"Baraka" - piękny szamańsko-medytacyjny film o planecie z muzyką Dead Can Dance . niesamowite przedstawienie różnorodności kultur ,religii , rytuałów i cywilizacji . piękne zdjęcia poprostu szok . nienowy film , ale nie widziałem ,żeby ktoś tu o nim pisał więc polecam od siebie
niedawno oglądałem też polski film Grzegorza Lipca " dzień w którym umrę" ciekawie nakręcony .opowieść o chęci wyrwania się ze schematów życia i czym to grozi
A scanner darkly(przez ciemne zwierciadło) - ciekawy i dosyć "pokręcony" film. Opowiada ogólnie o hmm detektywie w przyszłym świecie pełnym narkotyków. Użyto w nim techniki animacji jak w Walking life(rotoskopowe cośtam). Chwialmi zrobił na mnie duże wrażenie, poczułem się jak nie z tego świata.
Polecam
hehe
łysy się na coś przydał i polecił film kobieta w wodzie
shylamana czy jak mu tam
nie jest zły, ale pięknie pokazuje, jak to zwyczajni ludie chcą być czyms więcej niż są, po prostu dążenie do eskapizmu jest wpisane w nasze czasy
dobre jest to, że znaczącą rolę odgrywają mniejszości narodowe US, rozmanżąjący się hindusi (7 dzięci - fantazje opanowania USA ma shylaman) i jeszcze niedookreśleni indywidua; a steven seagal tak pacyfikuje mniejszości a tu proszę, każdy z nich ma swoją rolę, szczególnie hindus, który oświeci przyszłe pokolenia za pośrednictwem ksiązki
to interesujące, że w najnowszych produkcjach ludzie, którzy ocalają świat przeważnie pochodzą z róznych zakątków globu. Byłoby to nawet wzruszające gdyby nie wynikało z polityki wiekich wytwórni filmowych, które nie chcą być przez różnego rodzaju organizacje szklaowane i tak we wspomnianym przeze mnie Heroes - wyzwalającym idee zjednoczenia bohaterów również jest hindus, w kiczowatej ostatniej częsci matrixa, która udowodniła, że widzowi można wcisnąć kazdy kit, a on będzie myślał, że własnie zobaczył wyzwolenie z systemu, równiez hinduska dziewczynka zwiastowała nowy poranek - piękne.
podobało mi się jak rezyser rozprawił się z krytykiem filmowym, w sumie mu się nie dziwie bo troche psy na nim wieszano
ale ogólie film się przyjemnie ogląda
ino, że kurde nie wpaść na to, że były lekarz jest uzdrowicielem a półkulturysta strażnikiem to naprawdę przesada:D
design potworów jest dobry - ciekawy - ale mało efektów specjalnych
[ Dodano: 07-03-02, 21:06 ]
propos
LABIRYNT FAUNA
kto ma okazje do kina
i pomyśleć, że hiszpanie robią już takie rzeczy
Byłoby to nawet wzruszające gdyby nie wynikało z polityki wiekich wytwórni filmowych
...ktora to z kolei wynika ze zmian w rozwinietych spoleczenstwach.
Z jednej strony (choc rozumiem, ze to w Polsce trudno pojac), zarowno w Stanach jak i UK udzial mniejszosci zarowno w ogole populacji, jak i w w zyciu spolecznym ciagle rosnie. Nie uwzglednianie tego w filmach byloby po prostu oderwaniem od rzeczywistosci.
Druga sprawa to rosnaca swiadomosc globalna - coraz wiecej ludzi jest swiadomych, ze ludzkosc to nie tylko biali i coraz mniej identyfikuje sie tylko i wylacznie ze swoja rasa / narodowoscia. Z jednej strony ma tu znaczenie zwiekszona migracja ludzkosci, ale tez i internet, a nawet kwestie takie jak globalne ocieplenie, ktorym mozna probowac zaradzic jedynie poprzez ponadnarodowa wspolprace.
Jest tu jeszcze kwestia, ze swiadomosc taka najczesciej wystepuje w najbogatszych spoleczenstwach. Czy jest to kwestia dostepu do sieci czy rosnacy udzial mniejszosci to trudno powiedziec...
A z filmow to polecam
Cat Soup - fascynujacy choc nieco mroczny japonski filmik.
A z innej beczki - to troche filmow o tyle przerazajacych ze realistycznych i bez happy endu:
Inonvenient Truth - dokument Al Gore'a o globalnym ociepleniu - jesli jeszcze ciagle uwazacie ze globalne ocieplenie nas nie dotyczy - warto zobaczyc.
End of Suburbia - film o Peak Oil - nieuniknionym zmierzchu cywilizacji opartej na ropie.
The Threads (1984) - Anglia po wojnie atomowej. Czasy zimnej wojny sie skonczyly, ale ten film znakomicie pokazuje jak delikatnym i zlozonym systemem jest nasza cywilizacja. Ale uwaga - film jak cios miedzy oczy.
no i seria BBC War on Terra do pobrania chociazby poprzez
Szkoda, bo pewe przeslanki byly fajne, ale jednak wcale nie takie znowu naukowe...
oczywiscie - w what the bleep bylo to widac juz chociazby w sposobie montazu. Wiadomo tez, ze zasad swiata kwantowego nie mozna zasotosowac w rzeczywistosci. A z drugiej strony teorie fizyczne zawsze mialy duzy wplyw na wartosci spoleczne, duchowosc i filozofie.
A co do sekty - to pewnie tak (stoja za tym ludzie z jakiegos kosciola - chyba z teog ktorego ta nawiedzona blondyna jest guru).
Moze nie reklama tylko cos w rodzaju multimedialnego wyznania wiary. Ja poczulem sie zainspirowany, ale zdecydowanie nie zachecilo mnie to do przylaczenia sie - moze przez blond babsztyla.
Ale jesli ktos potrzebuje kosciola to i tak go znajdzie - czy w tej sekcie czy innej...
własnie oglądnąłem sobie filmik z maya deren " meshes of the afternoon " z 43 roku . bardzo ciepło-niepokojący , tajemniczo-surrealistyczny i fajna muzyka . pod względem artyzmu jeden z lepszych jaki oglądałem ( w sensie moje klimaty ). próbka jest na you tube . http://www.youtube.com/wa...related&search=
własnie oglądnąłem sobie filmik z maya deren " meshes of the afternoon " z 43 roku . bardzo ciepło-niepokojący , tajemniczo-surrealistyczny i fajna muzyka . pod względem artyzmu jeden z lepszych jaki oglądałem ( w sensie moje klimaty ).
Hmm, obejrzałem "trailera" youtubowego i tak prawdę mówiąc, mało mnie ruszyło.
BTW: Baraka mi się ściągnęła - dziś mam plany się trochę powczuwać Thx za tytuł yaguś
BTW2: W podobnych klimatach co Baraka jest "Hazard, bogowie i LSD" (Gambling, Gods and LSD") Petera Mettlera. 3 godzinna niesamowita podróż przez krainy i kultury całego świata. Niesamowicie szczera, kontemplacyjna i wyrywająca z codziennego zamroczenia rzeczywistością. Jest na emulu, ale wolno idzie.
http://www.ejumpcut.org/c...sLSD/index.html
Obejrzałem w końcu film "Baraka". Warto było przebrnąć przez tą wycieczkę po kulturach, przedstawioną z punktu widzenia zdysocjowanego niemego obserwatora, który rejestruje bardziej obrazy niż dźwięki. Napisałem "przebrnąć", bo to film kontemplacyjny i warto odpowiednio się nastawić, jeśli ktoś jest nadpobudliwy Z drugiej strony ani razu nie chciało mi się przymknąć oczu (warunki oglądania: wieczór, ciemny pokój, dzień pełen wrażeń).
Naoglądałem się pięknych widoków z różnych stron naszej cywilizacji, przedstawiających podróże z teraźniejszości w przeszłość, po rożnych kulturach, czasem szokujących zachowaniach, rytuałach ludzkich, wciągających hipnotycznie kiedy się je ogląda z boku. Ciągle oczywiście atakowały pytania typu: "kim jesteśmy?", "jakie są podstawowe fraktalne wzorce (powtarzające się w wielu czasem kompletnie innych formach) zachowań ludzi?".
Film, oprócz pasywnego pokazywania obrazu wzbogaconego muzyką inspirującą do interpretacji tego co widać, wykorzystuje parę miłych pomysłów na poprawienie wyrazu przekazu. Najwyraźniej widoczne są: medytacyjny charakter i przedstawianie zjawisk rozciągniętych w czasie w skompresowanej formie, których normalnie nikt nie rejestruje. Miałem czas na przyjrzenie się dokładnie różnym szczegółom i "skonsumowanie" doznania, przed pojawieniem się następnego.
Wykorzystywane są też kontrasty - dobry sposób na pokazanie różnorodności - także w zakresie podstawowych wartości i tego skutków. Parę określeń stało się bardziej namacalnych - np. "uprawianie" kurczaków - na linii technologicznej traktuje się je jak np. w sortowni owoców - pisklaczki lecą kupą na taśmociągu, turlając się, nurkując i wynurzając się z kupy innych kurczaczków. Różnica jest tylko taka, że one się jeszcze rozglądają, a cytryny nie.
Film jedzie równo po tym co wyprawiają różne cywilizacje, jednocześnie uświadamiając na jak wiele sobie pozwalają ludzie w zakresie generowania i przyjmowania cierpienia. Przyglądałem się, jak często pokazani są uśmiechnięci i wyrażający radość ludzie. Takich scen nie ma praktycznie wcale, choć można sobie obejrzeć różne metody wchodzenia w trans - stan ekstatyczny. Tu widać różnicę z "Hazard Bogowie i LSD" - tam nie ma tego "kryterium refleksji i smutku".
Duży nacisk położony jest na przegląd rytuałów religijnych, widoków cywilizacji, natury i różnych monumentalnych procesów, które się obok ludzi wydarzają lub wydarzały. Może spełniać rolę budzika z zahipnotyzowania codziennością lokalnego świata.
I tyle krótkiego podsumowania. Można polecać
Poniżej parę fragmentów z youtube.
Igor " Parę określeń stało się bardziej namacalnych - np. "uprawianie" kurczaków - na linii technologicznej traktuje się je jak np. w sortowni owoców - pisklaczki lecą kupą na taśmociągu, turlając się, nurkując i wynurzając się z kupy innych kurczaczków. Różnica jest tylko taka, że one się jeszcze rozglądają, a cytryny nie. "
ten fragment z kurczakami odebrałem też jako porównanie do funkcjonowania ludzkiego - przeplatał się z obrazami ludzi , którzy żyją w pośpiechu ...stłoczone masy ludzkie przy bramce w metro , w hali dworcowej , na ruchomych schodach , które wyrzucały do podstawionych i odjeżdżających kolejek . ludzie wyglądali groteskowo i jakby byli zahipnotyzowani ( mnie to przerażało - czasami widziałem siebie ) ... a wszystko w jednostajnym powtarzającym sie rytmie .
Patrząc tak z góry na ten tłum nagle zjeżdżasz niżej i wtapiasz w niego. Od razu widzisz, że każdy z nich ma jakiś ważny cel i realizuje go w dostępny dla wszystkich sposób, który wszedł mu w nawyk.
Ciekawsze było by zestawienie czynności w których jest się bardziej zahipnotyzowanym, do tych kiedy zahipnotyzowanie słabnie. Najgorszy jest chyba ten brak równowagi. Wiadomo, ze nie ma szans, aby w ogóle nie być w maszynce. Ale można bardziej się rozglądać na taśmie
Np hipnotyzuje praca, sieć, narkotyki.
Odhipnotyzowują (lub koncentrują na czymś innym niż to co rutynowe) niektóre rodzaje kontaktu międzyludzkiego, kontemplacja, spacery, obserwacja ludzi, medytacja, sex, różnorodność w działaniu.
To taki pierwszy strzał. Nie wiem czy nie chybiony
Igor " Najgorszy jest chyba ten brak równowagi. Wiadomo, ze nie ma szans, aby w ogóle nie być w maszynce. Ale można bardziej się rozglądać na taśmie
były fragmenty , które odebrałem jako bycie poza maszynką ( w sensie poza tym rytmem i strumieniem , który wybijany był przez mase ) .... śpiący , przykryty gazetami mężczyzna pod mostem , proszący o pieniądze chłopczyk ( tutaj normalnie się poryczałem )
Ten z tym niebieskim kocykiem?
No ten ciąg scen (ludzie śmietniska, chłopczyk) jest najsmutniejszy. Jeszcze ujęcia z obozu koncentracyjnego mnie ostro spięły.
ten z kocykiem . w oczach miał tyle smutku i bezsilności , a ludzie wogóle go nie zauważali . pomyślałem sobie , że on tęskni za tym rytmem ale nie za bardzo umie weń wejść .
był jeszcze moment kiedy sprężyna tej maszynki nakręciła się już maksymalnie wtedy pojawiła się twarz mima i zaczęła wrzeszczeć bardziej i bardziej - słychać nie było - za to duzo można było zobaczyć .
W Ale kino! cykl tanecznych filmów nie tylko z Bollywood, ale z całej Azji, a także Afryki. Po ich obejrzeniu aż żal patrzeć, jak bohaterowie polskich produkcji z zażenowaniem podrygują w pubach. Namówiony przez "Kulturę TV" wybitny choreograf Leszek Bzdyl przygotował kilka scenariuszy dla rodzimej kinematografii. Z tańcem w roli głównej.
Hinduska Partia Maoistów Nepalskich w dekalogu mającym uzdrowić życie mieszkańców tej górskiej republiki żąda: "Zakazać dystrybucji wulgarnych filmów z Bollywood!". No cóż, każda partia próbuje ideologizować codzienność, dlaczego zatem maoiści nie mieliby przyczepić się do niewinnych produkcji filmowych?
To przykazanie jest jednak tak intrygujące, że trudno przejść nad nim do porządku. Bo cóż jest wulgarnego w filmach z Bollywood? Perypetie miłosne? Ściekające z ekranu bogactwo? Czy wulgarne mogą być serie nieprawdopodobnych zdarzeń?
A więc… Taniec? Taniec! Eureka! - krzyknąłem jako człowiek, dla którego taniec jest od lat profesją. Taniec jest wulgarny! Taniec drażni maoistów nepalskich!
Tańce w produkcjach z Bollywoodu są bowiem dość dwuznaczne. Tancerze i tancerki stosują najczęściej pozycję… nazwijmy ją – rozkroczną. Biodra tancerek i tancerzy wykonują mantryczne drgania w przód i w tył. Ta pozycja jest wbrew pozorom wygodna i pozwala osiągnąć wstrząsającą wręcz dynamikę i ekspresję. A do tego w biodrach ma początek wykwintna artykulacja dłoni… Oczy widzów jednakowoż nie mogą uwolnić się od lędźwi, co prawdopodobnie czyni nepalskich maoistów nadzwyczaj pobudzonymi. A stąd już tylko krok, aby nazwać bollywoodzkie kino wulgarnym.
Kultura Azji i Afryki jest wypełniona tańcem. Pochodzi on zawsze z rytmu i z ziemi. A skoro z rytmu i ziemi, to zawsze na pierwszym planie są biodra, witalność, życie. Nie jest więc trudno wyobrazić sobie, jakie problemy może mieć tamtejsze kino z rozmaitej maści bigotami i maoistami.
Nasza kinematografia nie jest zagrożona dominacją tańca, a bohaterowie najczęściej podrygują nieskładnie w klubach lub pubach i bywają tym podrygiwaniem równie zażenowani, co widownia kinowa. Czyżby więc od lat rządzili nami jacyś Maoiści Polscy? Czyżby udało im się skrzętnie wyrugować z polskiego kina ów wulgarny temat - taniec? Po obejrzeniu kilku filmów z Azji i Afryki, w których wokół tańca kręci się wszystko, pozwalam sobie przedstawić kilka, trochę podpatrzonych, pomysłów scenariuszowych. Oto jak polskie kino z tańcem w roli głównej mogłoby wyglądać.
1. Grupa górali decyduje się odmienić swoje życie, a zarazem życie kraju zdewastowanego politycznymi waśniami. Wynajdują zdezelowany autobus i wyruszają poprzez drogi i bezdroża z tanecznym show. Swoim tańczeniem gaszą spory, łączą wszystko, co wydawało się, że złączonym być nie może, a na dodatek rozsiewają widmo wolności…
2. Kurpiowska matrona, co spędza życie robiąc koronkę za koronką, trafia do podejrzanego kabaretu, mdleje w oparach męskiego potu, perfum i alkoholu, a po przebudzeniu zakłada lekko wyuzdany kostium i tańcząc oberka doprowadza siebie i bywalców owego kabaretu do szału. Jej ciało nabiera kolorów, przekraczana jest granica dobra i zła, dochodzi do pojednania z życiem i pełna tego pokręconego życia akceptacja…
3. Polska rodzina kultywująca tradycje XIX-wiecznych mezaliansów i tym podobnych zasad, wrzucona w hollywoodzkie realia musi zmierzyć się ze światem, gdzie gwiazdy kina lewitują, kierowcy są dragqueenowymi szansonistami, a kandydatka na żonę ostatniego męskiego przedstawiciela rodziny ma za sobą karierę prostytutki. I dzieje się ostateczne tak, że owa kandydatka na żonę, tańcząc poloneza, wdziera się w owe twarde tradycją serca i miłość zwycięża…
Jeśli te scenariusze wydają się niemożliwymi, proszę obejrzeć tunezyjski „Czerwony jedwab”. Obiecuję, że zastanowią się państwo, czy natychmiast wstać od telewizora i zacząć tańczyć. Nie ku radości bioder (chociaż… dlaczego nie?!), ale ku odkryciu, jak piękne, pełne i niespodziewane może być życie.
jednak po Dannym Boyle'u spodziewałem się czegoś lepszego;
zwłaszcza, że podobał mi się jego poprzedni obraz, Sunshine; dopracowany operatorsko, technicznie, dźwiękowo; interesująca postać pokładowego psychiatry, uzależnionego od patrzenia "w stronę słońca"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum