Wysłany: 09-03-06, 16:43 Hare Kryszna itp [pytanie]
Heja
Mam do Was pytanie. Głównie do osób które miały z poniższymi zagadnieniami jakąś styczność, mają wiedzę bądź z własnego doświadczenia, bądź z doświadczenia znajomych. Bądź whatever
Chodzi o to, że jestem zainteresowana zapoznaniem się z jakąś ciekawą, autentyczą (wiarygodną) odmianą Wisznuizmu. Z racji swoich synkretycznych zainteresowań (UFO, new age, kabała żydowska, buddyzm, ostatnio także rozwój duchowy), chcę dla poszerzenia wiedzy, horyzontów, znajomości duchowości indyjskiej, poczytać sobie teksty wedyjskie (purany, bhagavadgitę) oraz zapoznać się z DOBREJ jakości interpretacjami wisznuickimi. Chodzi o to, żeby nie było to sekciarskie, przekłamane, mylące itp.
Rzecz w tym że ISKON, czy ruch Hare Kryszna przez wiele kontrowersji nie
budzi jakoś zaufania (może się mylę?). Oczywiście charyzmatyczny Prabhupada (wyznawca bengalskiej odmiany Wisznuizmu Cajtanya) dokonał wielu znakomitych tłumaczeń z bengali i sanskrytu (Bhagavata Purana, Cajtanja Caritamrita, Bhagavadgita), ale zdaniem wielu badaczy hinduizmu, jego interpretacja puran jest mocno naciągana.
Ów Maharajji uważany jest za żyjącą inkarnację Kriszny (sic!). Trochę niesamowite i niby odstręcza, ale może to coś Waszym zdaniem wartego uwagi? Ktoś się z nimi kiedyś spotkał? Jak się to ma do ruchu Krysznaitów słynnego Prabhupady?
Co generalnie sądzicie o wisznuickiej filozofii/duchowości? Co Waszym zdaniem na prawdę (z tej działki) wartego jest dzisiaj polecenia? Bez obawy o jakieś dziwne psychomanipulacje, podteksty, mocne nadużycia? Oczywiście podatna na psychomanipulacje raczej nie jestem, ale nie mam ochoty też tracić czasu na coś kompletnie pozbawionego autentyzmu/wartości.
Co generalnie sądzicie o wisznuickiej filozofii/duchowości? Co Waszym zdaniem na prawdę (z tej działki) wartego jest dzisiaj polecenia?
Praktyka u oświeconego:D
Zrozumienie tekstów bierze się z praktyki a wtedy nie potrzebne są filozoficzne interpretacje tego lub innego znawcy pisma. Działanie w drugą stronę zazwyczaj niczego nie zmienia czyli rozumienie pism nie musi przełożyć się na ich przeżycie. Praktycy raczej wiele nie filozofują, pokazują ścieżkę, którą trzeba iść a nie opowiadają o towarzyszących jej widokach.
Dzięki Mars za info.
Piszesz że ważna jest praktyka u oświeconego oraz że "Zrozumienie tekstów bierze się z praktyki a wtedy nie potrzebne są filozoficzne interpretacje".
Ja to rozumiem w taki sposób, że "znając odpowiednią ścieżkę", czy też "próbując praktykować u osoby oświeconej" jestem w stanie zrozumieć filozofię tych pism i przekazów. Warunkiem jest właśnie odpowiednia osoba, linia przekazu tej "wiedzy", "ścieżki". I teraz tylko pytanie, CZYJ Waszym zdaniem przekaz jest wart uwagi, jest autorytatywny. Co sądzicie/sądzisz przykładowo o wspomnianym Prabhupadzie i ISKON? A co np. o facecie, który uważa się za inkarnacje Kryszny? A może jest jakaś ciekawsza linia przekazu lub jakiś inny znany Ci nauczyciel?
Jeśli ktoś z Was interesuje się co nieco hinduizmem, to co sądzicie o przekładach Śrimad Bhagavatam czy Bhagavadgity tego całego Prabhupady? Zauważyłam że nawet na uniwerku (Instytut Orientalistyczny) czytają jego przekłady (mimo że uniwerek teoretycznie powinien bazować na obiektywnych tłumaczeniach, a nie "nacechowanych" religijnością, czyjąś wiarą). Czyżby tłumaczenia twórcy ruchu Hare Kryszna były tak dobrej jakości? Pytam bo pewnie z tymi książkami wiele osób z tego forum się spotkało. Wiele też interesuje się rozwojem duchowym więc może ma jakieś ugruntowane zdanie..
Osobiście miałem styczność tylko z Vishwanandą. Jego nauk nie znam prócz standardów występujących również u innych nauczycieli w stylu skup się na wizerunku Boga w trzecim oku itp. Jeśli chodzi o Vishwanandę miałem przyjemność doświadczyć jego możliwości w momencie gdy wyleczył oczy mojemu dziecku.
O innych się wypowiadać nie wypada gdyż każdy nauczyciel może prowadzić uczniów po swojemu. Mnie to co robią harekrishna nie pasi więc i olewam to co mówi Prbuphada.
Jeśli chodzi o Vishwanandę miałem przyjemność doświadczyć jego możliwości w momencie gdy wyleczył oczy mojemu dziecku.
Wow! Tu mnie zaintrygowałeś.. Przepraszam że dopytuje o ten temat, ale mógłbyś tylko przybliżyć w kilku słowach? Wyleczył poprzez jakąś kuracje, czy po prostu "ad hoc"? To było jakieś poważne schorzenie? Jesteś pewien że to wyleczenie było na pewno Jego zasługą? (wiesz, pytam bo coś takiego brzmi wręcz jak "cud" jakiś)..
Cytat:
Mnie to co robią harekrishna nie pasi więc i olewam to co mówi Prbuphada.
Tzn nie pasi ich ideologia? Sama bhakti joga? Czy to bieganie z książkami i śpiewy i dudnienie na bębenkach? Pytam, bo zastanawiam się czy nie odwiedzić tej ich świątyni w Piasecznie i nie kupić kilku tłumaczeń.
Trzeci stopień retinopatii. Obserwowany, bez zmian od dłuższego czasu. Tydzień po tym jak spytał żony czy chce o coś prosić a ona powiedziała o oczach badania wykazały stopień zerowy. Nie było żadnego cofania się stopniowego. Z trójki na zero. Samo jego działanie wyglądało tak, że pocierał rękami głowę dziecka a z rąk sypało musie mnóstwo vibhuti. No i powiedział, że będzie zdrowy.
Właśnie to jest TO coś, czego nie jestem w stanie pojąć. Z jednej strony Bhakti stara się zaangażować pozytywne uczucia (miłość) w proces samorealizacji. Taka full-miłość która jest wyłącznie duchowa i może się przejawiać w bezinteresowności, miłości do matki, do żony, do bliźnich. Wszyscy ONI są cząstką Boga. Właściwie takie "zatapianie się" w Bogu/Brahmanie/Bhagavanie (zwał jak zwał), rozwijanie tego "kontaktu" i przez to stan błogości, szczęścia..
Co lepsze o tej miłości chrzani masa mistrzów duchowych - Jezus, mistycy judaizmu, Sai Baba, pięć innych tuzinów "Swami" i innych Franciszków z Asyżu. BEZGRANICZNIE kochaj Boga i wszystkie Jego przejawy. JEDNO mi tylko w tym wszystkim nie pasuje. Jeżeli Bóg stworzył ten świat tylko po to, by ktoś Go kochał, to ALBO jest niedopieszczony, ALBO jest totalnym egoistą.
No i po co w takim razie stwarzał Maję (iluzję)??
Przecież jeśli idealne (imho utopijne) społeczeństwo miałoby wyglądać tak, że wszyscy się błogo kochają, to byłoby to jak życie robotów. Do wyrzygania niemal. A jednak ideologia MIŁOŚCI (tak przecież zasadniczo banalna) podbija świat religii i duchowości.
BEZGRANICZNIE kochaj Boga i wszystkie Jego przejawy. JEDNO mi tylko w tym wszystkim nie pasuje. Jeżeli Bóg stworzył ten świat tylko po to, by ktoś Go kochał, to ALBO jest niedopieszczony, ALBO jest totalnym egoistą.
Może łatwiej jest to zrozumieć, jeśli się postrzega boga bez personifikowania?
Jeśli bóg jest wszystkim co "jest", to sugestia bezgranicznego kochania go i wszystkich jego przejawów (to samo w sumie), jest po prostu zaleceniem bezkompromisowego docierania do stanu połączenia z całym istnieniem, który jest dostępny człowiekowi, ale praktycznie niespotykany.
Jasiulek napisał/a:
Przecież jeśli idealne (imho utopijne) społeczeństwo miałoby wyglądać tak, że wszyscy się błogo kochają, to byłoby to jak życie robotów.
Dlaczego robotów?
Stanu bezwarunkowej miłości nudnym nazwać niemożna (oj nie można!). Z boku może nie wyglądać on już tak pięknie - dla osoby pragnącej strumienia doznań emocjonalnych.
Stanu bezwarunkowej miłości nudnym nazwać niemożna (oj nie można!).
Teoretycznie ok, ale w takim razie co z potężną gamą innych uczuć? Wściekłość, pasja, zazdrość. Przecież one są często motorem działań, napędzają twórczość itp itd. Czyżby były wyłącznie "iluzją", bo tylko bezwarunkowa miłość jest autentyczna? Jeśli tak to dlaczego istnieją?
igor napisał/a:
zaleceniem bezkompromisowego docierania do stanu połączenia z całym istnieniem, który jest dostępny człowiekowi, ale praktycznie niespotykany.
Ale jak się "połączyć" np. z kochającą matką a jednocześnie z gwałcicielem dzieci? Przecież pojęcie "całe istnienie" zawiera w sobie ogrom wieloznaczności i sprzeczności..
Poza tym kolejna sprawa, której nie rozumiem. Dla wielu potężnych religii (chrześcijaństwo, islam, hinduizm (szczególnie śiwaizm/wisznuizm) osobowy charakter Boga jest bardzo istotny. Są adwaityści czy buddyści którzy nie postrzegają Boga osobowo, ale zdecydowana większość jednak to robi. No i teraz przykładowo taki Bóg w Starym Testamencie często objawia złość, zemstę, wręcz stronniczość. Niszczy całe narody, miasta (Sodoma, Gomora, Babilon) chroniąc Żydów jako naród wybrany itp.
W hinduizmie taki Kryszna baraszkuje sobie z pasterkami, w złości zabija kilku królów. W Bhagavadgicie wręcz z perfekcją znawcy NLP tak manipuluje Arjuną, że ten godzi się na niszczycielską bitwę/wojnę w której zabija własnych krewnych.
A jednocześnie od ludzi wymaga miłości, pełnego oddania i współczucia dla wszystkich. Totalna hipokryzja jakaś..
Teoretycznie ok, ale w takim razie co z potężną gamą innych uczuć? Wściekłość, pasja, zazdrość. Przecież one są często motorem działań, napędzają twórczość itp itd. Czyżby były wyłącznie "iluzją", bo tylko bezwarunkowa miłość jest autentyczna? Jeśli tak to dlaczego istnieją?
co ja Ci mogę powiedzieć dziewczyno 8 marca na ten temat no?
Chyba, że życzę Ci, abyś na te pytania szybko znalazła odpowiedź
Moja praktyka to 3 rodzaje stanów granicznych. Jeden ma pochodzenie medytacyjne, a 2 chemiczne (mdma i psychodeliki). We wszystkich czuje się wielką jedność ze wszystkim. Mordercę widzi się jako biedaka, człowieka chorego, który krzywdzi innych. Pojawia się wtedy smutek, podejmowanie działań minimalizujących dalsze cierpienie które się wydarza - ofierze i napastnikowi.
W tej chwili jestem daleki od takiego odczuwania więc się powstrzymam, co by nie nazmyślać. Jakby co, to skrobnę.
Apropo iluzoryczności emocji - o ile się nie mylę, to chodzi o to, że zawężają świadomość z powodu swojego ściągającego uwagę działania. W stanach granicznych zarówno same emocje czuje się znacznie mocniej, jak również mocne emocje mało wpływają na uważność.
[ Dodano: 09-03-08, 21:52 ]
Jasiulek napisał/a:
Poza tym kolejna sprawa, której nie rozumiem. Dla wielu potężnych religii (chrześcijaństwo, islam, hinduizm (szczególnie śiwaizm/wisznuizm) osobowy charakter Boga jest bardzo istotny. Są adwaityści czy buddyści którzy nie postrzegają Boga osobowo, ale zdecydowana większość jednak to robi. No i teraz przykładowo taki Bóg w Starym Testamencie często objawia złość, zemstę, wręcz stronniczość. Niszczy całe narody, miasta (Sodoma, Gomora, Babilon) chroniąc Żydów jako naród wybrany itp.
W hinduizmie taki Kryszna baraszkuje sobie z pasterkami, w złości zabija kilku królów. W Bhagavadgicie wręcz z perfekcją znawcy NLP tak manipuluje Arjuną, że ten godzi się na niszczycielską bitwę/wojnę w której zabija własnych krewnych.
A jednocześnie od ludzi wymaga miłości, pełnego oddania i współczucia dla wszystkich. Totalna hipokryzja jakaś..
Ja na to patrzę w tej chwili głównie tak:
Czym większe ego wynalazcy religii tym bardziej osobowy bóg, oraz
ludzie łatwiej wierzą w coś co potrafią sobie wyobrazić.
[ Dodano: 09-03-08, 21:53 ]
Aha, no i fajnie miło że używasz różnych ciekawych nazw Można sobie posprawdzać i się czegoś dowiedzieć
Wysłany: 09-05-23, 08:36 Re: Hare Kryszna itp [pytanie]
Jasiulek napisał/a:
Rzecz w tym że ISKON, czy ruch Hare Kryszna przez wiele kontrowersji nie
budzi jakoś zaufania (może się mylę?). Oczywiście charyzmatyczny Prabhupada (wyznawca bengalskiej odmiany Wisznuizmu Cajtanya) dokonał wielu znakomitych tłumaczeń z bengali i sanskrytu (Bhagavata Purana, Cajtanja Caritamrita, Bhagavadgita), ale zdaniem wielu badaczy hinduizmu, jego interpretacja puran jest mocno naciągana.
Jako ze jestem tutaj nowy pozdrawiam wszystkich forumowiczów
Pytasz o ISKON i myślę ze mogę Ci pomoc ,ponieważ bylem u nich przez ponad rok dawno dawno temu (jakieś 20 lat temu w tej świątyni pod Kamienna Góra)
Otóż wydaje mi się dzisiaj ze to bardzo dobry sposób na początek podroży
"w głąb siebie".
Przez przypadek kupiłem BHAGAVAT-Gite i zacząłem ja czytać
czytałem i nie rozumiałem nic, ale Coś mnie pociągało do tej książki ,Coś pociągało mnie do niej tak ze nie moglem się od niej oderwać .po kilku dniach postanowiłem tam pojechać i zostałem ponad rok .Wspaniale przeżycia
odkryłem siebie, odkryłem "duchowość",zacząłem się rozwijać.
Dlaczego odeszłem ??
no właśnie z powodu tego "sekciarskiego" podejścia do sprawy. sprzedawanie książek bębenki itp itd no i oczywiście ze względu na celibat? bylem za slaby żeby to wytrzymać ,ale nie żałuje do dziś pogłębiam moja wiedzę, medytując próbując żyć na ich sposób. rozwijam się i mam nadzieje ze w następnym życiu będę bardziej "gotowy"
Myślę ze nie należy brać ISKON dosłownie,ale jeżeli interesuje Cie Hinduizm
to bardzo dobry początek na odpowiednie przygotowanie się na szukanie prawdy i spokoju ducha pozdrawiam
Jako ze jestem tutaj nowy pozdrawiam wszystkich forumowiczów
Cześć toso
toso92 napisał/a:
to bardzo dobry początek na odpowiednie przygotowanie się na szukanie prawdy i spokoju ducha
Niektórzy mogą zareagować zniechęceniem się (przez tą całą warstwę ortodoksyjną).
Osobiście preferuje metody bazujące na głębokich doświadczeniach mistycznych, jako start w duchowość. Wtedy po prostu czuje się to, co czym mówią święte papierzyska.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum