Igor: Pojęcie boga istniejące w umyśle, to zajebisty program do wyłączania dominacji ego
Jedni robią to poprzez modlitwę i oddanie a inni poprzez medytację. Pytanie tylko czy pierwszy sposób nie jest tylko okresową protezą. Oczywiście nie pisze o medytacjach oddania bo to dla mnie bardziej modlitwa (jak ewangelista mówił "chodzenie w modlitwie" tylko o medytacji samopoznania.
“Podobne skutki wywołują podobne przyczyny. Jeżeli przyczyna nie ma początku, to jak mogą mieć początek skutki?”
Jeżeli przyjmiemy definicję boga jako kreatora, to taka istota nie istnieje.
Jeżeli założymy, że bóg jest istotą z definicji niezmienną, to w jaki sposób można twierdzić że bóg jest stwórcą? Jeśli bóg jest niezmienny, to stworzony przez niego byt musiałby również istnieć od niemającego początku czasu, wraz z bogiem.
Jeżeli z założenie bóg jest stwórcą, czy to według swoich pragnień, czy też zależnie od zmieniających się warunków, to taki bóg podlegałby zmianie i oddziaływaniu - zgadza się - a wtedy nie byłby dłużej niezmiennym bytem. Gdyż jeżeli jest ON zależny od warunków, to same te warunki zamiast boga byłyby przyczyną.
Gdyby zebrały się, TE niezależne od boga warunki, bóg nie miałby mocy, aby nie stwarzać. Gdyby zostały one stworzone bez udziału boskiego pragnienia, wynikałoby z tego, ze podlegałyby one mocy czegoś innego niż bóg. TE warunki były by stworzycielem, a nie ON.
Z kolei gdyby bóg stworzył zależnie od swoich pragnień, to istnienie stworzenia, było by również od nich (pragnień) zależne. A gdybyśmy byli w ten sposób zależni, to co stało by się z bogiem? Bóg podlegający zmianie i oddziaływaniu nie jest już niezmiennym bytem.
Także badają w ten sposób istotę boga, stworzyciela nieba i ziemi, dochodzimy do wniosku, ze takie pojęcie jest nie możliwe, natomiast alternatywą jest pojęcie cykliczności bytu (stworzenia), które wyklucza istnienie Pierwszego Poruszyciela.
Jeżeli Bóg nie istnieje to w jaki sposób ateizm wyjaśnia skąd bierze się świadomość?
Idąc dalej tym tokiem rozumowania, możemy zapytać się o świadomość. Niektórzy twierdzą, że świadomość wywołują chemiczne i elektryczne reakcje w momencie połączenia jajeczka matki i spermy ojca.
To twierdzenie jest również fałszywe, gdyż jeżeli przyczyna nie jest czymś odczuwającym, to skutek również nie może być czymś odczuwającym. Niezależnie od ilości i mocy elektrycznych i chemicznych reakcji. Nie dadzą one świadomości.
Świadomość stworzona w wyniku materialnych przyczyn musiała by być ograniczona co do zasięgu - posiadać pewien kształt i położenie w przestrzeni. Jednakże świadomość jest nie postrzegalna i nie-fizyczna i nie-ograniczona to cechy materii.
Poza tym przyjmować że świadomość, powstaje z chemicznych, czy elektrycznych reakcji, to wraz z każdą nową reakcją musiałaby zaistnieć nowa świadomość, a przecież wiemy ze świadomość jest ciągła.
Sądzić cokolwiek innego, to tyle co pogwałcić logikę i przyjmować coś na zawsze tajemniczego i niepoznawalnego, a za takich przecież nie chcą uchodzić ateiści. Wyjaśnienie musi być w przyczynach naturalnych.
Ale dla Ciebie coś znaczy i o to pytałem, ale z jakiś tajemniczych powodów wybrałaś inną interpretację mojego pytania. Trochę tak:
- Czy jabłka istnieją?
- Istnieją.
- A co to są te jabłka?
- A co to jest "co to jest"?
- Chciałem się dowiedzieć czym są dla Ciebie te jabłka? (a nie "czy jabłka są dla Ciebie")
- Jabłka nie są dla mnie.
- Czy jabłka nie są dla Ciebie niczym?
- Nie wiem co to jest nic. Nie miałam przyjemności, a jabłka, jak pisałam - nie są dla mnie
Ale dla Ciebie coś znaczy i o to pytałem, ale z jakiś tajemniczych powodów wybrałaś inną interpretację mojego pytania. Trochę tak:
- Czy jabłka istnieją?
- Istnieją.
- A co to są te jabłka?
- A co to jest "co to jest"?
- Chciałem się dowiedzieć czym są dla Ciebie te jabłka? (a nie "czy jabłka są dla Ciebie")
- Jabłka nie są dla mnie.
- Czy jabłka nie są dla Ciebie niczym?
- Nie wiem co to jest nic. Nie miałam przyjemności, a jabłka, jak pisałam - nie są dla mnie
Z jakichś powodów porównujesz Boga do jabłek. Ciekawe z jakich...
A taki zabieg stylistyczny. Nie wiem jak to się nazywa, ale zdjąłem znaczenie z jednego obiektu (Boga) uczestniczącego w przytoczonym dialogu, aby ukazać wyraźniej samą konstrukcję dialogu.
no i pewnie dlatego też porównałem Boga do jabłek, bo mniej ważne wydaje mi się jak się boga nazywa (określa, wyobraża), tylko jak się (i czy) go wyczuwa. Skoro jesteś pewna istnienia Boga, to zapewne coś więcej możesz o nim powiedzieć. I o to Cię, droga macadamio, proszę
A taki zabieg stylistyczny. Nie wiem jak to się nazywa, ale zdjąłem znaczenie z jednego obiektu (Boga) uczestniczącego w przytoczonym dialogu, aby ukazać wyraźniej samą konstrukcję dialogu.
Cały ambaras w tym, że Bóg nie jest obiektem.
igor napisał/a:
no i pewnie dlatego też porównałem Boga do jabłek, bo mniej ważne wydaje mi się jak się boga nazywa (określa, wyobraża), tylko jak się (i czy) go wyczuwa. Skoro jesteś pewna istnienia Boga, to zapewne coś więcej możesz o nim powiedzieć. I o to Cię, droga macadamio, proszę
Cóż... mogłabym oczywiście wyjść z sytuacji w sposób elegancki i wymowny twierdząc, że o Bogu można tylko milczeć. I właściwie to byłoby najbliższe prawdy. Ale skoro chcesz się czegoś dowiedzieć, to polecam wszelkiego rodzaju święte księgi, których jest na świecie przynajmniej kilka. Ja mogę tylko potwierdzić to, co tam jest napisane. Nic więcej nie dodam, bo tylko bym zamieszała.
Ale skoro chcesz się czegoś dowiedzieć, to polecam wszelkiego rodzaju święte księgi, których jest na świecie przynajmniej kilka. Ja mogę tylko potwierdzić to, co tam jest napisane. Nic więcej nie dodam, bo tylko bym zamieszała.
Nie wiem czemu zwiewasz od odpowiedzi, skąd w Tobie przekonanie, że Bóg istnieje. Swoja drogą, ciekawe jak inni odbierają to co napisałaś?
macadamia napisał/a:
Nic więcej nie dodam, bo tylko bym zamieszała.
eeetam. I tak już namieszałaś. Ten wątek jest od tego
Ale skoro chcesz się czegoś dowiedzieć, to polecam wszelkiego rodzaju święte księgi, których jest na świecie przynajmniej kilka. Ja mogę tylko potwierdzić to, co tam jest napisane. Nic więcej nie dodam, bo tylko bym zamieszała.
Nie wiem czemu zwiewasz od odpowiedzi, skąd w Tobie przekonanie, że Bóg istnieje. Swoja drogą, ciekawe jak inni odbierają to co napisałaś?
Nie zwiewam. Po prostu nie widzę sensu dyskusji na ten temat. Bo jaki to miałoby mieć cel?
igor napisał/a:
macadamia napisał/a:
Nic więcej nie dodam, bo tylko bym zamieszała.
eeetam. I tak już namieszałaś. Ten wątek jest od tego
Nie mam intencji mieszania. Jeśli to zrobiłam, to przepraszam. To się więcej nie powtórzy.
macadamia, równa z Ciebie babka i nic nie namieszałaś.
Naciskałem Cię, bo rzadko można spotkać kogoś, kto miał mistyczne doświadczenie. A sprawiałaś wrażenie właśnie takiej osoby.
macadamia, równa z Ciebie babka i nic nie namieszałaś.
Naciskałem Cię, bo rzadko można spotkać kogoś, kto miał mistyczne doświadczenie. A sprawiałaś wrażenie właśnie takiej osoby.
No co Ty... Ja i mistyczne doświadczenia?!
Gdyby mi się coś takiego przytrafiło, to z miejsca pobiegłabym do psychiatry.
Póki co - jestem normalna
To czy Bóg istnieje jest dość trudnym pytaniem i myślę, że nie można na nie odpowiedzieć. Gdyby pytanie brzmiało "Czy według Ciebie istnieje Bóg?" odpowiedz była by prosta. Ludzie mówili by "tak", "nie", "nie wiem" lub "tak, ale..." Każdy ma jakąś religię i każdy modli się do jakiegoś boga lub obiektu, który jest siłą wyższą. Różnica polega na tym, że jeden modli się do buddy, inny do boga chrześcijańskiego, a jeszcze inny do świętego drzewa czy kamienia. Nie oznacza to jednak, że każdy z tych bogów istnieje, ale nie wyklucza też że nie istnieje. Jeśli ktoś wierzy w jakiegokolwiek boga to zapewne jest on dla niego realny. Jeżeli gorliwy katolik i zapalony naukowiec ateista mieli by dyskutować o bogu to prawdopodobnie katolik za najbardziej skuteczny argument wybrałby porównanie boga do powietrza na zasadzie "nie widzisz powietrza, ale wiesz, że ono istnieje i że wpływa na ciebie w jakiś sposób", zaś naukowiec tłumaczyłby katolikowi, że wszystko jest wytłumaczalne i każdy cud dokonany przez boga można omówić naukowo, ale część z nich nie jesteśmy w stanie zrozumieć, ponieważ nasz poziom wiedzy nie jest do tego wystarczający.
Ja nie wiem czy istnieje bóg. Może tak, a może nie. Osobiście skłaniałabym się do wersji na "nie", ale każdy może się mylić. Na moje nieszczęście jestem ateistką. Dlaczego nieszczęście? ano dlatego, że ludziom wierzącym jest nieco łatwiej. Mogą powiedzieć "taka była wola boga i już" człowiek z podejściem naukowym będzie się doszukiwał przyczyn. Załóżmy że mamy dwie matki, których dzieci giną w wypadku. Obydwie będą rozpaczać i płakać po stracie dziecka, ale po jakimś czasie matka-katoliczka pomyśli, że oczywiście chciałaby, aby nigdy się to nie wydarzyło, ale być może zacznie się pocieszać myślą, że jej dziecko jest w niebie i tam mu jest dobrze, i taki był plan boga, na który ona nie miała wpływu,a teraz może się tylko modlić za duszę dziecka. Matka niewierząca nigdy się nie pogodzi ze śmiercią dziecka, bo ciągle będzie się zadręczać pytaniami dlaczego tak się stało i czyja to wina. Przykład dość brutalny, ale myślę, że dość dobrze obrazuje różnice między dwoma osobami w podobnej sytuacji.
Kiedyś myślałam co nieco na temat boga. Zastanawiałam się czy istnieje, ale byłam zbyt głodna odpowiedzi na pewne pytania, których nie otrzymałam (a jeśli już to nieścisłe i wykluczające się nawzajem), że przestałam wierzyć w to co oferuje wiara i w istnienie boga. Niemniej cieszę się, że istnieje coś takiego jak wiara w boga i sądzę, że stworzenie wiary to jedno z największych osiągnięć ludzkości, ponieważ gdybyśmy jako ludzie nie bali się kary po śmierci i żyli tak jak nam się podoba to prawdopodobnie byłoby bardzo źle na świecie.
Dla zainteresowanych tematyką boga, i spojrzeniem na niego z punktu fizyczno-materialno-astralnego polecam książkę "Okruchy Boga-psychologiczny eksperyment myślowy" Scott`a Admas`a z wydawnictwa Nowy Horyzont
[/quote]Nie ma wykazanej różnicy ,jest pokazana jedna i druga matka jako nierozumiejąca rzeczywistości ,poruszająca sie we własnych ciasnych ścinkach umysłu.[/quote]
tak jak 99% ludzi. Ci, którzy wychodzą poza te ciasne ścianki są nazywani geniuszami.
Niemniej cieszę się, że istnieje coś takiego jak wiara w boga i sądzę, że stworzenie wiary to jedno z największych osiągnięć ludzkości, ponieważ gdybyśmy jako ludzie nie bali się kary po śmierci i żyli tak jak nam się podoba to prawdopodobnie byłoby bardzo źle na świecie.
Jaka kara po śmierci? A spowiedź? To jest zbyt pochopne stwierdzenie, moim zdaniem, że na świecie jest dobrze, bo ludzie boją się kary po śmierci.
Niemniej cieszę się, że istnieje coś takiego jak wiara w boga i sądzę, że stworzenie wiary to jedno z największych osiągnięć ludzkości, ponieważ gdybyśmy jako ludzie nie bali się kary po śmierci i żyli tak jak nam się podoba to prawdopodobnie byłoby bardzo źle na świecie.
Nie sądzę, że wiarę ktoś stworzył (chyba, że jedną konkretną). Bardziej mi się widzi, jako wbudowany mechanizm obronny, którego głównym przeznaczeniem jest stwarzanie wirtualnego poczucia harmonii - zredukowanie niepokoju spowodowanego niewiedzą (np. "dlaczego to się stało?", "po co jestem?").
Sukcesem wypracowanym wydaje mi się stworzenie przez chrześcijaństwo powszechnego wzorca miłości do bliźniego, jako wartości podstawowej (szkoda, że np. nie obejmuje zwierząt, czy samego siebie...). To było dobre kiedyś. Teraz przydałoby się coś więcej.
peteh napisał/a:
Jaka kara po śmierci? A spowiedź? To jest zbyt pochopne stwierdzenie, moim zdaniem, że na świecie jest dobrze, bo ludzie boją się kary po śmierci.
Oprócz kija, potrzebna jest jeszcze marchewka (obecne cywilizacje to cywilizacje klasy kija i marchewki).
Aleksandra napisał/a:
pewnie - są jeszcze kary przed śmiercią (dla niewierzących )
Jaka kara po śmierci? A spowiedź? To jest zbyt pochopne stwierdzenie, moim zdaniem, że na świecie jest dobrze, bo ludzie boją się kary po śmierci.
masz rację, ale zauważ, że kiedyś były inne czasy (mówię o początkach wiary). Właściwie w każdej wierze ludzie boją się gniewu boga/bogów i wierzą w jakieś "życie" po śmierci- przy bogu lub innym miejscu lub w reinkarnację. Przez wieki wiara się zmieniała i ewoluowała wraz z ludźmi, kościół jak nietrudno zaobserwować dostosowuje się do ludzi i świata w którym żyją.
igor napisał/a:
Nie sądzę, że wiarę ktoś stworzył (chyba, że jedną konkretną). Bardziej mi się widzi, jako wbudowany mechanizm obronny, którego głównym przeznaczeniem jest stwarzanie wirtualnego poczucia harmonii - zredukowanie niepokoju spowodowanego niewiedzą (np. "dlaczego to się stało?", "po co jestem?").
Na pewno wiary nie stworzyła jedna osoba, ale zobacz- istnieje takie prawo, że jeśli czegoś nie znamy, a mamy świadomość, że to coś może byc od nas większe, silniejsze lub mądrzejsze/ bardziej przebiegłe, to się tego często boimy. Ludzie różnych czasach i w różnym stopniu przypisywali boskie lub diabelskie znaczenie wszystkiemu czego nie znali. Np. palono rudowłose na stosach i myślę, że jeśli ktoś by się przeniósł w czasie do średniowiecza z telewizorem lub laptopem to sądzę, że na 99% również by go wsadzili na stos za kontakty z diabłem Dlatego uważam, że mogły żyć dawno temu osoby, które wykorzystały to prawo strachu przed tym co niepoznane, do tworzenia i rozbudowy wiary. Tak naprawdę w pewnym stopniu wszystkie wiary są podobne i co najzabawniejsze nie ma tych mniej lub bardziej prawdziwych, a jednak od stuleci toczą się wojny o podłożu religijnym. I do czego to się sprowadza? Wygrywa zawsze silniejsza wiara. Silniejsza pod względem ilości i masywności jej wyznawców. Załóżmy, że mamy tzw "koniec świata"- zostają na świecie 3 osoby, jedna kobieta i dwóch mężczyzn. mężczyźni wierzą w dwie różne wiary, a kobieta nie wierzy w żadną. załóżmy, że mężczyźni mają walczyć ze sobą o wiarę na śmierć i życie. Która wiara przetrwa? ta, której zwolennik ma większą masę mięśniową lub większą charyzmę. (Tak wiem, że są różne opcje, ale podałam akurat taką przerysowaną sytuację, bo tak chciałam )
Nie można więc zaprzeczyć, że ludzie mają bardzo duży wpływ na tworzenie wiary i jej rozwój. Wystarczy wziąć pod uwagę choć by fakt, że biblia była przepisywana wielokrotnie i nie obyło się bez pomyłek i przekręceń jak również cenzury niektórych jej fragmentów, przez różne "znaczące" osoby, o czym nie każdy wie
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum