosławskiego z Instytutu Psychiatrii i Neurologii, młodzi ludzie nie uwzględnią czynników etycznych, decydujących w myśleniu dorosłych o narkotykach. Dla dorosłych, zwłaszcza opiniotwórczych nauczycieli, wychowawców, polityków, narkotyki są złe same w sobie, oczywiście z wyłączeniem tytoniu i alkoholu, niezależnie od tego jak działają na organizm człowieka. Dla młodych ludzi narkotyki - przynajmniej niektóre - są stałym elementem życia codziennego, traktowanym podobnie jak inne używki takie jak alkohol, czy tytoń, podczas gdy starsi lokują je w sferze patologii społecznej i nie dopuszczają żadnych argumentów mogących zmienić to stanowisko. W ich mniemaniu jest to kwestia ideologii.

Obcość kulturowa, brak głębszej wiedzy, lęk wywołany przez narkotyki utrudniają prowadzenie międzypokoleniowej racjonalnej dyskusji na ten temat z młodzieżą, a w konsekwencji podejmowanie adekwatnych oddziaływań profilaktycznych. Co najlepiej było widać w trakcie otwartej debaty w Ministerstwie Zdrowia nad projektem zmiany Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Gdy młodzi ludzie mówili o szkodliwości palenia tytoniu i antydepresyjnym działaniu marihuany słychać było śmiechy i buczenie zawodowych działaczy antynarkotykowych z 20-, 30-letnim stażem, którzy w przerwie odpalali papierosa od papierosa. Na pewno nie była to merytoryczna dyskusja.

Od lat nie mogę wyjść ze zdziwienia, słysząc zwolenników karania za posiadanie narkotyków na własny użytek, którzy bezrefleksyjnie skazują tysiące młodych ludzi na wejście w konflikt z prawem, a w przypadku złapania na potencjalny pobyt w więzieniu, a już na pewno na wyrok i w konsekwencji plamę na życiorysie ciągnącą się przez całe życie. O ile można zrozumieć rodziców dzieci uzależnionych, którzy w swej rozpaczy mają nadzieję, że zmuszą w ten sposób dzieci do leczenia, to pozostali zwolennicy penalizacji posiadania narkotyków traktują zapewne narkomanów ideologicznie jako chorobę na zdrowym społeczeństwie. Traktując w ten sposób użytkowników narkotyków dopuszczają tylko jedną alternatywę: albo narkoman przestanie brać narkotyki albo społeczeństwo go ukarze.

Mamy tu do czynienia z ideą czystości społeczeństwa opisaną przez Zygmunta Baumana w książce "Ponowoczesność jako źródło cierpień". Idea czystości to doskonały stan rzeczy, w którym nie ma miejsca na brud. Brud, który zakłóca harmonię ładu i którym są istoty ludzkie inne niż my zabiegający o ład i decydujący o jego kształcie. Warunkiem utrzymania ładu staje się izolacja bądź usunięcie pewnej kategorii ludzi, dla których w powszechnej wizji porządku nie przewidziano miejsca. Albo osoby te podporządkują się i zmienią styl życia, albo znikną z naszej przestrzeni i pozwolą realizować cel idealny, czyli społeczeństwo wolne od narkotyków. Nie ma miejsca na substytucje narkotyków, ale jest na alkohol, tytoń i farmaceutyki.

Nasza epoka, opisywana choćby przez wspomnianego Baumana czy Ulricha Becka w "Społeczeństwie ryzyka", charakteryzuje się też trwałym poczuciem zagrożenia ze strony zdarzeń niezależnych od naszej woli i aktywności (np. choroby takie jak rak, wypadki drogowe, kataklizmy wywołane anomaliami pogodowymi, światowy terroryzm ). Zdarzenia te i ich skutki są od nas niezależne, nie mamy na nie żadnego wpływu, co gorsza nie mają też wpływu zajmujący się nimi eksperci i organizacje międzynarodowe. Skutkuje to stanem nieprzejrzystości, płynności i niepewności sytuacji społecznych, w jakich funkcjonuje współczesny człowiek. Życie w takich warunkach kształtuje różne postawy jakie ludzie przyjmują wobec ciągłego stresu wywołanego permanentną niepewnością. Jedną z nich jest cyniczny pesymizm, pogodzenie się z nieuchronnością zagrożeń, które prędzej czy później nastąpią i wobec tego narzucenie sobie skróconego horyzontu czasowego: życie jest przecież chwilą i trzeba korzystać z hedonistycznych przyjemności, które często zapewniają narkotyki.

Tak więc powszechne sięganie po pastylki rozwiązujące problem jest społecznie akceptowane i stale propagowane przez reklamy. Boli ząb - pastylka, nie mogę spać - pastylka, jestem wyczerpany - red bull, kłopoty z koncentracją - ginkoffar, itp, itp. Jest tu też miejsce na prozac i inne substancje zmieniające nastrój. No, ale dlaczego nie?! Amfetamina w trakcie sesji egzaminacyjnej, czy trudnych negocjacji, ekstazy na dyskotece, tajemnicza tabletka na zrzucenie kilku kilogramów, coś na przyrost masy mięśniowej... itd.

Jak wynika z badań dr Mariusza Jędrzejko z Wyższej Szkoły Humanistycznej w Pułtusku ("Motor" 13.02. br.) blisko 750 tys. kierowców tirów i samochodów dostawczych używa w pracy różnych chemicznych środków stymulujących, które umożliwiają prowadzenie pojazdu przez długie godziny. Ale kierowcy przecież też mają swoje normy do wykonania tak jak lekarze w 24-tej godzinie dyżuru, czy studenci w czasie sesji. Ich postawa choć oczywiście naganna moralnie, nie powinna jednak dziwić na tle opisanego wcześniej kontekstu kulturowo-społecznego.

Na tym przykładzie choćby widać naszą dwulicowość i absolutny brak wyobraźni. Bezwzględnie ścigamy i kryminalizujemy młodzież za posiadanie nawet marihuany, wykazując jednocześnie bezradność, a może tchórzostwo wobec tysięcy potencjalnych zabójców na naszych drogach, nie wspominając o bandytach czerpiących zyski z nielegalnego handlu narkotykami.

Nie uwzględniając wspomnianych zmian społeczno-kulturowych, i bez rzetelnej oceny problemu nie tylko przez psychologów, prawników, policję czy pracowników służby zdrowia, ale przede wszystkim przez niezależnych fachowców, nigdy nie ograniczymy zjawiska narkomanii odnotowując co rok setki przypadków nowych uzależnień - i to nie tylko wśród młodzieży - oraz stałe bogacenie się świata przestępczego.

Kajetan Dubiel
AfterDream 
Wysłany: 09-06-24, 22:17   

Thomas S. Szasz - profesor psychiatrii z New York State University, znany powszechnie jako jeden z twórców anty-psychiatrii. Autor takich książek jak "The Myth of Mental Illness" i "The Drug Myth". Tekst "A plea for the cessation of the longest war of the twentieth century: the war on drugs" pochodzi z antologii "The Cost of Prohibition On Drugs", opublikowanej nakładem Parlamentu Europejskiego w 1988 roku.

Dlaczego należy zaprzestać najdłuższej wojny XX wieku: wojny przeciwko narkotykom


"Gdyby rząd miał nam wyznaczać lekarstwa i dietę,
nasze ciała byłyby w takim stanie, w jakim teraz
znajdują się nasze dusze. We Francji emetyk zabroniony
byłby jako lek, a ziemniak jako artykuł żywnościowy"
Thomas Jefferson (1781)



I

Na pierwszy rzut oka wojna przeciwko narkotykom skierowana jest przeciwko "niebezpiecznym" narkotykom. Tyle że substancje, które nazywamy "narkotykami", są zwykłymi produktami przyrody (np. liście koki) albo też wytworami ludzkiej pomysłowości (relanium). Są to przedmioty materialne - liście i ciecze, proszki i pigułki. Jak zatem, z punktu widzenia logiki, ludzkość może prowadzić wojnę przeciwko narkotykom? Trzeba być ślepym by nie widzieć, że musi to być wojna w metaforycznym znaczeniu tego słowa. Stanowi ona upust agresji pewnej kategorii ludzi przeciwko innej kategorii ludzi. To smutne, jak bardzo destrukcyjność takiej wojny jest zaćmiewana przez tępy opór współczesnych ludzi przed dowiedzeniem się prawdy o narkotykach oraz przez gorliwość polityków do wykorzystywania tegoż oporu. Słowo "narkotyk" powinno przynależeć do języka nauki, tymczasem stało się ono częścią języka polityki. Dlatego właśnie nie można mówić o "neutralności" leków: są one albo dobre albo złe, albo skuteczne albo nieskuteczne, albo pożyteczne albo szkodliwe, legalne bądź nielegalne. Oto dlaczego posługujemy się narkotykami równocześnie jako lekarstwami na choroby i jako kozłem ofiarnym w walce o bezpieczeństwo osobiste i stabilność polityczną.

Jeśli historia uczy nas czegokolwiek, to tego, że ludzie posiadają olbrzymią potrzebę tworzenia grup oraz że poszukiwanie kozłów ofiarnych jest często niezbędnym warunkiem dla ustanawiania spójności społecznej wewnątrz takich grup. Stąd, uznawana za samo wcielenie zła, prawdziwa natura kozła ofiarnego nie poddaje się jakiejkolwiek racjonalnej analizie. Kiedy kozioł ofiarny staje się uosobieniem zła, dobry obywatel nie musi go rozumieć, tylko nienawidzić i uwalniać od niego społeczność. Próby zanalizowania bądź uchwycenia tego rytuału społecznego oczyszczenia z kozła ofiarnego traktowane są jako coś nielojalnego, czy też wręcz jako atak na "spójną większość" i jej interesy.

Moim zdaniem tzw. "wojna przeciwko narkotykom" jest niczym innym jak tylko jeszcze jednym wariantem pradawnej ludzkiej namiętności "oczyszczania się z grzechów" poprzez odgrywanie okrutnych dramatów kosztem prześladowanych kozłów ofiarnych. Dawniej byliśmy świadkami świętych wojen religijnych wymierzonych w tych, którzy wyznawali złą wiarę; nie tak dawno temu przeżyliśmy wojny rasowe i eugeniczne skierowane przeciwko ludziom o złych kodach genetycznych; obecnie, jesteśmy świadkami medycznych czy też terapeutycznych wojen toczonych z ludźmi, którzy korzystają z niesłusznych leków.

Nie zapominajmy o tym, że to współczesne państwo jako aparat polityczny posiada monopol na prowadzenie wojen; samo dobiera sobie wrogów, ogłasza przeciw nim wojnę i czerpie z niej korzyści. Warto w tym kontekście przypomnieć sobie klasyczne spostrzeżenie Randolpha Bourne�a: "Wojna jest zdrowiem Państwa, ponieważ automatycznie uruchamia w społeczeństwie czynniki uniformizacji, zapartej kooperacji z rządem, zmuszając do posłuszeństwa grupy mniejszościowe i jednostki pozbawione instynktu stadnego".

Nie zapominajmy też o tym, że zaledwie 50 lat minęło od czasu, gdy Hitler podburzył Niemców przeciw Żydom, "tłumacząc" im na różny sposób, że Żydzi są niebezpieczni dla Niemców zarówno jako dla jednostek, jak i dla narodu. Miliony Niemców, a wśród nich czołowi naukowcy, lekarze, prawnicy, dziennikarze, uwierzyło w bajkę o "niebezpiecznych Żydach" - zaakceptowano ułudę mitu rasowego, dodawano sobie animuszu rosnącą miłością własną i wynikającą z niej solidarnością, ponieważ wszyscy zauroczeni byli perspektywą "oczyszczenia" narodu z "nieczystości rasowych". We współczesnych Niemczech prawie nikt już nie wierzy w mit "niebezpiecznego Żyda", jakkolwiek ta zmiana postawy z pewnością nie ma nic wspólnego z nowymi badaniami naukowymi na temat problemu "niebezpiecznych Żydów".

Mutatis mutandis. Każdy prezydent amerykański od czasów Johna F. Kennedy�ego wraz z innymi politykami prowadził naród amerykański na krucjatę przeciwko "niebezpiecznym lekom", "tłumacząc" mu na różny sposób, że narkotyki niszczą osobowość Amerykanów oraz ducha Ameryki jako narodu. Miliony Amerykanów, a wśród nich czołowi naukowcy, lekarze, prawnicy, dziennikarze, wierzy w bajkę o "niebezpiecznych lekach" - akceptują oni ułudę tego farmakologicznego mitu, zauroczeni perspektywą oczyszczenia narodu z niebezpiecznych leków. Krótko mówiąc, znajdujemy się teraz w samym środku wojny terapeutycznej skierowanej przeciwko "narkotykom" oraz ludziom je kupującym i sprzedającym.

II

Poważnym błędem jest widzieć modną współcześnie walkę z narkotykami jako działanie podobne do zwalczania zarazków duru brzusznego roznoszonych przez żywność i wodę. Zamiast opierać tę walkę na obiektywnych (technicznych, naukowych) podstawach, współczesna walka z narkotykami przypomina prohibicję wielu innych substancji, których zakaz oparty jest na religijnych bądź politycznych (rytualnych, społecznych) przekonaniach. Stosując takie porównanie, nie wolno zapomnieć, że nie ma takiego przedmiotu ani zachowania, które by nie było kiedykolwiek nie zabronione, a którego prohibicja byłaby uznawana za racjonalną i konieczną. Oto i niektóre przykłady takich prohibicji:

Żydowskie prawo żywieniowe oparte na Starym Testamencie zabraniało przyjmowania niezliczonej ilości substancji. Pomimo iż posłuszeństwo tym zasadom jest dzisiaj często racjonalizowane z punktu widzenia higieny, nie ma ono nic wspólnego ze zdrowiem; zamiast tego mamy tu do czynienia z podporządkowaniem się Bogowi, aby poprzez swe uczynki uzyskać jego łaskę. Głosząc, co kto jeść może, a czego nie może, jako sprawę najwyższej wagi dla wszech-troskliwego bóstwa, wierzący podnoszą zwykle wydarzenia, jak jedzenie koktajlu z krewetek, do rangi sprawy życia i śmierci. Podobne zakazy żywieniowe charakteryzują również inne religie: muzułmanie nie mogą jeść wieprzowiny, Hindusi wołowiny. Większość kodeksów religijnych równie dobrze zaleca, jak i zabrania poszczególnych napojów. Ceremonie religijne Żydów i chrześcijan wymagają stosowania alkoholu, który, z drugiej strony, jest zabroniony w "Koranie".

Obok jedzenia i picia seks jest jednym z podstawowych źródeł ludzkiej satysfakcji ściśle kontrolowanym przez obyczaj, religię i prawo. Niektóre z zachowań seksualnych, które były lub wciąż są zakazane, od razu przychodzą na myśl: masturbacja, homoseksualizm, stosunki heteroseksualne przed małżeństwem, stosunki heteroseksualne uprawiane dla samej przyjemności, stosunki heteroseksualne z użyciem prezerwatyw, diafragm i innych środków antykoncepcyjnych, pozagenitalne stosunki seksualne, kazirodztwo i prostytucja. Przez prawie dwieście lat samogwałt uznawany był za największe zło zadawane fizycznemu i moralnemu zdrowiu ludzkości. Przesąd dotyczący samogwałtu, istniejący zarówno wśród zwykłych ludzi, jak i profesjonalistów, został dziś zastąpiony podobnym przesądem dotyczącym narkotyków.

Słowne i obrazkowe opisy poszczególnych idei oraz wyobrażeń stanowią przypuszczalnie pierwsze produkty ludzkiej wynalazczości zakazane przez ludzką wynalazczość. Również i takie zachowanie ma swoje korzenie w rytuałach religijnych, wyrażanych przez żydowski zakaz tworzenia świętych obrazków, czyli wyobrażeń Boga, a więc i człowieka stworzonego na jego podobieństwo. Oto dlaczego w czasach przednowożytnych nie było wśród Żydów malarzy i rzeźbiarzy. Z kolei wraz z rozpowszechnieniem się piśmiennictwa wśród laików, kościół katolicki szybko przetłumaczył "Biblię" na "wulgarny" język zbrodni. Dlatego w XV wieku posiadanie angielskiej "Biblii" było bardziej niezdrowe aniżeli posiadanie heroiny w czasach współczesnych. Groziła za to kara spalenia na stosie. od tamtych czasów posługiwano się niezliczoną ilością zakazów wobec słowa pisanego i malarstwa, takich jak zakaz bluźnierstwa, herezji, przewrotów, rokoszu, obsceniczności, pornografii itp. Zakazy te były uprawomocniane przez tak zinstytucjonalizowanych pośredników jak Rzymskokatolicki Indeks Ksiąg Zakazanych, prawa Comstocka (w USA), palenie książek przez nazistów, czy też cenzura w różnych reżimach totalitarnych.

Pieniądze, w postaci monet lub banknotów, to jeszcze jeden produkt ludzkiej wynalazczości często zakazywany w historii. Pomimo iż Stany Zjednoczone uznawane są za samo centrum świata kapitalistycznego, jeszcze do niedawna posiadanie tam złota było zabronione. Prywatne posiadanie tego metalu (w innej postaci aniżeli pamiątek osobistych) jest, oczywiście, zabronione we wszystkich krajach komunistycznych; dotyczy to również wolnego obiegu gotówki między granicami. Religia chrześcijańska i muzułmańska mocno potępiają również zarabianie pieniędzy dla czystego zysku. Niegdyś robienie interesów było uznawane za zło; czasami tylko "przesadne" zyski, nazywane "lichwiarstwem", były potępiane. Interesy prowadzone przez współczesne banki z pewnością uznane by były za lichwę w czasach Średniowiecza.

Hazard, cieszący się powszechnym przyzwoleniem w czasach antycznych, jest w światopoglądzie chrześcijańskim zakazany i uznawany za grzech. Dotychczas jeszcze w wielu zakątkach USA, rozkwitający pod płaszczykiem przedsiębiorstw prywatnych, ścigany jest przez policję kryminalną; jednakże gdy znajduje się pod patronatem państwa, przynosząc znacznie skromniejszy dochód właścicielowi, uznawany jest za pozytywne przedsięwzięcie, agresywnie propagowane przez rząd.

Krótko mówiąc, praktycznie nie istnieje taki przedmiot materialny ani ludzkie zachowanie, które nie byłoby traktowane jako "niebezpieczne" lub "szkodliwe" - wobec Boga, króla, interesu szkodliwego, zdrowia ludzkiego, bezpieczeństwa narodowego - i jako takie zakazane przez religijne, prawodawcze, medyczne, bądź też psychiatryczne władze. W każdym przypadku istnienia takiej prohibicji mamy do czynienia z jakimiś ceremonialno-rytualnymi regułami, racjonalizowanymi i uprawomocnianymi na pragmatyczno-naukowym gruncie: Zazwyczaj mówi się nam, że taka prohibicja chroni zdrowie i dobrobyt poszczególnych narażonych jednostek czy też grup; obecne prawo chroni dobrobytu - czyli spójności - wspólnoty jako całości (co oznacza, że poszczególne reguły zachowań posiadają funkcję ceremonialną).

III

Jak to się dzieje, że narkotyki są niebezpieczne dla indywidualnych osób oraz dla społeczności jako kolektywu? Co takiego sprawiają oficjalnie zakazane narkotyki - w szczególności opium, kokaina i marihuana - co odróżnia ich wyraźnie od działania pozostałych farmaceutyków? Jeśli przedstawiają one dzisiaj tak wielkie zagrożenie, dlaczego nie zagrażały ludzkości przez tysiąclecia? Każdy odpowiadając sobie na takie pytania musi dojść do wniosku, że nasze kulturowo akceptowane narkotyki - alkohol, tytoń, leki psychotropowe - przynoszą znacznie więcej zła i powodują bardziej widoczną szkodliwość wobec ludzi, aniżeli czynią to zakazane i tzw. niebezpieczne narkotyki.

Rzecz jasna, istnieje wiele religijnych, historycznych i ekonomicznych przyczyn, które odgrywają rolę w decyzji ludzi o wyborze takich czy innych narkotyków. jednakże, nie bacząc na takie historyczno-kulturowe determinanty i zysk farmakologiczny z "niebezpiecznych narkotyków", pozostaje jeszcze zwykły fakt, że nikt nie zażywa, wącha i wstrzykuje sobie jakiejkolwiek substancji, jeśli tego nie chce. ten prosty fakt powinien postawić "problem narkotykowy" w zupełnie innym świetle, aniżeli to się czyni w mass mediach. Oficjalne stanowisko jest takie, że narkotyki stanowią zewnętrzne zagrożenie dla ludzi, czyli takie jak inne naturalne katastrofy: erupcja wulkanu, huragan itd. Wynika z tego taka konkluzja, że obowiązkiem nowoczesnego, naukowo-oświconego państwa jest bronić swych obywateli przed takim niebezpieczeństwem, a obowiązkiem obywatela jest akceptować taką ochronę dla dobra społeczeństwa jako całości.

Tyle że tzw. "niebezpieczne narkotyki" nie powodują takiego zagrożenia. Ich niebezpieczeństwo całkiem się różni od zagrożeń ze strony huraganów czy zaraz i przypomina raczej niebezpieczeństwo pochodzące z, powiedzmy, jedzenia świni czy masturbacji. Rzecz w tym, że niektóre zagrożenia, a w szczególności "naturalne katastrofy", zwalają się na ans jako na "bierne ofiary", podczas gdy inne, jak np. zakazana żywność czy stosunki seksualne, przytrafiają się nam jako "aktywnym ofiarom" niejako z wyboru. I tak oto ortodoksyjny Żyd może nie oprzeć się zjedzeniu kanapki z szynką, a dewocyjny katolik skorzysta z prezerwatywy, co nie oznacza, że będziemy uważać wieprzowinę czy też środki antykoncepcyjne za "niebezpieczne", przed którymi winno nas chronić państwo. Przeciwnie, wierzymy że mamy prawo do wolnego wyboru.

W dzisiejszych czasach tzw. "problem narkotykowy" posiada całkiem różne oblicza. Po pierwsze, istnieje problem "cech farmakologicznych" narkotyków. Jest to problem natury technicznej: wszystkie nowe wynalazki naukowe nie tylko dostarczają nam rozwiązań starych bolączek, ale jednocześnie tworzą nowe problemy. narkotyki nie są tu wyjątkiem. Po drugie, dla jednostek istnieje problem pokusy używania poszczególnych narkotyków, szczególnie tych, które uważa się, że posiadają władzę "dawania" przyjemności. jest to problem moralny i psychologiczny: niektóre narkotyki powodują nowe pokusy, które trzeba nauczyć się opierać bądź cieszyć się nimi umiarkowanie. Po trzecie, istnieje problem prohibicji niektórych narkotyków. jest to częściowo problem polityczny i ekonomiczny, a częściowo moralny i psychologiczny. Prohibicja narkotykowa konstytuuje typ kozła ofiarnego, o czym mówiliśmy już wcześniej; stwarza również nowe, olbrzymie problemy prawne, medyczne i społeczne - problemy związane z autorytarno-prohibicyjnym wtrącaniem się w prywatne życie ludzi.

Na dodatek polityka prohibicyjna sprzyja szerokiej gamie ekonomicznych i egzystencjalnych opcji, które normalnie są niedostępne. Dla członków klasy wyższej i średniej wojna przeciwko narkotykom daje sposobność zyskania prestiżu, uznania społecznego za dobrodziejstwo, styl życia, pracę i pieniądze.. I tak na przykład pozwala żonom prezydentów amerykańskich odgrywać rolę świętej Klaudyny i doktora Schweitzera na oczach ich mimowolnych beneficjantów, którzy bez litości i wielkoduszności tych pań ponoć nie byliby w stanie powstrzymać się przed braniem nielegalnych narkotyków. Podobnie umożliwia ona lekarzom, a w szczególności psychiatrom, rościć sobie pretensję do wyłączności w zwalczaniu mitycznych nadużyć narkotyków. Przykłady te stanowią sam wierzchołek góry lodowej. Wyliczanie niezliczonej rzeszy specjalizacji w ramach "odwyku narkotykowego" oraz konkretnych interesów ekonomicznych związanych z prohibicją mija się wręcz z sensem.

Dla członków klas niższych wojna przeciwko narkotykom okazuje się prawdopodobnie jeszcze bardziej korzystna. I tak na przykład bezrobotna młodzież otrzymuje perspektywę zatrudniania się w roli handlarzy narkotyków, a byłe ćpuny mogą zostać doradcami ds. narkotyków. Robotnicy niewykwalifikowani mają z kolei okazję prowadzenia infrastruktury narkotykowego imperium. A koniec końców, wojna przeciwko narkotykom stwarza osobom ze wszystkich warstw społecznych możliwość nadawania dramaturgii swemu życiu oraz wyolbrzymiania swej indywidualności poprzez buntowanie się przeciw jakiemuś medycznemu tabu.

Nie trudno zauważyć, jak istotną rolę w tworzeniu się narkomanii odgrywa bunt. Współczesne subkultury manifestują odrzucenie konwencjonalnych i legalnych narkotyków na rzecz pasjonującego korzystania z niekonwencjonalnych i nielegalnych narkotyków. Odwieczna konfrontacja pomiędzy władzą i autonomią, stałe napięcie pomiędzy zachowaniem opartym na podporządkowaniu się przymusowi a wolnym wyborem swojej drogi życia - te podstawowe kwestie ludzkiej moralności i psychologii mają dzisiaj miejsce w scenerii, gdzie zasadniczymi rekwizytami są narkotyki i prawo przeciw nim skierowane.

IV

Amerykanie uznają wolność słowa i wyznania za swe fundamentalne prawa. Do 1914 roku uważali również za nie swobodę wyboru pożywienia i narkotyków. Dzisiaj jest już inaczej. Co kryje się za tą tragiczną, moralną i polityczną przemianą, która wyraża się w odrzuceniu przez większość Amerykanów prawa do posiadania kontroli nad swoją dietą? Jak mogło do tego dojść, jeśli weźmie się pod uwagę oczywiste podobieństwo między rozpowszechnioną w systemach totalitarnych państwową kontrolą nad wpływem idei na ludzkie myśli oraz praktykowaną współcześnie państwową kontrolą nad doborem substancji zmieniających świadomość?

Odpowiedź na to pytanie stanie się jasna, gdy zrozumiemy, że żyjemy obecnie w społeczeństwie terapeutycznym tak, jak średniowieczni Hiszpanie żyli w społeczeństwie teokratycznym. I podobnie jak ludzie żyjący w społeczeństwie teokratycznym nie wierzyli w rozdział kościoła i państwa, tylko w ich naturalny związek, tak i my, żyjący w społeczeństwie terapeutycznym, nie wierzymy w rozdział medycyny i państwa, tylko w ich naturalny związek. Cenzura antynarkotykowa wynika z obecnej ideologii w równej mierze, co cenzura książek wynikająca z dawnej ideologii. Tłumaczy to dlaczego liberałowie i konserwatyści w równym stopniu opowiadają się za kontrolą narkotyków

Uznawane za obiekty polityczne - narkotyki, książki, praktyki religijne - wszystkie stanowią ten sam problem dla ludzi i ich władców. Państwo, jako reprezentant poszczególnej klasy i dominującej etyki, może uprawomocniać niektóre narkotyki, książki praktyki religijne oraz odrzucać inne jako niebezpieczne, zdeprawowane, obłąkańcze i diabelskie. Stan ten charakteryzuje dzieje większości społeczeństw. Wynika z niego wszakże również i taka opcja, że państwo może, jako reprezentant konstytucji, uznać wyższość indywidualnego wyboru nad komfortem ogółu i przyzwolić na wolny rynek narkotyków, książek i praktyk religijnych. taki stan rzeczy tradycyjnie charakteryzował Stany Zjednoczone, lecz i to się skończyło.

O ironio, w tzw. wolnym świecie Zachodu cenzura słowa i obrazu jest powszechnie uznawana za moralny i polityczny anachronizm, odrzucany przez intelektualistów i polityków, podczas gdy dokładnie na odwrót jest w sprawie narkotyków. Argument, że ludzie potrzebują ochrony państwa przed niebezpiecznymi narkotykami, lecz nie przed niebezpiecznymi ideami staje się nielogiczny. Nikt ni musi zażywać narkotyków, jeśli tego nie chce, tak samo jak nikt nie musi czytać książek lub oglądać obrazów, jeśli nie ma na to ochoty. państwo, obejmując nad tym kontrolę, może to czynić tylko w tym celu, by podporządkowywać sobie obywateli - chroniąc ich przed pokusą, podobnie jak to czyni z dziećmi, nie pozwalając im na samostanowienie oraz ze społeczeństwem, zniewalając je. W jaki sposób do tego doszło?

Wedle szeroko rozpowszechnionej opinii, państwo ma prawo kontrolować poszczególne substancje, które wchłaniamy do ciała, w tym w szczególności tzw. leki psychoaktywne. Zgodnie z taką perspektywą, jeśli państwo musi dla dobra społeczeństwa kontrolować niebezpieczne osoby, to musi też kontrolować niebezpieczne narkotyki. Ten oczywisty błąd powstaje przez pomieszanie pojęć. Niebezpieczne narkotyki mylone są z niebezpiecznymi uczynkami. W rezultacie, współcześni ludzie "wiedzą", że niebezpieczne narkotyki wpływają na niebezpieczne zachowanie ludzi i że po prostu obowiązkiem państwa jest chronić swych obywateli przed narkotykami tak, jak chroni się ich przed mordercami i złodziejami. Kłopot w tym, że wszystkie te domniemane fakty są z gruntu fałszywe.

To oczywiste, że nie da się poprzeć solidnymi faktami argumentu mówiącego o tym, że heroina czy kokaina jest zabroniona, ponieważ jest uzależniająca czy też niebezpieczna. Z jednej strony istnieje wiele leków, które, jak insulina i penicylina, pomimo iż nie są uzależniające, niemniej jednak są zakazane - można je dostać tylko na receptę. Z drugiej zaś strony istnieje wiele rzeczy, które są o wiele bardziej niebezpieczne niż narkotyki, lecz nie są wcale zakazane. W Stanach Zjednoczonych można wejść do sklepu i wyjść z pistoletem, ale nie można ot tak po prostu wejść do sklepu i wyjść z butlą barbituranów. Jesteśmy pozbawieni takiej możliwości, ponieważ hołdujemy medycznemu paternalizmowi, a nie prawu wyboru bez zwracania się do lekarskich pośredników.

Uważam zatem, że tzw. problem nadużywania narkotyków stanowi integralną część naszej dzisiejszej etyki społecznej, która akceptuje "protekcję" i represje usprawiedliwiane powoływaniem się na dobro zdrowia, co przypomina sytuację, kiedy to średniowieczne społeczeństwa akceptowały wiele rzeczy haniebnych, powołując się na dobro duszy. Nadużywanie narkotyków (jak już wiemy) stanowi jedną z konsekwencji lekarskiego monopolu na narkotyki - monopolu, którego wartość jest codziennie zachwalana przez naukę i prawo, państwo i kościół, profesjonalistów i laików. I podobnie jako dawniej kościół regulował relacje człowieka do Boga, tak dzisiaj medycyna reguluje relacje pomiędzy nim a jego ciałem. Odstępstwo od tych reguł uznaje się za narkomanię (albo jakiś rodzaj "choroby psychicznej") i jest karane przez stosowne sankcje medyczne, zwane leczeniem.

To prawda, że narkotyki mogą oddziaływać, dobrze lub źle, na nasze ciała i umysły. Dlatego też potrzebujemy prywatnych stowarzyszeń ochotników, którzy ostrzegali by nas przed zagrożeniami płynącymi na skutek używania heroiny, soli czy też tłustej diety. Tyle że jedną sprawą jest "informowanie" nas o tym, co uznaje się za niebezpieczne substancje, a całkiem inną "karanie" nas za to, że się z tym nie zgadzamy i nie wypełniamy narzucanych nam poleceń.
Zgodnie ze słynną formułą Cezara masy ludzkie potrzebują tylko dwóch rzeczy: panem et circenses, chleba i igrzysk. Jest to nadal aktualne. W dzisiejszych czasach farmy i fabryki dostarczają nam "chleba", podczas gdy kontrola narkotyków i próby jej "obchodzenia" dostarczają nam "igrzysk". Innymi słowy, zainteresowanie narkotykami i narkomanią w świecie współczesnym oraz zwalczanie (nielegalnych) narkotyków, narkomanów i odlotowców najlepiej można zrozumieć jako świecki rytuał, który zajmuje, pasjonuje, terroryzuje i przynosi satysfakcję ludziom współczesnym w większej mierze, aniżeli zawody gladiatorów i cudy chrześcijan fascynowały i bawiły Rzymian.

To smutne, że wojna przeciwko narkotykom daje ludziom wiele z tego, co już mają: fałszywe współczucie i prawdziwy przymus, pseudo-naukę i prawdziwy paternalizm, wymyślone zarazy i ich metaforyczne zwalczanie, oportunistyczną politykę i obłudną hipokryzję. Ciężko jest widzieć, jak ktoś, kto wie coś o historii, farmakologii oraz fundamentalnej ludzkiej walce o odpowiedzialność za swoje czyny, nie potrafi zrozumieć, że wojna przeciwko narkotykom jest tylko kolejnym rozdziałem w dziejach ludzkiej głupoty.

V

Wierzę, że skoro uznaliśmy wolność słowa i wyznania za fundamentalne ludzkie prawa, powinniśmy też uznać wolność do rozporządzania naszym ciałem za fundamentalne prawo oraz że, zamiast zakłamanego sprzeciwiania się lub bezmyślnego promowania niebezpiecznych narkotyków, powinniśmy, parafrazując słowa Woltera, przyjąć za regułę następującą maksymę: "Nie podoba mi się to, co bierzesz, lecz gotów jestem umrzeć za twoje prawo do tego".

Na koniec należy podkreślić, że wojna przeciwko narkotykom jest najdłuższą i najbardziej wydłużającą się wojną tego pogmatwanego stulecia. Trwa już dłużej niż I i II Wojna Światowa, wojna w Korei i Wietnamie razem wzięte i nie widać jej końca. Tak naprawdę jest to wojna przeciwko ludzkiemu pragnieniu i jako taka nie może być nigdy wygrana.


przełożył z jęz. angielskiego Dariusz Misiuna
igor 
Site Admin

Wysłany: 09-06-26, 20:47   

http://www.rp.pl/artykul/...rkotykach_.html

Rzeczpospolita
Rozmawiajmy o narkotykach
Karolina Malinowska-Sempruch , Sławomir Sierakowski 25-06-2009, ostatnia aktualizacja 25-06-2009 19:07

Trzech ostatnich prezydentów USA ma za sobą doświadczenia z substancjami psychoaktywnymi. Ma je też nasz premier i zapewne wielu innych polityków. Myślenie życzeniowe pod hasłem: "świat bez narkotyków" nie może być podstawą polityki państwa – piszą publicyści

Narkotyki i większość substancji psychoaktywnych obłożone są w Polsce anatemą. W ostatnim dziesięcioleciu wytworzono u nas klimat paniki moralnej wokół problemu: media zgodnym chórem utożsamiają przygodne zażywanie np. marihuany z uzależnieniem, politycy prawie wszystkich opcji popierają stosowanie surowych kar za posiadanie choćby niewielkich ilości narkotyków, a ujawnienie epizodycznych przypadków zażywania czegokolwiek przez osoby publiczne traktuje się w kategoriach skandalu.

Rzecz w tym, że cała ta atmosfera nie ma nic wspólnego z rzetelną wiedzą na temat skutków używania środków psychoaktywnych, skali tego zjawiska w naszym kraju czy wreszcie kosztów społecznych obecnej, niezwykle represywnej polityki narkotykowej w Polsce.

W poszukiwaniu niecodziennych doznań

Na tle reszty Europy pod względem spożycia środków psychoaktywnych Polska znajduje się mniej więcej w środku stawki – nieco wyżej, gdy chodzi o amfetaminę, niżej – gdy uwzględnimy tylko marihuanę. Można się spierać, czy decyduje o tym charakter poszukiwanych doznań czy raczej system produkcji i dystrybucji. Marihuana rozluźnia, sprzyja integracji z innymi ludźmi. Amfetamina zwiększa efektywność i pobudza indywidualnie.

Wygląda na to, że różne warunki społeczne (np. presja konkurencyjności w korporacjach) stwarzają potrzebę takich właśnie stanów emocjonalnych. Jednocześnie w Polsce częste jest samoleczenie różnymi substancjami psychoaktywnymi. Wielu z nas wciąż się wstydzi pójść po poradę do psychologa czy psychiatry (albo nas na to nie stać!). Zaaplikowanie sobie określonych tabletek staje się panaceum na stany lękowe, depresję i wiele innych problemów zdrowia psychicznego. Na złe relacje w domu, kłopoty z rówieśnikami, niezaleczone traumy. Także przemoc psychiczną, fizyczną i seksualną, będącą często doświadczeniem uzależnionych kobiet.

Wszystko to nie oznacza, że lek (nie zawsze legalny) ma być rozwiązaniem wszystkich problemów jednostkowych i społecznych – warto jednak zapytać, czy jest sens jego stosowanie traktować jako przestępstwo? Oprócz wyżej wymienionych mamy też sporo mniej dramatycznych powodów, by używać niedozwolonych tabletek: poszukiwanie niecodziennych doznań, lepszy taniec, cieplejsze emocje, intensywniejszy seks. Czy prawo karne w wolnym państwie powinno regulować takie kwestie?

Polskie prawo w obecnym kształcie ściga głównie użytkowników, zarówno tych niedzielnych, jak i naprawdę uzależnionych – ich złapać najłatwiej. Jednocześnie Polska jest czołowym europejskim producentem amfetaminy. Czy naprawdę warto wydawać masę publicznych pieniędzy na przeszukiwanie plecaków i wywracanie kieszeni licealistom w sytuacji, gdy na hurtowników i gangsterów przymyka się oko?

Statystyki sądowe w ostatnich latach wskazują drastyczny wzrost skazań za posiadanie niewielkich ilości substancji zakazanych, bardzo niewiele za to poprawiła się wykrywalność produkcji i hurtowego handlu. Produkujące twarde narkotyki grube ryby mogą spać spokojnie – policjantowi dużo łatwiej zatrzymać z towarem słaniającego się na nogach narkomana z dworca względnie studenta z dredami. Niezwykle restrykcyjna ustawa przekłada się na relacje osób zażywających narkotyki z państwem. Jeśli kryminalizujemy zachowania 120 tysięcy obywateli, to wysyłamy im zarazem jasny sygnał, że państwo nie zamierza im w żaden sposób pomóc. Nic dziwnego, że się przed tym państwem chowają, w szczególności przed policją. Bo to właśnie policjant jest tym funkcjonariuszem państwa, z którym najczęściej mają kontakt.

Ukrywając się, nie przychodzą do poradni po pomoc, łatwiej zakażają się HIV i różnego typu żółtaczkami. Bo jeśli policja inwigiluje np. tzw. marsz konopi, robiąc zdjęcia uczestnikom, a potem aresztuje ich, to dlaczego nie miałaby ścigać klientów punktów wymiany igieł i strzykawek? Taki konflikt interesów pomiędzy egzekwowaniem prawa i zdrowiem publicznym na zdrowie nie wyjdzie nikomu.

Lepiej leczyć, niż zabraniać

Ale są w Europie przykłady, że może być inaczej. Niemiecki Bundestag opowiedział się właśnie za szerszym wprowadzeniem legalnego leczenia heroiną – decyzję tę oparto na dowo dach naukowych i wynikach badań z programów pilotażowych. Rząd portugalski już osiem lat temu zdekryminalizował używanie i posiadanie narkotyków (także tzw. twardych). Efekty? W ciągu pięciu lat umieralność z powodu przedawkowań spadła o jedną czwartą, liczba zakażeń wirusem HIV związanych z inie kcją niesterylnymi igłami spadła ponadtrzykrotnie! A u nas?

NFZ wydaje miliony złotych na tzw. leczenie abstynencyjne, na temat którego nie ma u nas badań naukowych! Ilu uzależnionych zaczyna tego typu leczenie? Ilu pacjentów wypada z niego po trzech, sześciu, dwunastu miesiącach? Dlaczego? Ilu ukończyło programy abstynencyjne? Jakie są ich losy po kolejnych trzech, sześciu miesiącach? Po roku? A po dwóch latach? Czy jest jeszcze jakaś dziedzina finansowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia, w której nie ma żadnych informacji na temat efektów leczenia?

W UE aż 700 tysięcy osób leczy się substytucyjnie, z czego zaledwie malutki kamyczek – 1500 z nich – to Polacy, co stawia nas na przedostatnim miejscu w Unii Europejskiej (za nami jest już tylko Cypr). Całe regiony kraju, np. Pomorze, podejmują decyzje, że nie będą stosować, badanych przez 40 lat i potwierdzonych naukowo jako najefektywniejsze, metod leczenia opiatowców metadonem. Tak samo jest w Białymstoku i Rzeszowie.

Przez ponad dziesięć lat od rozpoczęcia terapii substytucyjnej w Polsce nieudolne i moralizatorskie zarazem państwo nie potrafi zagwarantować wszystkim równego dostępu do skutecznego leczenia. Nie przeszkadza mu to aresztować coraz większej liczby drobnych użytkowników czy przeszukiwać ich mieszkań, krótko mówiąc – pakować się z buciorami w sam środek wolności obywatelskich.

Nieskuteczna abstynencja

Trzech ostatnich prezydentów Stanów Zjednoczonych ma za sobą doświadczenia z substancjami psychoaktywnymi. Ma je też nasz premier Donald Tusk i zapewne wielu innych polityków.

Myślenie życzeniowe pod hasłem "Świat bez narkotyków" nie może być podstawą polityki państwa. Marnujemy publiczne pieniądze i przyczyniamy się do ludzkich dramatów, z uporem maniaka trwając przy polityce wymuszania abstynencji, zamiast myśleć o skutecznej redukcji szkód.

Doświadczenia innych krajów wskazują, że wsadzanie użytkowników do więzień nie zmniejsza ani popytu, ani dostępności substancji psychoaktywnych. Generuje za to społeczne koszty: utrudnia leczenie uzależnionych, a zdrowych (np. "imprezowych" palaczy marihuany) spycha w objęcia kryminalnego podziemia.

Czas wreszcie, żebyśmy o polityce narkotykowej państwa zaczęli dyskutować racjonalnie, zamiast moralizować – obchodzony dziś Międzynarodowy Dzień Zapobiegania Narkomanii to chyba dobra ku temu okazja.

Katarzyna Malinowska-Sempruch – dyrektorka Międzynarodowego Programu Polityki Narkotykowej Open Society Institute

Sławomir Sierakowski – redaktor naczelny "Krytyki Politycznej"
AfterDream 
[avatar ukryty]
Wysłany: 09-08-24, 22:35   

http://www.youtube.com/watch?v=SSItn-hGjcA
a.nia 
Wysłany: 09-08-25, 14:28   

:)


Trybunał zadecyduje, czy mogę palić trawę

Z J. S. rozmawia Bożena Aksamit 2009-08-20, ostatnia aktualizacja 2009-08-20 16:17

Mam 26 lat, wykształcenie wyższe, studiuję drugi kierunek, działam w biznesie, przed trzydziestką chcę mieć tytuł doktora prawa. Od kilku lat popalam susz roślinny konopi indyjskich popularnie zwany marihuaną, którego posiadanie jest w Polsce zakazane...

http://wyborcza.pl/narkop...alic_trawe.html
milena 
[avatar ukryty]
Wysłany: 09-08-28, 15:39   

ciekawe..
ostatnio czytalam o trawie i inteligencji.
faktycznie w Polsce brakuje zalegalizowania trawy.
buhahaha
igor 
Site Admin

Wysłany: 09-12-04, 07:35   

ciekawy artykuł, bo przytacza informacje z badań o porażce skuteczności znienawidzonego przez palaczy art. 62 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, mówiącego o karaniu za posiadanie małych ilości.

"W pogoni za maryśką"
http://wiadomosci.wp.pl/k...,wiadomosc.html

Blisko 80 mln zł, to koszt, jaki ponosi rocznie budżet państwa na egzekwowanie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Chodzi zwłaszcza o art. 62, zgodnie z którym do więzienia można trafić za posiadanie każdej ilości narkotyku - wynika z badań Instytutu Spraw Publicznych, który proponuje liberalizację dotychczasowych przepisów.

Art. 62 z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii nie sprawdza się - taki wniosek nasuwają analizy przeprowadzone przez Instytut Spraw Publicznych (ISP). Jego egzekwowanie rocznie kosztuje państwo ok. 80 mln zł, w tym m.in. koszty koszta ekspertyz i zarobki pracowników wymiaru sprawiedliwości). W 2008 r. na jednego ukaranego za poważne przestępstwo z działania ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii przypadał średni koszt w wysokości 687,3 tys. zł.

Prof. Zofia Mielecka-Kubień z Akademii Ekonomicznej w Katowicach oszacowała koszty i czas potrzebny na realizację spraw związanych z ustawą antynarkotykową. Oceniła, że większość spraw, którymi zajmują się organy ścigania i wymiar sprawiedliwości z art. 62, dotyczy drobnych spraw.

– Spośród ukaranych niespełna 1% stanowiły osoby ukarane za poważne przestępstwo, czyli, jak umownie przyjęłam, takie, ktoś idzie do więzienia (bez możliwości zawieszenia wyroku) na więcej niż rok – mówiła Mielecka-Kubień podczas odbywającej się w Warszawie konferencji prasowej, na której prezentowano wyniki badań ISP. Zwróciła uwagę na konieczność przeanalizowania czy koszty, jakie ponosimy z tytułu realizacji postanowień ustawy antynarkotykowej, zbliżają nas do spełnienia celów, dla których art. 62 został ustanowiony.

Najwięcej emocji budzi fakt, że zgodnie z art. 62, posiadanie nawet niewielkiej ilości narkotyku grozi odsiadką do trzech lat, a „znaczna ilość” – do ośmiu. W przypadku spraw mniejszej wagi grozi grzywna bądź kara pozbawienia wolności do roku. Eksperci ISP – psychologowie, socjologowie i ekonomiści – zwrócili uwagę, że ustawa nie dookreśla, co znaczy „znaczna” i „nieznaczna” ilość narkotyku. Różnie tę ilość określali również policjanci, prokuratorzy i sędziowie.

– 31% prokuratorów [przepytywanych przez ISP - red.] uznało, że dolna granica "znacznej ilości" narkotyków mieści się w przedziale do dziesięciu porcji. Jednostki uważały, że już dwie porcje mogą kwalifikować się jako znaczna ilość – mówił jeden z twórców badania, ekspert ISP, socjolog Jędrzej Stasiowski z Uniwersytetu Warszawskiego. Częściowo problem ten ma już niedługo zniknąć. Niedawno rząd przyjął założenia do projektu nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Uwzględnia w nim w nich możliwość niekarania za posiadanie „nieznacznej ilości” narkotyków.

Karanie za posiadanie każdej ilości narkotyków – na co w raporcie z badań zwrócili uwagę eksperci z ISP – jest obecne w polskim prawie od blisko dziesięciu lat. Nie jest jednak bezpośrednio związane z porozumieniami narodowymi (konwencją wiedeńską), które ratyfikowała Polska, ani też przez nie wymagane. W 2008 r. policja stwierdziła ponad 30 tys. przestępstw związanych z posiadaniem narkotyków, z czego zdecydowana większość to drobne sprawy.

Eksperci przeanalizowali, czy ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii pozwala rozpracowywać dilerów. W tym celu zapytali policjantów, czy, ich zdaniem, art. 62 o przeciwdziałaniu narkomanii jest skutecznym narzędziem w ograniczeniu handlu narkotykami. Ze stwierdzeniem tym nie zgodziła się blisko połowa funkcjonariuszy (48%). „Środowisko policjantów bardzo niejednoznacznie ocenia karanie za posiadanie narkotyków jako metodę ograniczenia handlu narkotykami” – czytamy w raporcie.

To samo pytanie zadane było innym organom. 60% prokuratorów odpowiedziało, że obecnie obowiązująca ustawa nie jest skutecznym narzędziem w ograniczeniu handlu narkotykami (8% nie ma zdania), podobnie uważa ma 45% sędziów (17% nie ma zdania) i 56% kuratorów sądowych (13% nie ma zdania). Rozmówcy ISP przyznawali, że nie warto karać osoby podejrzanej o handel narkotykami na podstawie przepisów dotyczących jedynie posiadania narkotyków. Najlepiej złapać ją na gorącym uczynku, podczas dokonywania transakcji.

Dlaczego funkcjonariusze nazywają art. 62 „paragrafem statystycznym”? Bo, według ISP, w niewielkim stopniu przyczynia się on do walki z handlem narkotykami, poprawiając za to statystyki policji, prokuratury i sądownictwa. Przestępstwo polegające na posiadaniu narkotyków jest łatwe do przypadkowego wykrycia (np. podczas standardowych kontroli policji), a dochodzenia w sprawach „za posiadanie” są łatwe do przeprowadzenia. Oskarżeni często godzą się na przeprowadzenie sprawy w uproszczonym trybie, poddając się dobrowolnie karze. To również ułatwienie dla sądu. W niemal połowie przypadków dochodziło do posiedzeń sądu bez konieczności zwoływania rozprawy. „Oznacza to, że artykuł ten jest dobrym narzędziem podnoszenia wskaźników wykrywalności i zamkniętych spraw” – czytamy w raporcie.

Jak wynika z policyjnych statystyk, w ubiegłym roku tylko 24% spraw z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii dotyczyło handlu, a ponad połowa (53%) – wykrycia substancji psychoaktywnych i środków odurzających.

Eksperci ISP zapytali również respondentów – policjantów, prokuratorów, sędziów – czy ich zdaniem „art. 62 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii jest skutecznym narzędziem odstraszającym potencjalnych użytkowników narkotyków (osób, które jeszcze nie zażywały narkotyków)”. Ze stwierdzeniem tym nie zgodziła się ponad połowa (51%) policjantów (7% nie ma zdania), 66% prokuratorów (6% nie ma zdania), blisko połowa, bo 46% sędziów (19% nie ma zdania) i 58% kuratorów. Respondenci sceptycznie odnieśli się również do pytania o to, czy ustawa jest skutecznym narzędziem służącym ograniczeniu używania narkotyków przez okazjonalnych użytkowników.

Jak pokazują wyniki, ustawa nie pomaga również w wychodzeniu z nałogu narkotykowego. Do jej skuteczności sceptycznie odniosło się trzy czwarte badanych policjantów, 66% kuratorów, blisko połowa sędziów (46%) i ponad połowa kuratorów sądowych (56%). Co więcej, osoby zatrzymane za posiadanie narkotyków rzadko kiedy diagnozowane są w kierunku uzależnień.

Co dalej z artykułem o przeciwdziałaniu narkomanii? Eksperci ISP opowiadają się za liberalizacją dotychczasowych przepisów. Proponują – wobec osób zatrzymanych za nieznaczne ilości narkotyków i dotąd niekaranych – umorzenie postępowania, a także pominięcie wpisu osoby zatrzymanej do rejestru sądowego. Takie rozwiązanie miałoby pomóc również osobom uzależnionym, wobec których często orzekana jest kara warunkowego zawieszenia („odwieszana” przy kolejnym zatrzymaniu, co skutkuje karą wiezienia).

Eksperci zwracają również uwagę na konieczność zmniejszenia kosztów związanych z realizacją art. 62. Na przykład poprzez umarzanie spraw na poziomie prokuratury i zredukowanie ekspertyz psychiatrycznych do jednej – poczytalności i uzależnienia. Nie mniej ważne jest stworzenie podstaw do sprawniejszej współpracy miedzy instytucjami zaangażowanymi do realizacji art. 62 o przeciwdziałaniu narkomanii.

ISP przeprowadził badania w oparciu o szereg wywiadów i sondaży wśród policjantów, prokuratorów, sędziów, kuratorów sądowych i funkcjonariuszy służby więziennej. Chodziło o oszacowanie kosztów, skuteczności i czasu, potrzebnych na realizację art. 62 o przeciwdziałaniu narkomanii.

Anna Kalocińska, Wirtualna Polska, wykorzystane źródła: Analizy i Opinie ISP, PAP
AfterDream 
[avatar ukryty]
Wysłany: 09-12-13, 23:50   

http://www.youtube.com/watch?v=7woAQXcn3v8

http://www.youtube.com/watch?v=NO8OoHezE1I
a.nia 
Wysłany: 10-03-04, 00:29   

http://wyborcza.pl/1,7684..._marihuana.html

Pół ciasteczka z marihuaną
Bożena Aksamit 2010-03-02, ostatnia aktualizacja 2010-03-02 11:32:05.0

Gdy zjem, wszystko mija, mógłbym cały dzień tańczyć na wózku.


Nie wolno mi zdradzić, kim jest mój bohater, jak się nazywa ani gdzie mieszka.
Nazwałam go więc H.
H jak Hiob.

Nadzieja

Każdy dzień H wygląda tak samo. 120 minut siedzenia, potem łóżko i przewracanie: bok lewy, bok prawy, brzuch, plecy. Po trzech godzinach znów może wrócić na wózek.

H jest sparaliżowany, ale to nie wszystko. Nie ma palców. Kikuty wyglądają jak pacynki. Jakby ktoś wetknął mu w dłonie krótkie gałęzie wystrugane tępym nożem.

Jeszcze jedno - H od 15 lat gnije.

Od 45 dni ma nadzieję. Dzięki ciasteczkom. Trzyma je w szafce, za cukrem i kawą, w metalowym pudełku po pierniczkach z Ikei. Ciasteczko - kilka gramów mąki, jajko, cukier i proszek do pieczenia - wyglądałoby jak zwykły herbatnik, gdyby nie zielone fuzle. To marihuana.

Kawałek po kawałku

Od ośmiu lat mieszka w Domu Pomocy Społecznej.

- Byłoby wszystko dobrze - mówi, lekko rwąc słowa. - Oczywiście nie zacząłbym chodzić i nie miał czucia w dłoniach, ale ominęłyby mnie te wszystkie przejścia.

15 lat temu skoczył do rzeki, uderzył głową w dno i zemdlał. Do tamtego popołudnia był jak inni dwudziestolatkowie we wsi - beztroski. Nie pracował, pił tanie wino, chodził na siłownię, czasami z kimś się poszarpał pod sklepem.

Pogotowie zawiozło go do szpitala w niewielkim miasteczku. Gdy odzyskał przytomność było już po operacji. Usłyszał: wózek do końca życia.

Powiedzieli mu jeszcze, że powinien się cieszyć, bo może ruszać głową i rękoma.

- Odleżyny zaczęły się półtora miesiąca później. Zaraz potem złapałem gronkowca. Bakteria najpierw zaatakowała kolana. Któregoś wieczora położyli mnie na brzuch, gdy po kilku godzinach obudziłem się, pływałem we krwi i ropie. Potem kości zaczęły się przemieszczać, więc skończyła się rehabilitacja. Bakterie szły od kolan i żarły mnie powoli.

H najbardziej bał się poranków.

- Pamiętam jak dzisiaj. Każdego dnia o 10 rano chodziła opatrunkowa z lekarzem. Nie starali się mnie leczyć, tylko obcinali kawałek po kawałku. Oczywiście na żywca, czucia nie mam, więc nie bolało, ale wzmacniała się spastyka.

Spazm to przedłużony, niekontrolowany, nadmierny skurcz mięśni szkieletowych. Bywa tak silny, że potrafi wyrzucić człowieka siedzącego na wózku.

Lekarze systematycznie obcinali H palce rąk i nóg, wycinali mu kawałki mięsa z pięt i łydek.

H nie umiera

Trzy razy dziennie dostawał kubeczek tabletek, pielęgniarki obkładały go workami z lodem, zawijały w mokre prześcieradła. Martwica postępowała, więc wycinano po kawałku ciała H.

- Z dnia na dzień było gorzej. Gniłem.


Lekarz zaproponował amputacje nóg. H odmówił.

- Byłem jedną nogą na tym świecie. Wszystko przeżyłem i halucynacje i reanimacje. Mało który 60-latek ma za sobą tyle cierpienia co ja wtedy. Po roku lekarze kazali mnie zabrać. Byłem w strasznym stanie. Ledwo co gadałem.

H wraca na wieś, dostaje u siostry pokój, opiekę zapewnia Caritas. Pielęgniarki przychodzą kilka razy dziennie. H nie umiera, ale nie jest z nim dobrze - ma odleżyny i gorączkę. Leży jak kłoda, dzień i noc.

Usiądzie tylko dwa razy - na Wigilię.

Siostra spała przy H, przekładała go na boki, żeby zbić gorączkę okładała lodem i opryskiwała wodą. Zrobiła zraszacz z baniek po nawozach z dozownikami. Szybko nauczyła się robić opatrunki.

- Sześć lat przy mnie robiła. Dzień w dzień. Nie miałem sumienia jej wykorzystywać, zwłaszcza że zmarł jej mąż i została z dwójką dzieci. Za te pieniądze, które włożyliśmy w plastry, medykamenty, to siostra mogłaby takim merolem jeździć, że ho, ho.

H ma jeszcze trójkę braci, ale nie byli zainteresowani opieką.

- Odwrócili się ode mnie od razu, gdy było wiadomo, że wózek. Do szpitala nie przychodzili, nie dali grosza na leczenie. Przed wypadkiem nie miałem etatu, więc nic mi się nie należało.

Po sześciu latach na wsi H wraca do miasteczka - załatwia miejsce w domu pomocy społecznej. Dwudziestometrowy pokój, dwa łóżka, dwie wersalki, stół, czterech lokatorów i cztery telewizory. H śmieje się, że to pokój didżejów: chłopaki całymi dniami siedzą w wielkich słuchawkach, z pilotami w ręku i kiwają głowami.

Tam umawiamy się na rozmowę ciasteczkach.

Połówka herbatniczka

- Gnijesz jeszcze?

- Mam ostatnią odleżynę, na pośladku i nie jeden kikut ciągle się paskudzi. Nie jest już tak źle. Wiele lat temu, jeszcze na wsi, pielęgniarka z Caritasu przyniosła maść, wtedy powoli zacząłem się goić.

- To po co ciasteczka?

- Pomagają na spastykę. Normalnie to jestem napięty, zesztywniały. Nie mogę ręką ruszyć. Jak zjem z rana połówkę herbatniczka, wszystko mija, mógłbym cały dzień tańczyć na wózku. Dzisiaj zjadłem. Zobacz.

H zaczyna wywijać wózkiem, objeżdża mnie dookoła. Śmieje się przy tym jak dziecko. Gdy siadamy przy stole, podaję H herbatę. Pije drobnymi łykami. Sam nie utrzyma kubka w dłoniach.

- I najważniejsze, rana na pośladku zaczęła się zabliźniać - znów jest poważny. - Trzy lata temu lekarze z Akademii obiecali, że zrobią mi przeszczep skóry, ale zapomnieli. Więc znów mam nadzieję.

- Goi się, odkąd jesz?

- Tak. Jakby udało się wyleczyć, to mógłbym dłużej siedzieć na wózku, może udało by się znaleźć jakąś pracę przy komputerze. Bo dziś, kto mnie zatrudni jak po dwóch godzinach muszę wracać do łóżka? Same plusy z tych ciasteczek. Przestałem się też pocić. Potrafiłem w pół godziny być cały mokry, ciągle musiałem zmieniać koszulki.

- Badałeś się?


- Jestem zdrowy jak koń. Rzuciłem inne leki, nie pomagały mi za specjalnie, a od jednego specyfiku, który przepisał mi jakiś lekarz na spastykę, uzależniłem się. Brałem coraz więcej tabletek i miałem halucynacje. Gdy odstawiłem, to dostałem takich kurczy, że wyskoczyłem z wózka.

- Skąd masz ciasteczka?

- Kiedyś zapaliłem skręta, okazało się, że super się czuję. Ale przecież nie mogę tu palić. Kolega zaproponował wypieki, wyliczył dawkę, żeby za bardzo "nie kręciło".

- Działa?

- Zawsze. Przez kilka godzin czuję się jak wtedy, przed skokiem.

- Wiesz co wam grozi?

- Wiem.

Całkowicie nieprzydatna

H powinien zostać skazany na podstawie artykułu 62. ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii: Kto posiada środki odurzające lub substancje psychotropowe, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Jeżeli ilość środków jest znaczna, kara wzrasta do lat 5.

Jego przyjacielowi cukiernikowi grozi kara z artykułu 58: Kto udziela innej osobie środka odurzającego, ułatwia albo umożliwia ich użycie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. W tym przypadku kara wzrasta do 8 lat, jeśli ilość substancji jest znaczna.

H i jego przyjaciel "łapią się" na zaostrzony paragraf. Nie ma znaczenia, że ciasteczka pomagają H normalnie funkcjonować. W Polsce marihuana jest uznana za całkowicie nieprzydatną w medycynie. Mimo badań klinicznych, które wykazały, że związki zawarte w ekstrakcie z konopi, oprócz wprowadzania palacza w błogostan mogą skutecznie leczyć różnego rodzaju dolegliwości. Coraz częściej preparaty syntetyczne lub naturalne (susz żeńskich kwiatostanów) są stosowane w leczeniu bólu u chorych z zaawansowanym nowotworem oraz po chemioterapiach jako środek przeciwwymiotny. Leków przygotowanych na bazie marihuany używa się także w przypadku AIDS, stwardnienia rozsianego, przy chronicznych bólach nerwowych, zaniku mięśni i anoreksji. Można je kupić na receptę w Czechach, Austrii, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Finlandii, Niemczech, Holandii i w USA.

Mały buch

Polacy leczą się sami, tak jak H - nielegalnie.

Na stronie Forum Aktywnej Rehabilitacji Ania napisała: "Mam spatyczność nietypową, asymetryczną. Ciągłe napięcie z dodatkowymi szarpnięciami, które pojawiają się w reakcji na dotyk lub ból. Z powodzeniem stosuję konopie. Leki, które bardziej mi szkodziły, niż pomagały, odstawiłam lata temu. Po niewielkich ilościach trawy moja spastyka słabnie i staje się płynna, bardzo pomaga mi to w ćwiczeniach i poniekąd kontrolowaniu spasty w dłoniach, co ułatwia mi ich używanie - chwytanie niezbyt ciężkich przedmiotów".

Rafalski pisze: "Paląc konopie w celach terapeutycznych staram się nie przekraczać pewnej granicy i osłabiać spastykę, a nie upalać się jak świnia. Cztery lata temu zacząłem mieć problemy z samopoczuciem i trochę z krążeniem. Odstawiłem papierosy i problem zniknął, teraz palę tylko trawę, jestem regularnie badany i żadnych odchyleń w moim stanie zdrowia nie ma".

Uczestnik innego blogu opisał swoją terapię marihuaną: "Lekarz rodzinny przepisał mi to na wzmocnienie odporności i na astmę. Wstając na drugi dzień, czułem się wyspany i gotowy do pracy, bo wyjechałem z Polski w celach zarobkowych. Zjadałem obfite śniadania, obiady, lepiej mi się oddychało. Któregoś razu zapomniałem inhalatora, ale miałem nabitą lufkę. Dostałem ataku astmy, prawdę mówiąc łagodnego, ale ten, kto ma astmę, wie, jaki to dyskomfort. Pomyślałem: raz kozie śmierć. Wziąłem małego bucha i oskrzela się rozszerzyły, czułem się dobrze, nie tak dobrze jak po użyciu inhalatora, ale zawsze".

Legalna marihuana

"To", które lekarz przepisał internaucie, jest lekiem. Nazwa się Bedrocan, produkuje go holenderska firma i można go kupić na receptę w Czechach lub Niemczech. W żółtych pudełkach z białą etykietą znajdują się kwiatostany konopi hodowane na specjalnych farmach.

Pacjenci przyjmujący Bedrocan nie muszą robić skrętów, wypiekać ciasteczek, przygotowywać smalcu, budyniu czy gorącej czekolady. W państwach, w których leczenie marihuaną jest legalne, można kupić waporyzator - inhalator, który umożliwia wdychanie THC bez szkodliwego dymu.

Okazuje się, że "to" można legalnie sprowadzić do Polski. Wystarczy spełnić trzy warunki postawione przez Ministerstwo Zdrowia.

1. Lek powinien ratować zdrowie pacjenta.

2. Być dopuszczony do obrotu w kraju, z którego jest sprowadzany.

3. Lekarz prowadzący musi złożyć zamówienie, które potwierdzi konsultant z danej dziedziny medycyny.

***

Czy H spełniłby te warunki?

Mógłby spróbować. Jest jeden problem, H nie zna żadnego lekarza, który zechciałby mu pomóc. Ten z małego miasteczka, który przepisuje mu co miesiąc recepty, nie wierzy w takie głupoty.



Polskie prawo bezwzględnie zabrania posiadania i uprawy konopi o wysokim stężeniu THC - delta tetrahydrokanabinolu. To właśnie tę odmianę stosuje się z powodzeniem w lecznictwie. THC to substancja podobna do związku, który wytwarzają komórki nerwowe człowieka, reagując na uszkodzenie tkanek. W naszym organizmie THC łączy się z tymi samymi receptorami komórek, w efekcie zmienia ich metabolizm. Uwalniane są hormony i neuroprzekaźniki.


Bożena Aksamit
blu 
[avatar ukryty]
Wysłany: 10-03-04, 08:58   

wszystko co działa w końcu przestaje działać, śmieszą mnie trochę te modlitewne teksty o zbawiennym działaniu marihuany. Jako lek pewnie byłaby skuteczna jak każdy inny lek, ale gdyby została zalegalizowana spadłaby napewno siła autosugestii zwolenników i musieliby szukać czegoś innego.
a.nia 
Wysłany: 10-03-04, 18:51   

a mnie smieszy ta wojna z wiatrakami (kiedys i tak konopie beda legalne, nawet w takim kraju jak Pl).

niedaleko mojego domu jest plantacja konopii. Ogromna i legalna. Szwajcarzy bardzo promuja uprawe konopii - podobno jest bardziej oplacalna od uprawy popularnych tu burakow.

wlasciciel tej plantacji ma sklep - olejki z konopii, herbatka, olej i inne takie. Bardzo skuteczne na konkretne dolegliwosci - jak kazde ziola.

w sklepie, gdzie robie zakupy, na regale obok herbaty Lipton stoi herbatka z mieszanki ziol, m.in. z konopii - kupuje dla dziecka.

w calej tej zabawie chodzi o znalezienie zlotego srodka, a nie o twardoglowie i psucie zycia 18-latkowi zlapanemu z pol grama trawy, jak to obecnie dzieje sie w Pl.
Muhomorniczy 
[avatar ukryty]
Wysłany: 10-03-05, 21:32   

czysz glosowanie na Korwina Majleka nie ejst jedynym spsobem aby zmeinic rzeczywistosc,niema innej opcji politycznej która da wolnosc polakom,anie,wszyscy oka oka,a jak idzie codoczego to głosujom na pis
blu 
[avatar ukryty]
Wysłany: 10-03-06, 11:55   

szkoda, że z konopii nie robi się leku na głupotę, wtedy zwolennicy legalizacji mieliby niepodważalny argument w ręku, tylko jak by się czuli kiedy lek przestałby działać?
AfterDream 
[avatar ukryty]
Wysłany: 10-03-06, 17:10   

Na cynizm, który jest często również formą głupoty, też niestety leku z konopi nie ma, a nawet gdyby był, to przeciwnicy legalizacji i tak by go nie używali, więc nie miałby szansy zadziałać.
blu 
Wysłany: 10-03-08, 14:45   

Temat legalizacji przemyślałem i jestem przeciwny. Najlepiej zachować status quo to może paru dzieciaków się uratuje. Jestem gotów przyjąć zarzut niezrozumienia, ale dla mnie ci co potrzebują marychy jako leku lub ci co są na tyle uświadomieni żeby ją brać ku poszerzeniu spektrum świadomości (rzekomo rzecz jasna) to znikomy margines tych co po nią sięgną przez motyw nieuświadomiony.
AfterDream 
Wysłany: 10-03-09, 10:52   

Nie sądzę, aby status quo kogoś ratowało. Dostęp do marihuany i tak nie stanowi problemu, a zarabia na tym mafia,dilerzy. Świadczy to o ogromnej hipokryzji elit rządzących, nie mającej z tego interesu prowizji. Najwięcej na legalizacji straciliby dilerzy obracający na czarnym rynku i podejrzewam że to oni pierwsi "smarowaliby" politykom za niedopuszczenie do niej. Absurdu dokonuje fakt, że w smart shopach można zakupić syntetyczne odpowiedniki thc, nie różniące się praktycznie niczym w działaniu od ganji.
blu 
Wysłany: 10-03-09, 13:26   

AfterDream napisał/a:[quote]
Dostęp do marihuany i tak nie stanowi problemu
[/quote]


Dla mnie stanowi. Po za tym jest paru takich dla których przeszkodą jest groźba kary.

Mafia i dilerzy i tak będą bo ganja to niejedyny narkotyk na rynku.

AfterDream napisał/a:[quote]
Absurdu dokonuje fakt, że w smart shopach można zakupić syntetyczne odpowiedniki thc, nie różniące się praktycznie niczym w działaniu od ganji.
[/quote]


No to po co legalizować ganjie?
AfterDream 
Wysłany: 10-03-09, 23:23   

blu napisał/a:[quote]
Po za tym jest paru takich dla których przeszkodą jest groźba kary.
[/quote]


Argument poczucia strachu przed Systemem nie bardzo mnie przekonuje. Wprost przeciwnie.

blu napisał/a:[quote]
Mafia i dilerzy i tak będą
[/quote]


Nie napisałem niczego przeciwnego.

blu napisał/a:[quote]
No to po co legalizować ganjie?
[/quote]



po pierwsze: dla zasady :)

czemu rozchichotane, tworzące luki w swojej pamięci jednostki, mają być groźniejsze od nawalonych koboli rozpieprzających przystanki i żuli rzygających pod sklepem? Wóda i piwsko może się lać litrami, tak? pełny legal! - są dobre i złe narkotyki.

po drugie:

Jak masz ochotę na żółty ser, to jaki kupujesz? - prawdziwy, czy wyrób seropodobny?
blu 
Wysłany: 10-03-10, 08:45   

AfterDream napisał/a:[quote]
czemu rozchichotane, tworzące luki w swojej pamięci jednostki, mają być groźniejsze od nawalonych koboli rozpieprzających przystanki i żuli rzygających pod sklepem? Wóda i piwsko może się lać litrami, tak? pełny legal! - są dobre i złe narkotyki.
[/quote]


żule lat 80' i 90' mieli dostęp tylko do wódy i piwska, obecni żule nie stronią od marychy i innych dragów (oczywiście wóda jako ważki aspekt kulturowy nie jest pomijana)

AfterDream napisał/a:[quote]
Jak masz ochotę na żółty ser, to jaki kupujesz? - prawdziwy, czy wyrób seropodobny?
[/quote]


W moich przemyśleniach chodziło mi o to, aby w jak najbardziej skuteczny sposób ograniczyć dostęp do dragów (również ganji) dzieciakom. Przynajmniej do momentu kiedy nabędą odpowiednią samoświadomość. Oczywiście istnieje duże prawdopodobieństwo, że nigdy nie nabędą odpowiedniej świadomości, ale przynajmniej w późniejszym wieku będzie im się łatwiej wykaraskać (na bazie nie nabytych złych wzorców z dzieciństwa). Jeśli zrównamy ganjie z papierosami to będzie to zły krok, bo papierosy nie tłumią tak bardzo rzeczywistości.

Pozwolisz, że do sera się nie odniosę.
AfterDream 
Wysłany: 10-03-10, 12:06   

Ok, to powtórzę, że moim zdaniem delegalizacja nie ograniczy dostępu do ganji.
Ty masz odmienne zdanie, i masz prawo. Dodatkowy aspekt o którym nie pisałem, to to, że ganja sprzedawana w sklepach musiałaby mieć atest, którego oczywiście zakupiona nielegalnie nie ma. A nie wszyscy kupujący potrafią rozpoznać, czy nie kupują jakiegoś shitu, a małolaty to się nawet cieszą, bo dobrze "kopie".
W Holandii gro palaczy, to obcokrajowcy.

Zgadzam się z Tobą w kwestii niebezpieczeństwa wpływu nadmiernego palenia młodzieży, w konsekwencji tłumienia rzeczywistości, ale delegalizacja tego nie zmieni, a robi o wiele gorzej (powtórzę, Ty masz odmienne zdanie i masz prawo).
A dzieciaki kompensują sobie dragami, bo my rodzice, nauczyciele, politycy coś porządnie spieprzyliśmy.

na marginesie: w mojej definicji dragów, jednym z najniebezpieczniejszych jest telewizja, spożywana nierzadko od najmłodszych lat.
blu 
Wysłany: 10-03-10, 12:50   

odmienność naszych poglądów wynika poniekąd z faktu, że ty uważasz, że wszystkie dzieciaki mają dostęp do dragów, a ja uważam, że mały procent. Dodatkowo jest coś takiego jak zakaz, w przypadku legalizacji byłoby przyzwolenie.

A w ogóle to różni nas stosunek do marihuany, który rzutuje na nasze argumenty. Ja mam negatywny, a ty pozytywny.
AfterDream 
[avatar ukryty]
Wysłany: 10-03-10, 15:08   

Ani pozytywny, ani negatywny; mój stosunek do marihuany jest neutralny.
Natomiast jestem po prostu dużo bardziej liberalny od Ciebie.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

       Wolne Media - Toplista  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group